Prof. Marian Gabryś: Nepotyzm niszczy nasze uczelnie
22.02.2011
, aktualizacja: 22.02.2011 18:18
- Ci, którzy ośmielili się skrytykować rektora lub kogoś z jego otoczenia, są pokazywani jako wariaci, rozpowiada się o nich, że są alkoholikami albo handlarzami nieruchomości w Tel Awiwie, co ma podtekst jednoznacznie antysemicki. Te obrzydliwe opinie rozpowszechnia się na zasadzie szeptanki - mówi prof. Marian Gabryś z Akademii Medycznej.
ZOBACZ TAKŻE
- Jak syn ministra Sawickiego weterynarzem został (27-01-12, 09:50)
- Agencja rodzinna, czyli kto pracuje w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (07-06-11, 11:20)
Tomasz Wysocki: Doktor Andrzej Dybczyński z Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego wystąpił z krytyką zasad działania swojej uczelni.
Prof. Marian Gabryś*: - Podziwiam go za odwagę. Jego wystąpienie to krzyk desperata, czego na pewno jest świadomy. Doktor Dybczyński napisał wprost, co go boli, co mu dokucza i przeszkadza w działaniu jego uczelni, ale tym wystąpieniem wystawił się na skryty atak, który nastąpi w odpowiednim momencie. Może to będzie obrona jego habilitacji albo moment decydujący o cennym grancie. Zaraz zapewne pojawią się próby jego deprecjonowania i opinie, że to wariat.
Doktor Dybczyński w swoim tekście przepowiedział, że takie opinie się pojawią.
No, właśnie. Na Akademii Medycznej ci, którzy ośmielili się skrytykować rektora, obecnie w zawieszeniu, lub kogoś z jego otoczenia, też są pokazywani jako wariaci, rozpowiada się o nich, że są alkoholikami albo handlują nieruchomościami w Tel Awiwie. To ostatnie określenie ma charakter rasowy, zatem wyjątkowo obrzydliwy. Oczywiście, te opinie rozpowszechnia się na zasadzie szeptanki, na ucho, podczas kongresów i zjazdów medycznych. Czy koledzy z Białegostoku, Łodzi lub Poznania, którzy usłyszą je z ust nobliwego profesora, nie uwierzą mu? Pomyślą, że chyba musi być coś na rzeczy. O mnie też się opowiada, że jestem konfliktowy, dlatego ciągle wszystkich krytykuję.
Które z grzechów wspomnianych przez Dybczyńskiego najbardziej szkodzą Akademii Medycznej?
Gangreną, która niszczy organizm uczelni, jest protekcjonalizm i nepotyzm. Prawdziwe życie na uczelni płynie ukrytym nurtem, to, co widzimy, to jedynie fasada, rodzaj teatrum. O tym, kto zostanie zatrudniony w tej czy innej klinice i katedrze nie decyduje się w konkursach. To ustala się w kilkuosobowym gronie w zaciszu gabinetów przy szklance whisky. Tak samo jest z nagrodami, recenzjami projektów naukowych i grantów, które z założenia powinny być tajne. Taki system działa od lat. Jak było możliwe, że rozprawa habilitacyjna rektora Andrzejaka dostała nagrodę ministra? Przecież w dokumentacji wspomniano, że autor podejrzewany był o popełnienie plagiatu. Poza tym pół roku temu prof. Stefan Angielski z Gdańska w recenzji dla Zespołu do spraw Etyki napisał, że praca rektora nie ma żadnej wartości naukowej. Wynika z tego, że wtedy, kiedy przyznawano mu nagrodę, w ministerstwie nikt do niej nie zajrzał.
Za tydzień elektorzy Akademii Medycznej drugi raz będą głosowali nad odwołaniem ze stanowiska rektora Ryszarda Andrzejaka, ale już dzisiaj się mówi, że zwolenników odwołania jest za mało.
Na uczelni obowiązuje zasada bronienia swoich. Zawieszony w pełnieniu obowiązków rektor ma grupę przyjaciół, którym trudno uwierzyć, że jego habilitacja jest skażona. Niedawno upubliczniony został list, którego sygnatariusze protestują przeciwko linczowi rektora Andrzejaka. O jakim linczu mówimy? Przecież rektor Andrzejak mógł już dwa lata temu wytoczyć proces doktorowi Pająkowi, który powiedział o plagiacie, i dzisiaj byłoby już po sprawie.
Czy widzi pan szansę na to, aby zasady działania w tym przypadku Akademii Medycznej były zdrowsze, czystsze?
Jest światełko w tunelu, choć bardzo słabe. Wszystko przez to, że młodzi lekarze, którzy tu przychodzą, wpadają w system, według którego młody lekarz ma się bardziej bać kierownika katedry i jego zaufanych niż śmierci.
Poza tym już w czasie studiów przyszli lekarze uczą się, że trzeba się w życiu odpowiednio ustawić, a zostanie się nagrodzonym. Taką okazją jest na przykład działalność w samorządzie studenckim, który na Akademii Medycznej z założenia jest przychylny władzom rektorskim.
Pewną nadzieję dają takie wystąpienia jak doktora Dybczyńskiego czy profesora Pluskiewicza - to krople drążące skałę. Odwaga jednego człowieka wyzwala jej pokłady u innych, przestają się bać wypowiedzieć swoje opinie. Mimo wszystko uważam, że na mojej uczelni ludzi uczciwych jest więcej niż nieuczciwych. Muszą tylko nabrać odwagi do działania.
*Prof. Marian Gabryś, ginekolog, pracownik naukowy Kliniki i Katedry Ginekologii i Położnictwa Akademii Medycznej przy ul. Chałubińskiego
Prof. Marian Gabryś*: - Podziwiam go za odwagę. Jego wystąpienie to krzyk desperata, czego na pewno jest świadomy. Doktor Dybczyński napisał wprost, co go boli, co mu dokucza i przeszkadza w działaniu jego uczelni, ale tym wystąpieniem wystawił się na skryty atak, który nastąpi w odpowiednim momencie. Może to będzie obrona jego habilitacji albo moment decydujący o cennym grancie. Zaraz zapewne pojawią się próby jego deprecjonowania i opinie, że to wariat.
Doktor Dybczyński w swoim tekście przepowiedział, że takie opinie się pojawią.
No, właśnie. Na Akademii Medycznej ci, którzy ośmielili się skrytykować rektora, obecnie w zawieszeniu, lub kogoś z jego otoczenia, też są pokazywani jako wariaci, rozpowiada się o nich, że są alkoholikami albo handlują nieruchomościami w Tel Awiwie. To ostatnie określenie ma charakter rasowy, zatem wyjątkowo obrzydliwy. Oczywiście, te opinie rozpowszechnia się na zasadzie szeptanki, na ucho, podczas kongresów i zjazdów medycznych. Czy koledzy z Białegostoku, Łodzi lub Poznania, którzy usłyszą je z ust nobliwego profesora, nie uwierzą mu? Pomyślą, że chyba musi być coś na rzeczy. O mnie też się opowiada, że jestem konfliktowy, dlatego ciągle wszystkich krytykuję.
Które z grzechów wspomnianych przez Dybczyńskiego najbardziej szkodzą Akademii Medycznej?
Gangreną, która niszczy organizm uczelni, jest protekcjonalizm i nepotyzm. Prawdziwe życie na uczelni płynie ukrytym nurtem, to, co widzimy, to jedynie fasada, rodzaj teatrum. O tym, kto zostanie zatrudniony w tej czy innej klinice i katedrze nie decyduje się w konkursach. To ustala się w kilkuosobowym gronie w zaciszu gabinetów przy szklance whisky. Tak samo jest z nagrodami, recenzjami projektów naukowych i grantów, które z założenia powinny być tajne. Taki system działa od lat. Jak było możliwe, że rozprawa habilitacyjna rektora Andrzejaka dostała nagrodę ministra? Przecież w dokumentacji wspomniano, że autor podejrzewany był o popełnienie plagiatu. Poza tym pół roku temu prof. Stefan Angielski z Gdańska w recenzji dla Zespołu do spraw Etyki napisał, że praca rektora nie ma żadnej wartości naukowej. Wynika z tego, że wtedy, kiedy przyznawano mu nagrodę, w ministerstwie nikt do niej nie zajrzał.
Za tydzień elektorzy Akademii Medycznej drugi raz będą głosowali nad odwołaniem ze stanowiska rektora Ryszarda Andrzejaka, ale już dzisiaj się mówi, że zwolenników odwołania jest za mało.
Na uczelni obowiązuje zasada bronienia swoich. Zawieszony w pełnieniu obowiązków rektor ma grupę przyjaciół, którym trudno uwierzyć, że jego habilitacja jest skażona. Niedawno upubliczniony został list, którego sygnatariusze protestują przeciwko linczowi rektora Andrzejaka. O jakim linczu mówimy? Przecież rektor Andrzejak mógł już dwa lata temu wytoczyć proces doktorowi Pająkowi, który powiedział o plagiacie, i dzisiaj byłoby już po sprawie.
Czy widzi pan szansę na to, aby zasady działania w tym przypadku Akademii Medycznej były zdrowsze, czystsze?
Jest światełko w tunelu, choć bardzo słabe. Wszystko przez to, że młodzi lekarze, którzy tu przychodzą, wpadają w system, według którego młody lekarz ma się bardziej bać kierownika katedry i jego zaufanych niż śmierci.
Poza tym już w czasie studiów przyszli lekarze uczą się, że trzeba się w życiu odpowiednio ustawić, a zostanie się nagrodzonym. Taką okazją jest na przykład działalność w samorządzie studenckim, który na Akademii Medycznej z założenia jest przychylny władzom rektorskim.
Pewną nadzieję dają takie wystąpienia jak doktora Dybczyńskiego czy profesora Pluskiewicza - to krople drążące skałę. Odwaga jednego człowieka wyzwala jej pokłady u innych, przestają się bać wypowiedzieć swoje opinie. Mimo wszystko uważam, że na mojej uczelni ludzi uczciwych jest więcej niż nieuczciwych. Muszą tylko nabrać odwagi do działania.
*Prof. Marian Gabryś, ginekolog, pracownik naukowy Kliniki i Katedry Ginekologii i Położnictwa Akademii Medycznej przy ul. Chałubińskiego
Najnowsze wiadomości
-
Oni kochają auta z PRL? Pokazali je we Wrocławiu [FOTO]
-
Matka przyznała się do pobicia sześciomiesięcznego dziecka
-
Sześć osób w szpitalu po kolizji aut w Jeleniej Górze
-
Legnica: mężczyzna spłonął w pożarze w kamienicy
-
Paralotniarz wpadł do Odry. Zmarł po reanimacji
-
Dzisiaj Kuchar, jutro Hołowczyc i Koksu. Trwa Auto Show
-
Wygraj wejściówkę i spotkaj się z Agnieszką Holland
- 35 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
59 głosów
-
Prof. Marian Gabryś: Nepotyzm niszczy nasze ucz...
lorgenheim
22.02.11, 18:36
Pierwsza czytanka numer , dataLekcja 1Temat : NepotyzmZ Wikipedii, wolnej encyklopediiSkocz do: nawigacji, szukajNepotyzm (łac. nepos wnuk, bratanek) – faworyzowanie członków rodziny »
-
Nie dziwię się Andrzejakowi
trombozuh
23.02.11, 10:16
Jeszcze parę miesięcy temu nie rozumiałem, jak można do tego stopnia szmatą. Skoro wszyscy po kolei jednoznacznie stwierdzają, że facet popełnił plagiat, wylewają na gościa pomyje, to jak »
-
Prof. Marian Gabryś: Nepotyzm niszczy nasze ucz...
wloodek
23.02.11, 11:25
Na Wydziale Chemicznym Politechniki Wrocławskiej funkcjonuje od lat klasyczny przykład nepotyzmu, jaki praktykuje prof. Henryk G. Jest szefem swojej małżonki Heleny G., córki Katarzyny Ch., »
Najczęściej czytane24 htydzień




