Wademekum globtrotera: Rowerem przez Madagaskar

Notowała Aneta Augustyn
15.08.2010 , aktualizacja: 15.08.2010 17:45
A A A Drukuj
- Tym razem ze względu na trudy wyprawy nie będzie mi towarzyszyć żona - mówi przedsiębiorca z Dzierżoniowa, kolejny podróżny, którego przepytujemy w wakacyjnym cyklu. Wspólnie z żoną przejechali m.in. przez Meksyk, USA, Hawaje, Afrykę - samochodami, ciężarówkami, lokalnymi środkami transportu. Czasem planują wyprawy detalicznie, a czasem zdają się na improwizację.
Tomasz Dymkowski z żoną w płn.-zach. Namibii, w wiosce zamieszkanej przez lud Himba
Archiwum prywatne
Tomasz Dymkowski z żoną w płn.-zach. Namibii, w wiosce zamieszkanej przez lud Himba
SERWISY
- Najważniejsza jest możliwość przyglądania się z bliska zwyczajom innych ludzi. Pod tym względem Afryka jest najbardziej zaskakująca. - Tam zawsze pobieram lekcję pokory: jak można sobie radzić i być szczęśliwym, nic nie posiadając - dodaje Dymkowski.

Najbardziej szaloną podróż...

rozpocznę jutro: 17 sierpnia ruszymy w miesięczną ekspedycję rowerami górskimi przez Madagaskar. To będzie podróż w trzyosobowej grupie plus Arek Ziemba, jedyny w Polsce pilot znający język malgaski. Startujemy ze wschodniego wybrzeża, do pokonania codziennie mamy 40 do 80 km; w sumie około tysiąca. Niby niewiele, ale drogi asfaltowe na Madagaskarze to luksus: będziemy przemierzać bezdroża, rzeki, rozlewiska, góry, posługując się nawigacją i telefonem satelitarnym. Bierzemy stare francuskie mapy z lat 40., gdy wyspa była jeszcze kolonią francuską. Nie ma dokładniejszych map.

Bagaż w przyczepkach jest precyzyjnie obmyślony, tak żeby zminimalizować kilogramy: lekkie śpiwory, minimum osobistych rzeczy, żywność liofilizowana. Dotrzemy w odludzia, gdzie Malgasze pozostali do dziś wierni swoim zwyczajom, a na koniec zafundujemy sobie rejs po Oceanie Indyjskim. 80 km motorówką na rajską wyspę, gdzie planujemy trzydniowy odpoczynek: piaszczysta mierzeja, lazurowe wybrzeże, palmy i normalne spanie w malgaskiej chatce.

Najbardziej mrożącą krew w żyłach przygodę przeżyłem...

w Afryce. Z żoną podróżowaliśmy ciężarówką przez RPA, Namibię, Botswanę, Angolę, Zambię, Zimbabwe. W północnej Namibii po całodziennej męczącej jeździe samochodem postanowiliśmy dla poprawy kondycji trochę pobiegać. Po paru kilometrach usłyszeliśmy w niedalekiej wiosce tam-tamy ogłaszające niepokój miejscowych mieszkańców, pewnie z powodu intruza. Aby załagodzić sytuację, postanowiłem przywitać się z młodzieżą. Byli to kilkunastoletni chłopcy intensywnie nas obserwujący; dla okazania naszej przyjaźni przywitałem się charakterystycznym podaniem ręki. Okazało się, że wszyscy mają specyficzne wybroczyny, objaw AIDS. Ich tygodnie czy miesiące były policzone. Czy zdawali sobie z tego sprawę? Nie sądzę, w tych rejonach ponad 30 proc. populacji umiera na AIDS. Spędziłem tam godzinę, ta wioska przypomniała mi zadżumione obszary, gdzie jedynym ratunkiem była izolacja. Inna sytuacja miała miejsce w Tanzanii, którą przemierzaliśmy jeepem, najczęściej śpiąc w namiocie na sawannie. Masa dzikich zwierząt, w nocy przerażające odgłosy - już samo wyjście poza namiot było wyczynem. W plecaku miałem polskie jabłko, które przed snem nadgryzłem. Widocznie był to egzotyczny przysmak dla lokalnej zwierzyny, w każdym razie w samym środku nocy wielka dzika świnia afrykańska zaatakowała nasz namiot, stratowała go i zmiażdżyła nasz bagaż.

Co kraj, to obyczaj...

Szczególnie dobrze widać to w Afryce, która jest lądem piechurów. Dla nich odległości to nie problem, przemieszczają się na piechotę z jednego krańca na drugi, po byle drobiazgi czy po wodę. Jednym z tragarzy przy wejściu na Kilimandżaro był młody Tanzańczyk, biednie ubrany, w dziurawych butach, niesamowicie miły i rozmowny. Jego zarobek dzienny to parę dolarów oraz wyżywienie. Widocznie było mu z nami nieźle, bo kiedy po paru dniach wylądowaliśmy na Zanzibarze, podszedł do nas wieczorem, wyczerpany i głodny: przeszedł pieszo ponad 100 km, później z rybakiem przepłynął kawałek oceanu, aby być z nami na Zanzibarze.

TOP 5 niezbędnych rzeczy w podróży...

Aparat fotograficzny i kamera to dla mnie najważniejszy sprzęt. Pakuję się w 80-litrowy plecak, do którego zawsze wkładam którąś książkę Kapuścińskiego i lampkę czołówkę do czytania.

Miejsce przeklęte, czyli nigdy tam nie wrócę...

Las Vegas, gdzie ukochany przez Amerykanów wszędobylski kicz osiąga apogeum.

Pieszo, rowerem, czy na wielbłądzie? Ulubiony sposób podróżowania...

to samochód, ale nie wszędzie jest to możliwe. Bywały podróże autobusem z lokalną ludnością, kaczkami i kurami na głowach, koszykami wypełnionymi lokalnymi towarami. Z wyspy na Oceanie Indyjskim na stały ląd w Afryce wracaliśmy promem. Podróżuję środkami dostępnymi w danym kraju; niesamowite wrażenie miałem, jadąc taksówką w Dar Es Salaam w Tanzanii. Mieszka tam 3 mln ludzi, z czego ponad milion w slumsach. Wszyscy chcą sprzedać wszystko wszystkim. Ich oferta to czasem jedno jabłko, banan.

Rady dla debiutanta...

Wędrując po Afryce ze wspaniałym podróżnikiem Krzysztofem Jaxa-Kwiatkowskim, zawsze pamiętam jego słowa: myśl pozytywnie. Niezależnie od stopnia trudności, gdy przez dobę do mycia jest jedna butelka wody, gdy całą noc odkopujemy zasypany piaskiem samochód, dewiza myśl pozytywnie wyzwala niesamowitą energię. Przekłada się to na naszą codzienność: ilekroć coś nie wychodzi lub czuję porażkę w życiu zawodowym, moja żona Krystyna powtarza: myśl pozytywnie i to już jest połowa sukcesu.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów