Kąpieliska i baseny? Obietnice na razie bez pokrycia
04.06.2011
, aktualizacja: 03.06.2011 20:35
Wrocławianom muszą wystarczyć cztery letnie miejskie kąpieliska. Nic nie zapowiada, aby w ciągu najbliższych dwóch lat władze Wrocławia spełniły swoje obietnice, że przybędzie miejsc do odpoczynku nad wodą
ZOBACZ TAKŻE
- Gdzie się kąpać? Żwirownie, leśne stawy i zalewy (03-06-11, 08:00)
- Cztery i tylko cztery wrocławskie kąpieliska [ZDJĘCIA] (02-06-11, 06:50)
- Basen na Oporowie to ruina bez żadnych szans na remont (01-06-11, 07:00)
- Baseny, które wrocławianie mogą już tylko powspominać (01-06-11, 06:50)
Od trzech lat co roku latem nagłaśniamy tęsknoty wrocławian za odkrytymi miejskimi kąpieliskami i powtarzamy za nimi: aquapark to za mało. Wypominamy władzom Wrocławia, że dopuściły do sytuacji, w której w południowej część ponadsześćsettysięcznej metropolii nie ma gdzie latem popływać i poopalać się z dziećmi.
Jeszcze dwa lata temu wiceprezydent Jarosław Obremski deklarował: - Basen na Brochowie na pewno w przyszłości będziemy remontować. Osiedle Brochów to właściwie osobne miasteczko, średnia zarobków jest raczej niewygórowana, dlatego jego mieszkańcy powinni mieć swój basen na miejscu. Przymierzamy się, że w 2011 roku ten remont powinien być zrobiony. Remont basu przy ulicy Harcerskiej byłby bardzo kosztowny. Nie ma decyzji, że nie będziemy go remontować, ale na pewno remont nie wchodzi w grę w 2010 roku. Być może na Harcerskiej doraźnie zagospodarujemy część kąpieliska, na przykład brodzik.
W 2010 roku latem wiceprezydent także wspominał o planowanym remoncie basenu na Brochowie. - Powstają tam nowe osiedla, więc potrzebne jest tego typu miejsce do wypoczynku i relaksu - podkreślał. Wspominał, że na Oporowie powstanie ośrodek rekreacyjny z otwartym basenem. Zastrzegał jednocześnie: - To plan na najbliższe parę lat. Tempo realizacji zależy od tego, ile będziemy mieli pieniędzy w kasie miasta.
W tym roku wiceprezydent Jarosław Obremski nie chciał już rozmawiać na temat miejskich kąpielisk. Bo z zapowiedzi z poprzednich lat nic nie wyszło, a o planach na najbliższą przyszłość, które mają szansę być zrealizowane, nic nie wiadomo. W dodatku przepadła okazja, by ruszyła się sprawa kąpieliska na Oporowie.
Plan dla Harcerskiej
Wrocławskie przedsiębiorstwo Redeco chciało przy ul. Harcerskiej wybudować nowy kompleks rekreacyjno-sportowy, którego częścią byłby także odkryty basen. Według wstępnych szacunków inwestycja byłaby warta między 20 a 30 mln zł. W zamian za włożone pieniądze firma przez 30 lat byłaby dzierżawcą ośrodka i czerpałaby z niego zyski.
Przetarg na to przedsięwzięcie ogłoszono w połowie 2009 roku, ale niedługo potem Redeco wycofało się z realizacji projektu. Powodem był brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Taki plan na wniosek rady miejskiej przygotowuje Biuro Rozwoju Wrocławia w porozumieniu z innymi miejskimi instytucjami.
Nawet jeśli brak dokumentu był tylko wymówką dla Redeco do wycofania się z inwestycji, to władze miasta od ubiegłego roku nic nie zrobiły, aby ten przeszkodę szybko wyeliminować. Uchwałę zlecającą przygotowanie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla ul. Harcerskiej radni przyjęli dopiero dwa tygodnie temu. Opracowanie takiego planu zajmie co najmniej rok. I to przy założeniu, że po drodze nie będzie wielu protestów przeciwko koncepcji zaproponowanej przez urzędników. Pewne jest zatem, że latem 2012 roku nikt w basenie na Oporowie nie popływa, bo - o ile znajdzie się inwestor - budowa dopiero mogłaby ruszyć.
Gdyby magistrat i radni na zarzut Redeco zareagowali od razu, gdyby nie ociągali się ponad pół roku z podjęciem odpowiedniej uchwały, prace nad planem zagospodarowania miejscowego już by trwały. To byłby przejaw dobrej woli, dowód na zaangażowanie władz miasta w załatwienie sprawy basenu na Oporowie. Tymczasem pozostało wrażenie, że temat kąpieliska na Oporowie jest nieistotny.
Aquapark albo nic
- Wydaje mi się, że aquapark przejął funkcję zamkniętych basenów na Oporowie, Ślężnej i Brochowie. Świadczą o tym kolejki przy kasach - stwierdził wiceprezydent Obremski latem 2009 roku.
Kolejny sezon potwierdził twierdzenie o popularności aquaparku. W ubiegłym roku w upalne dni liczba sprzedanych biletów sięgała 5,5 tys. Ale ci, co zdecydowali się na wizytę w nim, narzekali, że w takim tłoku nie ma mowy o pływaniu. Poza tym wskazywanie aquaparku jako alternatywy dla zamkniętych kąpielisk jest nieuczciwe. Przede wszystkim ze względów finansowych. Całodzienna zabawa we Wrocławskim Parku Wodnym kosztowałaby kilka do kilkunastu razy więcej niż bilet na miejskie kąpielisko. Idzie za tym przekonanie, że miasto wybudowało atrakcyjne miejsce relaksu dla swoich zamożniejszych obywateli, ale teraz musi ono odzyskać wydane pieniądze. Kiedy zamknięto plenerowe kąpieliska, ludzie nie mają wyboru - jak chcą popływać, muszą pójść do aquaparku.
Poznańska Rusałka, łódzki Arturówek
W samym Poznaniu są cztery miejskie kąpieliska - naturalne nad jeziorem Strzeszyńskim i nad Rusałką oraz dwa odkryte baseny. Miasto stale w nie inwestuje, mimo że wokół stolicy Wielkopolski jest kilka jezior, do których można dojechać w 30-40 minut, a niewiele ponad godzinę trzeba, aby dotrzeć na Pojezierze Drawskie, raju dla miłośników relaksu nad wodą.
Na terenie Łodzi są dwa naturalne kąpieliska i cztery odkryte baseny. Łódź ma o około 100 tys. mieszkańców więcej niż Wrocław, ale też łódzkie kąpieliska są znacznie większe od naszych. Na Arturówku i nad Stawami Jana wygodnie odpoczywa znacznie więcej osób niż np. na Morskim Oku czy Gliniankach.
Poza tym miejsca do pływania w Łodzi są rozlokowane w różnych częściach miasta, podobnie jest w Poznaniu i w Krakowie. Oczywiście, w znaczącym stopniu na lokalizację naturalnych kąpielisk nie można wpłynąć, ale już o rozlokowaniu i utrzymaniu basenów w poszczególnych rejonach miasta to władze decydują. Tymczasem we Wrocławiu zostały tylko kąpieliska w północnych dzielnicach.
W tym sezonie pojawił się kolejny kłopot. Przez budowę obwodnicy i stadiony dotarcie na Glinianki będzie mocno utrudnione, a samochodem niemal niemożliwe. To na pewno wpłynie na frekwencję na kąpielisku przy ul. Kosmonautów.
Niedochodowa kultura czasu wolnego
Przy okazji dyskusji o kąpieliskach we Wrocławiu zawsze pojawia się wątek ich nieopłacalności jako instytucji sezonowych. A kiedy jeszcze dodamy do tego wahania pogody, to czarno na białym okazuje się, że kąpieliska są przedsięwzięciami wysokiego ryzyka. Np. w 2006 roku, w ostatnim sezonie działania kąpieliska na Oporowie, miasto wydało na jego roczne utrzymanie blisko 180 tys. zł. Wpływy z 11 tys. sprzedanych biletów wyniosły 80 tys. zł. Ale już baseny przy ul. Wejherowskiej tego samego roku zarobiły na siebie.
Argument nieopłacalności prowadzenia przez miasto otwartych kąpielisk upada, bo mówimy o przedsięwzięciach prospołecznych, mających wpływ na komfort życia w mieście. Jak przeliczyć na złotówki zadowolenie z bycia wrocławianinem? Po drugie, skoro prywatna firma gotowa była zainwestować w tereny przy ul. Harcerskiej, to może może ten pomysł nie był z góry skazany na porażkę biznesową.
Plany wobec miejsc do pływania we Wrocławiu są odsuwane w bliżej nieokreśloną przyszłość także z powodu mnogości inwestycji, w które zaangażowało się miasto. Jest cała lista priorytetowych projektów, które mają usprawiedliwić postępującą degradację miejskich kąpielisk. Budowa stadionu, obwodnicy śródmiejskiej, remont Hali Stulecia, budowa oceanarium nie mogą służyć jako parawan dla zaniedbań w kwestii kąpielisk. W mieście, które aspiruje do miana Europejskiej Stolicy Kultury, posługując się hasłem "kultury czasu wolnego", ogranicza się możliwość uprawiania jednej z najprzyjemniejszych form relaksu.
Jeszcze dwa lata temu wiceprezydent Jarosław Obremski deklarował: - Basen na Brochowie na pewno w przyszłości będziemy remontować. Osiedle Brochów to właściwie osobne miasteczko, średnia zarobków jest raczej niewygórowana, dlatego jego mieszkańcy powinni mieć swój basen na miejscu. Przymierzamy się, że w 2011 roku ten remont powinien być zrobiony. Remont basu przy ulicy Harcerskiej byłby bardzo kosztowny. Nie ma decyzji, że nie będziemy go remontować, ale na pewno remont nie wchodzi w grę w 2010 roku. Być może na Harcerskiej doraźnie zagospodarujemy część kąpieliska, na przykład brodzik.
W 2010 roku latem wiceprezydent także wspominał o planowanym remoncie basenu na Brochowie. - Powstają tam nowe osiedla, więc potrzebne jest tego typu miejsce do wypoczynku i relaksu - podkreślał. Wspominał, że na Oporowie powstanie ośrodek rekreacyjny z otwartym basenem. Zastrzegał jednocześnie: - To plan na najbliższe parę lat. Tempo realizacji zależy od tego, ile będziemy mieli pieniędzy w kasie miasta.
W tym roku wiceprezydent Jarosław Obremski nie chciał już rozmawiać na temat miejskich kąpielisk. Bo z zapowiedzi z poprzednich lat nic nie wyszło, a o planach na najbliższą przyszłość, które mają szansę być zrealizowane, nic nie wiadomo. W dodatku przepadła okazja, by ruszyła się sprawa kąpieliska na Oporowie.
Plan dla Harcerskiej
Wrocławskie przedsiębiorstwo Redeco chciało przy ul. Harcerskiej wybudować nowy kompleks rekreacyjno-sportowy, którego częścią byłby także odkryty basen. Według wstępnych szacunków inwestycja byłaby warta między 20 a 30 mln zł. W zamian za włożone pieniądze firma przez 30 lat byłaby dzierżawcą ośrodka i czerpałaby z niego zyski.
Przetarg na to przedsięwzięcie ogłoszono w połowie 2009 roku, ale niedługo potem Redeco wycofało się z realizacji projektu. Powodem był brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Taki plan na wniosek rady miejskiej przygotowuje Biuro Rozwoju Wrocławia w porozumieniu z innymi miejskimi instytucjami.
Nawet jeśli brak dokumentu był tylko wymówką dla Redeco do wycofania się z inwestycji, to władze miasta od ubiegłego roku nic nie zrobiły, aby ten przeszkodę szybko wyeliminować. Uchwałę zlecającą przygotowanie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla ul. Harcerskiej radni przyjęli dopiero dwa tygodnie temu. Opracowanie takiego planu zajmie co najmniej rok. I to przy założeniu, że po drodze nie będzie wielu protestów przeciwko koncepcji zaproponowanej przez urzędników. Pewne jest zatem, że latem 2012 roku nikt w basenie na Oporowie nie popływa, bo - o ile znajdzie się inwestor - budowa dopiero mogłaby ruszyć.
Gdyby magistrat i radni na zarzut Redeco zareagowali od razu, gdyby nie ociągali się ponad pół roku z podjęciem odpowiedniej uchwały, prace nad planem zagospodarowania miejscowego już by trwały. To byłby przejaw dobrej woli, dowód na zaangażowanie władz miasta w załatwienie sprawy basenu na Oporowie. Tymczasem pozostało wrażenie, że temat kąpieliska na Oporowie jest nieistotny.
Aquapark albo nic
- Wydaje mi się, że aquapark przejął funkcję zamkniętych basenów na Oporowie, Ślężnej i Brochowie. Świadczą o tym kolejki przy kasach - stwierdził wiceprezydent Obremski latem 2009 roku.
Kolejny sezon potwierdził twierdzenie o popularności aquaparku. W ubiegłym roku w upalne dni liczba sprzedanych biletów sięgała 5,5 tys. Ale ci, co zdecydowali się na wizytę w nim, narzekali, że w takim tłoku nie ma mowy o pływaniu. Poza tym wskazywanie aquaparku jako alternatywy dla zamkniętych kąpielisk jest nieuczciwe. Przede wszystkim ze względów finansowych. Całodzienna zabawa we Wrocławskim Parku Wodnym kosztowałaby kilka do kilkunastu razy więcej niż bilet na miejskie kąpielisko. Idzie za tym przekonanie, że miasto wybudowało atrakcyjne miejsce relaksu dla swoich zamożniejszych obywateli, ale teraz musi ono odzyskać wydane pieniądze. Kiedy zamknięto plenerowe kąpieliska, ludzie nie mają wyboru - jak chcą popływać, muszą pójść do aquaparku.
Poznańska Rusałka, łódzki Arturówek
W samym Poznaniu są cztery miejskie kąpieliska - naturalne nad jeziorem Strzeszyńskim i nad Rusałką oraz dwa odkryte baseny. Miasto stale w nie inwestuje, mimo że wokół stolicy Wielkopolski jest kilka jezior, do których można dojechać w 30-40 minut, a niewiele ponad godzinę trzeba, aby dotrzeć na Pojezierze Drawskie, raju dla miłośników relaksu nad wodą.
Na terenie Łodzi są dwa naturalne kąpieliska i cztery odkryte baseny. Łódź ma o około 100 tys. mieszkańców więcej niż Wrocław, ale też łódzkie kąpieliska są znacznie większe od naszych. Na Arturówku i nad Stawami Jana wygodnie odpoczywa znacznie więcej osób niż np. na Morskim Oku czy Gliniankach.
Poza tym miejsca do pływania w Łodzi są rozlokowane w różnych częściach miasta, podobnie jest w Poznaniu i w Krakowie. Oczywiście, w znaczącym stopniu na lokalizację naturalnych kąpielisk nie można wpłynąć, ale już o rozlokowaniu i utrzymaniu basenów w poszczególnych rejonach miasta to władze decydują. Tymczasem we Wrocławiu zostały tylko kąpieliska w północnych dzielnicach.
W tym sezonie pojawił się kolejny kłopot. Przez budowę obwodnicy i stadiony dotarcie na Glinianki będzie mocno utrudnione, a samochodem niemal niemożliwe. To na pewno wpłynie na frekwencję na kąpielisku przy ul. Kosmonautów.
Niedochodowa kultura czasu wolnego
Przy okazji dyskusji o kąpieliskach we Wrocławiu zawsze pojawia się wątek ich nieopłacalności jako instytucji sezonowych. A kiedy jeszcze dodamy do tego wahania pogody, to czarno na białym okazuje się, że kąpieliska są przedsięwzięciami wysokiego ryzyka. Np. w 2006 roku, w ostatnim sezonie działania kąpieliska na Oporowie, miasto wydało na jego roczne utrzymanie blisko 180 tys. zł. Wpływy z 11 tys. sprzedanych biletów wyniosły 80 tys. zł. Ale już baseny przy ul. Wejherowskiej tego samego roku zarobiły na siebie.
Argument nieopłacalności prowadzenia przez miasto otwartych kąpielisk upada, bo mówimy o przedsięwzięciach prospołecznych, mających wpływ na komfort życia w mieście. Jak przeliczyć na złotówki zadowolenie z bycia wrocławianinem? Po drugie, skoro prywatna firma gotowa była zainwestować w tereny przy ul. Harcerskiej, to może może ten pomysł nie był z góry skazany na porażkę biznesową.
Plany wobec miejsc do pływania we Wrocławiu są odsuwane w bliżej nieokreśloną przyszłość także z powodu mnogości inwestycji, w które zaangażowało się miasto. Jest cała lista priorytetowych projektów, które mają usprawiedliwić postępującą degradację miejskich kąpielisk. Budowa stadionu, obwodnicy śródmiejskiej, remont Hali Stulecia, budowa oceanarium nie mogą służyć jako parawan dla zaniedbań w kwestii kąpielisk. W mieście, które aspiruje do miana Europejskiej Stolicy Kultury, posługując się hasłem "kultury czasu wolnego", ogranicza się możliwość uprawiania jednej z najprzyjemniejszych form relaksu.
Najnowsze wiadomości
-
Husyci najechali na Oleśnicę, trwają walki [ZDJĘCIA]
-
Oni kochają auta z PRL? Pokazali je we Wrocławiu [FOTO]
-
Matka przyznała się do pobicia sześciomiesięcznego dziecka
-
Sześć osób w szpitalu po kolizji aut w Jeleniej Górze
-
Legnica: mężczyzna spłonął w pożarze w kamienicy
-
Paralotniarz wpadł do Odry. Zmarł po reanimacji
-
Dzisiaj Kuchar, jutro Hołowczyc i Koksu. Trwa Auto Show
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
hej lemingi: pawełek i ten drugi wynalazek
1410_tenrok
04.06.11, 10:19
co wynika z waszego bezmyslnego klepania w kawiaturę? Jesteście jak słynny rysunek Mleczki: Obywatelu nie pieprz bez sensu!Może jakieś pomysłu, jakieś konkrety? Na to lewackich - »
-
naturalne zbiorniki
garym
04.06.11, 11:31
cieszę się że gazeta przypomina o tym skrywanym problemie wrocławia. Dla mnie, człowieka z Pomorza, brak możliwości popluskania się na otwartych zbiornikach jest największą wadą Wrocławia. »
-
Niedawno czytałem, że jakieś miasto
byrcyn11
04.06.11, 18:52
w Brazylii eksperymentalnie wprowadziło demokracje bezpośrednią jeśli chodzi o budżet. A więc to obywatele miasta przez referenda głosują na co wydawać pieniądze - i miasto kwitnie - są już »
Najczęściej czytane24 htydzień




