Sąd okręgowy nie zauważył korupcji i handlu głosami

Jacek Harłukowicz
20.04.2011 , aktualizacja: 01.05.2011 13:38
A A A Drukuj
Sąd Okręgowy w Świdnicy oddalił w środę protest wyborczy kandydata na prezydenta Wałbrzycha Mirosława Lubińskiego, który z powodu podejrzeń o handlowanie głosami domagał się powtórzenia drugiej tury wyborów. - Hańba i skandal! - zareagowała publiczność. Działacze związani z Lubińskim sugerują, że wyrok zapadł poza salą sądową.
Kandydat na prezydenta Wałbrzycha Mirosław Lubiński w świdnickim sądzie
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Kandydat na prezydenta Wałbrzycha Mirosław Lubiński w świdnickim sądzie
Lubiński, który 5 grudnia przegrał prezydenturę Wałbrzycha z Piotrem Kruczkowskim (PO) różnicą zaledwie 325 głosów, od początku mówi o tym, że wybory zostały sprzedane. Proceder handlu głosami podczas ostatnich wyborów samorządowych w tym mieście bada obecnie prokuratura, która zarzuty udziału w korupcji wyborczej postawiła już 11 osobom.

W środę w sądzie Lubiński przekonywał, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż również głosy wrzucone do urn były później fałszowane. Podkreślał, że odsetek oddanych głosów nieważnych w Wałbrzychu był najwyższy w kraju. Wnioski o przeprowadzenie dowodów w tej sprawie sąd bez podania przyczyny odrzucił już na początku rozprawy.

Zajął się tylko przesłuchaniem świadków.

Robert S., od którego zaczęła się wałbrzyska afera, powtórzył wczoraj w sądzie pod przysięgą, że podczas pierwszej i drugiej tury wyborów kupił kilkaset głosów. Pieniądze na handel pochodzić miały od pracownika Wałbrzyskiego Związku Wodociągów i Kanalizacji. Robert S. zeznał, że działał w kilkuosobowej grupie, która skupowała głosy na prezesa WZWiK Stefanosa Ewangielu (do rady miejskiej), Piotra Głąba (do rady powiatu) i kandydata na prezydenta Piotra Kruczkowskiego. Wymienił konkretne obwodowe komisje wyborcze, przed którymi miał namawiać ludzi do głosowania za pieniądze.

Kolejnym świadkiem, który potwierdził swój udział w korupcyjnym procederze, był Marcin B. On z kolei zeznał, że pieniądze na kupowanie głosów, m.in. na Kruczkowskiego, otrzymał od Wojciecha W., męża członkini zarządu powiatu z ramienia PO. Kupił ich 15.

Do sądu wezwana była również Sylwia T., która także miała naganiać ludzi do głosowania za pieniądze. W styczniu zeznała tak w prokuraturze, jednak kilka dni później zeznania wycofała. Jak wiemy nieoficjalnie, we wtorek, w obecności agenta CBA, doszło do jej konfrontacji z Robertem S., podczas której kobieta po raz kolejny zmieniła zeznania i miała przyznać, że brała udział w procederze. W sądzie się jednak wczoraj nie stawiła.

Mimo tak mocnych zeznań prowadząca rozprawę sędzia Małgorzata Wurm-Klag po dwudziestominutowej zaledwie przerwie protest Lubińskiego odrzuciła.

Wywołało to oburzenie wśród publiczności. - Hańba! Skandal! - krzyczała część ludzi przysłuchujących się rozprawie. A Alicja Rosiak z komitetu wyborczego Mirosława Lubińskiego wprost zarzuciła sądowi, że wyrok był gotowy jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy.

- Jak można w tak krótkim czasie napisać tak precyzyjne uzasadnienie? To po prostu niemożliwe! Ten wyrok zapadł wcześniej, a dziś został tylko odczytany - mówiła zdenerwowana Rosiak.

W podobnym tonie wypowiadał się również Lubiński: - Nie chce mi się wierzyć, że w demokratycznym kraju, w którym ponoć żyjemy, mogło dojść do takiego skandalu. Wyrok sądu w ogóle nie odpowiada temu, co działo się na sali. Nie mam poczucia, że przegrałem. Przegrała sprawiedliwość, która została zamordowana rękami tych, którzy powinni ją wymierzać.

Pełnomocnik Mirosława Lubińskiego, mec. Jacek Ludziak, zapowiedział odwołanie od środowego orzeczenia.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów