Jak uczyć o "Solidarności"? Poprzez ludzkie historie

Rozmawiała Beata Maciejewska
26.08.2010 , aktualizacja: 26.08.2010 17:12
A A A Drukuj
- Uczniowie muszą odnaleźć bohaterów lub świadków różnych wydarzeń historycznych, porozmawiać z nimi, sporządzić relację. Dzieje konkretnych ludzi pozwalają uczniom emocjonalnie związać się z czymś, co do tej pory było tylko abstrakcyjną datą w podręczniku - uważa nauczycielka historii Ewa Skrzywanek*.
Wrocławska wystawa poświęcona 30-leciu
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Wrocławska wystawa poświęcona 30-leciu "Solidarności" na pl. Społecznym będzie czynna do końca listopada
Ewa Skrzywanek, doradca metodyczny WCDN
Fot. Łukasz Giza / AG
Ewa Skrzywanek, doradca metodyczny WCDN
Beata Maciejewska: - Legenda Wrocławia jako twierdzy "Solidarności" coraz bardziej blaknie. Co z tego, że to w tym mieście zorganizowano największą w stanie wojennym manifestację, że tu był największy opór i wyjątkowo ostre represje wobec opozycji, skoro coraz mniej osób o tym pamięta. Mówię "pamięta", bo nawet dla uczestników tych wydarzeń są one coraz mniej ważnym elementem historii. Czym są w takim razie dla uczniów, którzy urodzili się kilkanaście lat po sierpniowych strajkach i stanie wojennym?

Ewa Skrzywanek: - Czymś równie odległym jak bitwa pod Grunwaldem i zdecydowanie mniej atrakcyjnym. Proszę się nie dziwić. Najpierw musieliby poznać i zrozumieć fenomen "Solidarności", związać z nim swoje emocje, poczuć dumę z własnego miasta, które w krytycznym momencie tak świetnie potrafiło się zorganizować.

Czy nie od tego powinny być lekcje historii?

- Powinny. Ale w szkole podstawowej nauczyciel ma na ten temat dwie-trzy lekcje. Proszę wytłumaczyć trzynastolatkowi w 45 minut, czym była Polska Rzeczpospolita Ludowa, na czym polegała socjalistyczna gospodarka i centralne planowanie. Dlaczego w sklepach niczego nie można było kupić, po co wprowadzono kartki i skąd się wzięli więźniowi polityczni. Uczniowie reagują jak królowa Maria Antonina, która na wieść o tym, że głodni wieśniacy domagają się chleba, miała im poradzić (przynajmniej tak twierdziła zazdrosna madame du Barry): "To jedźcie ciastka".

Gdy powiedziałam na lekcji, że nie było mięsa w sklepach, usłyszałam pytanie: dlaczego nie hodowano więcej świń?

Ale przecież na podstawówce nie kończy się nauka historii. Nie wierzę, że podczas całej edukacji zakończonej zdobyciem świadectwa dojrzałości nie ma okazji, żeby rozmawiać z uczniami na temat ruchu społecznego, który przyczynił się do rozmontowania komunizmu. Że nie można im pokazać, jaką rolę w tej wojnie odegrał Wrocław.

- To proszę uwierzyć. Podstawa programowa historii została ostatnio przez Ministerstwo Edukacji zmieniona i uczniowie, którzy teraz poszli do II klasy gimnazjum, uczą się już według nowych wytycznych. Proszę sobie wyobrazić, że o "Solidarności" będą rozmawiać dopiero pod koniec I klasy liceum. To będzie także koniec ich kontaktu z historią, chyba że wybiorą ten przedmiot jako fakultatywny. Cały kurs historii, od starożytności do współczesności, jest przerabiany w klasach I gimnazjum - I liceum. Paradoksalnie, uczniowie najlepiej znają epoki najdawniejsze. Współczesność jest na końcu roku i bardzo często brakuje już nauczycielowi czasu, żeby ją porządnie omówić.

Może ratunkiem jest w takim razie edukacja domowa? Może to rodzice powinni o takiej historii opowiadać?

- A ilu będzie w stanie opowiedzieć? Według badań socjologicznych współcześni wrocławianie nie utożsamiają się z tamtym ruchem, nie uważają go za część lokalnej tożsamości. Trudno, żeby opowiadali o nim swoim dzieciom. Na szczęście jest spora grupa uczniów, którzy biorą udział w różnych konkursach historycznych i muszą przeczytać nie tylko podręcznik. Poza tym część gimnazjów wrocławskich przystąpiło do programu "Opowiem ci o wolnej Polsce" . Uczniowie muszą odnaleźć bohaterów lub świadków różnych wydarzeń historycznych, porozmawiać z nimi, sporządzić relację. Dzieje konkretnych ludzi pozwalają uczniom emocjonalnie związać się z czymś, co do tej pory było tylko abstrakcyjną datą w podręczniku.

W piątek na placu Społecznym zostanie otwarta wystawa "Solidarny Wrocław". Jest zaadresowana przede wszystkim do młodych ludzi. Znalazło się w niej dużo takich elementów interaktywnych, powiedziałabym nawet, rozrywkowych. Bilet kupuje się od sztorcującej klientów bufetowej, można przemówić z mównicy godnej sekretarza KC (oglądając jednocześnie swój obraz na ekranie monitora), zadzwonić do pana od "rozmów kontrolowanych", wejść do więziennej celi i posłuchać przebojów z "internatu"... To dobra metoda edukacyjna?

- Bardzo dobra. Takie wystawy działają na wszystkie zmysły, poruszają emocje. A to co dociera do emocji, łatwiej zapamiętać.

Na wystawie oglądałam także "ścieżkę zdrowia", nawet przez nią przebiegłam Wąska szczelina w ścianie, najeżona milicyjnymi pałami. Pały mnie lekko muskały, co było nawet przyjemne, za to z glośników słyszałam krzyki bitych ludzi. To też jest dobra metoda edukacyjna?

- Fatalna! Zabawa jest dobra w nauczaniu tylko do pewnego momentu. Możemy urządzać wyścig po pralkę, kupować na kartki, polować na papier toaletowy. Gdy jednak mamy do czynienia ze zdarzeniami, które wywołały u ludzi strach, cierpienie, upokorzenie - powinniśmy wykazać więcej pokory. Przez szacunek dla tych, którzy to przeżyli (jak oni muszą się czuć, oglądając taką wystawową "ścieżkę zdrowia"?) i żeby nie stępić wrażliwości tych młodych ludzi. Ale na tym przykładzie widać, jak trudno opowiadać o czymś, czego nie przeżyliśmy.

* Ewa Skrzywanek, historyk, doradca metodyczny Wrocławskiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Jak uczyć o "Solidarności"? Poprzez ludzkie his... korcia2000 29.08.10, 08:34

    Jesteśmy świadkami wprowadzanie w szkole coraz większych idiotyzmóworganizacyjno-programowych. Historia jest jednym z najważniejszychprzedmiotów, ponieważ ukazuje młodym ludziom tradycje i »