Podczas gali poznamy kolejnego Ambasadora Wrocławia

Beata Maciejewska
15.05.2011 , aktualizacja: 15.05.2011 20:23
A A A Drukuj
Wrocław ma ich już pięciu, a w poniedziałek wieczorem poznamy szóstego. To ludzie, dzięki którym rośnie sława i prestiż miasta. Tylko dwóch to wrocławianie z urodzenia. Czterech tu mieszka, ale czują się wrocławianami z wyboru
Bente Kahan, Ambasador Wrocławia 2010, i nagroda
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Bente Kahan, Ambasador Wrocławia 2010, i nagroda
W 2009 roku Ambasadorami Wrocławia zostali Władysław Frasyniuk i Bogdan Zdrojewski (nagrodę w jego imieniu odebrała żona Barbara)
Fot. Paweł Kozioł / AG
W 2009 roku Ambasadorami Wrocławia zostali Władysław Frasyniuk i Bogdan Zdrojewski (nagrodę w jego imieniu odebrała żona Barbara)
W 2008 roku tytuł Ambasadora otrzymał Marek Krajewski
Fot. Maciej Swierczynski / AG
W 2008 roku tytuł Ambasadora otrzymał Marek Krajewski
Pierwszym ambasadorem Wrocławia został w 2007 roku niemiecki profesor Gregor Thum, autor książki Wrocław. Obce miasto. 1945
Fot. Maciej Swierczynski / AG
Pierwszym ambasadorem Wrocławia został w 2007 roku niemiecki profesor Gregor Thum, autor książki Wrocław. Obce miasto. 1945". Nagrodę wręczył mu Adam Michnik
To prawdziwi ambasadorzy miasta: historyk z profesorskim tytułem, pisarz z akademicką przeszłością, rewolucjonista z kierowniczym zacięciem i mocnym lewym sierpowym, minister, który zrezygnował z prezydentury, i artystka potrafiąca poprowadzić dużą budowę. Ciekawe osobowości, ludzie zdolni i energiczni, którymi miasto może się chwalić. I vice versa.

Pierwszy ambasador Wrocławia, prof. Gregor Thum, niemiecki historyk i slawista, jest autorem książki "Obce miasto. Wrocław 1945 i potem". Po "Mikrokosmosie" Normana Daviesa to druga książka, która przysparza Wrocławiowi rozgłosu poza granicami Polski i pozwala zrozumieć jego skomplikowaną historię. Niemieccy historycy interesują się Wrocławiem, ale Thum jest pierwszym, który tak głęboko zajrzał w dusze polskich mieszkańców miasta, spojrzał na jego historię ich oczyma. Przedstawia Wrocław jako niezwykłe miejsce skupiające jak w soczewce cały dramat XX-wiecznej Europy: nacjonalizm, ksenofobię, antysemityzm, fantazje germanizacyjne III Rzeszy, bezmiar zniszczeń II wojny światowej, eksterminację Żydów, przesunięcie granic, przymusowe przesiedlenia, rozdzielenie kontynentu żelazną kurtyną. Thum przekonywał Amerykanów, że w Europie nad Odrą jest miasto fascynujące i warte poznania (pracując na uniwersytecie w Pittsburghu), a teraz przebywa na wysuniętej placówce we Freiburg Institute for Advanced Studies.

Drugi ambasador Wrocławia to Marek Krajewski, autor kryminałów z Breslau w tle, wcześniej filolog klasyczny z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego bohater - radca kryminalny Eberhard Mock - jest wprawdzie dziwkarzem i pijakiem, ale walczy o sprawiedliwość. A razem z Krajewskim walczy o sympatię Europy dla Wrocławia, bo książki o Mocku przetłumaczono już na 18 języków. Wprawdzie ostatnio Krajewski częściej bywa we Lwowie i Trójmieście, ale o Wrocławiu nie zapomina. Słusznie, bo tysiące jego czytelników chcą wędrować po nim śladami Mocka.

Dwaj kolejni ambasadorzy to ludzie czynu. W 2009 roku podzielili się placówką dyplomatyczną, bo symbolizują dwa oblicza naszego miasta z czasów wielkiego przełomu: romantyczne i pozytywistyczne. To Władysław Frasyniuk i Bogdan Zdrojewski. Frasyniuk - legenda Wrocławia - otrzymał nagrodę za pierwiastek romantyczny. W latach 80. był bohaterem serwowanego Polakom przez telewizję upadłego reżimu serialu o nieuchwytnej sile antysocjalistycznej, którą za wszelką cenę trzeba dopaść. Pokazał milionom, że można być wolnym, nawet odsiadując trzy wyroki więzienia. Zaraził nas swoją wolnością. Z kolei Zdrojewski to pozytywista. Pierwszy niekomunistyczny prezydent Wrocławia wykazał się dalekowzrocznością, która wcale nie była cechą typową dla pierwszych lat wolności. To za jego sprawą Wrocław ma dziś tak piękny Rynek - tchnął życie w serce miasta, tym samym ożywiając je całe. Nawet szkody wyrządzone przez powódź stulecia umiał przekuć w zyski. Jak Midas. A jako minister kultury potrafi być dla Wrocławia hojny.

W ubiegłym roku po raz pierwszy ambasadorem została kobieta - Bente Kahan, żydowska artystka z Norwegii, której fundacja przez pięć lat kierowała remontem wrocławskiej Synagogi pod Białym Bocianem. Przyjechała do Wrocławia w 1995 roku. Wcale nie chciała remontować Synagogi pod Białym Bocianem, miała zajmować się sztuką. Ale w zrujnowanej synagodze dostrzegła wymarzone miejsce dla swoich artystycznych i edukacyjnych projektów. Wtedy zdecydowała: tu będzie biło żydowskie serce Wrocławia. I dziś bije. "Miasto spotkań ma kolejne wspaniałe miejsce spotkań. Zawdzięcza je jej uporowi, energii, wierze, pasji, oddaniu i entuzjazmowi. Bente, Wrocław Ci bardzo dziękuje" - pisał w uzasadnieniu werdyktu kapituły Jerzy Sawka, redaktor naczelny naszej "Gazety".

W poniedziałek dowiemy się, czyj upór, energię, wiarę i pasję kapituła postanowiła uhonorować tym razem.

Ambasador Wrocławia dostanie szklaną tablicę z odwzorowanym XIX-wiecznym rysunkiem Henryka Mützela przedstawiającym sławną fontannę Neptuna na Nowym Targu. Kilka miesięcy temu archeolodzy odsłonili jej relikty. Zostaną one pokazane w Ogrodzie Staromiejskim. Sfinansowania konserwacji i ekspozycji jego fragmentów podjęło się Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy