Pisuar ostro zaatakował klienta wrocławskiej dyskoteki
17.03.2011
, aktualizacja: 16.03.2011 21:12
Włodzimierz P. twierdzi, że w niedzielę nad ranem w toalecie wrocławskiej dyskoteki P1 pobili go ochroniarze. Menedżer klubu: - To wymysły. Nasz klient przewrócił się sam i uderzył głową w pisuar.
ZOBACZ TAKŻE
- Pobity Konrad Imiela: Nie chcę się bać mojego miasta (04-03-11, 20:00)
- Przedłuża się śledztwo w sprawie pobicia klienta klubu (11-04-11, 20:51)
- To nie pisuar zaatakował w klubie klienta dyskoteki (29-03-11, 17:49)
- Ochroniarze biją? To niech idą siedzieć lub płacą (18-03-11, 20:35)
- Nie wolno bić nikogo, nawet jeśli sam się o to prosi (18-03-11, 07:00)
Włodzimierz P. leży na oddziale chirurgicznym szpitala przy ul. Traugutta. Ma krwiaka mózgu, pękniętą kość policzkową i rozcięty łuk brwiowy. Lekarze zatrzymali go na obserwacji ze względu na poważne obrażenia głowy. Dziś czeka go kolejna tomografia.
W sobotni wieczór Włodzimierz P. bawił się z siostrą i ze znajomymi w klubie P1 przy ul. Szewskiej. Opowiada, że nie jest stałym bywalcem tej dyskoteki, ale bywał tu już wcześniej. Zawsze świetnie się bawił: dawał napiwki barmanom, zamawiał piosenki u didżeja, kupował drogie drinki i kosze róż dla przyjaciółki. Mimo to w sobotę już przy wejściu usłyszał od bramkarzy: "Dzisiaj to cię dopadniemy".
Włodzimierz P.: - Takiego klienta to się na rękach nosi, ale ja widocznie się nie spodobałem. Może mi pozazdrościli? - zastanawia się. - Kiedyś ochroniarze z P1 mnie zaczepili, że szastam forsą. Odpowiedziałem, że jedni się bawią, a inni pracują.
Twierdzi, że w sobotę ochroniarze go obserwowali. Dlatego wychodził na papierosa tylko w towarzystwie kolegi albo koleżanki. Wreszcie nad ranem poszedł do toalety: - Pamiętam tylko, jak zamykają się za mną drzwi. Ktoś mówi: "Tu nie ma kamer, to cię załatwimy". Potem czuję pięść na twarzy i koniec. Czarno przed oczami.
Pobitego Włodzimierza znalazła przyjaciółka, którą zaalarmowała babcia klozetowa. Katarzyna: - Leżał na podłodze cały we krwi. Widok okropny, twarz zmasakrowana. Narobiłam rabanu, żeby ktoś przyniósł lód. Krzyczałam, żeby zawiadomili policję i wezwali pogotowie.
Tomasz Solnica, menedżer klubu P1, zapewnia, że pracownicy ochrony nikogo w dyskotece nie pobili: - To wymysły przyjaciółki tego pana. Prawda jest taka, że on się sam przewrócił, bo był pod wpływem alkoholu.
Ale skąd u niego aż takie obrażenia? - Uderzył się głową w pisuar i rozciął sobie łuk brwiowy. A zresztą pani nie jest lekarzem, żeby to oceniać - kwituje Solnica i pyta: - Ciekawe, dlaczego znajomi tego pana nie wezwali policji ani karetki? To ja dzwoniłem na pogotowie.
Przyjaciółka pobitego przyznaje, że nie zadzwoniła na policję. - Byłam pewna, że klub już to zrobił. Do szpitala zawieźliśmy go sami, bo jak najszybciej chcieliśmy stamtąd wyjść. A jeszcze na odchodnem ochroniarze mi grozili, że jak powiem o tym policji, to coś mi się stanie. I to ma być ochrona lokalu? To był zwykły bandycki napad. Celowo zrobili to w toalecie, gdzie nie ma kamer.
W poniedziałek siostra Włodzimierza P. zgłosiła na komisariacie Stare Miasto pobicie brata. Policjanci byli już w szpitalu i spisali jego relację. Paweł Petrykowski, rzecznik komendanta dolnośląskiej policji: - Według zgłoszenia sprawcami pobicia są pracownicy ochrony. Jeśli wersja poszkodowanego się potwierdzi, to zatrzymamy podejrzanych.
Włodzimierz P. opowiada, że w szpitalu leżał z nim młody chłopak, którego w sobotnią noc pobili ochroniarze z Pasażu Niepolda: - On tego nikomu nie zgłosił, bo się panicznie boi. Miał kilkanaście szwów na twarzy. Policjanci mi mówili, że w weekendy sprawcami ponad połowy pobić są właśnie ochroniarze wrocławskich lokali.
W sobotni wieczór Włodzimierz P. bawił się z siostrą i ze znajomymi w klubie P1 przy ul. Szewskiej. Opowiada, że nie jest stałym bywalcem tej dyskoteki, ale bywał tu już wcześniej. Zawsze świetnie się bawił: dawał napiwki barmanom, zamawiał piosenki u didżeja, kupował drogie drinki i kosze róż dla przyjaciółki. Mimo to w sobotę już przy wejściu usłyszał od bramkarzy: "Dzisiaj to cię dopadniemy".
Włodzimierz P.: - Takiego klienta to się na rękach nosi, ale ja widocznie się nie spodobałem. Może mi pozazdrościli? - zastanawia się. - Kiedyś ochroniarze z P1 mnie zaczepili, że szastam forsą. Odpowiedziałem, że jedni się bawią, a inni pracują.
Twierdzi, że w sobotę ochroniarze go obserwowali. Dlatego wychodził na papierosa tylko w towarzystwie kolegi albo koleżanki. Wreszcie nad ranem poszedł do toalety: - Pamiętam tylko, jak zamykają się za mną drzwi. Ktoś mówi: "Tu nie ma kamer, to cię załatwimy". Potem czuję pięść na twarzy i koniec. Czarno przed oczami.
Pobitego Włodzimierza znalazła przyjaciółka, którą zaalarmowała babcia klozetowa. Katarzyna: - Leżał na podłodze cały we krwi. Widok okropny, twarz zmasakrowana. Narobiłam rabanu, żeby ktoś przyniósł lód. Krzyczałam, żeby zawiadomili policję i wezwali pogotowie.
Tomasz Solnica, menedżer klubu P1, zapewnia, że pracownicy ochrony nikogo w dyskotece nie pobili: - To wymysły przyjaciółki tego pana. Prawda jest taka, że on się sam przewrócił, bo był pod wpływem alkoholu.
Ale skąd u niego aż takie obrażenia? - Uderzył się głową w pisuar i rozciął sobie łuk brwiowy. A zresztą pani nie jest lekarzem, żeby to oceniać - kwituje Solnica i pyta: - Ciekawe, dlaczego znajomi tego pana nie wezwali policji ani karetki? To ja dzwoniłem na pogotowie.
Przyjaciółka pobitego przyznaje, że nie zadzwoniła na policję. - Byłam pewna, że klub już to zrobił. Do szpitala zawieźliśmy go sami, bo jak najszybciej chcieliśmy stamtąd wyjść. A jeszcze na odchodnem ochroniarze mi grozili, że jak powiem o tym policji, to coś mi się stanie. I to ma być ochrona lokalu? To był zwykły bandycki napad. Celowo zrobili to w toalecie, gdzie nie ma kamer.
W poniedziałek siostra Włodzimierza P. zgłosiła na komisariacie Stare Miasto pobicie brata. Policjanci byli już w szpitalu i spisali jego relację. Paweł Petrykowski, rzecznik komendanta dolnośląskiej policji: - Według zgłoszenia sprawcami pobicia są pracownicy ochrony. Jeśli wersja poszkodowanego się potwierdzi, to zatrzymamy podejrzanych.
Włodzimierz P. opowiada, że w szpitalu leżał z nim młody chłopak, którego w sobotnią noc pobili ochroniarze z Pasażu Niepolda: - On tego nikomu nie zgłosił, bo się panicznie boi. Miał kilkanaście szwów na twarzy. Policjanci mi mówili, że w weekendy sprawcami ponad połowy pobić są właśnie ochroniarze wrocławskich lokali.
Najnowsze wiadomości
-
Prokurator stawia zarzuty za śmierć w przepompowni
-
Legendarna polska tancerka przyjedzie do Wrocławia
-
Była dolnośląska posłanka Beata Sawicka skazana na 3 lata
-
Napad na sortownię pieniędzy. Policja szuka sprawcy
-
Bardzo długie czekanie na tramwaj w deszczu i chłodzie
-
Skarga w sprawie trawy na Stadionie Miejskim odrzucona
-
Wybierz się na niedzielną Wielką Majówkę ornitologów
- 133 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
72 głosy
-
Pisuar ostro zaatakował klienta wrocławskiej dy...
prigoda
17.03.11, 11:09
We Wrocławiu ogólnie z tym jest problem. Ochroniarze działają strachem i przemocą, a powinna być kultura i uprzejmość. Ostatnio np w "Niebie" gdy wychodziłem, a za mną jeszcze kilka osób, »
-
Pisuar ostro zaatakował klienta wrocławskiej dy...
maoo
17.03.11, 11:45
Czy ktoś widział kiedyś dobrych ochroniarzy z dyskoteki.Na pewno tacy są.Nie ma ich na pewno w TG. »
-
Pisuar ostro zaatakował klienta wrocławskiej dy...
buraku_z_p1
17.03.11, 18:13
Kiedyś pracował tam wiejski burak z gejowym tatuażem na ręce (od łokcia w dół). Miał koszulkę z napisem ASCO. Gość chciał być śmieszny i popisywał się przed panią siedzącą na kasie... Nie »
Najczęściej czytane24 htydzień





