Wrocławska komunikacja zbiorowa to kpina

Zygmunt Janiak
09.03.2011 , aktualizacja: 09.03.2011 09:54
A A A Drukuj
LIST CZYTELNIKA. W listopadzie pisałem do "Gazety" o tym, że Wrocław i wrocławscy urzędnicy nie wykorzystują pełni możliwości ronda Reagana, że autobusy 131 i 141 zatrzymują się za rondem z powodu wymiany nawierzchni na drogach dojazdowych, etc. Dzisiaj sytuacja się powtarza, organizacja ruchu znana z lutego została przywrócona.
Rondo Reagana odmieniło plac Grunwaldzki
Fot. Łukasz Giza/AG
Rondo Reagana odmieniło plac Grunwaldzki
Listopadowy list Czytelnika w sprawie ronda Reagana

Nie neguję oczywiście konieczności naprawy roboty spartaczonej przez wykonawcę ronda, ale czy nie można było zrobić przebudować go raz a porządnie? Zamknąć wszystko, zrobić objazdy i linie zastępcze, zamiast zmuszać mieszkańców wschodniego Wrocławia do kolejnych kilku tygodni udręki?

W skrócie wrocławską komunikację zbiorową można pochwalić za trzy rzeczy:

* względnie dobry i nowoczesny tabor, systematycznie wymieniany na nowszy

* względnie dobry stan torowisk tramwajowych. Wbrew obiegowej opinii w większości miejsc jest w miarę dobrze, ale uwaga - nie ma to nic wspólnego z zadbanymi torowiskami, a tym bardziej zwrotnicami i krzyżownicami tramwajowymi, które nie nadają się po prostu do szybkiej i komfortowej jazdy w większości miejsc, przynajmniej w centrum

* infrastrukturę przystankowa - na tę też nie można narzekać. Ładne słupki przystankowe oraz niedomknięte kubły na śmieci w stylu lat 20. robią wrażenie, zwłaszcza na przyjezdnych... i o to chodzi.

Komunikacja we Wrocławiu lepiej wygląda niż działa. Z komunikacji miejskiej w tym mieście korzystają tylko ci, którzy nie mają prawa jazdy, nie ma kto ich wozić albo nie stać ich na samochód. Cała reszta już dawno przestała korzystać z tramwajów i autobusów. Samochodem może nie zawsze jest szybciej, ale na pewno dużo wygodniej. Lepiej stać w korku, siedząc w samochodzie niż stać w korku, stojąc w autobusie (tramwaju). Moje powiedzonko funkcjonuje od ładnych paru lat i jak widać - nic się nie zmienia.

Ale ktoś powie, że jestem nierzeczowy. Oto grzechy główne komunikacji miejskiej we Wrocławiu i rzeczy, które w cywilizowanych miastach po zachodniej i południowej stronie polskiej granicy są normalnością:

* częstotliwość kursowania tramwajów - każda linia ma tę samą częstotliwość (gdzie tu linia 24 do linii 10, 2 czy 4). Przykład z Brna (400 tys. mieszkańców): linia 5 prawie przez cały dzień (od 5 do 22) co 10 minut, a dodatkowo kursy skrócone do pętli po drodze, co tworzy przez dużą część dnia częstotliwość... 5 minut. Można sprawdzić, strona brneńskiego przewoźnika jest także w języku angielskim i niemieckim

* skomunikowanie - przykład z Ostrawy: nocna komunikacja tramwajowa jest tak zbudowana, że wszystkie tramwaje przejeżdżające przez większy przystanek (jak u nas choćby Eureka) mają odjazd o jednej godzinie, jeżeli przyjeżdżają wcześniej, to czekają na inne. W ciągu dnia częstotliwość kursowania nie wymaga skomunikowania.

* linie nocne - wyobrażacie sobie linię nocną do podwrocławskiego Kiełczowa i to co godzinę? W Ostrawie jest to możliwe.

* informacja pasażerska - informowanie pasażerów o zmianach na dwa-trzy dni przed zmianami i to w dosyć lakoniczny i mało obrazowy sposób

- buspasy - o czymś takim mieszkańcy Wrocławia czytają w "Gazecie Stołecznej" albo widzą mierne namiastki w dosłownie kilku miejscach miasta.

Dopóki wrocławską komunikacją miejską zarządzać będą populiści i amatorzy bez odpowiednich kwalifikacji, wrocławska komunikacja miejska pozostanie taka, jak jest czyli beznadziejna. Pasażerów zaskakiwać będą korki tramwajowe w centrum miasta, nieoczekiwane spóźnienia nawet późnym wieczorem, bezsensownie zorganizowane przesiadki, brak skomunikowania i mierna częstotliwość kursowania.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów