Uniwersytecka większość ma czyste sumienie
01.02.2011
, aktualizacja: 01.02.2011 18:45
DEBATA O UNIWERSYTECIE. "Nie chcę dłużej żyć w średniowieczu" - tak o Uniwersytecie Wrocławskim pisał politolog dr Andrzej Dybczyński. Jego tekst to otwarta i niezwykle ostra krytyka uczelni. W "Liście otwartym do Andrzeja Dybczyńskiego" na zarzuty odpowiada dr Tomasz Krawczyk*, także politolog.
Drogi Andrzeju! Wielki niesmak wzbudziły we mnie Twoje "niby-zwierzenia". Mieszasz w nich bowiem (oczywiście, że świadomie) sprawy ważne i nieważne, mijając się przy tym z prawdą. Co do portretu, o którym piszesz, ani go nie widziałem, ani mnie on nie interesuje, ani zapewne nie zainteresuje, jak wielu innych pracowników Uniwersytetu [chodzi o portret b. rektora prof. Leszka Pacholskiego namalowany do galerii rektorów, który wzbudził kontrowersje na uczelni - przyp. red.]. Wmawiasz natomiast czytelnikom, że "wojna o portret" jest wojną powszechną. Nie jest, o czym wiesz doskonale. Piszesz, że "cywilna odwaga oraz swoboda wypowiedzi mają swoje granice, zwłaszcza na Uniwersytecie" i że jedną z metod walki z oponentami jest przypisywanie im łatki "wariata". Masz rację. Wszak sam tę swobodę świadomie ograniczałeś i sam uczestniczyłeś w "robieniu wariata", między innymi ze mnie. Piszesz, że wbrew ustawowym obowiązkom Senat uczelni nie uchwalił kryteriów ocen okresowych pracowników. Uchwalił! A że Twoi i moi pryncypałowie opiniowali i oceniali pracowników wbrew owym kryteriom, za to według fochów własnych, jest kwestią odrębną. Piszesz o biciu piany w sprawie różnicy pomiędzy "parametrem i kryterium". Wiesz przecież, że meritum jest w czymś innym. W tym mianowicie, że władze wydziałowe nie mogą zgodnie z prawem ustanawiać ekskluzywnych kryteriów dla oceniania pracowników wyłącznie danego wydziału. Tak jak nie mogą oceniać wyłącznie adiunktów.
Piszesz: "żyjemy", "nie wierzymy" etc., świadomie tworząc jakieś sztucznie "My". Pisz, Drogi Andrzeju, w swoim własnym imieniu, to bowiem, iż nie wierzysz (Ty nie wierzysz!) "już chyba w żadną wartość" jest dla mnie i dla wielu oczywiste od lat. W swoim własnym imieniu opowiadaj również o przysługach, które wyświadczałeś członkom rodzin i znajomym kadry uniwersyteckiej. Nie czyń zaś tego zwłaszcza w moim imieniu, bo ja takich usług nie świadczyłem. Tak, jak nie przychodziłem na zajęcia lub wykłady z pożółkłymi konspektami oraz nie robiłem wielu rzeczy, które robili jacyś "My".
Drogi Andrzeju, jesteś członkiem rady instytutowej i wydziałowej oraz Senatu UWr. Byłeś również, za kadencji rektora Pacholskiego, we władzach Związku Zawodowego Nauczycieli Akademickich. Ja, oprócz krótkiego współprzewodniczenia związkowi, żadnej z tych funkcji nie pełniłem. Więcej, kiedy uznałem, iż związek - także z powodu Twojej szkodliwej działalności - nie spełnia swej ustawowej i statutowej roli, odszedłem. Ty od lat zasiadasz w obu radach i w Senacie. Nie uczyniłeś jednak nic, by wymienione ciała uczelniane działały in gremio w sposób bardziej racjonalny. Nawet nie zdobyłeś się na to, by w ramach protestu zrzec się członkostwa w obu radach i mandatu senatora. Gorzej, jako członek dyrekcji Instytutu Politologii aktywnie współuczestniczyłeś w procesie stworzenia z tej jednostki "obozu pracy dydaktycznej". Nieważne były ani prawo, ani zdrowy rozsądek, ani poziom kształcenia, zwłaszcza nieważne były badania naukowe. Liczyła się tylko ilość studentów! Piszesz, że się wstydzisz. Jest za co! Wmawiasz jednocześnie czytelnikom, że wstydzić się powinni jacyś "My", choć większość tych "My" ma czyste sumienie. Osobiście uważam, że niczego się nie wstydzisz, grasz jedynie na emocjach czytelników głównie dla obrony interesu własnego, acz pod płaszczykiem interesu ogółu. Nikomu nie odmawiam prawa do rachunku sumienia i zmiany postępowania. Także Tobie. Nie napisałeś jednak, iż publicznie "wyznajesz" rzekomą prawdę o błędach i wypaczeniach w sytuacji dla siebie wyjątkowo niekorzystnej. Powoli jesteś bowiem rozliczany z konkretnych decyzji i konkretnych zaniechań przez coraz lepiej zorganizowaną opozycję wobec uniwersyteckich patologii, opozycję także wobec Ciebie.
* Dr Tomasz Krawczyk jest adiunktem w Instytucie Politologii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego
Piszesz: "żyjemy", "nie wierzymy" etc., świadomie tworząc jakieś sztucznie "My". Pisz, Drogi Andrzeju, w swoim własnym imieniu, to bowiem, iż nie wierzysz (Ty nie wierzysz!) "już chyba w żadną wartość" jest dla mnie i dla wielu oczywiste od lat. W swoim własnym imieniu opowiadaj również o przysługach, które wyświadczałeś członkom rodzin i znajomym kadry uniwersyteckiej. Nie czyń zaś tego zwłaszcza w moim imieniu, bo ja takich usług nie świadczyłem. Tak, jak nie przychodziłem na zajęcia lub wykłady z pożółkłymi konspektami oraz nie robiłem wielu rzeczy, które robili jacyś "My".
Drogi Andrzeju, jesteś członkiem rady instytutowej i wydziałowej oraz Senatu UWr. Byłeś również, za kadencji rektora Pacholskiego, we władzach Związku Zawodowego Nauczycieli Akademickich. Ja, oprócz krótkiego współprzewodniczenia związkowi, żadnej z tych funkcji nie pełniłem. Więcej, kiedy uznałem, iż związek - także z powodu Twojej szkodliwej działalności - nie spełnia swej ustawowej i statutowej roli, odszedłem. Ty od lat zasiadasz w obu radach i w Senacie. Nie uczyniłeś jednak nic, by wymienione ciała uczelniane działały in gremio w sposób bardziej racjonalny. Nawet nie zdobyłeś się na to, by w ramach protestu zrzec się członkostwa w obu radach i mandatu senatora. Gorzej, jako członek dyrekcji Instytutu Politologii aktywnie współuczestniczyłeś w procesie stworzenia z tej jednostki "obozu pracy dydaktycznej". Nieważne były ani prawo, ani zdrowy rozsądek, ani poziom kształcenia, zwłaszcza nieważne były badania naukowe. Liczyła się tylko ilość studentów! Piszesz, że się wstydzisz. Jest za co! Wmawiasz jednocześnie czytelnikom, że wstydzić się powinni jacyś "My", choć większość tych "My" ma czyste sumienie. Osobiście uważam, że niczego się nie wstydzisz, grasz jedynie na emocjach czytelników głównie dla obrony interesu własnego, acz pod płaszczykiem interesu ogółu. Nikomu nie odmawiam prawa do rachunku sumienia i zmiany postępowania. Także Tobie. Nie napisałeś jednak, iż publicznie "wyznajesz" rzekomą prawdę o błędach i wypaczeniach w sytuacji dla siebie wyjątkowo niekorzystnej. Powoli jesteś bowiem rozliczany z konkretnych decyzji i konkretnych zaniechań przez coraz lepiej zorganizowaną opozycję wobec uniwersyteckich patologii, opozycję także wobec Ciebie.
* Dr Tomasz Krawczyk jest adiunktem w Instytucie Politologii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego
Najnowsze wiadomości
-
W pasażu Niepolda powstanie nieoficjalna strefa kibica
-
Wikingowie i Flinstonowie. Płynęli Odrą na czym się dało
-
Ludzie oglądają samochody... A tu wybory miss [FOTO]
-
Najczęstszy błąd językowy? Aż 80 proc. z nas źle akcentuje
-
Pokazali, skąd się bierze ciepło w naszych domach
-
Jak zadowolić kibiców podczas Euro 2012? POT Ci doradzi
-
Od 3 czerwca autobus "147" będzie kursował inaczej
- 126 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
60 głosów
-
Uniwersytecka większość ma czyste sumienie
manatu
01.02.11, 19:46
Tomasz Krawczyk nie ma prawa zabierać głosu w sprawie. Przez długi okres czasu obrażał i poniżał pracowników Instytutu Politologii w tym A. Dybczyńskiego. Jego "działalnością" zajmowała się »
-
Krawczyk jest niezrównoważony emocjonalnie
italian-man
01.02.11, 20:15
Miałem zajęcia z krawczykiem na pierwszym i 5 roku.Na pierwszym roku wydawało mi się, że to wyjątkowo ciekawy gość, znający się na temacie, z niekonwencjonalnym podejściem do nauczania. Na 5»
-
Uniwersytecka większość ma czyste sumienie
bayadera
02.02.11, 07:14
Ten doktor -politolog ma bardzo slabe pojecie o Sredniowieczu. Widac za duzo czytal Karola Marksa.»
Najczęściej czytane24 htydzień




