Wilki i owce, czyli uliczna debata po wrocławsku
12.11.2010
, aktualizacja: 12.11.2010 20:29
W czwartek 11 listopada wzięłam udział w prawdziwej ulicznej debacie politycznej. Agresji w niej było tyle co w wyborczych programach telewizyjnych, do bijatyk nie doszło, policja (wyjątkowo nieudolna) nie miała co robić. Najważniejsze jednak, że wrocławianie, którym zależy na tym, żeby ich miasta nie zawłaszczyli "prawdziwi Polacy", zobaczyli się nawzajem
Myślałeś kiedyś: mam inne zdanie, powinienem zaprotestować, ale przecież rola Rejtana czy Don Kichota jest dziś śmieszna. Ja tak myślałam. I zastanawiałam się, co zrobię, jeśli pod pomnikiem Chrobrego będę stała sama, obserwując, jak wrocławscy nacjonaliści i faszyści udowadniają, że są jedynymi prawdziwymi Polakami, których król Bolesław poprowadzi do zwycięstwa. Ale nie byłam sama. Przyszli ludzie, których nigdy bym nie podejrzewała o to, że będą chcieli prowadzić uliczną debatę. Poważni uczeni, artyści, kolorowa młodzież, radni z opozycyjnych wobec siebie klubów, rodziny z dziećmi, starzy i młodzi. Właściwie jedynym elementem, który ich łączył, był brak zgody na świat, w którym tylko jeden ma rację. Przekonanie, że Wrocław musi zostać miastem otwartym i tolerancyjnym.
Politolodzy przestrzegają, że podział Polski na lewą i prawą staje się faktem, a kultura politycznej walki bierze górę nad kulturą wspólnoty i porozumienia. Nastroje się niebezpiecznie radykalizują, w społeczeństwie narasta niechęć i lęk wobec innych. Jak napisał Seweryn Blumsztajn, "już wielu nie wstydzi się iść pod sztandarem pogromowej organizacji. Więc i mobilizują się ci wszyscy, którzy boją się takich marszów. Może jeszcze nauczymy się mierzyć swoje siły bez rzucania kamieni". 11 listopada Wrocław pokazał, że już umie to robić.
Po pierwsze, umie się zmobilizować. Wyjść z ciepłego domu. Po to tylko, żeby powiedzieć "nie zgadzam się".
Owszem, usłyszałam kilka nieparlamentarnych słów, widziałam kilka przepychanek, ale generalnie czułam się jak na uniwersyteckiej dyskusji panelowej. Żadna ze stron do konfrontacji nie dążyła. Po rektorze Uniwersytetu Przyrodniczego czy europarlamentarzyście pokazującym się z fajką i w angielskich marynarkach nie oczekiwałam bitwy na kije bejsbolowe, ale NOP-owcy też się powstrzymywali.
Na szczęście, bo policja, która miała za zadanie ochraniać ich manifestację, okazała się kompletnie nieprzygotowana. Nikt nie pilnował tylnych szeregów manifestantów z NOP, obie grupy ze sobą się mieszały i ludzie z gwizdkami nagle trafiali pod sztandary Falangi. Przemarsz przez przejście podziemne wyglądał dość humorystycznie. Przeciwnicy NOP grzecznie czekali, aż sztandary i pochodnie znikną w podziemiu, a potem sami tam schodzili, dołączając faktycznie do grupy narodowców. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby w tym miejscu ludziom puściły nerwy i przeszli od słów do czynów. Wiara wrocławskiej policji w siłę spokoju wrocławian imponuje mi, ale wolałabym, żeby stróże prawa okazywali więcej zwątpienia i profesjonalizmu. Jeszcze nieraz przyjdzie im pełnić taką służbę. Uliczna debata polityczna dopiero się zaczyna. Nie lekceważmy jej. Benjamin Franklin powiedział, że demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad. Wolność wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania.
Nie nawołuję, żebyśmy kneblowali członków NOP i zakazywali im myślenia tego, co myślą, a nawet wykrzykiwania swoich haseł. Nawołuję, żebyśmy już za każdym razem mieli dość determinacji, by im pokazać, że razem ze swoimi pochodniami, hasłami o Polsce dla Polaków i nieodróżnianiu patriotyzmu od faszyzmu są w naszym mieście w zdecydowanej mniejszości.
Bądźmy owcami, które nie boją się wilków.
Politolodzy przestrzegają, że podział Polski na lewą i prawą staje się faktem, a kultura politycznej walki bierze górę nad kulturą wspólnoty i porozumienia. Nastroje się niebezpiecznie radykalizują, w społeczeństwie narasta niechęć i lęk wobec innych. Jak napisał Seweryn Blumsztajn, "już wielu nie wstydzi się iść pod sztandarem pogromowej organizacji. Więc i mobilizują się ci wszyscy, którzy boją się takich marszów. Może jeszcze nauczymy się mierzyć swoje siły bez rzucania kamieni". 11 listopada Wrocław pokazał, że już umie to robić.
Po pierwsze, umie się zmobilizować. Wyjść z ciepłego domu. Po to tylko, żeby powiedzieć "nie zgadzam się".
Owszem, usłyszałam kilka nieparlamentarnych słów, widziałam kilka przepychanek, ale generalnie czułam się jak na uniwersyteckiej dyskusji panelowej. Żadna ze stron do konfrontacji nie dążyła. Po rektorze Uniwersytetu Przyrodniczego czy europarlamentarzyście pokazującym się z fajką i w angielskich marynarkach nie oczekiwałam bitwy na kije bejsbolowe, ale NOP-owcy też się powstrzymywali.
Na szczęście, bo policja, która miała za zadanie ochraniać ich manifestację, okazała się kompletnie nieprzygotowana. Nikt nie pilnował tylnych szeregów manifestantów z NOP, obie grupy ze sobą się mieszały i ludzie z gwizdkami nagle trafiali pod sztandary Falangi. Przemarsz przez przejście podziemne wyglądał dość humorystycznie. Przeciwnicy NOP grzecznie czekali, aż sztandary i pochodnie znikną w podziemiu, a potem sami tam schodzili, dołączając faktycznie do grupy narodowców. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby w tym miejscu ludziom puściły nerwy i przeszli od słów do czynów. Wiara wrocławskiej policji w siłę spokoju wrocławian imponuje mi, ale wolałabym, żeby stróże prawa okazywali więcej zwątpienia i profesjonalizmu. Jeszcze nieraz przyjdzie im pełnić taką służbę. Uliczna debata polityczna dopiero się zaczyna. Nie lekceważmy jej. Benjamin Franklin powiedział, że demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad. Wolność wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania.
Nie nawołuję, żebyśmy kneblowali członków NOP i zakazywali im myślenia tego, co myślą, a nawet wykrzykiwania swoich haseł. Nawołuję, żebyśmy już za każdym razem mieli dość determinacji, by im pokazać, że razem ze swoimi pochodniami, hasłami o Polsce dla Polaków i nieodróżnianiu patriotyzmu od faszyzmu są w naszym mieście w zdecydowanej mniejszości.
Bądźmy owcami, które nie boją się wilków.
Najnowsze wiadomości
-
Matka przyznała się do pobicia sześciomiesięcznego dziecka
-
Sześć osób w szpitalu po kolizji aut w Jeleniej Górze
-
Legnica: mężczyzna spłonął w pożarze w kamienicy
-
Paralotniarz omal się nie utopił, uratowali go wędkarze
-
Dzisiaj Kuchar, jutro Hołowczyc i Koksu. Trwa Auto Show
-
Wygraj wejściówkę i spotkaj się z Agnieszką Holland
-
Takie auta zobaczysz na targach motoryzacyjnych [FOTO]
- 68 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
22 głosy
-
Wilki i owce, czyli uliczna debata po wrocławsku
robot_humano
12.11.10, 21:44
Pomijając fakt, że nie tylko Wrocłąw ale cała Polska musi być otwarta na jedyną prawdę czyli GW, zauważyłem dziwaczny pomysł pani red (?). Policja nie szczerzyła zębów i pał i to całkowita »
-
Wilki i owce, czyli uliczna debata po wrocławsku
pawbog13
13.11.10, 00:38
Bądźmy owcami, które nie boją się wilków. napisala pani redaktor. Cokolwiek to znaczy owca zostanie owcą. A gazeta specjalizuje się w hodowli owiec do zarżnięcia. Mój znajomy doktor »
-
Wilki i owce, czyli uliczna debata po wrocławsku
cycero_spqr
13.11.10, 01:29
Ciekawe rzeczy wypisuje Pani redaktor. Tak się składa, że byłem i brałem udział w tym marszu. Po stronie tzw. "faszystów" widziałem normalnych ludzi, młode, dobrze ubrane osoby, kilka »
Najczęściej czytane24 htydzień




