Fundacja walczy z łańcuchami na szyjach wiejskich psów

Karolina Drogowska
17.02.2011 , aktualizacja: 16.02.2011 21:14
A A A Drukuj
PRZEKAŻ JEDEN PROCENT. - Walczę z nieludzkim traktowaniem zwierząt na wsiach. Marzę o tym, żeby zakończyć erę psów łańcuchowych. Przede mną jednak daleka droga - mówi Elżbieta Śmigielski, prezes fundacji Mrunio
Pod opieką fundacji jest także Kuba, którego ktoś podpalił
www.fundacjamrunio.org
Pod opieką fundacji jest także Kuba, którego ktoś podpalił
Fundacja Ochrony Zwierząt i Ochrony Polskiego Dziedzictwa Przyrodniczego "Mrunio" powstała w 2006 r. w Kłodzku. Przez cztery lata była jedyną fundacją, która pomagała zwierzętom na terenie powiatu kłodzkiego.

- Zajmujemy się opieką nad zaniedbanymi zwierzętami i szukaniem domu dla bezdomnych psów i kotów. Opłacamy ich sterylizację, dokarmiamy je. Od początku naszej działalności znaleźliśmy dom dla około 300 psów. Kotków nawet nie liczyłam. Czasami bez zapowiedzi przyjeżdżam do danego gospodarstwa i odrobaczam psy, pozbywam się pcheł. Pytam grzecznie, czy mogę, a kiedy właściciel dowiaduje się, że robię to za darmo, oczywiście się zgadza. Potem widzi, że pies lepiej się czuje, jest żywszy i ma ładniejszą sierść. Jest spora szansa, że w przyszłości sam powtórzy zabieg - mówi Elżbieta Śmigielski, prezes i założycielka fundacji, która cały swój czas poświęca pomaganiu zwierzętom. Wspierają ją trzyosobowa rada nadzorcza i mniej więcej dziesięciu wolontariuszy.

Fundacja wytoczyła wojnę zwyczajowi trzymania psów na łańcuchu. Wielką burzę rozpętała historia czarnego psa Kuby ze Ścinawki Średniej koło Kłodzka. Wciąż nieznani sprawcy podpalili kojec, w którym trzymany był pies. Przywiązany na łańcuchu nie miał możliwości ucieczki.

- Dosłownie płonął żywcem. Cudem udało się go uratować. Jest teraz pod opieką naszej fundacji, powoli odzyskuje siły. Jego historia stała się niemal symbolem akcji. Wspierają go ludzie nie tylko z Polski, lecz także z wielu innych krajów europejskich - opowiada pani prezes.

Przytacza też historię psa, któremu po wielu latach życia na uwięzi łańcuch wrósł w skórę. Gdy właścicielka zorientowała się, że za zaniedbywanie zwierzęcia grozi jej kara, szarpiąc, własnoręcznie go usunęła.

- Pies obecnie znajduje się pod opieką zaprzyjaźnionej niemieckiej fundacji - mówi pani Elżbieta. I zapowiada: - Rozpoczynamy akcję budowania kojców dla psów, w których będą one mogły swobodnie chodzić bez potrzeby przywiązywania ich łańcuchem do budy. To jednak wymaga funduszy i ogromnej cierpliwości, bo droga do zmiany ludzkiej mentalności jest daleka. Bardzo często odbieram telefony od turystów odwiedzających Kotlinę Kłodzką, którzy widzą przywiązanego psa stojącego w kałuży i błocie, trzęsącego się z zimna w nieocieplonej budzie czy w upalny letni dzień pozostawionego bez miski z wodą.

Dlatego poza doraźną interwencją fundacja zajmuje się też edukacją. Prezes i wolontariusze, chodząc od domu do domu, rozmawiają z właścicielami gospodarstw i ich dziećmi. Starają się też dotrzeć do samorządowców.

- Edukować trzeba też włodarzy gmin. Niektórzy są bardzo uczuleni na los zwierząt, ale są też i tacy, którzy pomimo zgłoszonych przez mieszkańców przypadków błąkających się po ulicach bezdomnych zwierząt, tłumacząc się brakiem pieniędzy, nie interweniują. A jest to ich ustawowy obowiązek.

W zeszłym roku z 1 proc. podatku fundacja otrzymała 9 tys. zł.

- Nie jest to wiele w porównaniu do potrzeb. Dlatego przez cały rok organizujemy różnego rodzaju zbiórki publiczne i akcje charytatywne. Liczymy na dobre serca.

Elżbieta Śmigielski chciałaby za tegoroczne pieniądze nie tylko dalej leczyć zwierzęta, postawić psom kojce, lecz także wydać tomik wierszy, razem ze zdjęciem i opisem wyjątkowych historii byłych podopiecznych fundacji: - Kiedy oddawaliśmy ich w ręce nowych właścicieli, pisaliśmy dla nich wierszyki. Myślę, że taki tomik, sprzedawany jako cegiełka, będzie dodatkowo uczulał ludzi na los zwierząt. Marzy mi się, aby rosnące teraz pokolenie żyło już w innej świadomości.

Pani Elżbieta jest też członkiem międzynarodowej fundacji Pets in Europe. Wspólnie walczy o jednolity europejski akt prawny o ochronie zwierząt domowych: - Chcę też ulepszenia naszej polskiej ustawy. W założeniach jest ona słuszna, choć wymaga kilku poprawek. Niestety, często jest po prostu nieprzestrzegana. Poczynając od władz gmin, poprzez policjantów, na sędziach czy prokuratorach kończąc. Wielu z nich nie interesuje los zwierząt i nie chcą zajmować się nawet przypadkami ich maltretowania. To musi ulec zmianie.

Więcej informacji o fundacji można znaleźć na stronie www.fundacjamrunio.org. Pieniądze z podatku można przekazywać na rachunek: Bank PEKAO SA I Oddział w Kłodzku, pl. Chrobrego 20, SWIFT: PKOPPLPW, nr konta: 85 1240 1965 1111 0010 1171 6801.

** W naszym cyklu "Przekaż jeden procent" prezentujemy fundacje z Dolnego Śląska, którym warto przekazać 1 procent podatku. Założyli je ludzie, którzy poświęcając własny czas i energię, pomagają innym. Warto je wesprzeć, bo często są to niewielkie organizacje, które nie mają siły przebicia.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Fundacja walczy z łańcuchami na szyjach wiejski... dw_1980 17.02.11, 11:12

    "...Ano zostaw te robotę, poszedł WON na swoje podwórko, bo jak się zdenerwuję, to ci taką stypę wyprawię, że ci cały naród będzie zazdrościł"Następni wyciągają łapę po czyjeś pieniądze, pod»

  • Fundacja walczy z łańcuchami na szyjach wiejski... korcia2000 17.02.11, 11:33

    Bardzo słuszna akcja. Zwierzęta domowe są na wsi traktowane jak przedmiot, z którym można wszystko zrobić, nawet wyrzucić na śmietnik. Sam widziałem w czasie kilkunastostopniowych mrozów psy»

  • Dla wieśniaka to za duża abstrakcja... nabati 17.02.11, 13:18

    Dla wieśniaka to za duża abstrakcja zrozumieć, że zwierzę też czuje,myśli i ma takie same jak my potrzeby: ciepła, miłości, kontaktu, dobrego jedzenia etc... Go VEGAN!»