Dras Bronisława
23.02.2009
, aktualizacja: 23.02.2009 18:35
Wspomnienie. (1.09.1914 - 3.10.2007)
3 października 2008 roku minęła pierwsza rocznica śmierci Bronisławy Dras, z domu Wożniak, pedagoga, nauczycielki w szkołach podstawowych, liceach i lektora języka angielskiego w Studium Języków Obcych Uniwersytetu Wrocławskiego.
Moja Mama była oddanym, rzetelnym pedagogiem, przez dziesięciolecia swojej pracy utrzymywała ścisły kontakt z młodzieżą. Będąc w podeszłym wieku, twierdziła, że zawsze się czuje młodo, bo całe życie pracowała z młodzieżą.
Urodziła się 1 września 1914 w Kaliszu. Tuż przed wojną ukończyła Szkołę Pedagogiczną w Bojanowie koło Leszna. W czasie wojny była na robotach przymusowych w Niemczech, w Emden, a następnie pracowała jako pracownik biurowy w niemieckiej fabryce obuwia w Bydgoszczy, gdzie doczekała końca wojny.
W Bydgoszczy poznała swojego przyszłego męża Władysława, który był żołnierzem 1. Armii Wojska Polskiego i uczestnikiem walk o Wał Pomorski. W roku 1946 rodzice, już jako małżeństwo, przenieśli się do zniszczonego Wrocławia i stąd można ich zaliczyć do pionierów Wrocławia. W latach 1946-1950 studiowała filologię angielską na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu. Po studiach rozpoczęła pracę w Szkole Podstawowej nr 1. Wspominała, że jednym z jej uczniów był Marek Hłasko, przyszły pisarz.
Następnie od roku 1957 pracowała w Szkole Podstawowej nr 30, Liceum Sióstr Urszulanek i na Uniwersytecie Wrocławskim. Przez te wszystkie lata dała się poznać jako rzetelny i wymagający pedagog. Na Uniwersytecie studenci nazywali ją "Krwawa Mary" ze względu na wycisk, jaki dawała na zajęciach lektoratu języka angielskiego. Była profesjonalnym pedagogiem, odznaczona w 1973 r. Złotym Krzyżem Zasługi.
Do wieku 90 lat udzielała lekcji języka angielskiego i niemieckiego. Uczyła dorosłych i dzieci. Wiele dzieci sąsiadów i znajomych zawdzięcza jej dobrą znajomość języków, która przydała im się na maturze, dostaniu się na studia i później w życiu. Mama mówiła, że robi to, by nie wyjść z wprawy i by utrzymywać stały kontakt z młodymi ludźmi.
Mama miała nas dwoje: mnie i córkę Ewę, która zmarła w wieku 38 lat (w roku 1990). Mąż Władysław zmarł w wieku 63 lat (w roku 1983). Doczekała się dwojga wnucząt: Szymona i Justyny-Agaty i prawnuka Kuby. Moja Mama, odkąd ją pamiętam, zawsze była osobą pogodną i przyjazną ludziom. Mimo wielu przeciwności losu, kłopotów i chorób osób bliskich, zawsze była optymistycznie nastawiona do świata. Wychowała nas dwoje, a potem bardzo pomagała w wychowywaniu wnuków, oczywiście z dogłębnym nauczeniem ich angielskiego i niemieckiego. Dużo czytała po polsku, angielsku i niemiecku. Do końca życia była aktywnym członkiem czytelni i wypożyczalni książek British Council z najdłuższym stażem od roku 1948. Kiedyś, gdy przyjechało do niej pogotowie ratunkowe, lekarz zobaczył angielską książkę leżącą przy łóżku. Był zdumiony, jak można w wieku 90 lat czytać w obcym języku.
Do końca życia Mama starała się być użyteczną i zawsze starała się coś robić, by nie siedzieć bezczynnie, pracowała w ogrodzie, uczyła dzieci, przygotowywała posiłki. Przez całe życie miała dużo znajomych i przyjaciół i wielu z nich przyszło 9 października 2007 na Cmentarz Osobowicki, by odprowadzić Ją na miejsce wiecznego spoczynku.
Moja Mama była oddanym, rzetelnym pedagogiem, przez dziesięciolecia swojej pracy utrzymywała ścisły kontakt z młodzieżą. Będąc w podeszłym wieku, twierdziła, że zawsze się czuje młodo, bo całe życie pracowała z młodzieżą.
Urodziła się 1 września 1914 w Kaliszu. Tuż przed wojną ukończyła Szkołę Pedagogiczną w Bojanowie koło Leszna. W czasie wojny była na robotach przymusowych w Niemczech, w Emden, a następnie pracowała jako pracownik biurowy w niemieckiej fabryce obuwia w Bydgoszczy, gdzie doczekała końca wojny.
W Bydgoszczy poznała swojego przyszłego męża Władysława, który był żołnierzem 1. Armii Wojska Polskiego i uczestnikiem walk o Wał Pomorski. W roku 1946 rodzice, już jako małżeństwo, przenieśli się do zniszczonego Wrocławia i stąd można ich zaliczyć do pionierów Wrocławia. W latach 1946-1950 studiowała filologię angielską na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu i Politechniki we Wrocławiu. Po studiach rozpoczęła pracę w Szkole Podstawowej nr 1. Wspominała, że jednym z jej uczniów był Marek Hłasko, przyszły pisarz.
Następnie od roku 1957 pracowała w Szkole Podstawowej nr 30, Liceum Sióstr Urszulanek i na Uniwersytecie Wrocławskim. Przez te wszystkie lata dała się poznać jako rzetelny i wymagający pedagog. Na Uniwersytecie studenci nazywali ją "Krwawa Mary" ze względu na wycisk, jaki dawała na zajęciach lektoratu języka angielskiego. Była profesjonalnym pedagogiem, odznaczona w 1973 r. Złotym Krzyżem Zasługi.
Do wieku 90 lat udzielała lekcji języka angielskiego i niemieckiego. Uczyła dorosłych i dzieci. Wiele dzieci sąsiadów i znajomych zawdzięcza jej dobrą znajomość języków, która przydała im się na maturze, dostaniu się na studia i później w życiu. Mama mówiła, że robi to, by nie wyjść z wprawy i by utrzymywać stały kontakt z młodymi ludźmi.
Mama miała nas dwoje: mnie i córkę Ewę, która zmarła w wieku 38 lat (w roku 1990). Mąż Władysław zmarł w wieku 63 lat (w roku 1983). Doczekała się dwojga wnucząt: Szymona i Justyny-Agaty i prawnuka Kuby. Moja Mama, odkąd ją pamiętam, zawsze była osobą pogodną i przyjazną ludziom. Mimo wielu przeciwności losu, kłopotów i chorób osób bliskich, zawsze była optymistycznie nastawiona do świata. Wychowała nas dwoje, a potem bardzo pomagała w wychowywaniu wnuków, oczywiście z dogłębnym nauczeniem ich angielskiego i niemieckiego. Dużo czytała po polsku, angielsku i niemiecku. Do końca życia była aktywnym członkiem czytelni i wypożyczalni książek British Council z najdłuższym stażem od roku 1948. Kiedyś, gdy przyjechało do niej pogotowie ratunkowe, lekarz zobaczył angielską książkę leżącą przy łóżku. Był zdumiony, jak można w wieku 90 lat czytać w obcym języku.
Do końca życia Mama starała się być użyteczną i zawsze starała się coś robić, by nie siedzieć bezczynnie, pracowała w ogrodzie, uczyła dzieci, przygotowywała posiłki. Przez całe życie miała dużo znajomych i przyjaciół i wielu z nich przyszło 9 października 2007 na Cmentarz Osobowicki, by odprowadzić Ją na miejsce wiecznego spoczynku.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

