Dlaczego pozwalamy zaśmiecać plakatami Wrocław?

- pisze Jacek Kulesza
23.07.2010 , aktualizacja: 23.07.2010 21:39
A A A Drukuj
Zaprosilibyście znajomych do swojego mieszkania, gdyby ze ścian zwisała gruba warstwa starych gazet i plakatów? Nie? To wstydźcie się za Wrocław
Wszędobylskie plakaty straszą nie tylko na murach
Fot. Mieczysław Michalak / AG
Wszędobylskie plakaty straszą nie tylko na murach
Do naszego miasta właśnie zaprosiliśmy kilkadziesiąt tysięcy miłośników kina z całej Polski. Kolejne tysiące przyjeżdżają tu na swój urlop. Co zobaczą w centrum? Ściany zabytkowych budynków nie tylko pomazane sprayami, lecz także pozalepiane grubą warstwą plakatów reklamujących różnej maści imprezy, nawet te sprzed wielu miesięcy. Natkną się na nie już w okolicach rynku i pl. Solnego. I nie tylko na pojedyncze afisze, ale na ohydnie zwisające z murów grube warstwy papierów.

Dlaczego straż miejska nie łapie osób, które niszczą miasto i psują wizerunek Wrocławia? Strażnicy tłumaczą, że jest ich zbyt mało. a plakaty przyklejane są po kryjomu. Nasi dziennikarze byli jednak świadkami, jak patrol przeszedł obojętnie wobec kobiety wieszającej kolejne ogłoszenie.

Właściwie można to pytanie potraktować retorycznie, ponieważ strażnicy nie radzą sobie (a może nie chcą?) również z innymi miejskimi patologiami, takimi jak:

- bezdomni nie tylko wyciągający rękę po jałmużnę, ale także nachalnie nagabujący turystów i klientów restauracji,

- samochody jeżdżące po ul. Szewskiej, która oficjalnie jest deptakiem,

- osoby wyłudzające opłaty za wskazanie miejsca parkingowego,

- czy też motocykliści, którzy wieczorami w akompaniamencie warczących silników jeżdżą po zamkniętej dla pojazdów części pl. Solnego.

Szpecące plakaty to jednak nie tylko wina naszej nieudolnej straży miejskiej. Gdyby odpowiednie miejskie służby na bieżąco usuwały plakaty, mniej byłoby chętnych do wieszania kolejnych. Ponieważ tego nie robią - plakaciarze są przekonani, iż jest ciche przyzwolenie na zaklejanie murów.

Miejscy urzędnicy mają jeszcze jeden poważny oręż. Duża część imprez reklamowanych na murach jest dofinansowana z miejskiego budżetu (co można przeczytać na plakatach). Wystarczy zastrzec, że w przypadku zaklejania murów dotacja zostanie cofnięta, a organizatorzy sami zaczną dbać o to, gdzie ich reklamy są wieszane.

W końcu trzeba też dawać dobry przykład. A my mamy sytuację, że na murach wiszą liczne plakaty festiwalu "Solidarności", którego współorganizatorem jest Jarosław Krauze, szef radnych urzędującego prezydenta. Nie radny je tam powiesił, ale powinien zadbać, by reklama jego imprezy nie szpeciła miasta.

Jak mamy kij, potrzebna jest też marchewka. Mogą nią być liczne słupy i tablice, na których - za darmo - będzie można wieszać ogłoszenia. To rozwiązanie tańsze od ciągłego odnawiania murów i dużo bardziej estetycznie. A także sprawdzone - np. w Brzegu Dolnym, o czym w piątek pisała nasza dziennikarka Angelika Chećko.

Z plakatami można więc walczyć na różne sposoby. Trzeba jednak chcieć. A z tym - jak widać - jest największy problem.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 29 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy