5000 w Biegu Piastów. Pobiegną prawie jak Kowalczyk
03.03.2011
, aktualizacja: 03.03.2011 16:12
Tyle osób wystartuje w weekend na Polanie Jakuszyckiej w największym polskim biegu narciarskim. W śród nich są zawodnicy z Australii, Japonii, USA i Kanady. Dla kilkuset chętnych zabrakło już miejsca
ZOBACZ TAKŻE
- Biletów na Puchar Świata w Jakuszycach nadal nie ma (15-12-11, 15:38)
- Pięć tysięcy zawodników wzięło udział w Biegu Piastów (06-03-11, 12:00)
- Jubileuszowy Bieg Piastów pobiegnie po raz 35. (02-03-11, 15:34)
- Jakuszycki Bieg Piastów z certyfikatem POT (27-10-10, 16:20)
- Bieg Piastów został najlepszą imprezą masową w 2009 r. (21-01-10, 13:08)
Aneta Augustyn: Pan jeszcze ciągnie tę imprezę czy raczej ona ciągnie pana?
Julian Gozdowski, komandor Biegu Piastów: Mam poczucie, że wózek, który kiedyś ciągnąłem, zamienił się w potężną machinę, która pcha mnie przed sobą. Już następnego dnia po imprezie rozpoczynam przygotowania do kolejnej edycji. Te pięć tysięcy to rzeczywiście rekord, stu osobom już musiałem odmówić. Z roku na rok przybywa chętnych - najwięcej jest z Warszawy i Wrocławia, ale mamy zawodników z 28 krajów, z Australią i Japonią włącznie.
Należymy do Worldloppet, federacji zrzeszającej 15 największych biegów na świecie. Niedawno zadzwonił jej szef Angelo Corradini, że na przyszły rok już zapowiedziało się do nas dwa tysiące osób z różnych stron świata.
Ile było na pierwszym biegu w 1976?
- Dziesięć razy mniej niż teraz. Rozpaliliśmy ognisko, żeby rozgrzać smary, a w leśnictwie wyprosiłem zgodę na obcięcie kilku gałązek w lesie i to były pierwsze wieszaki dla zawodników.
Przyjechała kronika filmowa i wrocławska telewizja, kazali sprowadzić wysięgnik z energetyki, żeby był rozmach i efekt. Jest wysięgnik, są kamery, a tu na starcie pojawia się niewiele ponad 500 osób, garstka, w większości dzieci. "Co to za masa!", wrzeszczał redaktor z kroniki. - "Ja mam szerokokątny obiektyw, a tu takie nic!"
Do mety dobiegła połowa, w tym ja z żoną, która twierdzi, że wyprzedziła mnie o pół narty. Do dziś nie możemy ustalić rzeczywistego wyniku. Wieczorem, kiedy wszyscy zawodnicy i sędziowie już się rozjechali, siedziałem na Polanie w kawiarni Bombaj i stukałem protokół na maszynie do pisania. Nagle wchodzi para w starszym wieku. Że oni dopiero doszli, ale proszą żeby koniecznie ująć ich w tym protokole.
Ponoć zwykle wygrywają Czesi?
- Raz Amerykanin, raz Białorusin, poza tym głównie Czesi. Nie dziwi mnie to. Czech jak ma wolne, to biega, pływa, jeździ, chodzi. Uprawiają sporty masowo i podchodzą do tego bardziej zabawowo niż my.
Jakie emocje widział pan ma mecie wśród tych, którzy przebiegli 30 czy 50 kilometrów?
- Zwykle najpierw stoją pochyleni i łapią powietrze. Potem głowa do góry, szukają się na ekranie, który od razu wyświetla wynik. Bywa, że krzyczą z radości.
Zawodnik może...
- ...wyrwać do przodu - tak robią wyczynowcy, którzy pierwsi zaczynają i pierwsi kończą. Druga grupa biegnie, trzecia myśli, że biegnie, czwarta idzie, a ostatnia lezie. Tak mawiałem, dopóki prof. Grabowski nie zwrócił mi uwagi, że nie lezie, tylko idzie godnie.
Zbigniew Grabowski z Uniwersytetu Warszawskiego latami biegał na 50 kilometrów i specjalnie dla niego w lesie powstał tzw. skrót profesorski. Mniej więcej w połowie trasy profesor dochodził do wniosku, że jednak pobiegnie trochę mniej - robił przecinkę w lesie i meldował się na mecie.
Inni też zaczęli korzystać ze skrótu profesorskiego. W tym roku profesor jak zwykle wykupił numer i stawi się na starcie, ale zastrzegł że pobiegnie tylko kawałek. Ma 84 lata.
Są inni wierni od zawsze?
- Walter Judka, emeryt z fabryki Celwiskoza w Jeleniej Górze, zaliczył wszystkie starty i teraz postanowił uczyć innych, za darmo. Często widać go na Polanie, w kamizelce "bezpłatny instruktor". Nie chce żadnych pieniędzy, zależy mu tylko, żeby przekonać nowicjuszy. Wokół jest kilkanaście wypożyczalni, sporo instruktorów, ale tylko Walter uczy za nic.
Weteranem jest też Jerzy Zarębski z Wrocławia, który melduje się na starcie z żoną, synami, synowymi i wnuczkami. Od zawsze, nie pobiegł tylko dwa razy - gdy miał złamaną rękę i wybity bark. Sporo ludzi biega z nami od 30 lat. Bywa że przy minus 18 albo plus sześciu stopniach. Dla nich nie móc wystartować to największa kara.
Od kiedy pan biega?
- Odkąd Niemcy wycofujący się z Rosji porzucili u nas w Czortkowie (dzisiejsza Ukraina) kilka par nart. Białe, z zielonym paskiem, zdecydowanie za duże dla kilkulatka, ale z wielką uciechą zjeżdżałem na nich z okolicznych pagórków.
Julian Gozdowski, komandor Biegu Piastów: Mam poczucie, że wózek, który kiedyś ciągnąłem, zamienił się w potężną machinę, która pcha mnie przed sobą. Już następnego dnia po imprezie rozpoczynam przygotowania do kolejnej edycji. Te pięć tysięcy to rzeczywiście rekord, stu osobom już musiałem odmówić. Z roku na rok przybywa chętnych - najwięcej jest z Warszawy i Wrocławia, ale mamy zawodników z 28 krajów, z Australią i Japonią włącznie.
Należymy do Worldloppet, federacji zrzeszającej 15 największych biegów na świecie. Niedawno zadzwonił jej szef Angelo Corradini, że na przyszły rok już zapowiedziało się do nas dwa tysiące osób z różnych stron świata.
Ile było na pierwszym biegu w 1976?
- Dziesięć razy mniej niż teraz. Rozpaliliśmy ognisko, żeby rozgrzać smary, a w leśnictwie wyprosiłem zgodę na obcięcie kilku gałązek w lesie i to były pierwsze wieszaki dla zawodników.
Przyjechała kronika filmowa i wrocławska telewizja, kazali sprowadzić wysięgnik z energetyki, żeby był rozmach i efekt. Jest wysięgnik, są kamery, a tu na starcie pojawia się niewiele ponad 500 osób, garstka, w większości dzieci. "Co to za masa!", wrzeszczał redaktor z kroniki. - "Ja mam szerokokątny obiektyw, a tu takie nic!"
Do mety dobiegła połowa, w tym ja z żoną, która twierdzi, że wyprzedziła mnie o pół narty. Do dziś nie możemy ustalić rzeczywistego wyniku. Wieczorem, kiedy wszyscy zawodnicy i sędziowie już się rozjechali, siedziałem na Polanie w kawiarni Bombaj i stukałem protokół na maszynie do pisania. Nagle wchodzi para w starszym wieku. Że oni dopiero doszli, ale proszą żeby koniecznie ująć ich w tym protokole.
Ponoć zwykle wygrywają Czesi?
- Raz Amerykanin, raz Białorusin, poza tym głównie Czesi. Nie dziwi mnie to. Czech jak ma wolne, to biega, pływa, jeździ, chodzi. Uprawiają sporty masowo i podchodzą do tego bardziej zabawowo niż my.
Jakie emocje widział pan ma mecie wśród tych, którzy przebiegli 30 czy 50 kilometrów?
- Zwykle najpierw stoją pochyleni i łapią powietrze. Potem głowa do góry, szukają się na ekranie, który od razu wyświetla wynik. Bywa, że krzyczą z radości.
Zawodnik może...
- ...wyrwać do przodu - tak robią wyczynowcy, którzy pierwsi zaczynają i pierwsi kończą. Druga grupa biegnie, trzecia myśli, że biegnie, czwarta idzie, a ostatnia lezie. Tak mawiałem, dopóki prof. Grabowski nie zwrócił mi uwagi, że nie lezie, tylko idzie godnie.
Zbigniew Grabowski z Uniwersytetu Warszawskiego latami biegał na 50 kilometrów i specjalnie dla niego w lesie powstał tzw. skrót profesorski. Mniej więcej w połowie trasy profesor dochodził do wniosku, że jednak pobiegnie trochę mniej - robił przecinkę w lesie i meldował się na mecie.
Inni też zaczęli korzystać ze skrótu profesorskiego. W tym roku profesor jak zwykle wykupił numer i stawi się na starcie, ale zastrzegł że pobiegnie tylko kawałek. Ma 84 lata.
Są inni wierni od zawsze?
- Walter Judka, emeryt z fabryki Celwiskoza w Jeleniej Górze, zaliczył wszystkie starty i teraz postanowił uczyć innych, za darmo. Często widać go na Polanie, w kamizelce "bezpłatny instruktor". Nie chce żadnych pieniędzy, zależy mu tylko, żeby przekonać nowicjuszy. Wokół jest kilkanaście wypożyczalni, sporo instruktorów, ale tylko Walter uczy za nic.
Weteranem jest też Jerzy Zarębski z Wrocławia, który melduje się na starcie z żoną, synami, synowymi i wnuczkami. Od zawsze, nie pobiegł tylko dwa razy - gdy miał złamaną rękę i wybity bark. Sporo ludzi biega z nami od 30 lat. Bywa że przy minus 18 albo plus sześciu stopniach. Dla nich nie móc wystartować to największa kara.
Od kiedy pan biega?
- Odkąd Niemcy wycofujący się z Rosji porzucili u nas w Czortkowie (dzisiejsza Ukraina) kilka par nart. Białe, z zielonym paskiem, zdecydowanie za duże dla kilkulatka, ale z wielką uciechą zjeżdżałem na nich z okolicznych pagórków.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
-
Oni kochają auta z PRL? Pokazali je we Wrocławiu [FOTO]
-
Matka przyznała się do pobicia sześciomiesięcznego dziecka
-
Sześć osób w szpitalu po kolizji aut w Jeleniej Górze
-
Legnica: mężczyzna spłonął w pożarze w kamienicy
-
Paralotniarz wpadł do Odry. Zmarł po reanimacji
-
Dzisiaj Kuchar, jutro Hołowczyc i Koksu. Trwa Auto Show
-
Wygraj wejściówkę i spotkaj się z Agnieszką Holland
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
5000 w Biegu Piastów. Pobiegną prawie jak Kowal...
glange
04.03.11, 07:47
Na Biegu Piasta Polska wyrasta...i basta.»
Najczęściej czytane24 htydzień





więcej zdjęć