Makler, który ukradł milion, nie pójdzie siedzieć
19.01.2011
, aktualizacja: 19.01.2011 14:49
- Cztery lata więzienia w zawieszeniu na sześć i obowiązek spłacenia bankowi ukradzionych 860 tys. zł to słuszna kara dla byłego maklera z dzierżoniowskiego oddziału BGŻ - stwierdził w środę wrocławski sąd apelacyjny i utrzymał wyrok świdnickiego sądu.
ZOBACZ TAKŻE
- Makler ukradł milion, nie oddał i nie trafił za kratki (14-10-10, 18:14)
SERWISY
Dariusz O. przez blisko pięć lat wyprowadzał pieniądze z kont klientów, obracał nimi, a zysk brał dla siebie. - Praktycznie nie został ukarany - uważa mecenas Tomasz Bokszczanin reprezentujący osoby, których pieniędzmi obracał makler. - Kary w zawieszeniu w ogóle nie odczuje, a spłacanie szkody w polskich warunkach oznacza, że wystarczy, aby co miesiąc przekazywał na konto banku jakąkolwiek kwotę, choćby 50 złotych, by sąd uznał jego dobrą wolę i nie odwieszał mu kary. Po okresie zawieszenia to już w ogóle będzie ciężko cokolwiek z niego ściągnąć.
O sprawie pisaliśmy w październiku, po wyroku świdnickiego sądu. Dariusz O. pracował w dzierżoniowskim oddziale biura maklerskiego BGŻ. Dla klientów banku, którzy inwestowali w fundusze inwestycyjne, kupował i sprzedawał jednostki tych funduszy. W styczniu 2009 roku wyszło na jaw, że od kwietnia 2004 roku wielokrotnie, bez wiedzy właścicieli jednostek, sprzedawał je, a pieniądze przelewał na swoje konta. Potem grał nimi na giełdzie. Obrócił w ten sposób blisko dwoma milionami złotych. Nie wiadomo, ile zarobił. Kiedy sprawa wyszła na jaw, był winny klientom banku prawie milion. Bank oddał te pieniądze klientom ze swojej kasy. Z konta Dariusza O. udało mu się odzyskać tylko 123 tys. zł.
Do oddania zostało mu 860 tys. zł plus odsetki. Ale okazało się, że Dariusz O. nie ma nic. Bo w międzyczasie rozwiódł się z żoną i przepisał wszystko na nią. Mieszka w jej mieszkaniu, jeździ jej autem. Prokuratura nie ustalała, co stało się z wyprowadzonymi pieniędzmi. Uwierzyła mu na słowo, że przegrał je na giełdzie i wydał na życie. On przyznał się do winy i zgodził na dobrowolne poddanie się karze czterech lat więzienia w zawieszeniu na sześć lat połączonej z obowiązkiem naprawienia szkody bankowi. Świdnicki sąd zatwierdził te uzgodnienia wyrokiem.
Z orzeczeniem świdnickiego sądu nie zgodzili się: prokuratura (choć wcześniej sama taki wyrok sądowi zaproponowała!) oraz pokrzywdzeni klienci banku. Prokuratura stwierdziła, że świdnicki sąd był niekonsekwentny. Najpierw nie uznał banku jako pokrzywdzonego przez Dariusza O. (stwierdził, że pokrzywdzonymi są osoby, z których kont wypłacił pieniądze), a potem w wyroku nakazał mu wyrównać szkodę bankowi. Prokuratura doszła do wniosku, że oskarżony nie może wyrównywać szkody podmiotowi, któremu jej bezpośrednio nie wyrządził (pieniądze, którymi grał, należały do klientów). Oskarżyciel bał się, że gdyby sąd apelacyjny przyznał rację takiemu tokowi myślenia, doprowadziłoby to do zdjęcia z oskarżonego obowiązku naprawienia szkody na rzecz banku, a przez to jego kara byłaby prawie żadna.
Mecenas Bokszczanin reprezentujący okradzionych klientów przekonywał sąd drugiej instancji, że sprawa Dariusza O. powinna zostać dogłębnie zbadana przez sąd podczas procesu. Sąd powinien wyjaśnić, ile Dariusz O. zarobił na swoich oszukańczych operacjach i co zrobił z pieniędzmi. Mecenas Bokszczanin mówił też, że wyrok jest rażąco niesprawiedliwy, zdecydowanie za łagodny.
Sam Dariusz O. prosił sąd o utrzymanie świdnickiego wyroku. Jego obrońca tłumaczył, że były makler żałuje swojego czynu, chce bankowi oddać pieniądze, na którego konto wpłaca teraz co miesiąc po tysiąc złotych.
Sędziowie apelacyjni uznali, że racja jest po stronie Dariusza O. W ustnym uzasadnieniu sędzia Jerzy Skorupka wyjaśnił, że sąd w Świdnicy miał prawo nakazać oskarżonemu oddanie pieniędzy bankowi, czyli pośrednio pokrzywdzonemu.
Sędziowie nie zgodzili się z mecenasem Bokszczaninem, że wyrok świdnickiego sądu jest rażąco niesprawiedliwy. - Kara czterech lat więzienia w zawieszeniu na sześć lat wcale nie jest łagodna - tłumaczy sędzia Jerzy Skorupka. - Jeżeli w tym czasie oskarżony przestanie płacić bankowi, wówczas sąd natychmiast odwiesi mu karę. Po sześciu latach bank będzie mógł się domagać od oskarżonego dalszego spłacania zobowiązania, ale na drodze cywilnej.
Jednak mecenas Bokszczanin jest sceptyczny. - U nas nawet komornikowi trudno jest ściągnąć pieniądze z osoby, która wykazuje, że nic nie ma.
Według niego ten wyrok godzi w poczucie sprawiedliwości społecznej i na pewno nie będzie przestrogą dla innych pracowników banków, którzy zechcieliby okraść swojego pracodawcę.
O sprawie pisaliśmy w październiku, po wyroku świdnickiego sądu. Dariusz O. pracował w dzierżoniowskim oddziale biura maklerskiego BGŻ. Dla klientów banku, którzy inwestowali w fundusze inwestycyjne, kupował i sprzedawał jednostki tych funduszy. W styczniu 2009 roku wyszło na jaw, że od kwietnia 2004 roku wielokrotnie, bez wiedzy właścicieli jednostek, sprzedawał je, a pieniądze przelewał na swoje konta. Potem grał nimi na giełdzie. Obrócił w ten sposób blisko dwoma milionami złotych. Nie wiadomo, ile zarobił. Kiedy sprawa wyszła na jaw, był winny klientom banku prawie milion. Bank oddał te pieniądze klientom ze swojej kasy. Z konta Dariusza O. udało mu się odzyskać tylko 123 tys. zł.
Do oddania zostało mu 860 tys. zł plus odsetki. Ale okazało się, że Dariusz O. nie ma nic. Bo w międzyczasie rozwiódł się z żoną i przepisał wszystko na nią. Mieszka w jej mieszkaniu, jeździ jej autem. Prokuratura nie ustalała, co stało się z wyprowadzonymi pieniędzmi. Uwierzyła mu na słowo, że przegrał je na giełdzie i wydał na życie. On przyznał się do winy i zgodził na dobrowolne poddanie się karze czterech lat więzienia w zawieszeniu na sześć lat połączonej z obowiązkiem naprawienia szkody bankowi. Świdnicki sąd zatwierdził te uzgodnienia wyrokiem.
Z orzeczeniem świdnickiego sądu nie zgodzili się: prokuratura (choć wcześniej sama taki wyrok sądowi zaproponowała!) oraz pokrzywdzeni klienci banku. Prokuratura stwierdziła, że świdnicki sąd był niekonsekwentny. Najpierw nie uznał banku jako pokrzywdzonego przez Dariusza O. (stwierdził, że pokrzywdzonymi są osoby, z których kont wypłacił pieniądze), a potem w wyroku nakazał mu wyrównać szkodę bankowi. Prokuratura doszła do wniosku, że oskarżony nie może wyrównywać szkody podmiotowi, któremu jej bezpośrednio nie wyrządził (pieniądze, którymi grał, należały do klientów). Oskarżyciel bał się, że gdyby sąd apelacyjny przyznał rację takiemu tokowi myślenia, doprowadziłoby to do zdjęcia z oskarżonego obowiązku naprawienia szkody na rzecz banku, a przez to jego kara byłaby prawie żadna.
Mecenas Bokszczanin reprezentujący okradzionych klientów przekonywał sąd drugiej instancji, że sprawa Dariusza O. powinna zostać dogłębnie zbadana przez sąd podczas procesu. Sąd powinien wyjaśnić, ile Dariusz O. zarobił na swoich oszukańczych operacjach i co zrobił z pieniędzmi. Mecenas Bokszczanin mówił też, że wyrok jest rażąco niesprawiedliwy, zdecydowanie za łagodny.
Sam Dariusz O. prosił sąd o utrzymanie świdnickiego wyroku. Jego obrońca tłumaczył, że były makler żałuje swojego czynu, chce bankowi oddać pieniądze, na którego konto wpłaca teraz co miesiąc po tysiąc złotych.
Sędziowie apelacyjni uznali, że racja jest po stronie Dariusza O. W ustnym uzasadnieniu sędzia Jerzy Skorupka wyjaśnił, że sąd w Świdnicy miał prawo nakazać oskarżonemu oddanie pieniędzy bankowi, czyli pośrednio pokrzywdzonemu.
Sędziowie nie zgodzili się z mecenasem Bokszczaninem, że wyrok świdnickiego sądu jest rażąco niesprawiedliwy. - Kara czterech lat więzienia w zawieszeniu na sześć lat wcale nie jest łagodna - tłumaczy sędzia Jerzy Skorupka. - Jeżeli w tym czasie oskarżony przestanie płacić bankowi, wówczas sąd natychmiast odwiesi mu karę. Po sześciu latach bank będzie mógł się domagać od oskarżonego dalszego spłacania zobowiązania, ale na drodze cywilnej.
Jednak mecenas Bokszczanin jest sceptyczny. - U nas nawet komornikowi trudno jest ściągnąć pieniądze z osoby, która wykazuje, że nic nie ma.
Według niego ten wyrok godzi w poczucie sprawiedliwości społecznej i na pewno nie będzie przestrogą dla innych pracowników banków, którzy zechcieliby okraść swojego pracodawcę.
Najnowsze wiadomości
-
Sprawdź, gdzie w poniedziałek nie będzie wody
-
AOW od strony Długołęki jest już przejezdna
-
Wielki spór na Uniwersytecie. Rozwiąże go ministerstwo?
-
Z papieru robią meble i domy dla bezdomnych [ZDJĘCIA]
-
Oławski ratusz wypiękniał po remoncie. Sam zobacz [FOTO]
-
Transferowa wojna na lewicy. Ilu porzuci Palikota dla SLD?
-
Antyzwiastowanie: trudny melanż sztuki z miejską akcją
- 14 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Bo Polska to taki kraj, w którym jak kraść to
franek.h
19.01.11, 15:10
miliony. I te miliony zapewniają bezkarność. »
-
Makler, który ukradł milion, nie pójdzie siedzieć
labeo
19.01.11, 15:50
Taaaa, a jak obywatel nie zapłaci 50 groszy podatku to ma przesrane.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Czy umiesz rozwiązać siedemnastowieczny ...
- Szykują dworzec na Euro. Co będzie gotowe ...
- Wrocław coraz bardziej międzynarodowy. To ...
- Transferowa wojna na lewicy. Ilu porzuci ...
- Koksu do konferansjera: "Kulturystyka? ...
- Strefę montują także w niedzielę. Rynek ...
- Jest petycja o legalne picie alkoholu na ...




