Dzięki znanym artystom możemy mieć dobre pomniki

Beata Maciejewska
13.01.2011 , aktualizacja: 13.01.2011 18:52
A A A Drukuj
Komisja konkursu na projekt pomnika poświęconego rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu przedstawiła w czwartek zwycięski projekt autorstwa znakomitego rzeźbiarza Jerzego Kaliny. To przełom w walce z pomnikowymi koszmarkami zaśmiecającymi Wrocław
Projekt Jerzego Kaliny
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Projekt Jerzego Kaliny
Projekt Jerzego Dobrzańskiego i Joanny Zemanek
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Projekt Jerzego Dobrzańskiego i Joanny Zemanek
Projekt Leona Podsiadłego i Karoliny Szymanowskiej
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Projekt Leona Podsiadłego i Karoliny Szymanowskiej
W kwietniu ubiegłego roku wrocławska rada miejska uchwaliła pierwszą w Polsce uchwałę pomnikową, która powinna choć częściowo zapobiec niszczeniu przestrzeni miejskiej przez tandetne i brzydkie, choć słuszne ideowo monumenty. Teraz postawienie każdego będzie poprzedzała uchwała rady. To da mieszkańcom Wrocławia czas na dyskusję i wyrażenie opinii, czy rzeczywiście chcą uczcić wskazaną osobę lub wydarzenie. Jeśli uznają, że tak - prezydent ogłosi konkurs. Zwycięski projekt najpierw obejrzymy i ocenimy, a dopiero potem rada miejska przegłosuje postawienie pomnika.

Wcześniej nie trzeba było organizować konkursu na monument, zamawiać go u wybitnego artysty, poddawać projektu pod społeczną dyskusję. Wystarczyło przekonać do swojej idei radę miejską, przy czym radni decydowali tylko o tym, czy zgadzają się na uczczenie osoby bądź wydarzenia, ale nie mieli szans na ocenę wyglądu monumentu. Służby miejskie też. Inicjator pomnika zwracał się do departamentu architektury o zgodę na wybraną lokalizację i akceptację wielkości owego dzieła. A potem najczęściej wznosił szkaradę.

Wprawdzie przy stawianiu pomnika poświęconemu rotmistrzowi Pileckiemu nie trzeba się było jeszcze kierować przepisami tej uchwały, ale wydział kultury zdecydował, że weźmie już ją pod uwagę. Projekt został wyłoniony w wyniku konkursu. Wszystkie konkursowe wizualizacje i modele można oglądać w Muzeum Architektury. Pomnik stanie na promenadzie na wysokości opery.

Rozmowa z Piotrem Wieczorkiem

Beata Maciejewska: Protestował pan wielokrotnie, że o lokalizacji i wyglądzie monumentów decydują urzędnicy miejscy oraz inicjatorzy budowy pomników. Tym razem projekt wybrała komisja konkursowa, w której pan też zasiadł. Bez urzędników?

Piotr Wieczorek, szef wrocławskiego oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków: Niemal wszyscy jurorzy to artyści plastycy, w tym czynni rzeźbiarze, na przykład prof. Sławoj Ostrowski z Gdańska i rektor poznańskiej ASP Marcin Berdyszak. To ważne, bo mogliśmy rozmawiać nie tylko o formie, ale także o materiale. Był tylko jeden przedstawiciel urzędu miejskiego - dyrektor wydziału architektury Piotr Fokczyński.

Wydział kultury wybrał formułę zamkniętego konkursu. Zaproszono do niego pięciu rzeźbiarzy. To lepsze narzędzie zdobycia dobrego dzieła sztuki niż konkurs otwarty?

- Według mnie lepsze. Do konkursów otwartych uznani artyści zgłaszają się bardzo rzadko. Trzeba ich czymś skusić. Albo bardzo wysoką nagrodą, albo wyjątkowo interesującym tematem. Do konkursów zamkniętych zaprasza się ludzi, którzy swoim nazwiskiem gwarantują wysoką jakość dzieła. W tym przypadku byli to profesorowie wrocławskiej ASP Christos Mandzios i Leon Podsiadły, krakowski rzeźbiarz Jerzy Dobrzański, warszawski rzeźbiarz, scenograf i performer Jerzy Kalina (Wrocław ma już jego "Przejście", ustawione przy skrzyżowaniu ulicy Świdnickiej z Piłsudskiego) i Bronisław Krzysztof z Bielska-Białej. Każdy z nich mógł też zaprosić do współpracy młodego artystę.

Jak pan ocenia efekty tego konkursu?

- Otrzymaliśmy do oceny osiem projektów. Wszystkie były interesujące. Od razu wiedzieliśmy, że uda się wybrać pracę do realizacji. Proszę zwrócić uwagę, że nikt nie zgłosił pomnika figuratywnego. To monumenty, które odnoszą się do idei. Pomnik powinien być jak mocny dźwięk, nie rozpraszać, tylko zwracać uwagę na to, co najważniejsze.

Wybraliście projekt Jerzego Kaliny. Jednogłośnie?

- Tylko jeden juror miał odmienne zdanie. Projekt Kaliny jest naprawdę znakomity. Czarna żelazna obrączka o średnicy 3,5 m unosząca się na podwyższeniu z polerowanego kamienia. Przywodzi na myśl biżuterię patriotyczną, noszoną w XIX-wiecznej Polsce. Poza tym jest symbolem wierności ojczyźnie i ideałom, której rotmistrz dochował. Bardzo często bywało też tak, że obrączka była jedyną pamiątką po skazańcach, których mogił nikt nie zna. Muszę przyznać, że forma monumentu jest świeża i oryginalna, a przy tym uspokajająca.

A inskrypcja?

- Będzie w środku, bo tak jak w autentycznych obrączkach to, co najważniejsze, ukryte jest wewnątrz. Imię, nazwisko, stopień wojskowy, symbol AK i orzełek wojskowy oraz cytat pochodzący z listu napisanego przez Pileckiego w więzieniu w 1947 roku do nadzorującego jego śledztwo Józefa Różańskiego: "Bo choćby mi przyszło postradać me życie - Tak wolę - niż żyć, a mieć w sercu ranę". Jurorzy chcieli, żeby wnętrze obrączki zostało podświetlone, aby napis był widoczny również w nocy.

Mamy uchwałę pomnikową, projekty nowych monumentów powinny być wybierane na drodze konkursowej przez kompetentne jury, mieszkańcy Wrocławia będą mogli nad nimi wcześniej dyskutować... Jest szansa na uporządkowanie przestrzeni publicznej i koniec terroru słusznych ideowo pomnikowych koszmarków?

- Jestem dobrej myśli. Ten konkurs został bardzo dobrze przygotowany przez wydział kultury UM. Jeśli nikt nie będzie miał pokusy, żeby chodzić na skróty i będziemy trzymali się ustalonych procedur, może przestaniemy zamykać oczy w czasie wędrówki przez miasto.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 59 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów