Trzy kasjerki z Legnicy kradły pieniądze z banku

Katarzyna Lubiniecka
30.07.2010 , aktualizacja: 30.07.2010 18:01
A A A Drukuj
Pracownice legnickiego oddziału banku BZ WBK przywłaszczyły sobie blisko 9 mln zł - twierdzi prokuratura w Legnicy. Na razie nie wiadomo, co stało się z pieniędzmi, które ukradły.
Sprawa zaczęła się, gdy podczas wewnętrznej rutynowej kontroli kas pancernych w banku kilka tygodni temu odkryto, że w części paczek, w których powinny być banknoty, znajdują się pocięte druki reklamowe. 20 lipca dyrektor banku złożył w prokuraturze doniesienie o przestępstwie. Już po paru dniach prokuratura ustaliła pierwszą podejrzaną 33-letnią Agnieszkę K. Kobieta została zatrzymana. Prokurator przedstawił jej zarzut przywłaszczenia sobie 900 tys. zł w ciągu ostatnich siedmiu lat. Przyznała się do winy, złożyła wyjaśnienia. Dlatego nie trafiła do aresztu, tylko zastosowano wobec niej poręczenie majątkowe w wysokości 10 tys. zł, dozór policyjny i zakaz wyjazdu z kraju. Została zawieszona w pracy.

W poniedziałek 26 lipca, około godz. 23, na wrocławskim lotnisku policjanci zatrzymali główną podejrzaną w sprawie 48-letnią kasjerką Bożenę P. Wracała z wakacji w Turcji. Była zaskoczona i wprost z lotniska trafiła do aresztu. Prokuratura zarzuca jej przywłaszczenie sobie ponad 8 mln zł oraz poplecznictwo, czyli krycie przestępczej działalności Agnieszki K. - Nie możemy ujawnić, czy Bożena P. przyznaje się do winy i czy składa wyjaśnienia - mówi rzeczniczka legnickiej prokuratury okręgowej Joanna Sławińska-Dylewicz. - Mogę tylko dodać, że podejrzana okradała bank co najmniej od 2003 roku.

W piątek policja zatrzymała trzecią podejrzaną Wiesławę T. Prokurator przedstawił jej zarzuty przywłaszczenia sobie 440 tys. zł bankowych pieniędzy i poplecznictwa w stosunku do Bożeny P.

Dlaczego bank tak długo nie zorientował się, że jest okradany? Kobiety podbierały pieniądze z tzw. sztywnej gotówki, czyli zapasu jaki każdy bank ma, aby w razie potrzeby wypłacić klientowi. Pieniądze, kiedy nie są potrzebne, po prostu leżą zapakowane w sejfie lub kasie pancernej i czekają. - Poza tym, jak wskazują zarzuty poplecznictwa, podejrzane musiały wspierać się w przestępstwie, zacierać ślady, dzięki czemu udało im się tak długo zachować tajemnicę.

Prokuratura nie chce ujawniać zbyt wielu szczegółów. - Sprawa jest rozwojowa - mówi prokurator Sławińska-Dylewicz. - Oprócz ustalania winnych, robimy wszystko także w celu odzyskania pieniędzy.

Na razie nie wiadomo, co się z nimi stało.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy