Prokuratura: Matka nie zagłodziła ciężko chorego syna

Katarzyna Lubiniecka
03.12.2010 , aktualizacja: 02.12.2010 19:49
A A A Drukuj
Prokuratorzy podejrzewali, że Anna M. z Bogatyni źle opiekowała się synem Kacprem chorym na ciężkie mózgowe porażenie dziecięce, przez co przyczyniła się do jego śmierci. Gdy dostali opinię biegłych lekarzy, uznali, że kobieta jest niewinna
ZOBACZ TAKŻE
- Zdaniem biegłych nie można mówić o jakichkolwiek zaniedbaniach ze strony matki - mówi prokurator Marcin Zarówny z jeleniogórskiej prokuratury okręgowej. - Także świadkowie zeznawali, że Anna M. dobrze opiekowała się Kacprem.

Opinia zespołu złożonego z pięciu lekarzy stwierdza wręcz, że tylko dzięki doskonałej opiece Anny M. syn przeżył aż siedem lat. Biegli uważają, że na przykład w hospicjum Kacper zmarłby już wcześniej. Jego choroba była bowiem bardzo poważna, nic nie mogło jej zatrzymać, gdyż organizm w ogóle się nie rozwijał.

Wstrząsającą historię Anny M., samotnie opiekującej się siedmiorgiem dzieci, opisaliśmy na początku lutego w reportażu "Anna nam umknęła". Czytaj tekst

Kacper zmarł 2 stycznia tego roku. Bezpośrednią przyczyną śmierci było zapalenie płuc. Chłopiec miał siedem lat i ważył osiem kilogramów. Lekarze z Bogatyni stwierdzili, że jego organizm był skrajnie wyniszczony i wygłodzony.

Wzbudziło to podejrzenia prokuratury, która wszczęła śledztwo, by sprawdzić, czy do śmierci dziecka nie przyczyniła się jego matka. Wstępne ustalenia - Anna M. od półtora roku nie była z Kacprem u lekarza, chłopiec nie był rehabilitowany - czy jego niska waga świadczyły bowiem, że tak może być. Na tej podstawie prokuratura postawiła Annie M. zarzut narażenia syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.

Jednak dalsze ustalenia śledztwa, a przede wszystkim opinia biegłych, która dotarła do jeleniogórskiej prokuratury pod koniec listopada, nie potwierdziły podejrzeń w stosunku do Anny M.

33-letnia kobieta samotnie wychowywała siedmioro dzieci (córkę i sześciu synów), w tym trojaczki - trzech chłopców urodzonych w kwietniu 2002 roku. Dwóch z nich miało mózgowe porażenie dziecięce. Kacperek nie mówił, nie widział, nie siedział. Mama karmiła go łyżeczką. Ojciec trojaczków - emerytowany policjant - nie interesował się nimi, choć płacił alimenty. Anna musiała dawać sobie radę sama. W opiece nad starszymi synami pomagały jej matka i siostra, jeden z synów zamieszkał ze swoim ojcem pod Lublinem.

W zeszłym roku, po interwencji szkoły, która zareagowała na fakt, że córka Anny często wagaruje, rodzinę wziął pod lupę sąd rodzinny w Zgorzelcu. Dostała kuratora. Sytuację Anny i jej dzieci znały też inne instytucje: ośrodek pomocy społecznej, Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, szkoły, do których chodziły dzieci. Prokuratura w śledztwie sprawdzała, czy instytucje te wywiązywały się dobrze ze swoich obowiązków.

- Nie znaleźliśmy podstaw do postawienia komuś zarzutu niedopełnienia obowiązku, ale z zebranych przez nas materiałów wyłania się obraz urzędniczej niemocy - mówi prokurator Zarówny. - Okazało się, że zwłaszcza początkowe działania urzędników tak naprawdę niewiele Annie M. pomagały. Dopiero od czerwca zeszłego roku, gdy włączył się kurator społeczny, ta pomoc zaczęła być właściwie ukierunkowana, na przykład do chorych chłopców zaczęli przychodzić nauczyciele.

Ale zdarzało się też, że urzędnicy zachowywali się w stosunku do Anny bezdusznie. Jak nauczyciel, który wezwał Annę do siebie w sprawie jednego dziecka. Gdy przyszła, spytał, kto opiekuje się dziećmi? Odpowiedziała, że córka. Wtedy nauczyciel wezwał policję, bo małoletni pozostali bez opieki.

Gdy w styczniu prokuratura wszczęła sprawę, sąd rodzinny zabrał jej dzieci i oddał pod opiekę rodzinom zastępczym - siostrom Anny M. Jednak Anna ma z nimi stały kontakt - wszyscy mieszkają w Bogatyni. Annie bardzo zależy na ich odzyskaniu. Psycholog potwierdził głęboką więź między nią a synami i córką. W czerwcu sąd pozwolił 15-letniej Patrycji na powrót do matki, ale przydzielił jej kuratora.

O dalszym losie pozostałych dzieci sędzia zadecyduje podczas rozprawy wyznaczonej w połowie tego miesiąca. - Do tego czasu dostaniemy m.in. opinie biegłych - wyjaśnia prezes zgorzeleckiego sądu rejonowego sędzia Agnieszka Wiercińska-Bałaga. Sąd może oddać Annie dzieci lub pozostawić je w rodzinach zastępczych.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Prokuratura: Matka nie zagłodziła ciężko choreg... mniko75 03.12.10, 12:18

    Bardzo współczuję Annie. Mam nadzieję, że cała rodzina będzie w komplecie i że wszystko się dobrze ułoży. Bardzo mi przykro, że nauczyciel, który powinien być wsparciem okazał się tak »