Serce Legnicy po huraganie przestało bić. Ale ożywa

Lucyna Róg
28.01.2011 , aktualizacja: 27.01.2011 19:24
A A A Drukuj
Gaj Palmowy w pobliżu Domu Strzeleckiego - 1908 r. Karta pocztowa ze zbiorów Muzeum Miedzi Fot. Z dziejów Parku Miejskiego w Legnicy Gaj Palmowy w pobliżu Domu Strzeleckiego - 1908 r.
Czego tu nie było staw z podgrzewaną wodą, egzotyczne rośliny, małe zoo. Takim miejskim parkiem cieszyli się niemieccy mieszkańcy Legnicy przed wojną. Polscy, po wojnie, nie mniej go kochali. Za wiekowe drzewa, piękne aleje i oswojone wiewiórki.
24 lipca 2009 roku, skutki wichury w legnickim parku
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
24 lipca 2009 roku, skutki wichury w legnickim parku
Koenigsalle (obecnie Aleja Orła Białego)- 1910 r.
Karta pocztowa ze zbiorów Muzeum Miedzi Fot. Z dziejów Parku Miejskiego w Legnicy
Koenigsalle (obecnie Aleja Orła Białego)- 1910 r.
24 lipca 2009 roku, skutki wichury w legnickim parku
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
24 lipca 2009 roku, skutki wichury w legnickim parku
24 lipca 2009 roku, skutki wichury, jaka spustoszyła Legnicę
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
24 lipca 2009 roku, skutki wichury, jaka spustoszyła Legnicę
Legnica, ok. godz. 19, 23 lipca 2009 roku. Środek lata. Po upalnym dniu miasto zaczynało oddychać wieczornym rześkim powietrzem. Ludzie wyszli na spacery. Ktoś z psem. Ktoś niespiesznie wracał z pracy. I nagle niebo nienaturalnie pociemniało. 10 minut piekła. Wiatr wiał nawet 180 km na godzinę. Drzewa łamał jak zapałki, wyrywał z korzeniami. W powietrzu fruwały dachówki, cegły, znaki drogowe i pojemniki na śmieci. Na cmentarzu ludzie padali między groby, by uchronić się przed walącymi się drzewami. W parku miejskim matka nagle straciła z oczu jedno z dwójki swoich dzieci. Przed chwilą było obok niej na rowerku. Powietrzny wir porwał malucha do góry i rzucił na pień powalonego drzewa. Skończyło się na złamaniu ręki. Takiego szczęścia nie miał 60-letni mężczyzna, którego ciało przywalone drzewem znaleziono następnego dnia. Był z psem na spacerze. W całym mieście do szpitala trafiło ponad 40 poranionych lub przygniecionych osób.

To był największy kataklizm w historii miasta.

Grażyna Humeńczuk, legnicka historyk, pamięta, że kiedy zerwał się wiatr, z trudem razem z mężem zamknęli drzwi balkonowe. Patrzyli przerażeni, jak drzewo na ich podwórku przyginane było do ziemi. Świat za oknem na dziesięć minut oszalał.

I nagle ucichło.

Godzinę później do Grażyny Humeńczuk zadzwonił znajomy:

- Grażyna, nie ma już naszego parku! Nie ma - mówił łamiącym się głosem.

Przed miejski park wyległy tłumy legniczan. To nie był już park. To był cmentarz drzew. Leżały setkami - połamane, powyrywane z korzeniami. Najstarsze miały 300 lat, inne po 160, 140. Były ogromne. Pnie największych miały ponad pięć metrów obwodu. Ludzie robili zdjęcia, nagrywali na wideo, dzwonili do znajomych.

Iwona Ossolińska, legnicki fotograf, zrobiła zdjęcie: starszy mężczyzna siedzi na powalonym pniu i smutnym wzrokiem patrzy na park. Pewnie, podobnie jak wielu innych legniczan, przyszedł tam, by popłakać. Widok ludzi stojących przy parku i ocierających łzy nie dziwił nikogo jeszcze przez wiele dni po huraganie.

Polka o alei

Nie sposób zrozumieć, czym jest park miejski dla Legnicy, bez poznania jego historii. Nigdy nie był to tylko zwykły zadrzewiony fragment miasta. Zawsze cieszył się sympatią mieszkańców. Nazywali go zielonym sercem Legnicy. Był ich chlubą.

Dzisiaj miejski park to około 60 ha terenu w samym centrum. Zaczęło się jednak od niewielkiego obszaru na południe od Koziego Stawu, który miasto w 1802 r. wydzieliło z pastwisk, a następnie w stylu angielskim obsadziło topolami i krzewami. Miejsce nazywano najpierw Ogrodem Angielskim, potem Ogrodem Mieszczańskim, a w końcu Labiryntem, bo krzyżowało się tam pod różnymi kątami wiele ścieżek. 40 lat później na park zagospodarowano także pobliski teren dawnego cmentarza parafialnego kościoła Mariackiego.

- Szczątki spoczywających tam legniczan prawdopodobnie przeniesiono, ale gdzieniegdzie pozostawiono nagrobki, by przypominały o dawnym przeznaczeniu tego miejsca - opowiada Grażyna Humeńczuk, która jest historykiem w Muzeum Miedzi w Legnicy, a ostatnio wydała książkę o dziejach legnickiego parku miejskiego. - Jeszcze do II wojny światowej zachował się kamień nagrobny Ernsta Friedricha Rosenstiela, 17-latka, który zginął w kampanii napoleońskiej, a jego grób stulecie później jako ciekawy zabytek polecały legnickie przewodniki.

Osią miejskiego parku jest lipowa aleja Orła Białego, ciągnąca się przez całą jego długość. Przed huraganem tworzyło ją 156 drzew. Powstała w 1857 r. Wówczas nosiła imię swojego fundatora Johanna Gottfrieda Baumgarta. Bogaty legnicki kupiec i miejski radny wyłożył na nią sporo pieniędzy. Jej otwarcie hucznie świętowano. Były iluminacje, tańce i koncert kapeli, która wykonała nawet polkę o alei, skomponowaną specjalnie na tę okazję. Baumgart sfinansował zresztą później także kupno trzystu jabłoni, którymi obsadzono wały nad rzeką Kaczawa, i stworzenie parku wzdłuż zachodniej strony alei. Jego zaprojektowanie powierzono jednemu z najwybitniejszych architektów zieleni w XIX-wiecznej Europie, Eduardowi Petzoldowi.

- Fakt, że Petzold podjął się tego zadania, był dla miasta prestiżem - podkreśla Grażyna Polanica-Traczyńska z bolesławieckiej Pracowni Dokumentacji i Projektowania Zieleni PARK. - To był projektant sławny w całych Niemczech i w Niderlandach. Zaplanował wiele znanych parków i ogrodów, był rozchwytywany.

Petzold projektowania zieleni nauczył się w Bad Muskau, w posiadłości księcia Hermanna von Puecklera. Po latach został nawet dyrektorem jego parku i ogrodu. Nie przeszkadzało mu to jednak w zaprojektowaniu ponad 170 parków w Turyngii, Saksonii, Prusach Wschodnich, Brandenburgii, Holandii, Czechach, Bułgarii, Turcji i na ziemiach polskich.

- Powiedzmy sobie szczerze, to był pracoholik, w dodatku ogromnie wymagający także od innych - opowiada Polanica-Traczyńska. - Dożył sędziwego, jak na tamte czasy, wieku 70 lat. Mimo że na starość cierpiał na podagrę, chorobę wszystkich ogrodników - reumatyzm oraz artretyzm, to gdy dostał zlecenie na park w Konstantynopolu, wsiadł w pociąg w Dreźnie i z kilkoma przesiadkami dojechał na miejsce, by wziąć się za robotę. Najważniejsze jest jednak to, że miał ogromny talent, był człowiekiem o niezwykłej wręcz umiejętności komponowania przestrzeni. Potrafił zaprojektować park czy ogród w taki sposób, że idealnie współgrał z otoczeniem, i to widać także w Legnicy.

Petzold na pewno zaprojektował część parku na zachód od alei Orła Białego, gdzie w 1865 r. wysadzono ponad siedem tysięcy drzew i krzewów. Przypisuje mu się także projekty pozostałych części rozbudowującego się w kolejnych latach parku. Niestety, żaden plan się nie zachował, więc trudno jednoznacznie to udowodnić.

Kajaki i podgrzewany staw

Z biegiem lat park stawał się coraz bardziej imponujący, a przede wszystkim rozrastał się. W 1880 r. dołączono do niego dawne tereny uprawne, na których wcześniej zorganizowano wystawę rzemiosła. - Powstał tam tzw. park wystawowy, w którym założono rosarium z 900 krzewami różanymi - opowiada Humeńczuk. - Była też aleja z fontannami, rok później powstał staw z malowniczą kładką, a w 1900 r. założono mały ogród zoologiczny, w którym były trzy sarny, dwa białe daniele i dwa bociany. Planowano kupienie zwierząt drapieżnych, ale chyba nigdy tego nie zrealizowano.

Wcześniej, bo w 1890 r., w parkowej szklarni zaczęto uprawiać bananowce, które latem wystawiano na zewnątrz, tworząc atrakcję znaną jako Bananowy Gaj. Kilka lat później powstanie także Gaj Tropikalny z palmami. Prawdziwym hitem stanie się jednak wybudowana w 1898 r. palmiarnia, co po raz kolejny pokaże, że park miał szczęście do majętnych fundatorów.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów