Z Leśnicy do centrum (3): Do szkoły biegiem

Magda Piekarska
03.09.2010 , aktualizacja: 03.09.2010 13:13
A A A Drukuj
Od trzech dni sprawdzamy, ile trwa podróż z Leśnicy do centrum Wrocławia. Po pociągu i kombinacji autobus plus tramwaj, która działa na czas wymiany torowiska, nadszedł czas na autobus przyspieszonej linii 409. Wynik: można zdążyć, ale tylko jeśli ostatni, pieszy odcinek pokona się biegiem.
Magda Piekarska i Julka na pętli autobusowej
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Magda Piekarska i Julka na pętli autobusowej
Nasz komunikacyjny eksperyment ma jeden cel - sprawdzić, ile trwa rano podróż środkami komunikacji miejskiej i koleją z Leśnicy do centrum miasta, gdzie wielu mieszkańców zachodnich dzielnic Wrocławia uczy się i pracuje.

Leśnica nie dość, że osiedlem najdalej oddalonym od Rynku (w linii prostej 15 km), to jeszcze od kilku miesięcy przez remonty torowiska i wiaduktu przy Gliniankach zmaga się z prawdziwym torem przeszkód na tej trasie.

O pomoc w komunikacyjnym teście poprosiłam córkę Julkę, która po sześciu latach w leśnickiej podstawówce od września dojeżdża do gimnazjum w centrum miasta. Razem próbujemy zdążyć na ósmą do szkoły.

Udało się pierwszego dnia - podróż pociągiem trwała 17 minut i Julka była w szkole już o 7.20. Nazajutrz autobus i tramwaj pokonywał tę trasę w 50 minut (omijając korki, start o 6.30) i w 1,5 godziny (z korkiem przed remontowanym wiaduktem, start po siódmej). Okazuje się, że i przyspieszony autobus 409 nie jest konkurencją dla pociągu.

Pobudka o szóstej, szybkie śniadanie i o 6.35 ruszamy z domu. Po drodze mijamy stację kolejową w Leśnicy - za chwilę nadjedzie pociąg do Wrocławia Głównego, który pierwszego dnia pozwolił nam szybko ominąć korki. Jednak idziemy dalej, na pętlę z Leśnicy, skąd o 6.59 ruszy autobus 409.

Na przystanku tłoczno. Czekają przede wszystkim uczniowie, którzy dojeżdżają z Leśnicy do szkół w całym mieście. Koleżanki Julki, które razem z nią kończyły miejscową podstawówkę, uczą się teraz w gimnazjach na Kłodnickiej, Jeleniej, Piotra Skargi. Razem z nami do 409 wsiada Justyna, która jedzie do sportowej szkoły na Pawłowa. Wysiądzie na Dworcu Świebodzkim. - Stamtąd mam jeszcze kilkaset metrów na piechotę - mówi. - Wczoraj udało mi się zdążyć na czas.

Ruszamy. Zgodnie z rozkładem autobus powinien być na Dworcowej, skąd Julka do szkoły ma jeszcze kwadrans drogi, po 35 minutach. Jednak rozkład można potraktować jedynie jako pobożne życzenia. Tyle czasu wystarczyło zaledwie, żeby dojechał do Nowego Dworu. Zatrzymały nas korki na Żernickiej i później Nowodworskiej, gdzie utknęliśmy na dobre 10 minut.

Na Dworcu Świebodzkim Julka wymownie pokazuje mi zegarek: - Mamo jest za dwadzieścia ósma, nie zdążymy!

Pocieszam ją, że jeszcze tylko dwa przystanki. Potem jedzie się już zdecydowanie lepiej. Po 10 minutach wysiadamy. I ruszamy do szkoły dosłownie biegiem. Przed budynkiem jesteśmy za trzy ósma. - Uff... - Julka oddycha z widoczną ulgą. - Ale więcej nie będę tak eksperymentować - podkreśla. - W poniedziałek jadę do szkoły pociągiem. I to sama!

Zaletą 409 jest cena biletu i częstotliwość kursów (autobus odjeżdża rano z pętli w Leśnicy trzy-cztery razy na godzinę). Wadą rozkład jazdy, niedostosowany do porannej rzeczywistości. Przed siódmą autobus przyjechał do Leśnicy dosłownie w ostatniej chwili. Biorąc pod uwagę korki, które wydłużyły czas podróży z 35 do 50 minut, można przypuszczać, że kolejne kursy zaczął z opóźnieniem.

Wyszłyśmy z domu o tej samej porze co pierwszego dnia, a do centrum dotarłyśmy prawie godzinę później. Mogłyśmy więc pospać godzinę dłużej i przyjechać późniejszym pociągiem. Sprawdziłyśmy przy okazji, że w kryzysowych sytuacjach można wybrać właśnie pociąg o 7.32, licząc się z tym, że później czeka nas sprint.

** W poniedziałek podsumowanie testu.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów