Czytajmy w Polsce - bo dobra literatura łączy ludzi
13.06.2011
, aktualizacja: 12.06.2011 21:24
Badania pokazują, że coraz mniej Polaków czyta, a jeśli nawet czyta, to coraz mniej rozumie. Dlatego rozpoczynając w "Gazecie" cykl "Czytajmy w Polsce", chcemy pokazać, że książki nie gryzą, a czytanie nie boli. I że ciągle jeszcze jest wiele osób, które nie wstydzą się tego, że czytają
W księgarniach jest coraz więcej coraz piękniej wydanych i coraz mądrzejszych książek, które czyta coraz mniej ludzi. Najpotężniejsze medium - telewizja - likwidując kolejne programy o literaturze, zepchnęło czytających do niszy wykluczonych. Jakby czytanie było zajęciem równie wstydliwym co podglądanie bliźnich w sytuacjach intymnych. A właściwie nawet bardziej wstydliwym, bo programów o podglądaniu telewizja się nie wstydzi.
Nasz cykl ma przekonać nieczytających, że czytanie może być pożyteczne, a czytających, że nie należy się z tym ukrywać. Bo ludzie, którzy jeszcze czytają, nie zawsze chcą się z tym ujawnić. Bo skoro ponad połowa Polaków nie czyta w ogóle, to znaczy, że łatwiej trafić na takiego, który książek używa jako podkładkę pod chyboczący się stolik. Więc lepiej się nie wychylać. Na szczęście ciągle jeszcze prawie połowa Polaków czyta. Bo się przyzwyczaili, bo nie ma lepszego sposobu na kontakt z drugim człowiekiem niż książka, bo literatura jest mniej agresywna niż media elektroniczne. Czytają, bo chcą mieć prawo wyboru. Chcemy, żeby mogli się nawzajem zobaczyć.
Przez kolejne dni o swoim życiu z książką będą opowiadali muzycy, plastycy, uczeni, aktorzy, urzędnicy i biznesmeni. Zaczynamy rozmowę z grafikiem i ilustratorem książek Tomaszem Brodą. Dlaczego akurat z nim? Bo jest autorem serii rysunków z cyklu "Literaturity show", czyli literackiego "Big Brothera". Na jego rysunkach można podejrzeć pisarzy w sytuacjach, w jakich zwykle ogląda się bohaterów tzw. reality show. Tadeusz Konwicki je zupę, Wisława Szymborska zakłada pończochy, Gabriel Garcia Marquez myje zęby, a Salman Rushdie używa dezodorantu. Można zobaczyć Leszka Kołakowskiego w gaciach, Umberto Eco w łóżku, Czesława Miłosza pod prysznicem, a Sławomira Mrożka w wannie.
Rysunki Brody to oczywiście żart. Pewnie telewizja marzyłaby, żeby wejść z kamerami do sypialni i łazienki najwybitniejszych poetów i autorów powieści, a grafik boleśnie z tego pragnienia zadrwił. Paradoksalnie jednak autorzy książek, poeci, powieściopisarze odkrywają się przed nami bardziej nawet niż bohaterowie kolejnych edycji "Big Brothera". Odkrywają się ze swoimi myślami, emocjami, z miłością i nienawiścią, mówią o tym, co lubią, a czego nie, co ich dotyka, co drażni, co zachwyca, a co podnieca. O taką szczerość trudno nawet w bezpośredniej rozmowie, bo intymność przełamać niełatwo. Książka jest pośrednikiem, który pomaga. I jednym, i drugi, Autorom otworzyć duszę, czytelnikom do tej duszy zajrzeć.
Tomasz Broda zdradza w rozmowie, do czego używa książek. Tak, właśnie u ż y w a. Biografii Picassa i Topora na twórczą potencję, Różewicza, żeby złapać dystans do rzeczywistości, a Masłowskiej, kiedy ogarnia go - cytuję - "ogólny wkurw na rzeczywistość" (inne sposoby w wywiadzie). Tę listę można pociągnąć dalej. Używając Owidiusza, by przygotować się do niezapomnianej randki, Schopenhauera, by zniszczyć w rozmowie głupiego współpracownika (dla lubiących ćwiczenia hardcorowe - szefa!), Leca, by błysnąć inteligencją jak no, niech tam, Kuba Wojewódzki, którego erudycja zdradza, że przed każdym programem buszuje po książkach.
Zacznijmy traktować książki normalnie. Nie jak przedmiot kultu, nie jak fetysz, budzący podniecenie wyłącznie u niewielkiego grona odmieńców, nie jak narzędzie szkolnego terroru. Ale jak pożyteczny przedmiot, który bardzo ułatwia życie. Bo książek nie trzeba się bać. Nie ma powodu, żeby przed nimi klękać, wystarczy traktować je tak, jak na to zasługują. Czytając ciekawą do końca i potem wracając po wielokroć do ulubionych fragmentów, odstawiając nudną po 10 stronach. O tym będą mówili zaproszeni przez "Gazetę" do rozmów goście. O książkach, które są dla nich ważne, coś zmieniły w życiu, usypiają wieczorem albo pozwalają zapomnieć o opresyjnym świecie. O książkach, które lubią, i o takich, których lektury żałują, bo zabrały im kawałek życia. Potraktujmy nasz cykl jako instrukcję obsługi książki. Skoro nawet telefony komórkowe wymagają coraz grubszych tomów zawierających instrukcje ich obsługi, być może takiej instrukcji potrzebują dziś także książki.
Nasz cykl ma przekonać nieczytających, że czytanie może być pożyteczne, a czytających, że nie należy się z tym ukrywać. Bo ludzie, którzy jeszcze czytają, nie zawsze chcą się z tym ujawnić. Bo skoro ponad połowa Polaków nie czyta w ogóle, to znaczy, że łatwiej trafić na takiego, który książek używa jako podkładkę pod chyboczący się stolik. Więc lepiej się nie wychylać. Na szczęście ciągle jeszcze prawie połowa Polaków czyta. Bo się przyzwyczaili, bo nie ma lepszego sposobu na kontakt z drugim człowiekiem niż książka, bo literatura jest mniej agresywna niż media elektroniczne. Czytają, bo chcą mieć prawo wyboru. Chcemy, żeby mogli się nawzajem zobaczyć.
Przez kolejne dni o swoim życiu z książką będą opowiadali muzycy, plastycy, uczeni, aktorzy, urzędnicy i biznesmeni. Zaczynamy rozmowę z grafikiem i ilustratorem książek Tomaszem Brodą. Dlaczego akurat z nim? Bo jest autorem serii rysunków z cyklu "Literaturity show", czyli literackiego "Big Brothera". Na jego rysunkach można podejrzeć pisarzy w sytuacjach, w jakich zwykle ogląda się bohaterów tzw. reality show. Tadeusz Konwicki je zupę, Wisława Szymborska zakłada pończochy, Gabriel Garcia Marquez myje zęby, a Salman Rushdie używa dezodorantu. Można zobaczyć Leszka Kołakowskiego w gaciach, Umberto Eco w łóżku, Czesława Miłosza pod prysznicem, a Sławomira Mrożka w wannie.
Rysunki Brody to oczywiście żart. Pewnie telewizja marzyłaby, żeby wejść z kamerami do sypialni i łazienki najwybitniejszych poetów i autorów powieści, a grafik boleśnie z tego pragnienia zadrwił. Paradoksalnie jednak autorzy książek, poeci, powieściopisarze odkrywają się przed nami bardziej nawet niż bohaterowie kolejnych edycji "Big Brothera". Odkrywają się ze swoimi myślami, emocjami, z miłością i nienawiścią, mówią o tym, co lubią, a czego nie, co ich dotyka, co drażni, co zachwyca, a co podnieca. O taką szczerość trudno nawet w bezpośredniej rozmowie, bo intymność przełamać niełatwo. Książka jest pośrednikiem, który pomaga. I jednym, i drugi, Autorom otworzyć duszę, czytelnikom do tej duszy zajrzeć.
Tomasz Broda zdradza w rozmowie, do czego używa książek. Tak, właśnie u ż y w a. Biografii Picassa i Topora na twórczą potencję, Różewicza, żeby złapać dystans do rzeczywistości, a Masłowskiej, kiedy ogarnia go - cytuję - "ogólny wkurw na rzeczywistość" (inne sposoby w wywiadzie). Tę listę można pociągnąć dalej. Używając Owidiusza, by przygotować się do niezapomnianej randki, Schopenhauera, by zniszczyć w rozmowie głupiego współpracownika (dla lubiących ćwiczenia hardcorowe - szefa!), Leca, by błysnąć inteligencją jak no, niech tam, Kuba Wojewódzki, którego erudycja zdradza, że przed każdym programem buszuje po książkach.
Zacznijmy traktować książki normalnie. Nie jak przedmiot kultu, nie jak fetysz, budzący podniecenie wyłącznie u niewielkiego grona odmieńców, nie jak narzędzie szkolnego terroru. Ale jak pożyteczny przedmiot, który bardzo ułatwia życie. Bo książek nie trzeba się bać. Nie ma powodu, żeby przed nimi klękać, wystarczy traktować je tak, jak na to zasługują. Czytając ciekawą do końca i potem wracając po wielokroć do ulubionych fragmentów, odstawiając nudną po 10 stronach. O tym będą mówili zaproszeni przez "Gazetę" do rozmów goście. O książkach, które są dla nich ważne, coś zmieniły w życiu, usypiają wieczorem albo pozwalają zapomnieć o opresyjnym świecie. O książkach, które lubią, i o takich, których lektury żałują, bo zabrały im kawałek życia. Potraktujmy nasz cykl jako instrukcję obsługi książki. Skoro nawet telefony komórkowe wymagają coraz grubszych tomów zawierających instrukcje ich obsługi, być może takiej instrukcji potrzebują dziś także książki.
Najnowsze wiadomości
-
Policja przyjmie do pracy ponad 250 nowych policjantów
-
Husyci najechali na Oleśnicę, trwają walki [ZDJĘCIA]
-
Oni kochają auta z PRL? Pokazali je we Wrocławiu [FOTO]
-
Matka przyznała się do pobicia sześciomiesięcznego dziecka
-
Sześć osób w szpitalu po kolizji aut w Jeleniej Górze
-
Legnica: mężczyzna spłonął w pożarze w kamienicy
-
Paralotniarz wpadł do Odry. Zmarł po reanimacji
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Czytajmy w Polsce - bo dobra literatura łączy l...
opir
13.06.11, 10:54
Takie zachęcanie do czytania jest głupie, jak ktoś nie czyta to jego strata. Zresztą poznać takiego nieczytającego można po 10 minutach rozmowy. »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć