Lekarz kazał ochroniarzowi wyrzucić chorą ze szpitala

Marzena Kasperska
10.09.2010 , aktualizacja: 10.09.2010 09:03
A A A Drukuj
Lekarz ze szpitala klinicznego przy ul. Borowskiej odmówił pomocy ciężko chorej kobiecie. Gdy poprosiła o pisemne uzasadnienie tej decyzji, nasłał na nią ochroniarza. Placówka nie chciała też oddać jej dokumentacji medycznej.
W tych przestrzeniach ASK nie ma miejsca dla pacjentów
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
W tych przestrzeniach ASK nie ma miejsca dla pacjentów
SERWISY
58-letnia Ewa Nowacka* mieszka pod Wrocławiem. W sierpniu przez prawie trzy tygodnie leczyła się na oddziale neurologicznym Akademickiego Szpitala Klinicznego przy ul. Borowskiej. Lekarze podejrzewali, że po przebytej infekcji kobieta może mieć uszkodzony rdzeń kręgowy. Wykonali szereg badań i czekając na wyniki niektórych, wypisali kobietę 30 sierpnia. Był poniedziałek.

- W domu z dnia na dzień czułam się coraz gorzej - opowiada Nowacka. - W piątek był już dramat. Nie miałam siły chodzić.

Wieczorem chorą zbadał lekarz rodzinny. Telefonicznie upewnił się, że neurologia przy Borowskiej pracuje, i na cito skierował ją do szpitala. Przed godz. 21 kobieta dotarła do kliniki. Czuła się coraz gorzej: - Lekarz, który do mnie przyszedł, zapytał, jakim prawem tu jestem. Kazał mi jechać na Traugutta, bo tam jest mój rejon. Tłumaczyłam, że przysłał mnie mój lekarz. "To jakiś idiota" - skomentował.

Zdaniem pacjentki lekarz był arogancki. Nie chciał napisać na skierowaniu, dlaczego odmówił jej pomocy, nie podał też swojego nazwiska. Podobnie zachowały się rejestratorki. - Byłam bezradna. Powiedziałam, że się nie ruszę, na co usłyszałam, że wtargnęłam do niewłaściwej strefy i jestem niezrównoważona. Potem lekarz wezwał strażnika, który też nie chciał się przedstawić. Rzucił tylko, że ma numer 561 - opowiada pani Ewa.

W asyście ochroniarza Nowacka musiała opuścić klinikę: - Byłam w szoku. Chciałam tylko pomocy neurologa, nie zależało mi na pozostaniu w szpitalu.

Arkadiusz Foerster, rzecznik ASK, inaczej przedstawia tamte wydarzenia. Twierdzi, że pacjentka zgłosiła się ok. godz. 23 i lekarz dyżurny podjął decyzję, że to niewłaściwa pora na planowe przyjęcie. - Po chwili pacjentka wtargnęła na strefę zieloną i wszczęła awanturę, grożąc skargą do NFZ i mediów, powołując się na znajomości z wysoko postawionymi pracownikami tych instytucji. W związku z takim zachowaniem się chorej lekarz dyżurny poprosił o interwencję pracownika ochrony - tłumaczy rzecznik.

Dyrektor marszałkowskiego wydziału zdrowia Jerzy Sypuła jest zaskoczony wydarzeniami przy Borowskiej: - Wrocławskie szpitale umówiły się, że od 1 września oddziały neurologiczne pracują na okrągło, ale - jak widać - lekarze robią, co chcą. Rejonizacja obowiązuje tylko pogotowie ratunkowe! Zapamiętam ten przypadek i porozmawiam o nim z dyrektorami szpitali.

Ewa Nowacka trafiła późnym wieczorem do Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Traugutta. Natychmiast została skierowana na oddział neurologiczny i w ekspresowym tempie przebadana została rezonansem magnetycznym. Diagnoza: prawdopodobne zapalenie rdzenia kręgowego.

To jednak nie był koniec kłopotów pani Ewy ze szpitalem przy Borowskiej. We wtorek lekarka, która zajmuje się Nowacką, a potem sama pacjentka poprosiły klinikę o przesłanie płyty CD z zapisem rezonansu, jaki zrobiono w sierpniu. - Dobrze jest porównać stare i nowe badanie rdzenia kręgowego, by sprawdzić, czy choroba postępuje - wyjaśnia dr Marek Nikiel, neurolog i dyrektor szpitala przy Traugutta.

Klinika odmówiła. - Tłumaczyli, że to ich własność - mówi Nikiel.

Rzeczniczka praw pacjenta z Borowskiej poinformowała Nowacką przez telefon, że powinna napisać podanie i wpłacić 30 zł za płytę. O przesłaniu badań kurierem nie chciała słyszeć.

W czwartek przed południem wyniki badań chorej dotarły jednak na Traugutta. Bezpłatnie. Foerster nie umiał wyjaśnić, dlaczego szpital domagał się 30 zł za wydanie dokumentacji pani Ewy.

Joanna Mierzwińska z dolnośląskiego NFZ radzi, żeby Nowacka natychmiast złożyła skargę: - To niedopuszczalne, żeby szpital odsyłał pacjenta bez badania. Lekarz przekroczył wszelkie zasady i zachował się wyjątkowo nieetycznie. Gdy tylko dostaniemy skargę, poprosimy szpital o wyjaśnienie.

* Na prośbę pacjentki zmieniliśmy jej imię i nazwisko.

Komentuje Marzena Kasperska: Pacjent nieważny, liczy się rejonizacja

Pacjentka miała prawo oczekiwać, że szpital, z którego wyszła tydzień wcześniej, jest najwłaściwszym miejscem do kontynuowania leczenia. Miała prawo do uzyskania informacji, dlaczego nie została zbadana przez neurologa. Miała prawo do swojej dokumentacji medycznej. Wszystkie te prawa, a nie przywileje, zignorowano.

Akademicki Szpital Kliniczny tłumaczy, że odesłał pacjentkę, bo późny wieczór to niedobra pora na planowe przyjęcie. Aż trudno uwierzyć, że lekarz dyżurny, szpital kliniczny, wreszcie rzecznik tegoż szpitala nie rozumieją pojęcia "planowe leczenie". Więc wyjaśnijmy: to leczenie, na które pacjent przychodzi w ustalonym ze szpitalem terminie. W tym wypadku nie ma o tym mowy - pani Ewa potrzebowała pomocy nie za tydzień, dwa lub miesiąc, ale natychmiast!

Od września we Wrocławiu wszystkie oddziały neurologiczne pracują na okrągło. To znaczy, że nie jeden wyznaczony, ale wszystkie mają obowiązek przyjmować chorych, którzy pilnie pomocy potrzebują. Zmianę wprowadzono, bo dyrektorzy szpitali narzekali, że wrocławianie traktują neurologiczną izbę przyjęć jak przychodnię lekarza rodzinnego i zgłaszają się w środku nocy nawet z migreną. Pani Ewa zachowała się odpowiedzialnie - ośmieliła się niepokoić szpital dopiero po konsultacji z lekarzem rodzinnym.

Okazuje się, że i takie zachowanie jest niedopuszczalne. Czy ideałem byłaby pusta izba przyjęć?

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 70 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    83 głosy