Bachmann: Niech żyje spór o historię "Solidarności"!

Klaus Bachmann, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej
05.09.2010 , aktualizacja: 05.09.2010 12:36
A A A Drukuj
Jest ona zbyt ważna, aby ją zostawić tylko historykom
Klaus Bachmann
Fot. Krzysztof Gutkowski / AG
Klaus Bachmann
Włączam radio i słyszę komentarz o "gorszącym sporze na zjeździe Solidarności". Otwieram gazetę i czytam felieton o tym, czy Henryka Krzywonos słusznie lub niesłusznie zbeształa Jarosława Kaczyńskiego i czy to, co ten ostatni powiedział o Bronisławie Geremku było "nikczemne" lub nie.

Prawie wszystkie komentarze na ten temat kończą się wezwaniem do zaprzestania sporów o przeszłości i apelem, aby ocenę historii zostawić historykom. Trochę to dziwne w kraju, gdzie 40 milionów obywateli czuje się historykami. Ja też jestem historykiem, napisałem doktorat o stosunkach polsko-ukraińskich i wykładałem historię Polski na kilku uniwersytetach. Ja apeluję: Obywatele, politycy, dziennikarze - historia to zbyt poważna sprawa, aby ją zostawić tylko historykom! Interpretacja przeszłości, oceny wydarzeń i postaci historycznych dotyczą nas wszystkich, tak samo jak podatki, ceny biletów tramwajowych i prognoza pogody. Spory o przeszłości nie mówią wiele o przeszłości - one mówią coś o nas, o naszych wartościach, o podziałach w społeczeństwie. Za tymi wezwaniami do zaprzestania sporu o historię znów kryje się ta wielka polska tęsknota za jednością wszystkich Polaków i głęboka nieufność wobec podziałów, różnic zdań i pluralizmu. Ja się nie martwię, kiedy politycy, media i obywatele się spierają o ocenę przeszłości - ja zacznę się martwić, kiedy wszyscy na ten temat będą mieli to samo zdanie, bo to oznacza, że albo ponownie została wprowadzona cenzura, albo Polacy są w trakcie zniesienia demokracji i pluralizmu.

Jest też drugi powód, dlaczego mi się podoba, że w Polsce toczy się spór o Solidarność. Oznacza to, że wydarzenia 1980 i 1989 roku wciąż żyją w społeczeństwie - nie są martwą wiedzą, którą można przekazać do muzeum i zamknąć w archiwach, lecz obchodzą nas. To zaś oznacza dla nas, historyków, że możemy o nich dyskutować z uczniami, studentami, w mediach, możemy pisać książki, które będą czytane, oceniane i kupowane. O wydarzeniach i postaciach, których oceny "zostawiono historykom" możemy dyskutować tylko we własnym gronie. O Powstaniu Styczniowym, o Bolesławie Chrobrym, o Kazimierzu Wielkim nikt nie dyskutuje w prasie. a kiedy zaczynamy o tym mówić na lekcjach historii i na wykładach, słuchacze zasypiają. Rozumiem, że sposób, w jaki politycy spierali się o Solidarność w Gdańsku nie każdemu przypadł do gustu - ale dopóki takie spory mają miejsce, dopóty dane wydarzenie nie odeszło jeszcze do lamusa.

Dlatego ja mam nadzieję, że będziemy się jeszcze długo i namiętnie spierać o Solidarność, Okrągły Stół, stan wojenny, Lecha Wałęsę i generała Jaruzelskiego. To są sprawy zbyt ważne, aby je zostawić tylko nam, historykom.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów