Prof. Wojciech Witkiewicz Ambasadorem Wrocławia 2011
16.05.2011
, aktualizacja: 16.05.2011 22:26
- Trzeba mieć odwagę marzyć, by mieć siłę do realizowania tych marzeń. Tę nagrodę przyjmuje nie tylko dla siebie, lecz także dla moich nauczycieli i współpracowników. Jestem Dolnoślązakiem, jestem związany z Wrocławiem prawie 50 lat i już tutaj chyba pozostanę do końca życia - mówił podczas poniedziałkowej gali uroczystości wręczenia tytułu Ambasadora Wrocławia prof. Wojciech Witkiewicz.

Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Prof. Wojciech Witkiewicz, Ambasador Wrocławia 2011 (z prawej) oraz Jerzy Sawka, redaktor naczelny wrocławskiej "GW" i Zdzisław Olejczyk, prezes MPWiK

Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Prof. Wojciech Witkiewicz i redaktor naczelny wrocławskiej ?Gazety Wyborczej? Jerzy Sawka

Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Prof. Wojciech Witkiewicz, Ambasador Wrocławia 2011
SERWISY
"Gazeta Wyborcza" przyznaje od czterech lat nagrodę Ambasador Wrocławia. Chcemy uhonorować ludzi, dzięki którym rosną sława i prestiż miasta. Na placówki dyplomatyczne wysłaliśmy już niemieckiego historyka prof. Gregora Thuma, pisarza Marka Krajewskiego, Władysława Frasyniuka i Bogdana Zdrojewskiego oraz żydowską artystkę z Norwegii Bente Kahan.
16 maja do naszego korpusu dyplomatycznego dołączył chirurg, który od 40 lat nie odchodzi od stołu operacyjnego, a od 27 lat praktycznie nie wychodzi z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Kamieńskiego.
Pracę zaczyna najpóźniej o 5.30, a kończy o 22. Bywa, że przez kilka dni nie wraca do domu. - Chirurg powinien być z chorym od momentu podjęcia operacji do chwili, kiedy może go wypuścić do domu. Mam odejść od stołu operacyjnego, bo mi się czas pracy skończył? - dziwi się prof. Witkiewicz, gdy słyszy komentarze na temat swojego "pracoholizmu".
Jego szpital ma od 2006 roku status Ośrodka Badawczo-Rozwojowego, ale o rozwój i innowacyjność prof. Witkiewicz dba od otwarcia placówki. Pierwszy na Dolnym Śląsku tomograf ("bo nie chciałem wozić chorych do Poznania"), rezonans, laparoskop, aparat do radioterapii śródoperacyjnej chorych z nowotworem piersi to jego zasługa. Dzisiaj te urządzenia są w szpitalach standardem, ale pionier łatwego życia nie miał.
- Zamiast spokojnie leczyć, szukałem sponsorów, wciąż kombinowałem, skąd wziąć pieniądze. Czasem pojawiała się myśl, że może nie trzeba było starać się o pozyskanie dla szpitala tak zaawansowanych technologicznie urządzeń - mówił Wojciech Witkiewicz.
Na szczęście myśl znikała, a zostawało przekonanie, że Wrocław powinien powiększać dorobek wielkich chirurgów, którzy tu kiedyś udowadniali, że nie jesteśmy medyczną prowincją. Klinika chirurgiczna zorganizowana na początku XX wieku przez prof. Jana Mikulicza-Radeckiego była najnowocześniejsza w Europie, a Wrocław może się szczycić mianem kolebki światowej torakochirurgii. To tu wprowadzano nowe metody operacyjne i wypróbowywano nowe narzędzi, m.in. endoskop.
To samo robi prof. Witkiewicz. Tylko dzięki jego uporowi Polska zobaczyła robota da Vinci. A co ważniejsze, zobaczyła go we Wrocławiu.
Robota wymyślono na zlecenie Pentagonu; zdalnie sterowany da Vinci miał zastąpić lekarzy na polu walki. Dziś na całym świecie pomaga chirurgom przy zabiegach małoinwazyjnych: bez dużych cięć, przy minimalnym przetaczaniu krwi. Prawdziwy mistrz.
- Pod koniec lat 90. byłem w USA i tam już wtedy działały pierwsze roboty chirurgiczne. Nie uczestniczyłem w operacji, ale miałem okazję zobaczyć, jak funkcjonuje taki robot. To było jak science fiction: robot będący przedłużeniem ludzkiej ręki. Ręka chirurga może zadrżeć, nie widzi, nie wszędzie jest w stanie dotrzeć. Robot nie ma tych problemów. Z niedowierzaniem patrzyłem na jego możliwości, ale marzyłem, żeby go sprowadzić do Wrocławia - opowiadał prof. Witkiewicz.
Zaczął walczyć o pieniądze i tworzyć zespół, do którego da Vinci mógłby dołączyć. Jego ludzie zaczynali od świń w Strasburgu, którym wycinali nerki, jelita, zakładali szwy. - Przeżyły - zaznaczają chirurdzy. Potem uczyli się pod okiem najlepszych w Europie: w Szwecji u prof. Jana Perssona, ginekologa, we Włoszech u prof. Giuseppe Spinoglio i w znakomitym ośrodku urologicznym w belgijskim Aalst u prof. Aleksa Mottrie. W grudniu mistrzowie przyjechali do Wrocławia, żeby przeprowadzić pierwsze operacje. Teraz wrocławianie - dziewięciu lekarzy i siedem pielęgniarek - operują już sami. A pacjenci szturmują drzwi gabinetu Witkiewicza, bo chcą trafić pod skalpel robota.
Da Vinci kosztował 8 mln zł z grantu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jedna operacja kosztuje od 5 do 20 tys. zł - to koszt serwisowania, amortyzacji, narzędzi, które trzeba wymieniać co 10 zabiegów. Od grudnia we Wrocławiu przeprowadzono za pomocą Da Vinci zabiegi na 30 osobach, głównie z nowotworami prostaty, macicy, jelita grubego. Pacjentów wybiera się według kolejki i są to raczej trudne przypadki.
- Byłem sceptyczny, bo robot jest drogi, ale teraz zmieniam zdanie - mówił "Gazecie" Andrzej Włodarczyk, wiceminister zdrowia i chirurg, kiedy przetestował robota. - Niesamowita jest jego precyzja, mała utrata krwi przez pacjenta, oszczędny sposób operowania.
Na świecie działa 1700 robotów da Vinci, z czego aż 1300 w USA, gdzie został wymyślony. W Europie pracuje ponad 300, ale w Polsce jest tylko jeden, w szpitalu prof. Witkiewicza. - Musicie mieć więcej takich robotów, bo inaczej świat zostawi Polskę daleko w tyle - mówił dr Sławomir Marecik z University of Illinois w Chicago, który operował we Wrocławiu za pomocą robota da Vinci. Prof. Witkiewicz stanął już do tego wyścigu.
** Mecenasem tegorocznej nagrody jest MPWiK
** Podziękowania: dla Wrocławskiego Teatru Lalek, Welcome Catering, Centrum Wina i Resursy - kawiarni letniej
16 maja do naszego korpusu dyplomatycznego dołączył chirurg, który od 40 lat nie odchodzi od stołu operacyjnego, a od 27 lat praktycznie nie wychodzi z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Kamieńskiego.
Pracę zaczyna najpóźniej o 5.30, a kończy o 22. Bywa, że przez kilka dni nie wraca do domu. - Chirurg powinien być z chorym od momentu podjęcia operacji do chwili, kiedy może go wypuścić do domu. Mam odejść od stołu operacyjnego, bo mi się czas pracy skończył? - dziwi się prof. Witkiewicz, gdy słyszy komentarze na temat swojego "pracoholizmu".
Przeczytaj także CV Ambasadora Wrocławia
Jego szpital ma od 2006 roku status Ośrodka Badawczo-Rozwojowego, ale o rozwój i innowacyjność prof. Witkiewicz dba od otwarcia placówki. Pierwszy na Dolnym Śląsku tomograf ("bo nie chciałem wozić chorych do Poznania"), rezonans, laparoskop, aparat do radioterapii śródoperacyjnej chorych z nowotworem piersi to jego zasługa. Dzisiaj te urządzenia są w szpitalach standardem, ale pionier łatwego życia nie miał.
- Zamiast spokojnie leczyć, szukałem sponsorów, wciąż kombinowałem, skąd wziąć pieniądze. Czasem pojawiała się myśl, że może nie trzeba było starać się o pozyskanie dla szpitala tak zaawansowanych technologicznie urządzeń - mówił Wojciech Witkiewicz.
Na szczęście myśl znikała, a zostawało przekonanie, że Wrocław powinien powiększać dorobek wielkich chirurgów, którzy tu kiedyś udowadniali, że nie jesteśmy medyczną prowincją. Klinika chirurgiczna zorganizowana na początku XX wieku przez prof. Jana Mikulicza-Radeckiego była najnowocześniejsza w Europie, a Wrocław może się szczycić mianem kolebki światowej torakochirurgii. To tu wprowadzano nowe metody operacyjne i wypróbowywano nowe narzędzi, m.in. endoskop.
To samo robi prof. Witkiewicz. Tylko dzięki jego uporowi Polska zobaczyła robota da Vinci. A co ważniejsze, zobaczyła go we Wrocławiu.
Robota wymyślono na zlecenie Pentagonu; zdalnie sterowany da Vinci miał zastąpić lekarzy na polu walki. Dziś na całym świecie pomaga chirurgom przy zabiegach małoinwazyjnych: bez dużych cięć, przy minimalnym przetaczaniu krwi. Prawdziwy mistrz.
- Pod koniec lat 90. byłem w USA i tam już wtedy działały pierwsze roboty chirurgiczne. Nie uczestniczyłem w operacji, ale miałem okazję zobaczyć, jak funkcjonuje taki robot. To było jak science fiction: robot będący przedłużeniem ludzkiej ręki. Ręka chirurga może zadrżeć, nie widzi, nie wszędzie jest w stanie dotrzeć. Robot nie ma tych problemów. Z niedowierzaniem patrzyłem na jego możliwości, ale marzyłem, żeby go sprowadzić do Wrocławia - opowiadał prof. Witkiewicz.
Zaczął walczyć o pieniądze i tworzyć zespół, do którego da Vinci mógłby dołączyć. Jego ludzie zaczynali od świń w Strasburgu, którym wycinali nerki, jelita, zakładali szwy. - Przeżyły - zaznaczają chirurdzy. Potem uczyli się pod okiem najlepszych w Europie: w Szwecji u prof. Jana Perssona, ginekologa, we Włoszech u prof. Giuseppe Spinoglio i w znakomitym ośrodku urologicznym w belgijskim Aalst u prof. Aleksa Mottrie. W grudniu mistrzowie przyjechali do Wrocławia, żeby przeprowadzić pierwsze operacje. Teraz wrocławianie - dziewięciu lekarzy i siedem pielęgniarek - operują już sami. A pacjenci szturmują drzwi gabinetu Witkiewicza, bo chcą trafić pod skalpel robota.
Da Vinci kosztował 8 mln zł z grantu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jedna operacja kosztuje od 5 do 20 tys. zł - to koszt serwisowania, amortyzacji, narzędzi, które trzeba wymieniać co 10 zabiegów. Od grudnia we Wrocławiu przeprowadzono za pomocą Da Vinci zabiegi na 30 osobach, głównie z nowotworami prostaty, macicy, jelita grubego. Pacjentów wybiera się według kolejki i są to raczej trudne przypadki.
- Byłem sceptyczny, bo robot jest drogi, ale teraz zmieniam zdanie - mówił "Gazecie" Andrzej Włodarczyk, wiceminister zdrowia i chirurg, kiedy przetestował robota. - Niesamowita jest jego precyzja, mała utrata krwi przez pacjenta, oszczędny sposób operowania.
Na świecie działa 1700 robotów da Vinci, z czego aż 1300 w USA, gdzie został wymyślony. W Europie pracuje ponad 300, ale w Polsce jest tylko jeden, w szpitalu prof. Witkiewicza. - Musicie mieć więcej takich robotów, bo inaczej świat zostawi Polskę daleko w tyle - mówił dr Sławomir Marecik z University of Illinois w Chicago, który operował we Wrocławiu za pomocą robota da Vinci. Prof. Witkiewicz stanął już do tego wyścigu.
Werdykt Kapituły Ambasadora Wrocławia
** Mecenasem tegorocznej nagrody jest MPWiK
** Podziękowania: dla Wrocławskiego Teatru Lalek, Welcome Catering, Centrum Wina i Resursy - kawiarni letniej
Najnowsze wiadomości
-
Jan Paweł II we Wrocławiu 15 lat temu. Pamiętacie? [FOTO]
-
Spędź niedzielę na świeżym powietrzu. Oto propozycje
-
Mozaiki prof. Józefa Hałasa odżyły przy Podwalu [ZDJĘCIA]
-
Bardzo trudno jest być prezesem Polskiej Miedzi
-
Strefę montują także w niedzielę. Rynek częściowo zamknięty
-
Pociąg z Ostrowa miał 40 minut opóźnienia po wypadku
-
Wrocławską historię można kultywować tylko w ogrodach
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
-
koncesjonowany lekarz władzy
na100procent
16.05.11, 23:51
no, teraz może się nazwać lekarzem miejskim i zwiększyć stawki»
-
Prof. Wojciech Witkiewicz Ambasadorem Wrocławia...
krebs06
20.05.11, 15:16
jestem zdziwiony, mialem kontakt z tyn Panem i znam opinie współpracujących z nim ludzi. Trochę mnie dziwi, że nie znaleziono nikogo innego»
Najczęściej czytane24 htydzień



więcej zdjęć