5000 w Biegu Piastów. Pobiegną prawie jak Kowalczyk

Rozmawiała Aneta Augustyn
03.03.2011 , aktualizacja: 03.03.2011 16:12
A A A Drukuj
Julian Gozdowski, komandor Biegu Piastów Stowarzyszenie Bieg Piastów Julian Gozdowski, komandor Biegu Piastów
Tyle osób wystartuje w weekend na Polanie Jakuszyckiej w największym polskim biegu narciarskim. W śród nich są zawodnicy z Australii, Japonii, USA i Kanady. Dla kilkuset chętnych zabrakło już miejsca
Bieg Piastów
Stowarzyszenie Bieg Piastów
Bieg Piastów
Aneta Augustyn: Pan jeszcze ciągnie tę imprezę czy raczej ona ciągnie pana?

Julian Gozdowski, komandor Biegu Piastów: Mam poczucie, że wózek, który kiedyś ciągnąłem, zamienił się w potężną machinę, która pcha mnie przed sobą. Już następnego dnia po imprezie rozpoczynam przygotowania do kolejnej edycji. Te pięć tysięcy to rzeczywiście rekord, stu osobom już musiałem odmówić. Z roku na rok przybywa chętnych - najwięcej jest z Warszawy i Wrocławia, ale mamy zawodników z 28 krajów, z Australią i Japonią włącznie.

Należymy do Worldloppet, federacji zrzeszającej 15 największych biegów na świecie. Niedawno zadzwonił jej szef Angelo Corradini, że na przyszły rok już zapowiedziało się do nas dwa tysiące osób z różnych stron świata.

Ile było na pierwszym biegu w 1976?

- Dziesięć razy mniej niż teraz. Rozpaliliśmy ognisko, żeby rozgrzać smary, a w leśnictwie wyprosiłem zgodę na obcięcie kilku gałązek w lesie i to były pierwsze wieszaki dla zawodników.

Przyjechała kronika filmowa i wrocławska telewizja, kazali sprowadzić wysięgnik z energetyki, żeby był rozmach i efekt. Jest wysięgnik, są kamery, a tu na starcie pojawia się niewiele ponad 500 osób, garstka, w większości dzieci. "Co to za masa!", wrzeszczał redaktor z kroniki. - "Ja mam szerokokątny obiektyw, a tu takie nic!"

Do mety dobiegła połowa, w tym ja z żoną, która twierdzi, że wyprzedziła mnie o pół narty. Do dziś nie możemy ustalić rzeczywistego wyniku. Wieczorem, kiedy wszyscy zawodnicy i sędziowie już się rozjechali, siedziałem na Polanie w kawiarni Bombaj i stukałem protokół na maszynie do pisania. Nagle wchodzi para w starszym wieku. Że oni dopiero doszli, ale proszą żeby koniecznie ująć ich w tym protokole.

Ponoć zwykle wygrywają Czesi?

- Raz Amerykanin, raz Białorusin, poza tym głównie Czesi. Nie dziwi mnie to. Czech jak ma wolne, to biega, pływa, jeździ, chodzi. Uprawiają sporty masowo i podchodzą do tego bardziej zabawowo niż my.

Jakie emocje widział pan ma mecie wśród tych, którzy przebiegli 30 czy 50 kilometrów?

- Zwykle najpierw stoją pochyleni i łapią powietrze. Potem głowa do góry, szukają się na ekranie, który od razu wyświetla wynik. Bywa, że krzyczą z radości.

Zawodnik może...

- ...wyrwać do przodu - tak robią wyczynowcy, którzy pierwsi zaczynają i pierwsi kończą. Druga grupa biegnie, trzecia myśli, że biegnie, czwarta idzie, a ostatnia lezie. Tak mawiałem, dopóki prof. Grabowski nie zwrócił mi uwagi, że nie lezie, tylko idzie godnie.

Zbigniew Grabowski z Uniwersytetu Warszawskiego latami biegał na 50 kilometrów i specjalnie dla niego w lesie powstał tzw. skrót profesorski. Mniej więcej w połowie trasy profesor dochodził do wniosku, że jednak pobiegnie trochę mniej - robił przecinkę w lesie i meldował się na mecie.

Inni też zaczęli korzystać ze skrótu profesorskiego. W tym roku profesor jak zwykle wykupił numer i stawi się na starcie, ale zastrzegł że pobiegnie tylko kawałek. Ma 84 lata.

Są inni wierni od zawsze?

- Walter Judka, emeryt z fabryki Celwiskoza w Jeleniej Górze, zaliczył wszystkie starty i teraz postanowił uczyć innych, za darmo. Często widać go na Polanie, w kamizelce "bezpłatny instruktor". Nie chce żadnych pieniędzy, zależy mu tylko, żeby przekonać nowicjuszy. Wokół jest kilkanaście wypożyczalni, sporo instruktorów, ale tylko Walter uczy za nic.

Weteranem jest też Jerzy Zarębski z Wrocławia, który melduje się na starcie z żoną, synami, synowymi i wnuczkami. Od zawsze, nie pobiegł tylko dwa razy - gdy miał złamaną rękę i wybity bark. Sporo ludzi biega z nami od 30 lat. Bywa że przy minus 18 albo plus sześciu stopniach. Dla nich nie móc wystartować to największa kara.

Od kiedy pan biega?

- Odkąd Niemcy wycofujący się z Rosji porzucili u nas w Czortkowie (dzisiejsza Ukraina) kilka par nart. Białe, z zielonym paskiem, zdecydowanie za duże dla kilkulatka, ale z wielką uciechą zjeżdżałem na nich z okolicznych pagórków.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów