Wrocławska komunikacja zbiorowa to kpina
09.03.2011
, aktualizacja: 09.03.2011 09:54
LIST CZYTELNIKA. W listopadzie pisałem do "Gazety" o tym, że Wrocław i wrocławscy urzędnicy nie wykorzystują pełni możliwości ronda Reagana, że autobusy 131 i 141 zatrzymują się za rondem z powodu wymiany nawierzchni na drogach dojazdowych, etc. Dzisiaj sytuacja się powtarza, organizacja ruchu znana z lutego została przywrócona.
ZOBACZ TAKŻE
- Straciłem nadzieję na poprawę miejskiej komunikacji (21-02-12, 10:24)
- Nie wykorzystujemy pełni możliwości ronda Reagana (23-11-10, 13:11)
Listopadowy list Czytelnika w sprawie ronda Reagana
Nie neguję oczywiście konieczności naprawy roboty spartaczonej przez wykonawcę ronda, ale czy nie można było zrobić przebudować go raz a porządnie? Zamknąć wszystko, zrobić objazdy i linie zastępcze, zamiast zmuszać mieszkańców wschodniego Wrocławia do kolejnych kilku tygodni udręki?
W skrócie wrocławską komunikację zbiorową można pochwalić za trzy rzeczy:
* względnie dobry i nowoczesny tabor, systematycznie wymieniany na nowszy
* względnie dobry stan torowisk tramwajowych. Wbrew obiegowej opinii w większości miejsc jest w miarę dobrze, ale uwaga - nie ma to nic wspólnego z zadbanymi torowiskami, a tym bardziej zwrotnicami i krzyżownicami tramwajowymi, które nie nadają się po prostu do szybkiej i komfortowej jazdy w większości miejsc, przynajmniej w centrum
* infrastrukturę przystankowa - na tę też nie można narzekać. Ładne słupki przystankowe oraz niedomknięte kubły na śmieci w stylu lat 20. robią wrażenie, zwłaszcza na przyjezdnych... i o to chodzi.
Komunikacja we Wrocławiu lepiej wygląda niż działa. Z komunikacji miejskiej w tym mieście korzystają tylko ci, którzy nie mają prawa jazdy, nie ma kto ich wozić albo nie stać ich na samochód. Cała reszta już dawno przestała korzystać z tramwajów i autobusów. Samochodem może nie zawsze jest szybciej, ale na pewno dużo wygodniej. Lepiej stać w korku, siedząc w samochodzie niż stać w korku, stojąc w autobusie (tramwaju). Moje powiedzonko funkcjonuje od ładnych paru lat i jak widać - nic się nie zmienia.
Ale ktoś powie, że jestem nierzeczowy. Oto grzechy główne komunikacji miejskiej we Wrocławiu i rzeczy, które w cywilizowanych miastach po zachodniej i południowej stronie polskiej granicy są normalnością:
* częstotliwość kursowania tramwajów - każda linia ma tę samą częstotliwość (gdzie tu linia 24 do linii 10, 2 czy 4). Przykład z Brna (400 tys. mieszkańców): linia 5 prawie przez cały dzień (od 5 do 22) co 10 minut, a dodatkowo kursy skrócone do pętli po drodze, co tworzy przez dużą część dnia częstotliwość... 5 minut. Można sprawdzić, strona brneńskiego przewoźnika jest także w języku angielskim i niemieckim
* skomunikowanie - przykład z Ostrawy: nocna komunikacja tramwajowa jest tak zbudowana, że wszystkie tramwaje przejeżdżające przez większy przystanek (jak u nas choćby Eureka) mają odjazd o jednej godzinie, jeżeli przyjeżdżają wcześniej, to czekają na inne. W ciągu dnia częstotliwość kursowania nie wymaga skomunikowania.
* linie nocne - wyobrażacie sobie linię nocną do podwrocławskiego Kiełczowa i to co godzinę? W Ostrawie jest to możliwe.
* informacja pasażerska - informowanie pasażerów o zmianach na dwa-trzy dni przed zmianami i to w dosyć lakoniczny i mało obrazowy sposób
- buspasy - o czymś takim mieszkańcy Wrocławia czytają w "Gazecie Stołecznej" albo widzą mierne namiastki w dosłownie kilku miejscach miasta.
Dopóki wrocławską komunikacją miejską zarządzać będą populiści i amatorzy bez odpowiednich kwalifikacji, wrocławska komunikacja miejska pozostanie taka, jak jest czyli beznadziejna. Pasażerów zaskakiwać będą korki tramwajowe w centrum miasta, nieoczekiwane spóźnienia nawet późnym wieczorem, bezsensownie zorganizowane przesiadki, brak skomunikowania i mierna częstotliwość kursowania.
Nie neguję oczywiście konieczności naprawy roboty spartaczonej przez wykonawcę ronda, ale czy nie można było zrobić przebudować go raz a porządnie? Zamknąć wszystko, zrobić objazdy i linie zastępcze, zamiast zmuszać mieszkańców wschodniego Wrocławia do kolejnych kilku tygodni udręki?
W skrócie wrocławską komunikację zbiorową można pochwalić za trzy rzeczy:
* względnie dobry i nowoczesny tabor, systematycznie wymieniany na nowszy
* względnie dobry stan torowisk tramwajowych. Wbrew obiegowej opinii w większości miejsc jest w miarę dobrze, ale uwaga - nie ma to nic wspólnego z zadbanymi torowiskami, a tym bardziej zwrotnicami i krzyżownicami tramwajowymi, które nie nadają się po prostu do szybkiej i komfortowej jazdy w większości miejsc, przynajmniej w centrum
* infrastrukturę przystankowa - na tę też nie można narzekać. Ładne słupki przystankowe oraz niedomknięte kubły na śmieci w stylu lat 20. robią wrażenie, zwłaszcza na przyjezdnych... i o to chodzi.
Komunikacja we Wrocławiu lepiej wygląda niż działa. Z komunikacji miejskiej w tym mieście korzystają tylko ci, którzy nie mają prawa jazdy, nie ma kto ich wozić albo nie stać ich na samochód. Cała reszta już dawno przestała korzystać z tramwajów i autobusów. Samochodem może nie zawsze jest szybciej, ale na pewno dużo wygodniej. Lepiej stać w korku, siedząc w samochodzie niż stać w korku, stojąc w autobusie (tramwaju). Moje powiedzonko funkcjonuje od ładnych paru lat i jak widać - nic się nie zmienia.
Ale ktoś powie, że jestem nierzeczowy. Oto grzechy główne komunikacji miejskiej we Wrocławiu i rzeczy, które w cywilizowanych miastach po zachodniej i południowej stronie polskiej granicy są normalnością:
* częstotliwość kursowania tramwajów - każda linia ma tę samą częstotliwość (gdzie tu linia 24 do linii 10, 2 czy 4). Przykład z Brna (400 tys. mieszkańców): linia 5 prawie przez cały dzień (od 5 do 22) co 10 minut, a dodatkowo kursy skrócone do pętli po drodze, co tworzy przez dużą część dnia częstotliwość... 5 minut. Można sprawdzić, strona brneńskiego przewoźnika jest także w języku angielskim i niemieckim
* skomunikowanie - przykład z Ostrawy: nocna komunikacja tramwajowa jest tak zbudowana, że wszystkie tramwaje przejeżdżające przez większy przystanek (jak u nas choćby Eureka) mają odjazd o jednej godzinie, jeżeli przyjeżdżają wcześniej, to czekają na inne. W ciągu dnia częstotliwość kursowania nie wymaga skomunikowania.
* linie nocne - wyobrażacie sobie linię nocną do podwrocławskiego Kiełczowa i to co godzinę? W Ostrawie jest to możliwe.
* informacja pasażerska - informowanie pasażerów o zmianach na dwa-trzy dni przed zmianami i to w dosyć lakoniczny i mało obrazowy sposób
- buspasy - o czymś takim mieszkańcy Wrocławia czytają w "Gazecie Stołecznej" albo widzą mierne namiastki w dosłownie kilku miejscach miasta.
Dopóki wrocławską komunikacją miejską zarządzać będą populiści i amatorzy bez odpowiednich kwalifikacji, wrocławska komunikacja miejska pozostanie taka, jak jest czyli beznadziejna. Pasażerów zaskakiwać będą korki tramwajowe w centrum miasta, nieoczekiwane spóźnienia nawet późnym wieczorem, bezsensownie zorganizowane przesiadki, brak skomunikowania i mierna częstotliwość kursowania.
Najnowsze wiadomości
-
Prokurator stawia zarzuty za śmierć w przepompowni
-
Legendarna polska tancerka przyjedzie do Wrocławia
-
Była dolnośląska posłanka Beata Sawicka skazana na 3 lata
-
Napad na sortownię pieniędzy. Policja szuka sprawcy
-
Bardzo długie czekanie na tramwaj w deszczu i chłodzie
-
Skarga w sprawie trawy na Stadionie Miejskim odrzucona
-
Wybierz się na niedzielną Wielką Majówkę ornitologów
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




