Nie bójmy się chodzić do opery. Kultura wysoka wciąga

Rozmawia Beata Maciejewska
16.12.2010 , aktualizacja: 16.12.2010 19:18
A A A Drukuj
O kulturalnych aspiracjach wrocławian, sztuce w cyberprzestrzeni, książkach dla noworodków i drugim życiu Przedmieścia Odrzańskiego z Adamem Chmielewskim, szefem miejskiej Instytucji Kultury Wrocław 2016, koordynującej starania miasta o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku
Prof. Adam Chmielewski
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Prof. Adam Chmielewski
Beata Maciejewska: W marcu poznaliśmy raport socjologów, którzy zbadali, czy i jak wrocławianie uczestniczą w kulturze. Okazało się, że król jest nagi i cała kulturalna moc Wrocławia nie wystarcza, żeby odciągnąć mieszkańców od telewizora. Aż dla 77 procent wrocławian to ulubiona forma spędzania wolnego czasu. Kino, teatr, galerie, wystawy są w stanie przyciągnąć zaledwie 12 procent obywateli naszego miasta. Nie przeraziło to pana?

Prof. Adam Chmielewski*: Nie. I bez badań socjologów byłem przekonany, że owo masowe „radosne uczestnictwo w kulturze” to mit. Dlaczego akurat dla wrocławian kultura ma być ważniejsza niż dla pozostałych mieszkańców naszego kraju? Dane statystyczne są bezwzględne: wydatki na kulturę są wykreślane z budżetu domowego większości Polaków w pierwszej kolejności. Wielu naprawdę nie stać na kupno biletów, nawet jeśli uważają udział w imprezach kulturalnych za ważny. Bariera finansowa może być decydującym czynnikiem wykluczającym z udziału w życiu kulturalnym miasta rodziny wielodzietne, młodzież i emerytów. Proszę policzyć, ile kosztuje wyjście do teatru rodziców i trójki dzieci - co najmniej 130 zł, czyli tyle, ile kosztuje para butów dla malucha. Inni przesuwają wydatki na kulturę na koniec listy swoich potrzeb, bo uważają je za fanaberię. Dorabiają się, chcą nacieszyć się dobrami konsumpcyjnymi, które przez kilka dekad były dla Polaków niedostępne, chcą demonstrować wyższy status społeczny, nawet jeżeli go nie mają. Wyznacznikiem życiowego sukcesu jest nowy samochód i większe mieszkanie, a nie chodzenie do teatru czy na koncerty.

Może instytucje kulturalne nie mają ciekawej oferty?

- Mają. Opinia o Wrocławiu jako kulturalnej potędze nie jest efektem promocyjnych działań urzędu miasta. Mam wyliczać festiwale teatralne, muzyczne czy filmowe, o których głośno w całym kraju? Przecież to do Wrocławia przyjeżdża się na wspaniałe spektakle operowe (że wspomnę choćby tetralogię Wagnera w Hali Stulecia i ostatnio "Turandot" na Stadionie Olimpijskim), a licencję na nasz Bajkobus, oryginalną mobilną scenę teatralną wymyśloną przez dyrektora Wrocławskiego Teatru Lalek, chcą kupić inne miasta. Tylko we Wrocławiu można było posłuchać latem (podczas festiwalu Brave) artystek wpisane przez UNESCO na elitarną Listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości, np. uzdrawiające polifonicznym śpiewem kobiety z zespołu Bistritsa z Bułgarii czy Ahn Sook-sun, koreańską mistrzynię zagadkowej opery pansori. Tylko u nas można było obejrzeć (na festiwalu Era Nowe Horyzonty) awangardowe filmy światowych kinematografii, które nie mają szans na pokaz w multipleksach.

Coraz więcej osób uważa, że wystarczy im internet, żeby uczestniczyć w kulturze. Na portalu YouTube obejrzą fragmenty przedstawień operowych, prezentowanych na najlepszych scenach świata, spotkają największe gwiazdy filmu i teatru, posłuchają koncertów. Tanio i wygodnie, bez wychodzenia z domu. Kulturalni światowcy, nie sądzi pan?

- Nie sądzę. Znajomość języków obcych nie jest u nas powszechna, więc ta światowość jest iluzoryczna. Poza tym częściej ściąga się z internetu gry, pliki wideo, zagląda na serwisy społecznościowe i plotkarskie, niż ogląda przedstawienie operowe czy spektakle teatralne.

Przecież sami zaproponowaliście kilka programów mających upowszechniać kulturę w cyberprzestrzeni!

- Oczywiście, przecież nie ma już powrotu do świata bez internetu. Ale trzeba go odpowiednio wykorzystać. Na przykład program KulTuba ma służyć ekspozycji dzieł tworzonych przez młodych wrocławskich artystów. O tym, które zostaną pokazane, zdecyduje rada złożona z uznanych twórców, więc to dla autorów spore wyróżnienie. Mam nadzieję, że portal KulTuba skłoni także młodych ludzi do artystycznej aktywności, filmowania, robienia zdjęć. Najbardziej niepokoi mnie fakt, że najnowsze technologie powodują, niestety, pasywność, a raczej interpasywność odbiorców. Aktywne uczestnictwo w kulturze, oparte na osobistym kontakcie i współdziałaniu z innymi ludźmi jest zastępowane przez elektroniczne substytuty. To przyczynia się do zanikania bezpośrednich relacji między ludźmi, odbiera im podmiotowość. Nie mówiąc o szkodach intelektualnych. Dzieci doby internetu mają problemy z koncentracją dłuższą niż 30 sekund, uczniowie czytają streszczenia zamiast lektur, szkoła kapituluje, a księgarnie pustoszeją. Jestem przerażony dramatycznym spadkiem czytelnictwa w Polsce. W ubiegłym roku ponad 60 procent obywateli naszego kraju nie miało książki w ręku! Takich, którzy przeczytali przynajmniej siedem, było zaledwie 11 procent (w UE 64 procent).

Ależ oni czytają. Tyle że w internecie.

- Krótkie teksty, często niegramatyczne i nieortograficzne, których nikt nie redaguje. Poza tym tych tekstów są miliony w zasięgu kliknięcia myszką, więc trudno się skupić na tym jednym, właśnie czytanym. Czytelnicy uprawiają zapping, Tołstoj w internecie raczej się nie przebije. Musimy znaleźć sposoby na ocalenie dobrej literatury, trzeba uczyć ludzi czytać książki.

Jak i gdzie to robić, skoro szkoła kapituluje?

- Miejska biblioteka publiczna prowadzi wraz z nami akcję "Na dobry początek". Przygotowuje tzw. startery, czyli zestaw książek i materiałów edukacyjnych dla rodziców z dziećmi od 0. do 5. roku życia, które rozdaje jako pierwszą czytelniczą "wyprawkę" dla noworodków w wybranych szpitalach wrocławskich. W zestawach tych, zapakowanych w specjalnie oznaczone płócienne torby, znajdzie się również zaproszenie do uczestnictwa w bezpłatnych zajęciach dla najmłodszych dzieci prowadzonych w bibliotekach publicznych na terenie Wrocławia, a także broszura m.in. z propozycjami literatury dla tej grupy wiekowej oraz wskazówki, w jaki sposób na bazie książek organizować wspólne zabawy z dzieckiem, a także symboliczna pierwsza karta biblioteczna. Mam nadzieję, że rodzice z tej szansy skorzystają, tym bardziej że wrocławskie biblioteki robią się coraz atrakcyjniejsze, zamieniają się w mediateki. Pierwsza powstała w 2004 roku, a dziś jest ich już pięć. Do 2016 roku Wrocław chce wybudować dwa kolejne obiekty.

Dobry pomysł, bo to domowa, a nie szkolna edukacja zachęca ludzi do udziału w kulturze wysokiej. Do opery chodzą zwykle ludzie, których rodzice też chodzili, potrzebę odwiedzania muzeów czy słuchania koncertów w filharmonii też się zwykle dziedziczy. Tylko jak ten fragment DNA z zamiłowaniem do sztuki wszczepić?

- Mam wrażenie, że część ludzi chciałaby nawet przyjść do opery czy do teatru, ale czują się tam nieswojo, nie na swoim terenie, te przestrzenie budzą w nich coś w rodzaju agorafobii. Nie wiedzą, czy są odpowiednio ubrani, wyobrażają sobie, że inni ich bacznie i krytycznie obserwują - to poczucie jest bardzo częste wśród nas, Polaków. Co innego, gdy ta opera przenosi się w neutralne miejsce, na przykład na Stadion Olimpijski, a teatr wyjeżdża na ulice i można obejrzeć spektakl w przerwie niedzielnego spaceru. Dlatego bardzo sobie cenię to, co robią we Wrocławiu Ewa Michnik, dyrektorka Opery Wrocławskiej, i Roberto Skolmowski, dyrektor Wrocławskiego Teatru Lalek. Nie czekają, aż widz do nich przyjdzie, tylko szukają go sami. W parku, na basenie, w galerii handlowej. Czasem wystarczy raz przełamać barierę strachu i uprzedzeń przed kulturą wysoką i już się widza wciąga na stałe.

A jak chcecie aktywizować ludzi, którzy z tej kultury zostali wykluczeni z przyczyn od siebie niezależnych? Nie kupują biletów, bo ich po prostu nie stać?

- Postanowiliśmy utworzyć Wrocławski Akcjonariat Kultury oraz jego wersję dla dzieci do lat dwunastu. Może przystąpić do niego każdy, kto chce promować kandydaturę naszego miasta do Europejskiej Stolicy Kultury albo ma pomysły na projekty kulturalne. Nagrodą będzie obligacja kulturalna, która pozwoli kupować bilety z dużymi obniżkami. Otrzymają ją także rodziny posiadające co najmniej trójkę dzieci, osoby niepełnosprawne oraz (w zależności od dochodów) osoby, które skończyły 65 lat.

Jeśli Wrocław wygra konkurencję o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku, w organizację obchodów zaangażowane byłoby nie tylko to miasto, ale cały Dolny Śląsk, a nawet czeski Hradec Králové i wschodnioniemieckie Goerlitz, należące historycznie do tego regionu. Ambitny program. Nie za dużo chcemy? Mamy problem z mieszkańcami Wrocławia, a jak ruszyć cały region?

- To nasz obowiązek. Przez całą swoją historię Wrocław był częścią Śląska, jego stolicą. Przyczyniał się do rozwoju regionu, ale też zawdzięczał mu znaczną część swego bogactwa, zarówno w przeszłości jak i obecnie. Wspólne przedsięwzięcia kulturalne są szansą na odnowienie i wzmocnienie więzi między Wrocławiem i Dolnym Śląskiem. To przecież jeden organizm. Niestety, wciąż o tym zapominamy. Mniejsze miejscowości Dolnego Śląska traktują często Wrocław jako molocha, który zabiera im młodych i dynamicznych ludzi. Z kolei wrocławianie, którzy w poszukiwaniu tańszych i atrakcyjniej położonych domów przenoszą się do gmin pod miastem, nie angażują się w życie tych społeczności. Możemy to zacząć zmieniać. Prezydenci Bolesławca, Wałbrzycha, Wrocławia, Głogowa, Jeleniej Góry, Legnicy, Lubina i Świdnicy przyjęli deklarację o współpracy na rzecz uzyskania przez Wrocław tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016, sejmik wojewódzki też poparł te starania. Jeździliśmy latem Bajkobusem po Dolnym Śląsku i przy okazji pokazywania spektakli teatralnych rozmawialiśmy o korzyściach płynących ze zdobycia tytułu ESK.

To porozmawiajmy o tych korzyściach. Może najpierw o tych finansowych. Kultura może być przecież bardzo dochodowa. Według Michała Boniego, szefa doradców premiera, każda złotówka wydana z budżetu na kulturę powinna przynosić temu budżetowi prawie 3 zł w postaci różnych podatków.

- Oczywiście. To przecież nowe miejsca pracy, i to nie tylko w samych instytucjach kulturalnych. Kultura buduje markę regionu, przyciąga biznes i turystów. Oraz duże pieniądze. Pamiętajmy, że Wrocław zajmuje 34. miejsce pod względem wielkości wśród miast Unii Europejskiej, ale na liście miast znanych i rozpoznawanych jest znacznie niżej. Musimy przestać być anonimowi dla reszty kontynentu, pokazać, że jesteśmy jego częścią. Nie tylko dzięki wspólnej historii, ale i dzięki teraźniejszości. Mieszkają u nas Niemcy, Czesi, Żydzi, Węgrzy, Karaimi, Francuzi, Anglicy, Holendrzy, Ukraińcy, Grecy, Romowie, Arabowie, Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy... mógłbym jeszcze długo wymieniać. To czasem są grupy niewielkie (ludzi mających karaimskie korzenie jest we Wrocławiu zaledwie około dziesięciu), ale bardzo aktywne. Chcą pokazywać swoją kulturę, a my powinniśmy im to umożliwić. To pełnoprawni obywatele naszego miasta i mogą bardzo mu pomóc.

Postawienie na turystykę kulturalną oznacza zmiany w wyglądzie miasta oraz regionu. Nazwaliście to szumnie "odzyskiwaniem piękna". A piękno sporo kosztuje. Rewitalizacja Przedmieścia Odrzańskiego, rekonstrukcja WUWY czy też odrestaurowanie Doliny Zamków i Ogrodów Kotliny Jeleniogórskiej to praca na lata.

- Tak. Ale musimy się jej podjąć, bez względu na to, czy zdobędziemy tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, czy też odejdziemy z pustymi rękami. Nie można pozwolić, żeby dzielnica cudownych czynszówek, zniszczonych dziś i ubogich, a zamieszkałych przecież przez 25 tysięcy ludzi, do końca się rozpadła. Projekt przemiany Przedmieścia Odrzańskiego w miejsce dla rzemieślników i artystów daje mu szansę na drugie życie. I nie wolno tej szansy zaprzepaścić. Podobnie jest z WUWĄ (ileż można się wstydzić, pokazując przyjeżdżającym z całego świata architektom ruinę po wystawie, która zapisała się w historii architektury) czy Doliną Zamków i Ogrodów w Kotlinie Jeleniogórskiej, porównywaną ze szlakiem zamków nad Loarą.

To ambitne plany. A co jeśli się nie uda? Poproszę coś mniejszego, za to tańszego i bardziej realnego na wypadek, gdybyśmy jednak pieniędzy z Unii nie dostali.

- Murale na ślepych ścianach, niszczonych dziś przez wandali (urząd miasta wskazał 120 takich ścian, które zostaną oddane wrocławskim artystom), skwery i zieleńce na osiedlach z wielkiej płyty, rzeźby w miejscach publicznych pomysłów mamy dużo, tylko wrocławianie muszą chcieć zmienić swoje miasto.

* Prof. Adam Chmielewski, filozof z Uniwersytetu Wrocławskiego, autor ponad 300 prac naukowych i popularnonaukowych (m.in. napisał książkę "Psychopatologia życia politycznego"), szef miejskiej Instytucji Kultury Wrocław 2016, koordynującej starania Wrocławia o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. Był współorganizatorem licznych konferencji i spotkań o charakterze politycznym oraz imprez kulturalnych we Wrocławiu i granicą, m.in. sesji w głównej siedzibie UNESCO w Paryżu poświęconej 300-leciu Uniwersytetu Wrocławskiego.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 18 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów