Pisuar ostro zaatakował klienta wrocławskiej dyskoteki

Agnieszka Czajkowska
17.03.2011 , aktualizacja: 16.03.2011 21:12
A A A Drukuj
Włodzimierz twierdzi, że pobili go ochroniarze w dyskotece P1 Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta Włodzimierz twierdzi, że pobili go ochroniarze w dyskotece P1
Włodzimierz P. twierdzi, że w niedzielę nad ranem w toalecie wrocławskiej dyskoteki P1 pobili go ochroniarze. Menedżer klubu: - To wymysły. Nasz klient przewrócił się sam i uderzył głową w pisuar.
Włodzimierz po zabawie w dyskotece wylądował na oddziale chirurgicznym
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Włodzimierz po zabawie w dyskotece wylądował na oddziale chirurgicznym
Włodzimierz P. leży na oddziale chirurgicznym szpitala przy ul. Traugutta. Ma krwiaka mózgu, pękniętą kość policzkową i rozcięty łuk brwiowy. Lekarze zatrzymali go na obserwacji ze względu na poważne obrażenia głowy. Dziś czeka go kolejna tomografia.

W sobotni wieczór Włodzimierz P. bawił się z siostrą i ze znajomymi w klubie P1 przy ul. Szewskiej. Opowiada, że nie jest stałym bywalcem tej dyskoteki, ale bywał tu już wcześniej. Zawsze świetnie się bawił: dawał napiwki barmanom, zamawiał piosenki u didżeja, kupował drogie drinki i kosze róż dla przyjaciółki. Mimo to w sobotę już przy wejściu usłyszał od bramkarzy: "Dzisiaj to cię dopadniemy".

Włodzimierz P.: - Takiego klienta to się na rękach nosi, ale ja widocznie się nie spodobałem. Może mi pozazdrościli? - zastanawia się. - Kiedyś ochroniarze z P1 mnie zaczepili, że szastam forsą. Odpowiedziałem, że jedni się bawią, a inni pracują.

Twierdzi, że w sobotę ochroniarze go obserwowali. Dlatego wychodził na papierosa tylko w towarzystwie kolegi albo koleżanki. Wreszcie nad ranem poszedł do toalety: - Pamiętam tylko, jak zamykają się za mną drzwi. Ktoś mówi: "Tu nie ma kamer, to cię załatwimy". Potem czuję pięść na twarzy i koniec. Czarno przed oczami.

Pobitego Włodzimierza znalazła przyjaciółka, którą zaalarmowała babcia klozetowa. Katarzyna: - Leżał na podłodze cały we krwi. Widok okropny, twarz zmasakrowana. Narobiłam rabanu, żeby ktoś przyniósł lód. Krzyczałam, żeby zawiadomili policję i wezwali pogotowie.

Tomasz Solnica, menedżer klubu P1, zapewnia, że pracownicy ochrony nikogo w dyskotece nie pobili: - To wymysły przyjaciółki tego pana. Prawda jest taka, że on się sam przewrócił, bo był pod wpływem alkoholu.

Ale skąd u niego aż takie obrażenia? - Uderzył się głową w pisuar i rozciął sobie łuk brwiowy. A zresztą pani nie jest lekarzem, żeby to oceniać - kwituje Solnica i pyta: - Ciekawe, dlaczego znajomi tego pana nie wezwali policji ani karetki? To ja dzwoniłem na pogotowie.

Przyjaciółka pobitego przyznaje, że nie zadzwoniła na policję. - Byłam pewna, że klub już to zrobił. Do szpitala zawieźliśmy go sami, bo jak najszybciej chcieliśmy stamtąd wyjść. A jeszcze na odchodnem ochroniarze mi grozili, że jak powiem o tym policji, to coś mi się stanie. I to ma być ochrona lokalu? To był zwykły bandycki napad. Celowo zrobili to w toalecie, gdzie nie ma kamer.

W poniedziałek siostra Włodzimierza P. zgłosiła na komisariacie Stare Miasto pobicie brata. Policjanci byli już w szpitalu i spisali jego relację. Paweł Petrykowski, rzecznik komendanta dolnośląskiej policji: - Według zgłoszenia sprawcami pobicia są pracownicy ochrony. Jeśli wersja poszkodowanego się potwierdzi, to zatrzymamy podejrzanych.

Włodzimierz P. opowiada, że w szpitalu leżał z nim młody chłopak, którego w sobotnią noc pobili ochroniarze z Pasażu Niepolda: - On tego nikomu nie zgłosił, bo się panicznie boi. Miał kilkanaście szwów na twarzy. Policjanci mi mówili, że w weekendy sprawcami ponad połowy pobić są właśnie ochroniarze wrocławskich lokali.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 133 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    72 głosy