Polubili Wrocław: Polska dobre serce, pieniądze dają

Agnieszka Czajkowska
18.11.2010 , aktualizacja: 18.11.2010 20:12
A A A Drukuj
Nielegalne obozowisko Romów na wrocławskim Psim Polu Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta Nielegalne obozowisko Romów na wrocławskim Psim Polu
Romowie z dziećmi, których coraz więcej widać na wrocławskich ulicach, to mieszkańcy nielegalnego obozowiska na obrzeżach miasta. Pochodzą z Rumunii. Wszędzie, gdzie się osiedlą, żyją z żebrania.
Nielegalne obozowisko Romów na wrocławskim Psim Polu
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Nielegalne obozowisko Romów na wrocławskim Psim Polu
Nielegalne obozowisko Romów na wrocławskim Psim Polu
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Nielegalne obozowisko Romów na wrocławskim Psim Polu
Kobiety z małymi dziećmi żebrzące pod kościołami albo nastoletni chłopcy nagabujący przechodniów w centrum Wrocławia - takich obrazków jest coraz więcej. Skarżą się na nich właściciele i klienci restauracji. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej zapewnia, że większość żebrzących to obywatele Rumunii. To właśnie tych Romów pozbywa się prezydent Francji. Mają z nimi poważny kłopot Włochy, Słowacja i Czechy.

Ich pierwsze obozowisko we Wrocławiu pojawiło się przed rokiem w okolicach budowy obwodnicy śródmiejskiej na Psim Polu. Wykonawca, firma Skanska, zaalarmowała MOPS.

Ewa Wnęk, zastępczyni kierownika zespołu terenowej pracy socjalnej nr 10: - Skanska skarżyła się, że "rumuńscy Cyganie stwarzają zagrożenie na placu budowy i kradną". Prosiła nas o interwencję.

W czerwcu pracownicy socjalni, strażnicy miejscy i policjanci pojechali obejrzeć obozowisko. Ustalili, że jego mieszkańcami są obywatelami Rumunii, którzy jako członkowie UE mają prawo przebywać w Polsce, o czym doskonale wiedzą. Służby uznały, że niewiele mogą zdziałać.

Jacek Sutryk, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej: - No cóż, chcemy być w Unii, to mamy unijne problemy. Mieszkańcy tego koczowiska twierdzili, że we Wrocławiu są turystycznie. Mieli papiery na auta, którymi jeżdżą. W ich prowizorycznych chatkach było nawet czysto, a oni sami niespecjalnie byli zainteresowani pomocą. Wtedy było ich około setki.

Rumuńscy Romowie mieszkają nadal na Psim Polu. Niedawno osiedlili się też na ogródkach działkowych w okolicach ul. Kamieńskiego.

Obozowisko na łąkach obok obwodnicy śródmiejskiej to kilkanaście prowizorycznych domków skleconych z cegieł, dykty i desek. Ocieplone są dywanami, w środku mają piecyki, w których Romowie palą drewnem. Nie mają bieżącej wody ani sanitariatów. Na spotkanie wybiegają nam dwa szczekające psy, potem pojawiają się dzieci z młodym mężczyzną. Zostaje z nami Nikki (wygląda na jakieś 20 lat) i jego młodszy kuzyn Florin.

- My z Rumunii - opowiada Nikki. - Po polsku trochę rozumiemy. U nas praca w Rumunii nie, bieda tak.

Przybiegają kolejne dzieci, z domków wyglądają młode kobiety. Pytamy, z czego żyją. - Chodzimy na żebry - odpowiada Sabrina, która ma maleńką córeczkę. Zaprasza do swojego domku, chwali się, że zbudowała go sama z mężem. W środku jest ciepło, w kącie stoi piecyk typu koza. Dziecko Sabriny śpi na jednej z kanap przykrytych grubymi matami. Kobiety mają na sobie złotą biżuterię. Mówią, że ich mężowie są "na czentro, na zarobek".

- Potrzebujecie pomocy. Ktoś ją proponował? - pytamy.

- Niee. Żebry na czentro. Polska dobre serce, pieniądze dają. Tu lubimy. Niemcy nie dają, Polska dają - tłumaczą nam Cyganki.

Pobyt rumuńskich Romów w Polsce jest legalny. Ewa Piechota z Urzędu ds. Cudzoziemców w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji: - Jako obywatele UE do trzech miesięcy nie muszą nic robić, dopiero po ich upływie powinni zarejestrować swój pobyt u wojewody. Ale z doświadczenia wiemy, że tego nie robią. Straż Graniczna może ich oczywiście legitymować, nękać, ale o deportacji nie ma mowy.

Trudno też, dopóki nie łamią prawa, zakazać im żebrania - twierdzą służby miejskie.

Dyrektor MOPS zapowiada, że mieszkańcy obozowiska mogą liczyć na doraźną pomoc miasta. Już ubiegłej zimy kuchnia charytatywna dowoziła im zupę. Dostali koce i ciepłą odzież.

Obiecuje, że pracownicy socjalni będą monitorować sytuację w obozowisku. - Głównie ze względu na dzieci, których jest tam bardzo dużo i w różnym wieku. My możemy uważać, że to nie są warunki dla nich, ale chyba trzeba tu wziąć pod uwagę kontekst kulturowy - dodaje Sutryk. - Wierzymy, że oni nie krzywdzą swoich dzieci. A że zabierają je na żebry? Widać taki mają sposób na życie. Żebrzą wszędzie tam, gdzie im się to opłaca.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 53 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów