Legnica rok po kataklizmie. Park jeszcze leczy rany
23.07.2010
, aktualizacja: 23.07.2010 13:39
Kilka miesięcy trwało odbudowywanie Legnicy po gwałtownej wichurze, która przeszła przez miasto 23 lipca ubiegłego roku. Prędkość wiatru dochodziła do 130 km/godz., a jego siła odpowiadała najwyższemu poziomowi w 12-stopniowej skali Beauforta
ZOBACZ TAKŻE
- Wandale niszczą legnicki park odtwarzany po huraganie (06-05-11, 09:21)
- Serce Legnicy po huraganie przestało bić. Ale ożywa (28-01-11, 07:00)
- Burze i gradobicia przejdą nad Wrocławiem (24-07-10, 15:03)
- W tym roku latem Legnica stawia na park miejski (23-07-10, 13:47)
- Sadzą drzewa w legnickiego parku zniszczonym w lipcu (05-11-09, 11:00)
- Czy cała Warszawa odbuduje naszą Legnicę? (21-08-09, 07:00)
- Legnica: Było 12 stopni w skali Beauforta (04-08-09, 21:46)
Huragan z 23 lipca na długo zapadnie w pamięć mieszkańcom Legnicy. - Drzewa łamały się jak zapałki. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Zerwało nam szczyt dachu, zalało całą podłogę. Podstawialiśmy wiadra wszędzie, gdzie się dało, ale co chwilę ciekło z innego miejsca - dzień po kataklizmie opowiadała nam Teresa Mrówczyńska. Mieszka tuż przy parku Miejskim.
- Miałem sporo szczęścia, bo udało mi się schować w bramie. Ale to, co widziałem, było jak z katastroficznego filmu. W minutę zrobiło się ciemno, zaczęło sypać piaskiem po oczach. Z nieba lał się strumień wody. Ludzie uciekali, na ulicach wszystko fruwało. Koło mnie przelatywały śmieci, gałęzie, dachówki, cegły i anteny satelitarne - mówił inny legniczanin Robert Witowski.
Krajobraz jak po bitwie
W wyniku huraganu uszkodzonych zostało 300 budynków. Zniszczona została m.in. kamienica przy ul. Jaworzyńskiej 8. Kilkadziesiąt minut po burzy ewakuowano z niej 15 osób. Wiatr zerwał tam cały dach budynku, odsłaniając ostatnią kondygnację. Przez sufity woda lała się do niżej położonych mieszkań.
Skala zniszczeń była najlepiej widoczna dzień po kataklizmie. Przechodząc przez centrum miasta, ludzie przecierali oczy ze zdumienia. W dużej części do tamtej pory gęsto zalesionego parku Miejskiego sterczały jedynie poszarpane pnie drzew. Wiatr złamał nawet te o średnicy kilkudziesięciu centymetrów. Posadzony w połowie XIX wieku park przetrwały nawet II wojnę światową. Dopiero wichura wyrwała z korzeniami albo poważnie uszkodziła 2,5 tys. rosnących w nim drzew, w tym około 60 pomników przyrody. Pod jednym z powalonych pni zginął mężczyzna. Nie zdąrzył uciec z parku. Poprzewracane drzewa blokowały alejki spacerowe. Część przygniotła stojące obok samochody.
Na ulicach mieszkańcy ze strażakami uwijali się, sprzątając to, co byli w stanie udźwignąć. Ludzie pomagali sobie w łataniu uszkodzonych dachów. Część, gdy zerkała na park, miała łzy w oczach. - Miną dziesiątki lat, zanim uda się go w całości odbudować - mówili.
Legniczanie masowo wzięli udział w organizowanych w sierpniu porządkach w parku. Przez cztery soboty pojawiło się tam łącznie 2 tys. osób.
- Przychodziły wszystkie pokolenia legniczan, od małych dzieci z rodzicami po seniorów. Przyjeżdżali przyjaciele z sąsiednich miast i gmin. Przychodziły zorganizowane grupy pracowników firm, członkowie różnych organizacji i stowarzyszeń - wspomina Arkadiusz Rodak, rzecznik prasowy prezydenta Legnicy. - Efekt pracy przeszedł wszelkie oczekiwania. Firmy specjalistyczne nie uporałyby się z tym w tak krótkim czasie. Dramatyczne doświadczenie wyzwoliło w mieszkańcach poczucie więzi, wspólnoty i solidarnej odpowiedzialności za dobro publiczne.
Naprawili wielkim kosztem
Liczenie strat trwało około miesiąca. Ostatecznie oceniono je na prawie 11,5 mln zł. Najkosztowniejsze były zniszczenia budynków (5,9 mln zł) i drzewostanu (5 mln zł). Oprócz tego uszkodzone zostały liczne drogi.
- To jednak nie wszystko. Ogromne straty ponieśli sami mieszkańcy, zwłaszcza ci, którym huragan zniszczył samochody i mieszkania. Dokładaliśmy się do części remontów wspólnotowych, tam, gdzie było choćby jedno komunalne mieszkanie - mówi Tadeusz Krzakowski, prezydent Legnicy. Miasto wydało na to około 4 mln zł.
Rodak wspomina, że miasto spotykało się z wielką życzliwością zupełnie obcych ludzi: - Na różne sposoby wspierali nas w likwidacji niszczycielskich skutków żywiołu: pracą, sprzętem, świadczeniem usług, darowiznami, a także finansowo.
Z budżetu państwa Legnica dostała niecałe 2 mln zł. 725 tys. zł dorzucił Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, a 150 tys. zł Wrocław. Miasto uruchomiło też specjalne konto, na które można wpłacać pieniądze na odbudowę parku. Do teraz wpłynęło na nie ponad 211 tys. zł.
Remonty zakończone
Sprzątanie miasta trwało półtora miesiąca. Rodak: - Już przed rozpoczęciem roku szkolnego udało się naprawić szkoły i przedszkola.
Krzakowski: - Naprawa dróg i budynków trwała aż do później jesieni. Ostatnie remonty zakończyły się przed nowym rokiem. Goniły nas terminy rozliczenia się z dotacji. Chcieliśmy też, aby życie w mieście jak najszybciej wróciło do normy.
Najtrudniejsze było odbudowanie parku. Do teraz miasto posadziło około 290 nowych drzew i wyremontowało zniszczoną Palmiarnię. Swoje 60 sadzonek dorzuciło też Towarzystwo Miłośników Legnicy "Pro Legnica". Kilkumetrowe sadzonki, w tym m.in. buki pospolite, dęby szypułkowe, klony, kasztanowce, sosny i lipy, stanęły dokładnie w tych miejscach, gdzie wiatr zniszczył ich sędziwych poprzedników.
Krzakowski: - Do dzisiaj trwają tutaj prace zabezpieczające. Niektóre drzewa nadal trzeba usuwać, bo wichura naruszyła ich korzenie i dopiero teraz widać tego skutki. W ich miejsce sadzimy nowe. Cały czas trzeba przeznaczać dodatkowe środki z budżetu na rewitalizację parku. Na przełomie tego i poprzedniego roku został on uznany za zabytek, co ułatwiło nam staranie się o środki zewnętrzne.
- Przechadzając się po parku, widać, że nie ma już tutaj tak dużo zieleni jak kiedyś. Wychodząc z dziećmi w upalny dzień na spacer, nie ma się gdzie schronić przed słońcem - mówi Urszula Dąbrowska, legniczanka. - Widać, że miasto się stara, sadzi nowe drzewa. Jednak żeby park na nowo zagęścić, potrzeba lat. A przecież to miejsce ważne dla każdego mieszkańca Legnicy. Przychodzimy tutaj, żeby odpocząć, wyciszyć się.
23 lipca, w pierwszą rocznicę huraganu, rozpoczął się trzydniowy festyn Święto Parku. Od tego roku ma na stałe wpisać się w kalendarz legnickich imprez.
- Miałem sporo szczęścia, bo udało mi się schować w bramie. Ale to, co widziałem, było jak z katastroficznego filmu. W minutę zrobiło się ciemno, zaczęło sypać piaskiem po oczach. Z nieba lał się strumień wody. Ludzie uciekali, na ulicach wszystko fruwało. Koło mnie przelatywały śmieci, gałęzie, dachówki, cegły i anteny satelitarne - mówił inny legniczanin Robert Witowski.
Krajobraz jak po bitwie
W wyniku huraganu uszkodzonych zostało 300 budynków. Zniszczona została m.in. kamienica przy ul. Jaworzyńskiej 8. Kilkadziesiąt minut po burzy ewakuowano z niej 15 osób. Wiatr zerwał tam cały dach budynku, odsłaniając ostatnią kondygnację. Przez sufity woda lała się do niżej położonych mieszkań.
Skala zniszczeń była najlepiej widoczna dzień po kataklizmie. Przechodząc przez centrum miasta, ludzie przecierali oczy ze zdumienia. W dużej części do tamtej pory gęsto zalesionego parku Miejskiego sterczały jedynie poszarpane pnie drzew. Wiatr złamał nawet te o średnicy kilkudziesięciu centymetrów. Posadzony w połowie XIX wieku park przetrwały nawet II wojnę światową. Dopiero wichura wyrwała z korzeniami albo poważnie uszkodziła 2,5 tys. rosnących w nim drzew, w tym około 60 pomników przyrody. Pod jednym z powalonych pni zginął mężczyzna. Nie zdąrzył uciec z parku. Poprzewracane drzewa blokowały alejki spacerowe. Część przygniotła stojące obok samochody.
Na ulicach mieszkańcy ze strażakami uwijali się, sprzątając to, co byli w stanie udźwignąć. Ludzie pomagali sobie w łataniu uszkodzonych dachów. Część, gdy zerkała na park, miała łzy w oczach. - Miną dziesiątki lat, zanim uda się go w całości odbudować - mówili.
Legniczanie masowo wzięli udział w organizowanych w sierpniu porządkach w parku. Przez cztery soboty pojawiło się tam łącznie 2 tys. osób.
- Przychodziły wszystkie pokolenia legniczan, od małych dzieci z rodzicami po seniorów. Przyjeżdżali przyjaciele z sąsiednich miast i gmin. Przychodziły zorganizowane grupy pracowników firm, członkowie różnych organizacji i stowarzyszeń - wspomina Arkadiusz Rodak, rzecznik prasowy prezydenta Legnicy. - Efekt pracy przeszedł wszelkie oczekiwania. Firmy specjalistyczne nie uporałyby się z tym w tak krótkim czasie. Dramatyczne doświadczenie wyzwoliło w mieszkańcach poczucie więzi, wspólnoty i solidarnej odpowiedzialności za dobro publiczne.
Naprawili wielkim kosztem
Liczenie strat trwało około miesiąca. Ostatecznie oceniono je na prawie 11,5 mln zł. Najkosztowniejsze były zniszczenia budynków (5,9 mln zł) i drzewostanu (5 mln zł). Oprócz tego uszkodzone zostały liczne drogi.
- To jednak nie wszystko. Ogromne straty ponieśli sami mieszkańcy, zwłaszcza ci, którym huragan zniszczył samochody i mieszkania. Dokładaliśmy się do części remontów wspólnotowych, tam, gdzie było choćby jedno komunalne mieszkanie - mówi Tadeusz Krzakowski, prezydent Legnicy. Miasto wydało na to około 4 mln zł.
Rodak wspomina, że miasto spotykało się z wielką życzliwością zupełnie obcych ludzi: - Na różne sposoby wspierali nas w likwidacji niszczycielskich skutków żywiołu: pracą, sprzętem, świadczeniem usług, darowiznami, a także finansowo.
Z budżetu państwa Legnica dostała niecałe 2 mln zł. 725 tys. zł dorzucił Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska, a 150 tys. zł Wrocław. Miasto uruchomiło też specjalne konto, na które można wpłacać pieniądze na odbudowę parku. Do teraz wpłynęło na nie ponad 211 tys. zł.
Remonty zakończone
Sprzątanie miasta trwało półtora miesiąca. Rodak: - Już przed rozpoczęciem roku szkolnego udało się naprawić szkoły i przedszkola.
Krzakowski: - Naprawa dróg i budynków trwała aż do później jesieni. Ostatnie remonty zakończyły się przed nowym rokiem. Goniły nas terminy rozliczenia się z dotacji. Chcieliśmy też, aby życie w mieście jak najszybciej wróciło do normy.
Najtrudniejsze było odbudowanie parku. Do teraz miasto posadziło około 290 nowych drzew i wyremontowało zniszczoną Palmiarnię. Swoje 60 sadzonek dorzuciło też Towarzystwo Miłośników Legnicy "Pro Legnica". Kilkumetrowe sadzonki, w tym m.in. buki pospolite, dęby szypułkowe, klony, kasztanowce, sosny i lipy, stanęły dokładnie w tych miejscach, gdzie wiatr zniszczył ich sędziwych poprzedników.
Krzakowski: - Do dzisiaj trwają tutaj prace zabezpieczające. Niektóre drzewa nadal trzeba usuwać, bo wichura naruszyła ich korzenie i dopiero teraz widać tego skutki. W ich miejsce sadzimy nowe. Cały czas trzeba przeznaczać dodatkowe środki z budżetu na rewitalizację parku. Na przełomie tego i poprzedniego roku został on uznany za zabytek, co ułatwiło nam staranie się o środki zewnętrzne.
- Przechadzając się po parku, widać, że nie ma już tutaj tak dużo zieleni jak kiedyś. Wychodząc z dziećmi w upalny dzień na spacer, nie ma się gdzie schronić przed słońcem - mówi Urszula Dąbrowska, legniczanka. - Widać, że miasto się stara, sadzi nowe drzewa. Jednak żeby park na nowo zagęścić, potrzeba lat. A przecież to miejsce ważne dla każdego mieszkańca Legnicy. Przychodzimy tutaj, żeby odpocząć, wyciszyć się.
23 lipca, w pierwszą rocznicę huraganu, rozpoczął się trzydniowy festyn Święto Parku. Od tego roku ma na stałe wpisać się w kalendarz legnickich imprez.
Najnowsze wiadomości
-
Próby iluminacji wrocławskiego stadionu na Euro [FOTO]
-
Dobre Strony czytania najmłodszym poznacie na Solnym
-
Awangarda elektroniki na festiwalu Avant. Przyjadą gwiazdy
-
Piątek we Wrocławiu. Zobacz miasto na zdjęciach
-
Wypadek na Legnickiej: ciężarówka potrąciła kilkulatka
-
Iran, Tajlandia, Wenezuela w jeden wieczór? To możliwe
-
Pojawiła się szansa na rozejm we wrocławskim MPK
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Legnica rok po kataklizmie. Park jeszcze leczy ...
j-50
23.07.10, 17:57
Można przesadzać nawet stare drzewa. Robi się to specjalną maszyną - wyciąga się drzewo wraz z korzeniami i z ziemią. W ten sposób w wielu krajach tworzy się parki i aleje dosłownie w jeden »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć