Pociągiem przez miasto, czyli na kolei jak u Barei

Magda Piekarska
06.09.2010 , aktualizacja: 06.09.2010 14:14
A A A Drukuj
Podróż pociągiem w granicach Wrocławia może być dobrym rozwiązaniem, bo pozwala ominąć korki. Może być, ale nie musi - bo żeby czuć się naprawdę bezpiecznie i komfortowo, trzeba umieć odnaleźć się w gąszczu przepisów, które obowiązują na kolei.
Na Dworcu Głównym można kupić tylko bilet zintegrowany, ten droższy
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Na Dworcu Głównym można kupić tylko bilet zintegrowany, ten droższy
SERWISY
Przede wszystkim, trzeba wiedzieć, gdzie kupić bilet, żeby nie przepłacić. Jeśli wybieramy miesięczny, to tylko na Grabiszyńskiej, nigdy w kasie PKP - tam zaproponują nam dwukrotnie droższy zintegrowany, kiedy tak naprawdę wystarczy do biletu MPK dokupić dopłatę kolejową za 16 zł.

To nie koniec kłopotów - przed wejściem do pociągu trzeba się upewnić, czy aby jest to na pewno pociąg właściwy. Bo jeśli na peron wjedzie zamiast zwykłego składu osobowego Interregio, okaże się, konduktor potraktuje nas jako podróżnika na gapę. I zapłacimy karę.

Taką nauczkę dostałam wczoraj, kiedy wybrałam się pociągiem do pracy. Ze stacji Wrocław Leśnica ruszyłam o 9.14, na Głównym miałam być 16 minut później. Chciałam przetestować tę trasę przed decyzją o zakupie biletu miesięcznego. Weszłam do pierwszego wagonu z pięciozłotówką w dłoni, przygotowana na zakup biletu za 4 zł. I co się okazało? Że muszę zapłacić 7 zł, bo to nie zwykły osobowy, ale interregio.

Czym różni się pociąg Interregio od zwykłego osobowego, jeśli chodzi o podróż w granicach Wrocławia? Przewoźnik jest ten sam - to spółka Przewozy Regionalne. Jeśli chodzi o czas podróży, stawką jest jedna minuta - o tyle krócej trwa podróż z Leśnicy na Główny. Komfort? Porównywalny - jechałam wiekowym piętrusem z małymi oknami, w którym po wjeździe na Główny robi się tak ciemno, że podróżni z trudem schodzą po schodach z platformy. Jedyna odczuwalna różnica to cena - niemal dwukrotnie wyższa niż w pociągach osobowych.

Jak odróżnić pociąg Interregio od zwykłego Regio? Jeśli chodzi o małe dworce, jedyny sposób to internet - konia z rzędem temu, kto na rozkładzie jazdy remontowanej stacji w Leśnicy wypatrzy właściwe oznaczenie składu, wypisane małymi literkami.

To nie koniec kolejowego toru przeszkód. Zapytałam konduktora, co ma zrobić osoba, która ma wykupiony bilet miesięczny na tę trasę. Okazało się, że wystarczy, że dokupi za dwa złote dodatkowy znaczek na swoją urbancard. Ale okazało się, że o takich znaczkach nie wiedzą nic w biurze obsługującym miejskie karty na Grabiszyńskiej - tam można kupić jedynie standardowy znaczek kolejowy za 16 zł, uprawniający do podróży pociągami osobowymi, ani w Przewozach Regionalnych.

- Takiej możliwości po prostu nie ma - usłyszałam. Może będzie, ale kiedy i za ile - nie wiadomo. Jedyne rozwiązanie to kupno biletu miesięcznego na PKP z opcją obejmującą Interregio - za, bagatela, 161 zł!

Rozumiem, że podróż ekspresem, intercity czy innym komfortowym składem może kosztować drożej - płacimy wtedy za szybkość i warunki, znacznie ponadstandardowe. Ale tego, że trzeba dopłacić za jazdę kolejowym zabytkiem, który pokonuje trasę w czasie ledwie o minutę krótszym niż zwykły osobowy, nie jestem w stanie zrozumieć. Nie mogę też pojąć, dlaczego podróżni pozbawieni są informacji o tych zawiłościach. O ograniczonych możliwościach podróży w granicach miasta z dopłatą kolejową albo biletem miesięcznym kupionym na dworcu nie dowiedziałam się ani w kasie PKP, ani w punkcie urbancard na Grabiszyńskiej, ale dopiero u konduktora, w pociągu.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 69 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy