Waldemar Fydrych chce wrocławskie krasnale na własność

Agata Saraczyńska
31.03.2011 , aktualizacja: 30.03.2011 21:18
A A A Drukuj
Waldemar "Major" Fydrych, przywódca Pomarańczowej Alternatywy, chce sądowego zakazu wykorzystywania krasnali w promocji Wrocławia. Żąda od miasta publicznych przeprosin i uznania jego autorstwa Krasnoludka Wrocławskiego. Zastrzega, że w kolejnym postępowaniu może zgłosić roszczenia majątkowe. Pierwsza rozprawa 26 maja
Wrocław, 1988 rok. Komendant Twierdzy Wrocław Waldemar Fydrych podczas happeningu Pomarańczowej Alternatywy na ul. Świdnickiej
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Wrocław, 1988 rok. Komendant Twierdzy Wrocław Waldemar Fydrych podczas happeningu Pomarańczowej Alternatywy na ul. Świdnickiej
1 czerwca 2001 roku krasnala-pioniera na ul. Świdnickiej witał Major Waldemar Maria Fydrych
Fot. Mateusz Halawa / AG
1 czerwca 2001 roku krasnala-pioniera na ul. Świdnickiej witał Major Waldemar Maria Fydrych
Waldemar Major Fydrych
Fot. Bartłomiej Sowa / AG
Waldemar Major Fydrych
W pozwie złożonym do wrocławskiego sądu okręgowego Major uzasadnia, że jest nie tylko legendarnym przywódcą słynnej Pomarańczowej Alternatywy, ale i twórcą symbolu ruchu, który w latach 80. zasłynął ulicznymi happeningami ośmieszającymi socjalizm. Jako dowód podaje swoje książki: "Żywoty Mężów Pomarańczowych", "Pomarańczowa Alternatywa - Wrocławskie Krasnoludki". Chce też powołania świadków ojcostwa krasnala.

Zdaniem Waldemara Fydrycha miasto, pisząc o krasnoludku i Pomarańczowej Alternatywie w aplikacji dotyczącej Europejskiej Stolicy Kultury 2016, naruszyło przysługujące mu prawa autorskie. Dlatego teraz chce, by wszyscy odbiorcy tej aplikacji oraz osoby i instytucje wskazane jako popierające wrocławskie starania o miano ESK 2016, w sumie kilka setek osób, dostało oświadczenia, że miasto Wrocław wyraża ubolewanie i przeprasza go za wykorzystanie krasnala bez jego zgody i wzmianki o autorstwie.

Podobne oświadczenia mają być opublikowane w prasie. Major swoje żądania opisuje w internetowym blogu pod tytułem "Dutkiewicz i Kadafi muszą odejść". - Magistrat jest pozywany za zawłaszczanie moich dóbr osobistych, takich jak fakty z mojej biografii oraz kradzież własności intelektualnej czyli elementów z mojej twórczości artystycznej - dowodzi.

Podstawą jego żądań jest zastrzeżenie Krasnoludka Pomarańczowej Alternatywy jako znaku towarowego w Urzędzie Patentowym. Jego własnością jest znak graficzny w dwóch wersjach rysunkowych (można go wykorzystać za jego zgodą np. na skarpetkach bądź pocztówkach), a Pomarańczowa Alternatywa opatentowana została jako znak słowny. Fundacja Pomarańczowej Alternatywy, której Major jest prezesem, w sierpniu ubiegłego roku zarejestrowała też prawa do organizowania pod swoim znakiem m.in. seminariów, wystaw, prowadzenia muzeów, produkcji programów, publikacji elektronicznych online książek i periodyków do edukacji i nauczania.

Jesienią Major zaproponował władzom Wrocławia podpisanie licencji pozwalającej miastu na użycie krasnoludka i słów Pomarańczowa Alternatywa. Swoją zgodę na wykorzystanie ich w aplikacji ESK 2016 wycenił na 900 tys. zł. Miasto uznało żądanie za bezzasadne. Po opisaniu przez nas roszczeń Majora odezwało się wiele osób, które to sobie przypisywały ojcostwo pomarańczowego krasnala. Powoływano się też na inspiracje działaniami ruchu Provosów, proklamujących w latach 70. w Holandii Pomarańczowe Wolne Państwo Krasnoludków.

Paweł Romaszkan, szef miejskiego Biura Promocji: - Major upomina się o krasnala już po raz kolejny. Uzurpuje sobie ojcostwo nawet tych dziecięcych - jak skrzat na drzwiach mojego biura namalowany przez nieletnią Romaszkanównę, moją córkę. Zdjęcie tego krasnala załączył do pozwu, choć różni się on od opatentowanego znaku.

Również Jarosław Obremski, wiceprezydent Wrocławia, nie przyjmuje racji Majora: - Rozumiem, że chciałby być traktowany jak Maria Konopnicka. Był przywódcą, ale Pomarańczowa Alternatywa to ruch społeczny, jak "Solidarność", a przecież nikt nie pyta Lecha Wałęsy o prawo do pisania o historii strajków w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku.

Robert Jezierski "Robespierre", jeden z liderów Pomarańczowej Alternatywy, obecnie na emigracji w Londynie: - W Rewolucji Krasnali brały udział tysiące osób i kiedy w 2001 roku stawiano pomnik krasnala przy ul. Świdnickiej, powtarzałem, że powinny ich być tysiące, w każdym zakątku miasta. Krasnal ma wielu ojców.



Agata Saraczyńska: Jakeś ojciec, to płać

8 marca 1988 roku Pomarańczowy Major, czyli Waldemar Fydrych, trafił do więzienia za rozdawanie kobietom niedostępnych w handlu podpasek higienicznych. W jego obronie stanęło siedem Czarnych Wdów Rewolucji. Pojechały do Warszawy, by na konferencji prasowej rzecznika rządu Jerzego Urbana wręczyć mu petycję z żądaniem uwolnienia wspólnego męża. Byłam jedną z nich.

Nie dotarłyśmy na konferencję, bo zwinęła nas milicja. Przesłuchujący w komendzie przy ul. Wilczej w Warszawie powiedzieli, że zazdroszczą Majorowi tylu żon. Byłam dumna, że jestem jedną z wybranek. Ale do dziś nic mi nie było wiadomo o tym, abym ja, albo któraś z pozostałych żon Majora, powiła krasnoludka, a co dopiero setki. Kiedy więc dowiaduję się, że Major jest ojcem wszystkich wrocławskich krasnali, to czuję się bardzo, bardzo zdradzona. Ukojenie znajduję w nadziei, że matki krasnoludków zażądają od Majora Ojca alimentów. Za lata minione też. Wyjdzie zdecydowanie więcej niż 900 tysięcy złotych.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 66 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów