Szlaki Dolnego Śląska: Świat widziany z szybowca

Dawid Zielkowski
03.08.2010 , aktualizacja: 03.08.2010 21:05
A A A Drukuj
- Latamy, bo daje to niesamowitą frajdę lub chcemy zrealizować marzenia z dzieciństwa. Skaczemy, bo chcemy się bać i nigdy z ziemi nie zobaczymy tego, co widać z góry - opowiadają dolnośląscy instruktorzy szybownictwa, skoków ze spadochronem i lotniarstwa
Szybowce na lotnisku
Fot. Mieczysław Michalak
Szybowce na lotnisku
SERWISY
Dolnośląskie aerokluby mogą pochwalić się długimi tradycjami szybowcowymi. We Wrocławiu 50 lat temu swoją karierę lotnika, właśnie od szybowców, zaczynał jedyny polski kosmonauta gen. Mirosław Hermaszewski. W ciągu roku we Wrocławiu i Jeleniej Górze szkoli się około 50 osób.

Jerzy Musiał, instruktor szybowcowy wrocławskiego aeroklubu z niemal 60-letnim doświadczeniem: - Najstarszy uczestnik kursu miał 62 lata. Wielu dorosłych przychodzi do nas, bo chce zrealizować dziecięce marzenia o lataniu. Większość szkolenie traktuje jako jednorazową przygodę, ale są tacy, którzy znajdują w tym swoje hobby. Przychodzą też młodzi ludzie, którzy chcą być lotnikami, i karierę zaczynają właśnie od szybowców.

Podstawowe szkolenie szybowcowe trwa około trzech tygodni. W tym czasie kursanci mają 40 godzin zajęć teoretycznych z instruktorami oraz wykonują 60 lotów treningowych. Kurs kończy się odbyciem 10 samodzielnych lotów. - Wrażenia, jakie towarzyszą lotom szybowcem, są niesamowite. Szybownicy potrafią spędzić w powietrzu cały dzień. Latając w górach, mamy możliwość wznosić się na wysokości nawet sześciu kilometrów. Bywa, że podlatują do nas ptaki: bociany lub jastrzębie - opowiada Krzysztof Kłosowski, instruktor szybowcowy z Jeleniej Góry.

Musiał: - Nie ma dwóch takich samych lotów na szybowcu. W ciągu dnia można przelecieć nawet 750 kilometrów i osiągać prędkość nawet do 200 kilometrów na godzinę. Szybowce to najpiękniejsze, co może być w lotnictwie.

Na spadochronie do Odry

W jeleniogórskim i wrocławskim aeroklubie można też spróbować skoków ze spadochronem. - W ciągu roku swój pierwszy skok na lotnisku w Szymanowie oddaje około 100 osób, na dalsze skakanie decyduje się co 10. z nich - mówi Jacek "Azja" Brzeziński, instruktor spadochronowy z Wrocławia.

Aby skoczyć ze spadochronem, trzeba skończyć 16 lat. - Najstarszy czynny skoczek we Wrocławiu ma 75 lat. Skacze od 1953 roku. Aktualnie jest w trakcie rehabilitacji, ale jak wyzdrowieje, to pewnie będzie dalej skakał - zapewnia Brzeziński. - Idąc na kurs spadochronowy, płacimy, żeby się bać. Niektórzy kursanci chcą porównać to doznanie np. ze skokami na bungee.

Skoczkowie uczniowie mogą skakać tylko na lotniskach i pod okiem instruktorów. Po oddaniu minimum 50 skoków z samodzielnym otwarciem czaszy spadochronu można przystąpić do egzaminu, po którym można skakać samodzielnie.

- To hobby wymaga czasu i pieniędzy. Jeśli ktoś jest dobry, to już po 100 skokach wyląduje na stadionie. Mój tysięczny skok wykonałem na plac, na którym dzisiaj stoi galeria handlowa przy pl. Grunwaldzkim - wspomina Brzeziński. Na koncie ma 5659 skoków.

W 2008 roku Brzeziński wygrał w australijskim Toogoolawah mistrzostwa świata w skoku na celność. Skakał również na barkę zacumowaną na Wiśle, na wrocławski Rynek, do Odry i na lodowiec w Szwajcarii.

Na lotni jak ptak

W Aeroklubie Ziemi Wałbrzyskiej można przejść kurs pilotażu lotni. Nauka odbywa się w trzech etapach, a po wylataniu 10 godzin można przystąpić do egzaminu na pełnoprawnego pilota.

- Latanie na lotni jest dość trudne. Nie wszyscy są w stanie się tego nauczyć. Potrzeba dużo czasu i cierpliwości. Latanie nie jest naturalną czynnością dla człowieka. Ucząc się tego, musi robić wiele rzeczy wbrew sobie - mówi Andrzej Bińkowski, wiceprezes Aeroklubu Ziemi Wałbrzyskiej. - Mimo to warto spróbować. Nasi piloci latają w okolicach Śnieżki i zamku Książ. Duże wrażenie robi oglądanie z powietrza górskich wąwozów - dodaje.

Niezwykłe jest oglądanie zachodu słońca na wysokości około 400 metrów nad ziemią. - Na ziemi jest już szaro, a w powietrzu rozpoczyna się prawdziwy festiwal światła. Wielu lotniarzy lata wieczorami, by to zobaczyć. Ludzie, którzy chcą przekonać się na własne oczy, jaki to widok, zapisują się na loty w tandemie - opowiada Bińkowski.

Niestety, na Dolnym Śląsku nie ma wielu miejsc, gdzie można swobodnie polatać na lotniach. Lotniarze z Wałbrzycha i okolic korzystają najczęściej z szybowiska w Mieroszowie. Miejsca do latania na lotniach i paralotniach są też w Kowarach, Rudniku i Wołowej Górze.

- Nasi lotniarze nie mogą swobodnie korzystać ze stoków narciarskich jak w Czechach lub Niemczech. Tam lotniarze wjeżdżają kolejką na szczyt i latają bez przeszkód - mówi Bińkowski.

Ale lotniarstwo staje się coraz bardziej modnym sportem. W wałbrzyskim aeroklubie szkolenia przeszli m.in. ksiądz, jeden z wojewodów, kilku prezydentów miast i przedsiębiorców.

- Latają młodzi i starzy, łączy ich pasja. Nikt nie szuka w tym sporcie ekstremalnych wrażeń. Chodzi raczej o oderwanie się od codzienności. W powietrzu jest spokojnie, można tam świetnie wypocząć - przekonuje Bińkowski.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • Szlaki Dolnego Śląska: Świat widziany z szybowca ainabs 04.08.10, 08:06

    WitamJak dla mnie zabrakło najważniejszej informacji, mianowicie podania cen, poza napisaniem że jest to drogie.»

  • A paralotnie to nie istnieją? uniwr 04.08.10, 16:14

    Jak już autor poleca szkolenie na lotni w Wałbrzychu, to wykazuje się kompletnąnieznajomością tematu. Wrocławiakowi naprawdę lepiej, taniej i bliżej jestwyszkolić się na paralotni w »

  • Re: Szlaki Dolnego Śląska: Świat widziany z szybo alto11 04.08.10, 16:19

    Temu instruktorowi z wrocławia to ja bym we wszystko nie wierzył.Świetnie się kiedyś umiał przymocować do odpowiednich instytucji opiekujących się nami za komuny i teraz chyba też. »