Hryncewicz Mateusz

Rafał Dec
23.02.2009 , aktualizacja: 23.02.2009 18:30
A A A Drukuj
Wspomnienie (21.05.1983-8.02.2005)

Dziś mija kolejna rocznica śmierci - po prostu nie mogę ciągle uwierzyć. Ostatnio jak jechałem na dyżur, tak bardzo chciałem, aby na dyżurce czekał na mnie Hryniu i powiedział: "cześć Decku, co tam? Idziemy na tury?". I płakałem jak dziecko, pisząc tego maila, również nie mogę się powstrzymać. Straciłem kumpla-brata, a drugiego takiego człowieka nie ma na tym cholernym świecie.

Ostatnio z Arasem siedzieliśmy i wspominaliśmy Mateusza i zawsze przychodzi nam jedno do głowy - szkolenie na ratownika kandydata .Ja, Mateusz, Arek i Maciek Moskwa, i jedna z akcji: byliśmy tak zgrani, znaliśmy się tak dobrze, każdy polegał na drugim, po akcji adler (instruktor) powiedział: "Pierwszy raz widzę akcję tak dobrze zrobioną". A jak było ciężko i już na nic nie było siły, Mati zawsze nas poganiał, on po prostu czerpał energię z kosmosu.

Z Hryniem kiedyś szedłem do sklepu w Podlesicach, tak po prostu w czasie dyżuru. Podczas dnia ratownika poznał moją dziewczynę Kingę, w której byłem strasznie zakochany. Mati w czasie drogi do sklepu wymyślił krótka piosenkę o niej i o mnie - była hitem.

Tyle złych ludzi chodzi po tym świecie, a Bóg zabiera najlepszego z nich. Gdzie sprawiedliwość?

Widocznie Bóg miał inny plan, lepszy dla niego.

Pewnie Mati jest teraz ratownikiem tam u góry i ratuje dusze ludzkie - tak to sobie tłumaczę, tylko co z nami? Za każdym razem jak o nim pomyślę, to łzy mi się cisną do oczu.

Pamięć o Matim będzie wieczna.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów