Michniewicz Donata
17.12.2008
, aktualizacja: 17.12.2008 17:52
WSPOMNIENIE (8.10.1928 - 9.08.2008)
"Jesteśmy jedni dla drugich pielgrzymami, którzy różnymi drogami zdążają na to samo spotkanie" - Antoine de Saint-Exupéry
Kiedy w 1956 r. wylądowałem z zakazem pracy w Zespole Szkół Rolniczych w Chojnowie, pierwszą osobą, która wyciągnęła przyjazną i pomocną dłoń, była Donatka - nauczycielka chemii z pięcioletnim już stażem.
Urodzona w Chorostowie (pow. Łunimie), w rodzinie nauczycielskiej. Już we wczesnej młodości straciła ciepły dom rodzinny, zaznała wszystkich okrucieństw wojny (tułaczka, bieda, głód), a mimo to zachowała w całym swoim życiu pogodę ducha, życzliwość dla ludzi i ten szczególny sentyment do Polesia.
Różne drogi zaprowadziły Ją przez Cieszyn do Olsztyna, gdzie ukończyła studia w Wyższej Szkole Rolniczej na Wydziale Rolniczym. Po skończonych studiach, jak wielu wówczas młodych ludzi, znalazła dla siebie miejsce na Ziemiach Odzyskanych i zgodnie z tradycją rodzinną podjęła pracę w szkole jako nauczycielka chemii, której poświęciła całe swoje zawodowe życie.
Początek Jej życia rodzinno-zawodowego nie był łatwy, bowiem po rozpadzie związku małżeńskiego musiała sama utrzymać rodzinę i wychować dzieci. W tej sytuacji pełniła dwie role - była opiekuńcza jako matka i stanowcza jako ojciec. Efektem Jej rozumnych zabiegów wychowawczych są Jej dzieci: Marysia - sercem oddana matce (mądra, czuła i troskliwa) córka, oraz Staszek - odpowiedzialny, zaradny w świecie, przedsiębiorczy, wyrozumiały syn. Nie tylko świetnie wychowała dzieci, ale była dla nich wzorem i oparciem - z matczynym i pedagogicznym wyczuciem - nie ingerowała w ich dorosłe życie, ale inspirowała i akceptowała ich wybory. Natomiast one odpłaciły się Jej życzliwością, troską; otoczyły Ją czułą opieką i pozostały przy Niej aż do ostatnich chwil życia.
Z natury Donatka była pogodna, uczciwa, prostolinijna, wymagająca - tak od siebie, uczniów, jak i współpracowników. Bratnia, opiekuńcza dusza, matkująca wszystkim potrzebującym pokrzepienia, zwłaszcza tym, którzy stawiali pierwsze kroki w nauczaniu i wychowywaniu młodzieży. Chętnie służyła innym, ale sama ceniła sobie niezależność i samodzielność. Starannie dobierała sobie przyjaciół, a w przyjaźni była wierna i wyrozumiała. Znajdowała czas na rzeczy, które dla wielu są trudne do pogodzenia: czas na zabawę z dziećmi, na prowadzenie domu, na zaangażowaną pracę pedagogiczną, na prace społeczne w środowisku, czas na pogaduszki z przyjaciółmi, na intensywne życie towarzyskie, także na aktywny wypoczynek. Przez Jej dom przewijało się wielu ludzi, bo dom ten - tradycyjnym, polskim zwyczajem - był zawsze otwarty, w którym sercem, ale także zastawionym stołem wszystkich miło witała.
Nie tylko Jej dom był otwarty, ale także umysł miała chłonny i na tradycję, i na nowoczesność. Wyrosła w czasach, kiedy zapobiegliwość i pomysłowość były w szczególnej cenie. Stąd też cechy te pieczołowicie pielęgnowała - dlatego w domu Jej nigdy nie zabrakło ani serca, ani chleba.
Była przykładem człowieka, który żył nie tylko swoim życiem, ale także życiem innych. W ostatnich chwilach życia - nawet wtedy, kiedy traciła oddech w momencie odzyskiwania świadomości - jeszcze wtedy wykazywała troskę o rodzinę i bliskich Jej sercu przyjaciół.
Donatko! Choroba, z którą walczyłaś wiele lat, pokonała wprawdzie Twoje ciało, ale duch nie został pokonany. Odchodząc, zabrałaś ze sobą cząstkę naszych wspólnie przeżytych, cudnych lat chojnowickich, ale zostawiłaś nam cząstkę siebie w Twoich kochanych, a nam bliskich dzieciach.
Odeszłaś, ale w naszych sercach i myślach jesteś i będziesz zawsze obecna i bardzo nam Ciebie brakuje.
Kiedy w 1956 r. wylądowałem z zakazem pracy w Zespole Szkół Rolniczych w Chojnowie, pierwszą osobą, która wyciągnęła przyjazną i pomocną dłoń, była Donatka - nauczycielka chemii z pięcioletnim już stażem.
Urodzona w Chorostowie (pow. Łunimie), w rodzinie nauczycielskiej. Już we wczesnej młodości straciła ciepły dom rodzinny, zaznała wszystkich okrucieństw wojny (tułaczka, bieda, głód), a mimo to zachowała w całym swoim życiu pogodę ducha, życzliwość dla ludzi i ten szczególny sentyment do Polesia.
Różne drogi zaprowadziły Ją przez Cieszyn do Olsztyna, gdzie ukończyła studia w Wyższej Szkole Rolniczej na Wydziale Rolniczym. Po skończonych studiach, jak wielu wówczas młodych ludzi, znalazła dla siebie miejsce na Ziemiach Odzyskanych i zgodnie z tradycją rodzinną podjęła pracę w szkole jako nauczycielka chemii, której poświęciła całe swoje zawodowe życie.
Początek Jej życia rodzinno-zawodowego nie był łatwy, bowiem po rozpadzie związku małżeńskiego musiała sama utrzymać rodzinę i wychować dzieci. W tej sytuacji pełniła dwie role - była opiekuńcza jako matka i stanowcza jako ojciec. Efektem Jej rozumnych zabiegów wychowawczych są Jej dzieci: Marysia - sercem oddana matce (mądra, czuła i troskliwa) córka, oraz Staszek - odpowiedzialny, zaradny w świecie, przedsiębiorczy, wyrozumiały syn. Nie tylko świetnie wychowała dzieci, ale była dla nich wzorem i oparciem - z matczynym i pedagogicznym wyczuciem - nie ingerowała w ich dorosłe życie, ale inspirowała i akceptowała ich wybory. Natomiast one odpłaciły się Jej życzliwością, troską; otoczyły Ją czułą opieką i pozostały przy Niej aż do ostatnich chwil życia.
Z natury Donatka była pogodna, uczciwa, prostolinijna, wymagająca - tak od siebie, uczniów, jak i współpracowników. Bratnia, opiekuńcza dusza, matkująca wszystkim potrzebującym pokrzepienia, zwłaszcza tym, którzy stawiali pierwsze kroki w nauczaniu i wychowywaniu młodzieży. Chętnie służyła innym, ale sama ceniła sobie niezależność i samodzielność. Starannie dobierała sobie przyjaciół, a w przyjaźni była wierna i wyrozumiała. Znajdowała czas na rzeczy, które dla wielu są trudne do pogodzenia: czas na zabawę z dziećmi, na prowadzenie domu, na zaangażowaną pracę pedagogiczną, na prace społeczne w środowisku, czas na pogaduszki z przyjaciółmi, na intensywne życie towarzyskie, także na aktywny wypoczynek. Przez Jej dom przewijało się wielu ludzi, bo dom ten - tradycyjnym, polskim zwyczajem - był zawsze otwarty, w którym sercem, ale także zastawionym stołem wszystkich miło witała.
Nie tylko Jej dom był otwarty, ale także umysł miała chłonny i na tradycję, i na nowoczesność. Wyrosła w czasach, kiedy zapobiegliwość i pomysłowość były w szczególnej cenie. Stąd też cechy te pieczołowicie pielęgnowała - dlatego w domu Jej nigdy nie zabrakło ani serca, ani chleba.
Była przykładem człowieka, który żył nie tylko swoim życiem, ale także życiem innych. W ostatnich chwilach życia - nawet wtedy, kiedy traciła oddech w momencie odzyskiwania świadomości - jeszcze wtedy wykazywała troskę o rodzinę i bliskich Jej sercu przyjaciół.
Donatko! Choroba, z którą walczyłaś wiele lat, pokonała wprawdzie Twoje ciało, ale duch nie został pokonany. Odchodząc, zabrałaś ze sobą cząstkę naszych wspólnie przeżytych, cudnych lat chojnowickich, ale zostawiłaś nam cząstkę siebie w Twoich kochanych, a nam bliskich dzieciach.
Odeszłaś, ale w naszych sercach i myślach jesteś i będziesz zawsze obecna i bardzo nam Ciebie brakuje.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

