Niech dzieła Michaela Willmanna powrócą do Lubiąża
10.03.2011
, aktualizacja: 09.03.2011 19:30
Kościół klasztorny w Lubiążu jest dziś pustą skorupą. Wydarto z niego po wojnie wszystko, co wydrzeć się dało - 25 ołtarzy, ambonę, obrazy, wspaniałe stalle. Wiele z tych dzieł sztuki zachowało się i to w dobrym stanie. Wiadomo nawet, gdzie są. Opracowano już projekt stworzenia muzeum Michaela Willmanna.
ZOBACZ TAKŻE
- Dlaczego szansa na powrót Willmanna do Lubiąża maleje? (13-03-11, 17:49)
- Lubiąż - większy niż Wawel (14-10-10, 16:28)
- Trzeba wreszcie zinwentaryzować dolnośląskie zabytki (28-08-10, 08:00)
- Willmann zostawił ślad - niezwykłe odkrycie w kościele (09-04-10, 06:00)
Historycy sztuki, muzealnicy i architekci pod kierownictwem dr. hab. Andrzeja Kozieła z Uniwersytetu Wrocławskiego skończyli właśnie przygotować monografię oraz ogromny katalog wystroju i wyposażenia cysterskiej świątyni. Żaden śląski kościół nie ma takiej dokumentacji. Ale też z bogactwem lubiąskiej świątyni trudno byłoby im się równać. Same tylko obrazy Michaela Willmanna (co najmniej 60 płócien), rzeźby i stalle Matthiasa Steinla (mówiono o nich "anielskie", bo zdobił je muzykujący chór aniołów i puttów, mający rozmiary niespotykane w innych europejskich stallach barokowych) musiały oszołomić widzów i pokazać potęgę cystersów.
Wyszły bez większego szwanku z zawieruchy wojennej, bo w 1943 roku zostały wywiezione przez niemieckiego konserwatora prowincji śląskiej Günthera Grundmanna. To, co zostało w kościele, zniszczyli Rosjanie (rąbali ołtarze, żeby napalić w piecu) i polscy poszukiwacze skarbów. Czasu cofnąć się nie da, szkód wyrządzonych rabunkiem i dewastacją nikt nie naprawi, ale można ściągnąć z powrotem do kościoła dzieła sztuki wywiezione przez Grundmanna.
- Okazuje się, że ocalało ponad 65 procent wszystkich detali i figur służących do dekoracji stall! Jest ich łącznie 215, z tego 92 fragmenty posiada wrocławskie Muzeum Narodowe, a resztę użyto do ozdobienia kościoła w Stężycy. Można je bez problemu zrekonstruować. Tym bardziej że zachowała się bardzo dokładna dokumentacja fotograficzna każdego elementu oraz plany stalli wykonane przed demontażem - tłumaczy dr hab. Andrzej Kozieł.
Z 43 lubiąskich płócien Willmanna ukrytych w 1943 roku aż 30 dostała warszawska kuria metropolitalna, osiem dzieł artysty znalazło się w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, trzy trafiły do Muzeum Narodowego w Warszawie, a tylko dwa obrazy uznano za zaginione. Największy skarb Lubiąża, średniowieczna Pieta (jedno z najważniejszych zachowanych dzieł snycerskich Śląska), też jest przechowywana w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Ocalały nawet takie elementy, jak większość snycerskiej dekoracji konfesjonałów i XVII-wieczna krata stojąca między ołtarzami św. Ludgardy i św. Scholastyki.
- Wyobraźmy sobie, że w 1939 roku, z obawy przed nalotami, konserwator wywozi najcenniejsze wyposażenie świątyni jasnogórskiej, łącznie z obrazem Madonny. Po zakończeniu działań wojennych jasnogórskie skarby trafiają do innych kościołów, a tak czczony obraz do Muzeum Narodowego. Zgodzilibyśmy się na to? Nie mam wątpliwości, że kościół lubiąski powinien odzyskać dzieła sztuki. Ta pusta skorupa jest wstydem dla mieszkańców Dolnego Śląska - mówi Andrzej Kozieł.
W wydanej właśnie monografii została przedstawiona koncepcja rewitalizacji cysterskiej świątyni, którą opracował Adam Organisty i Małgorzata Wyrzykowska. Proponują utworzenie w kościele muzeum Willmanna i ściągnięcie znajdujących się dziś aż w 30 miejscach lubiąskich dzieł sztuki.
- Willmann to najsłynniejszy malarz śląskiego baroku. A Śląsk nie umie wykorzystać jego spuścizny. To tak, jakby Amsterdam zrezygnował z utworzenia w domu, w którym mieszkał Rembrandt, muzeum tego artysty - tłumaczy Kozieł. - Najwyższy czas te zaniedbania naprawić.
Wyszły bez większego szwanku z zawieruchy wojennej, bo w 1943 roku zostały wywiezione przez niemieckiego konserwatora prowincji śląskiej Günthera Grundmanna. To, co zostało w kościele, zniszczyli Rosjanie (rąbali ołtarze, żeby napalić w piecu) i polscy poszukiwacze skarbów. Czasu cofnąć się nie da, szkód wyrządzonych rabunkiem i dewastacją nikt nie naprawi, ale można ściągnąć z powrotem do kościoła dzieła sztuki wywiezione przez Grundmanna.
- Okazuje się, że ocalało ponad 65 procent wszystkich detali i figur służących do dekoracji stall! Jest ich łącznie 215, z tego 92 fragmenty posiada wrocławskie Muzeum Narodowe, a resztę użyto do ozdobienia kościoła w Stężycy. Można je bez problemu zrekonstruować. Tym bardziej że zachowała się bardzo dokładna dokumentacja fotograficzna każdego elementu oraz plany stalli wykonane przed demontażem - tłumaczy dr hab. Andrzej Kozieł.
Z 43 lubiąskich płócien Willmanna ukrytych w 1943 roku aż 30 dostała warszawska kuria metropolitalna, osiem dzieł artysty znalazło się w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, trzy trafiły do Muzeum Narodowego w Warszawie, a tylko dwa obrazy uznano za zaginione. Największy skarb Lubiąża, średniowieczna Pieta (jedno z najważniejszych zachowanych dzieł snycerskich Śląska), też jest przechowywana w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Ocalały nawet takie elementy, jak większość snycerskiej dekoracji konfesjonałów i XVII-wieczna krata stojąca między ołtarzami św. Ludgardy i św. Scholastyki.
- Wyobraźmy sobie, że w 1939 roku, z obawy przed nalotami, konserwator wywozi najcenniejsze wyposażenie świątyni jasnogórskiej, łącznie z obrazem Madonny. Po zakończeniu działań wojennych jasnogórskie skarby trafiają do innych kościołów, a tak czczony obraz do Muzeum Narodowego. Zgodzilibyśmy się na to? Nie mam wątpliwości, że kościół lubiąski powinien odzyskać dzieła sztuki. Ta pusta skorupa jest wstydem dla mieszkańców Dolnego Śląska - mówi Andrzej Kozieł.
W wydanej właśnie monografii została przedstawiona koncepcja rewitalizacji cysterskiej świątyni, którą opracował Adam Organisty i Małgorzata Wyrzykowska. Proponują utworzenie w kościele muzeum Willmanna i ściągnięcie znajdujących się dziś aż w 30 miejscach lubiąskich dzieł sztuki.
- Willmann to najsłynniejszy malarz śląskiego baroku. A Śląsk nie umie wykorzystać jego spuścizny. To tak, jakby Amsterdam zrezygnował z utworzenia w domu, w którym mieszkał Rembrandt, muzeum tego artysty - tłumaczy Kozieł. - Najwyższy czas te zaniedbania naprawić.
Najnowsze wiadomości
-
Oni kochają auta z PRL? Pokazali je we Wrocławiu [FOTO]
-
Matka przyznała się do pobicia sześciomiesięcznego dziecka
-
Sześć osób w szpitalu po kolizji aut w Jeleniej Górze
-
Legnica: mężczyzna spłonął w pożarze w kamienicy
-
Paralotniarz wpadł do Odry. Zmarł po reanimacji
-
Dzisiaj Kuchar, jutro Hołowczyc i Koksu. Trwa Auto Show
-
Wygraj wejściówkę i spotkaj się z Agnieszką Holland
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Niech dzieła Michaela Willmanna powrócą do Lubiąża
andjan194
10.03.11, 08:58
"Udało mi się" być z panią Beatą Maciejewską w zeszłym roku na spacerniku w Henrykowie. Byłem naprawdę zachwycony ogromem przekazu jaki pani Beata nam udostępniła. Byliśmy razem w takich »
-
Czas zeby Warszawa oddala slaskie zabytki
maciu1946
10.03.11, 13:10
Nie tylko warto ale koniecznie nalezy wywrzec naciski aby W-wa oddala skarby ktore "przejela na przechowanie" po wojnie. Czay gdy 1szy sekretarz decydowal o wszystkim dawno minely i to co »
Najczęściej czytane24 htydzień




