Smacznie, niedrogo i z filmem w tle

Ewa Orczykowska
26.07.2010 , aktualizacja: 26.07.2010 12:59
A A A Drukuj
Obiad za 5 złotych w Misiu, tani makaron w Cegielni czy wieczorne Happy Hours (jedzenie za pół ceny) w STP - o tym doskonale wiedzą wszyscy doświadczeni uczestnicy Nowych Horyzontów. Zakamarki Wrocławia kryją w sobie jednak kulinarne skarby, na które - w przerwach między filmami - warto zwrócić uwagę.
Krasnal Pierożnik pilnuje wejścia do STP
Karolina Turkowska
Krasnal Pierożnik pilnuje wejścia do STP


Oto kilka lokali, które nie odstraszają ceną, a przyciągają oryginalną nazwą, wystrojem lub kartą dań.

Klimat a la Tarantino

"Wiesz, jak w Paryżu nazywa się ćwierćfunciak z serem?" - pytał John Travolta Samuela L. Jacksona w kultowym "Pulp Fiction". A jak nazywa się we Wrocławiu? Sami możecie to sprawdzić. Wystarczy wyjść z Heliosa i skierować się w lewą stronę: mijamy światła i wchodzimy w pierwsze podwórko po lewej. Nie zrażamy się jego widokiem - już za chwilę po naszej prawicy pojawi się knajpa, która nie tylko z nazwy przypomina film Quentina Tarantino. Czerwone kanapy, cegły i kadry z filmu we wnętrzu to jednak dopiero początek. W Pulp Fiction (ul. św. Mikołaja 61-62) zjemy m.in. słynnego quarter-pounda i wypijemy shake'a Martin & Lewis, którego w filmie za 5 dolarów zamawiała Uma Thurman. Poza solidnym menu filmowym pub oferuje masę dań wegetariańskich i włoskich oraz burgery - od 15 złotych wzwyż. Można tam zaglądać dopiero w porze lunchu - lokal otwarty jest od godz. 12. Godziny zamknięcia - brak.

W stylu El Comandante

Filmów o nim nakręcono niewiele. Ktoś jednak wpadł na pomysł, by przez podmianę jednej litery w nazwisku dyktatora Kuby zmienić w dyktatora smaku. Fast food Fidel Gastro (ul. Ruska 18 - niedaleko Heliosa) włożył komunistycznemu przywódcy kucharską czapkę i zachęca wystrojem w narodowych barwach Kuby. A do zjedzenia proponuje makaron, sałatki, zapiekanki, pierogi i hamburgery - wszystko za nie więcej niż 15 zł. I prawie zawsze do dyspozycji głodnych festiwalowiczów. Gastro w pierwszej części tygodnia (poniedziałek-czwartek) czynne jest od godziny siódmej rano do drugiej w nocy, a w weekendy - przez całą dobę.

Viva Italia!

Nazwę tej knajpki szybciej niż z kinem można skojarzyć ze słynnym utworem Pavarottiego. Ale i film powstał - w 1950 roku nakręcił go włoski reżyser Giacomo Gentilomo. W O Sole Mio (ul. Kotlarska 25) nie znajdziemy tostów, pierogów i zapiekanek. Kameralna restauracja (tylko dziesięć stolików) serwuje dania typowo włoskie, a do picia zamiast piwa oferuje wino. Ceny zaczynają się już od 9 zł.

A gdy w Cegielni tłumy

Znany stałym bywalcom Nowych Horyzontów lokal przy ul. Więziennej to część Galerii Italiana - niewielkiego pasażu, pełnego droższych i tańszych knajpek. Do tej drugiej kategorii na pewno można zaliczyć Spinacza: w popkulturowym, fikuśnym wnętrzu ceny potraw zaczynają się już od 7 złotych. Oprócz dań tradycyjnych znajdziemy tam takie perełki, jak naleśniki z soczewicą czy makaron serowo-tuńczykowy z migdałami. Bar codziennie czynny jest od godz. 12.00 do ostatniego klienta.

Dolce Vita z rodziną Soprano!

A jeśli przyjdzie nam ochota na deser, w tym samym pasażu warto zajrzeć do wyjątkowej kawiarni. Tralalala to miejsce w iście włoskim stylu - lody, jak w Italii, obsługa nakłada łopatką, a na gości oprócz różnych rodzajów kawy czekają m.in. tradycyjne sycylijskie cannoli (słodkie rurki z serem - te same, którymi zajadała się w serialu rodzina Soprano).

Zostajemy przy Więziennej. Już poza włoskim pasażem, ale kilka kroków od niego, do wnętrza zaprasza inny kolorowy lokal. Jadłostację łatwo przeoczyć - ale kiedy już raz do niej trafimy, będzie próbowała przekonać nas do siebie nie tylko wymyślnymi nazwami dań, lecz także nietypowym wystrojem w stylu Andy Warhola. W karcie dużo potraw wegetariańskich, kuchnia meksykańska i amerykańska. Czynna codziennie od godz. 11.00, dopóki będą goście.

Don't Super Size Me

Na posiłki w czasie Ery czasu jest niewiele. Czasem jednak warto ucztę dla oka i ucha zamienić na ucztę dla podniebienia i zamiast raczyć się wątpliwej jakości kebabem, znaleźć chwilę na solidniejszy posiłek. Chyba nikt nie chciałby po dziesięciu dniach filmowego maratonu wyglądać jak Morgan Spurlock - bohater dokumentu "Super Size Me", który przez 30 dni żywił się w McDonalddzie.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy