Co ci zabiera energię. Jak możesz to zmienić
29.12.2010
, aktualizacja: 29.12.2010 16:58
Ogrzewanie, urządzenia elektryczne, na trzecim miejscu oświetlenie - tak przedstawia się ranking największych pożeraczy energii w gospodarstwie domowym. Sprawdź, jakie rozwiązania możesz zastosować w przypadku każdego z nich, aby do minimum ograniczyć zużycie prądu w twoim domu
ZOBACZ TAKŻE
- Pożyczki na ekologiczną energię czekają na chętnych (21-12-10, 14:04)
- Pilnie potrzebni menedżerowie od energii (16-12-10, 10:00)
- Eksperci: inwestycje w energię to już konieczność (03-11-10, 16:42)
- Za pięć lat pewniejsza energia dla Dolnego Śląska (23-09-10, 11:00)
- Dom przyszłości zaoszczędzi energię (28-04-10, 14:49)
Polskie gospodarstwa domowe zużywają w skali kraju tyle samo prądu co zakłady przemysłowe. W Unii Europejskiej pod względem ilości zużywanej energii jesteśmy w ścisłej czołówce. Wyprzedzają nas tylko Francja, Hiszpania i Włochy, ale to kraje o znacznie większej liczbie ludności.
- Poziom zużywanej przez nas energii od kilku lat systematycznie rośnie, ponieważ wraz ze wzrostem zarobków możemy sobie pozwolić na zakup większej liczby sprzętu elektronicznego. Poza tym ceny prądu w naszym kraju są nadal stosunkowo niskie w porównaniu z tymi, jakie obowiązują w innych państwach Unii, a to nie zachęca nas do oszczędzania energii - tłumaczyła Wiktoria Grycan z Instytutu Energoelektryki Politechniki Wrocławskiej podczas IV Dolnośląskiego Forum Energii Odnawialnej, które na początku grudnia odbywało się we Wrocławiu.
Ogrzewanie: wybieramy taryfę
Duży wpływ na ilość zużywanej przez nas energii ma klimat. Niska temperatura powietrza przez większą część roku sprawia, że ogrzewanie prądem zwyczajnie się nie opłaca. Pochłania ono średnio prawie dwie trzecie całej energii zużywanej przez gospodarstwo domowe w skali roku.
- W takim wypadku możemy ograniczyć wydatki, wybierając odpowiednią taryfę energetyczną - tłumaczyła Grycan. - Wówczas za pobór energii w określonych godzinach zapłacimy więcej, a w innych mniej. Nie zawsze się to jednak opłaca. Najbardziej optymalnym rozwiązaniem jest wykupienie taryfy nocnej i korzystanie z pieca akumulacyjnego, który nagrzewa się w nocy i oddaje ciepło przez cały dzień.
Jeżeli jednak nie możemy zainwestować w piec, powinniśmy się zastanowić, czy zmiana taryfy rzeczywiście będzie dla nas korzystna. Grzejnik konwekcyjny czy kocioł elektryczny nie mają zdolności akumulacyjnych, dlatego musimy je włączać za każdym razem, gdy chcemy ogrzać mieszkanie. W tym wypadku zmiana taryfy na nocną nie ma sensu i może spowodować, że będziemy płacili jeszcze wyższe rachunki niż do tej pory.
Urządzenia elektryczne: zwracajmy uwagę na etykiety
Drugie miejsce pod względem ilości zużywanej energii zajmują urządzenia elektryczne.
Grycan: - Z naszych szacunków wynika, że dwuosobowa rodzina mieszkająca w domu bez instalacji gazowej wydaje średnio 130 zł miesięcznie na prąd. Bardzo dużo energii, poza ogrzewaniem, pochłaniają gotowanie, chłodzenie i prasowanie. Co ciekawe, żelazko i czajnik elektryczny zużywają prawie tyle samo prądu co lodówka.
Zużycie to można ograniczyć, kupując urządzenia o najwyższej klasie energetycznej. Są one co prawda droższe niż sprzęt gorszej jakości, ale w dłuższej perspektywie koszt się zwraca.
- Urządzenie klasy A jest ok. 200 zł droższe niż taki sam sprzęt niższej klasy - mówiła Grycan. - Pobiera ono jednak znacznie mniej energii, co pozwala zaoszczędzić średnio 150 zł rocznie. Inwestycja zwróci się nam w mniej niż dwa lata.
Etykietę energetyczną musi mieć dzisiaj każde urządzenie sprzedawane w sklepie. Teoretycznie rozpiętość klas jest duża: od A do G, ale nowy sprzęt posiada najczęściej klasę A lub B, rzadziej C lub D. Natomiast klas od E do G praktycznie się już nie spotyka.
Oświetlenie: liczy się trwałość
Oświetlenie domu pochłania co prawda mniej energii niż ogrzewanie czy praca urządzeń elektrycznych, ale jej ilość również może być wysoka, zwłaszcza przy dużej liczbie domowników. Jednym ze sposobów na oszczędzanie prądu jest pilnowanie, aby zawsze wyłączać światło po wyjściu z pomieszczenia, a także korzystać tylko z takiej jego ilości, jaka jest nam rzeczywiście potrzebna do pracy.
Grycan: - Na dłuższą metę bardziej opłaca się jednak zainwestowanie w żarówki energooszczędne lub halogeny. Są one bardziej trwałe, a przy tym zużywają dużo mniej prądu.
Zwłaszcza te ostatnie cieszą się w naszym kraju coraz większą popularnością. Ich niewątpliwą zaletą w porównaniu ze świetlówkami jest to, że nie męczą wzroku i nie muszą działać non stop. Można je włączać i wyłączać zależnie od potrzeb i nie ma to wpływu na ich efektywność energetyczną. Trzeba jedynie uważać, aby przy montowaniu nie dotknąć bańki, ponieważ znacznie skraca to trwałość żarówki.
- Coraz chętniej kupujemy również żarówki diodowe, czyli tzw. LED-y - mówiła Grycan. - Są one jednak droższe niż inne rodzaje oświetlenia, dlatego na razie służą nam głównie jako światło ozdobne.
LED-owy zamiennik halogenu, będący odpowiednikiem żarówki o mocy 50 W, kosztuje dzisiaj około 60 zł. Jego tańszą wersję o mniejszej trwałości możemy kupić za 25-30 zł.
- LED-y dobrej jakości opłaca się instalować w pomieszczeniach użytkowych albo na ulicach - mówił Andrzej Kwiatkowski, przedstawiciel firmy LedNed zajmującej się sprzedażą oświetlenia LED-owego. - Natomiast w domu taka inwestycja zapewne nigdy by się nie zwróciła. Dlatego jeżeli już decydujemy się na diody, wybieramy te tańsze z marketu.
W Polsce LED-y nadal najczęściej montuje się w ogrodzie. Stanowią one obecnie prawie 30 proc. wyposażenia sklepów z oświetleniem ogrodowym.
Jednak zainteresowanie LED-ami w naszym kraju systematycznie rośnie.
Kwiatkowski: - Trzy lata temu nie było prawie przetargów na oświetlenie LED-owe dla firm. Teraz co drugi przetarg obejmuje ten rodzaj oświetlenia. Coraz więcej przedsiębiorstw rozumie, że od LED-ów nie ma odwrotu. Są one dużo bardziej wydajne i trwałe, nie zawierają szkodliwej rtęci i nie szumią jak żarówki jarzeniowe.
Domy pasywne: opłaca się czy nie?
Prawdziwie energooszczędnym rozwiązaniem jest budowa tzw. domu pasywnego. To budynek, który dzięki zastosowanym technikom izolacyjnym pozwala na zużycie do sześciu razy mniej energii na ogrzewanie i eksploatację niż zwykłe budynki, które po 2000 roku stawia się w Polsce.
- Budynki pasywne zużywają średnio 30-35 kilowatogodzin energii w skali roku, podczas gdy przeciętny 10-letni dom zużywa od 200 do 265 kilowatogodzin - mówił Jerzy Żurawski z Dolnośląskiej Agencji Energii i Środowiska.
Problem z domami pasywnymi polega jednak na tym, że są one bardzo drogie.
Żurawski: - Koszt budowy takiego domu zwraca się po mniej więcej 38 latach, podczas gdy już po 25 latach nadaje się on do generalnego remontu. W dalszym ciągu bardziej opłaca się więc stawiać zwykłe domy i ewentualnie je docieplić oraz stosować energooszczędne systemy ogrzewania, niż inwestować w dom pasywny.
- Poziom zużywanej przez nas energii od kilku lat systematycznie rośnie, ponieważ wraz ze wzrostem zarobków możemy sobie pozwolić na zakup większej liczby sprzętu elektronicznego. Poza tym ceny prądu w naszym kraju są nadal stosunkowo niskie w porównaniu z tymi, jakie obowiązują w innych państwach Unii, a to nie zachęca nas do oszczędzania energii - tłumaczyła Wiktoria Grycan z Instytutu Energoelektryki Politechniki Wrocławskiej podczas IV Dolnośląskiego Forum Energii Odnawialnej, które na początku grudnia odbywało się we Wrocławiu.
Ogrzewanie: wybieramy taryfę
Duży wpływ na ilość zużywanej przez nas energii ma klimat. Niska temperatura powietrza przez większą część roku sprawia, że ogrzewanie prądem zwyczajnie się nie opłaca. Pochłania ono średnio prawie dwie trzecie całej energii zużywanej przez gospodarstwo domowe w skali roku.
- W takim wypadku możemy ograniczyć wydatki, wybierając odpowiednią taryfę energetyczną - tłumaczyła Grycan. - Wówczas za pobór energii w określonych godzinach zapłacimy więcej, a w innych mniej. Nie zawsze się to jednak opłaca. Najbardziej optymalnym rozwiązaniem jest wykupienie taryfy nocnej i korzystanie z pieca akumulacyjnego, który nagrzewa się w nocy i oddaje ciepło przez cały dzień.
Jeżeli jednak nie możemy zainwestować w piec, powinniśmy się zastanowić, czy zmiana taryfy rzeczywiście będzie dla nas korzystna. Grzejnik konwekcyjny czy kocioł elektryczny nie mają zdolności akumulacyjnych, dlatego musimy je włączać za każdym razem, gdy chcemy ogrzać mieszkanie. W tym wypadku zmiana taryfy na nocną nie ma sensu i może spowodować, że będziemy płacili jeszcze wyższe rachunki niż do tej pory.
Urządzenia elektryczne: zwracajmy uwagę na etykiety
Drugie miejsce pod względem ilości zużywanej energii zajmują urządzenia elektryczne.
Grycan: - Z naszych szacunków wynika, że dwuosobowa rodzina mieszkająca w domu bez instalacji gazowej wydaje średnio 130 zł miesięcznie na prąd. Bardzo dużo energii, poza ogrzewaniem, pochłaniają gotowanie, chłodzenie i prasowanie. Co ciekawe, żelazko i czajnik elektryczny zużywają prawie tyle samo prądu co lodówka.
Zużycie to można ograniczyć, kupując urządzenia o najwyższej klasie energetycznej. Są one co prawda droższe niż sprzęt gorszej jakości, ale w dłuższej perspektywie koszt się zwraca.
- Urządzenie klasy A jest ok. 200 zł droższe niż taki sam sprzęt niższej klasy - mówiła Grycan. - Pobiera ono jednak znacznie mniej energii, co pozwala zaoszczędzić średnio 150 zł rocznie. Inwestycja zwróci się nam w mniej niż dwa lata.
Etykietę energetyczną musi mieć dzisiaj każde urządzenie sprzedawane w sklepie. Teoretycznie rozpiętość klas jest duża: od A do G, ale nowy sprzęt posiada najczęściej klasę A lub B, rzadziej C lub D. Natomiast klas od E do G praktycznie się już nie spotyka.
Oświetlenie: liczy się trwałość
Oświetlenie domu pochłania co prawda mniej energii niż ogrzewanie czy praca urządzeń elektrycznych, ale jej ilość również może być wysoka, zwłaszcza przy dużej liczbie domowników. Jednym ze sposobów na oszczędzanie prądu jest pilnowanie, aby zawsze wyłączać światło po wyjściu z pomieszczenia, a także korzystać tylko z takiej jego ilości, jaka jest nam rzeczywiście potrzebna do pracy.
Grycan: - Na dłuższą metę bardziej opłaca się jednak zainwestowanie w żarówki energooszczędne lub halogeny. Są one bardziej trwałe, a przy tym zużywają dużo mniej prądu.
Zwłaszcza te ostatnie cieszą się w naszym kraju coraz większą popularnością. Ich niewątpliwą zaletą w porównaniu ze świetlówkami jest to, że nie męczą wzroku i nie muszą działać non stop. Można je włączać i wyłączać zależnie od potrzeb i nie ma to wpływu na ich efektywność energetyczną. Trzeba jedynie uważać, aby przy montowaniu nie dotknąć bańki, ponieważ znacznie skraca to trwałość żarówki.
- Coraz chętniej kupujemy również żarówki diodowe, czyli tzw. LED-y - mówiła Grycan. - Są one jednak droższe niż inne rodzaje oświetlenia, dlatego na razie służą nam głównie jako światło ozdobne.
LED-owy zamiennik halogenu, będący odpowiednikiem żarówki o mocy 50 W, kosztuje dzisiaj około 60 zł. Jego tańszą wersję o mniejszej trwałości możemy kupić za 25-30 zł.
- LED-y dobrej jakości opłaca się instalować w pomieszczeniach użytkowych albo na ulicach - mówił Andrzej Kwiatkowski, przedstawiciel firmy LedNed zajmującej się sprzedażą oświetlenia LED-owego. - Natomiast w domu taka inwestycja zapewne nigdy by się nie zwróciła. Dlatego jeżeli już decydujemy się na diody, wybieramy te tańsze z marketu.
W Polsce LED-y nadal najczęściej montuje się w ogrodzie. Stanowią one obecnie prawie 30 proc. wyposażenia sklepów z oświetleniem ogrodowym.
Jednak zainteresowanie LED-ami w naszym kraju systematycznie rośnie.
Kwiatkowski: - Trzy lata temu nie było prawie przetargów na oświetlenie LED-owe dla firm. Teraz co drugi przetarg obejmuje ten rodzaj oświetlenia. Coraz więcej przedsiębiorstw rozumie, że od LED-ów nie ma odwrotu. Są one dużo bardziej wydajne i trwałe, nie zawierają szkodliwej rtęci i nie szumią jak żarówki jarzeniowe.
Domy pasywne: opłaca się czy nie?
Prawdziwie energooszczędnym rozwiązaniem jest budowa tzw. domu pasywnego. To budynek, który dzięki zastosowanym technikom izolacyjnym pozwala na zużycie do sześciu razy mniej energii na ogrzewanie i eksploatację niż zwykłe budynki, które po 2000 roku stawia się w Polsce.
- Budynki pasywne zużywają średnio 30-35 kilowatogodzin energii w skali roku, podczas gdy przeciętny 10-letni dom zużywa od 200 do 265 kilowatogodzin - mówił Jerzy Żurawski z Dolnośląskiej Agencji Energii i Środowiska.
Problem z domami pasywnymi polega jednak na tym, że są one bardzo drogie.
Żurawski: - Koszt budowy takiego domu zwraca się po mniej więcej 38 latach, podczas gdy już po 25 latach nadaje się on do generalnego remontu. W dalszym ciągu bardziej opłaca się więc stawiać zwykłe domy i ewentualnie je docieplić oraz stosować energooszczędne systemy ogrzewania, niż inwestować w dom pasywny.
Najnowsze wiadomości
-
Matka przyznała się do pobicia sześciomiesięcznego dziecka
-
Sześć osób w szpitalu po kolizji aut w Jeleniej Górze
-
Legnica: mężczyzna spłonął w pożarze w kamienicy
-
Paralotniarz wpadł do Odry. Zmarł po reanimacji
-
Dzisiaj Kuchar, jutro Hołowczyc i Koksu. Trwa Auto Show
-
Wygraj wejściówkę i spotkaj się z Agnieszką Holland
-
Takie auta zobaczysz na targach motoryzacyjnych [FOTO]
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Co ci zabiera energię. Jak możesz to zmienić
syn.ksiedza.proboszcza
29.12.10, 23:59
Blablabla dla lemingów bez mózgu. Gaś światło w lodówce, a tymczasem udział zapotrzebowania na energię gospodarstw domowych wobec produkcji przemysłowej jest odwrotnie proporcjonalny do »
Najczęściej czytane24 htydzień




