Wicedyrektorka urzędu pracy odbija się unijną czkawką

Michał Kokot
10.03.2011 , aktualizacja: 09.03.2011 20:42
A A A Drukuj
Dolny Śląsk słabo wydał środki unijne i nie dostanie ani centa z dodatkowej puli na szkolenia z Europejskiego Funduszu Społecznego. Powód? Afera z byłą wicedyrektorką urzędu pracy, która próbowała załatwić unijne dotacje firmie swojego partnera życiowego.
Joanna Naliwajko, była wicedyrektorka WUP
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Joanna Naliwajko, była wicedyrektorka WUP
Chodzi o unijny Program Operacyjny Kapitał Ludzki. Pochodzące z niego pieniądze mają przeciwdziałać bezrobociu i zwiększać kompetencje potencjalnych lub obecnych pracowników głównie dzięki szkoleniom. Na Dolny Śląsk do 2013 roku trafi w sumie 485 mln euro. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego postanowiło przyznać dodatkowe środki tym województwom, które do końca ubiegłego roku wydały te pieniądze najlepiej. Do podziału było 300 mln euro.

Ale Dolny Śląsk z tej kwoty nie dostał nic. Resort nagrodził bowiem osiem najlepiej wydających unijne euro regionów, a nasz zajął w rankingu resortu dziewiąte miejsce. Do końca 2010 roku wydaliśmy 32 proc. środków. Lepsze były m.in. województwa: pomorskie (34 proc.), świętokrzyskie (35 proc.), ale też opolskie (40 proc.) i warmińsko-mazurskie (42 proc.).

Pracownicy urzędu marszałkowskiego tłumaczą, że wynik Dolnego Śląska nie mógł być lepszy, bo nadal ciągnie się za nami afera sprzed trzech lat, która spowolniła wydawanie pieniędzy z POKL. Środki z tego programu dzielił wówczas wojewódzki urząd pracy. Cały proces nadzorowała Joanna Naliwajko, jego wicedyrektorka. Z pominięciem procedur chciała załatwić z unijnego funduszu życiowemu partnerowi 12 mln zł. Wyrzucono ją w 2008 roku. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego poleciło wówczas wdrożenie programu naprawczego w urzędzie.

Czytaj: ABW bada przekręty przy rozdziale dotacji

- Dlatego od listopada 2008 do czerwca 2009 roku program był zamrożony - mówi Mirosława Kwiatek, dyrektorka departamentu Europejskiego Funduszu Społecznego w urzędzie marszałkowskim. - Musieliśmy część zadań przerzucić do samego urzędu marszałkowskiego, a resztę zostawić w urzędzie pracy. To wymagało dużo wysiłku i przede wszystkim czasu. A przecież i tak udało się bardzo dużo osiągnąć. Jeszcze w 2009 roku byliśmy na szarym końcu pod względem wydawania środków unijnych w POKL. Teraz jesteśmy już w środku stawki - podkreśla Kwiatek.

Afera z byłą wicedyrektorką urzędu pracy może mieć jeszcze poważniejsze konsekwencje. Sprawę zaczął badać Europejski Urząd Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) przy Komisji Europejskiej. Kilka miesięcy temu wszczął w tej sprawie oficjalne dochodzenie. W najgorszym wypadku może nas czekać kara finansowa, którą trzeba będzie pokryć z budżetu województwa, czyli pieniędzy publicznych.

- Nie sądzę jednak, aby była ona tak drastyczna. Wdrożyliśmy program naprawczy, rozwiązaliśmy wadliwe umowy, a osoba, która była zamieszana w nieprawidłowości przy programie, od dawna już przy nim nie pracuje - mówi Kwiatek.

Urzędnicy OLAF mają przyjechać na Dolny Śląsk w przyszłym tygodniu. Przez trzy dni będą przesłuchiwać urzędników i badać dokumenty. Na razie nie wiadomo, kiedy można spodziewać się wyniku ich dochodzenia.

Opozycja już zapowiada, że rozliczy rządzącą województwem Platformę Obywatelską za słaby wynik w wydawaniu środków unijnych.

- Koalicja PO-PSL źle zarządza województwem. Straciliśmy ogromną szansę na dodatkowe pieniądze. A wiadomo przecież, że taka sytuacja już się nie powtórzy, bo w kolejnych latach nie będzie tyle środków do wzięcia - mówi Paweł Hreniak, szef klubu PiS w dolnośląskim sejmiku.

Komentuje Michał Kokot: Nepotyzm, czyli hodowanie trupa w szafie

Trzy lata minęły od czasu, gdy wybuchła afera związana z ówczesną wicedyrektor Joanną Naliwajko, ale jej duch unosi się nad Dolnym Śląskiem do dzisiaj. Próba załatwienia dotacji dla bliskiej jej osoby z pominięciem urzędowych procedur doprowadziła do tego, że dzisiaj region stracił realne pieniądze.

Szkody, jakie wyrządziła, są ogromne, ale to nie ona jest jedyną negatywną bohaterką tej historii. Wicedyrektor Naliwajko miała bowiem swoich politycznych protektorów, dzięki którym piastowała stanowiska w samorządzie. Gdy w 2007 roku Jelenią Górą rządził Marek Obrębalski z Platformy Obywatelskiej, prywatnie jej szwagier, wygrała konkurs na głównego specjalistę ds. funduszy unijnych w magistracie. Na czele komisji konkursowej stał... Marek Obrębalski. Obydwoje nic zdrożnego w tym nie widzieli do czasu, gdy o sprawie z "Gazety" nie dowiedział się Grzegorz Schetyna. I nagle stał się cud - konkurs unieważniono.

Platforma Obywatelska szybko zapewniła jej jednak miękkie lądowanie. Od razu trafiła do wojewódzkiego urzędu pracy, gdzie jako wicedyrektor zarządzała unijnymi funduszami. Ciąg dalszy tej historii znamy. Teraz na głowie województwo ma Komisję Europejską i opóźnienia w wydawaniu unijnego euro.

Tak właśnie kończy się nepotyzm polityczny. Jeśli Platforma nie będzie się go wystrzegać, prędzej czy później do jej szafy trafi kolejny trup, który będzie dawał znać o sobie przez lata.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów