Co spotkało amerykańskich studentów w Gross-Rosen

Michał Kokot
20.07.2010 , aktualizacja: 19.07.2010 20:46
A A A Drukuj
O wydarzeniach w Gross-Rosen doktoranci z New School for Social Research dyskutowali w poniedziałek. Na zdjęciu w tle prof. Wiktor Osiatyński Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta O wydarzeniach w Gross-Rosen doktoranci z New School for Social Research dyskutowali w poniedziałek. Na zdjęciu w tle prof. Wiktor Osiatyński
Czwórka pijanych młodych ludzi zrobiła w dawnym nazistowskim obozie pracy prymitywny pokaz dla gości zza oceanu. Dla Amerykanów to szokujące doświadczenie. Dla Polaków - znany, smutny, powtarzający się obrazek.
W ostatnią sobotę doktoranci z nowojorskiej New School for Social Research, absolwenci kierunków humanistycznych - politologii, socjologii i stosunków międzynarodowych - poznawali historię obozu Gross-Rosen.

Sara, jedna z doktorantek: - Zwiedzaliśmy z przewodnikiem muzeum, gdy w pewnym momencie pod bramę podjechało taksówką trzech młodych mężczyzn i jedna dziewczyna. Weszli na teren muzeum. Mężczyźni byli półnadzy, mieli tatuaże, niektórzy trzymali w ręce piwo. Zaczęli nas zaczepiać, śmiać się, czułam się zastraszona.

Meredith, druga Amerykanka, dodaje: - Jeden z tych mężczyzn ustawił się przy piecu krematoryjnym i zaczął specjalnie dla nas przybierać pozy człowieka, który obsługuje ten piec, odliczając kolejne wrzucane doń ciała. Liczył przy tym głośno: pierwszy, drugi, trzeci...

Gdy polska przewodniczka zwróciła grupie uwagę, usłyszała: - Ty kurwo, zajmij się swoją wycieczką.

Przewodniczka nie zareagowała na tę zaczepkę. Po kilkudziesięciu minutach intruzi wyszli z muzeum.

Meredith nie może wyjść ze zdziwienia, że na miejscu nie było żadnego strażnika, żadnej ochrony, że nikt nie zajął się grupą pijanych młodych ludzi.

W ekipie Amerykanów była Bożena Nowicka-McLees z Uniwersytetu Loyola w Chicago, która od 35 lat mieszka w USA. Pani Bożena zapytała przewodniczkę, dlaczego nie wezwała policji. - Odpowiedziała mi, że to nie pierwszy taki incydent i policja zwykle nie reaguje na takie zgłoszenia.

- Przewodniczka powinna natychmiast powiadomić ochronę - mówi Janusz Barszcz, dyrektor muzeum w Gross-Rosen. - Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiła, bo mamy przecież na takie sytuacje odpowiednie procedury.

Dyrektor Barszcz potwierdza, że co pewien czas muzeum nachodzą nieproszeni, skandalicznie zachowujący się ludzie. Podczas godzin otwarcia muzeum na miejscu nie ma ochrony. Zaczyna ona pracę, gdy muzeum jest zamknięte. - Ale jak się ją wezwie w ciągu dnia, to powinna przyjechać na miejsce w ciągu 15 minut - zapewnia dyrektor.

Od września w muzeum mają być zamontowane kamery przemysłowe. Obraz z nich będzie widoczny przez całą dobę w strzegomskim biurze ochroniarzy. Jak dyżurni zobaczą coś niepokojącego, to będą mogli od razu reagować. Żeby zatrudnić ochronę pracującą na miejscu w godzinach otwarcia muzeum, dyrektor Barszcz musiałby dostać specjalną dotację. Ale nie ma na to szans.

Jerzy Łużniak, wicemarszałek województwa, któremu podlega muzeum, rozwiewa wszelkie nadzieje. - Po zakończeniu przebudowy Gross-Rosen jego koszty utrzymania zwiększą się. A od początku nowego roku wejdzie ustawa, zgodnie z którą samorządy nie będą mogły brać pożyczek oraz kredytów na działalność bieżącą. Będziemy musieli więc szukać dodatkowych oszczędności. Jedynym wyjściem z tej sytuacji byłoby przejęcie muzeum przez Ministerstwo Kultury, tak jak jest z Auschwitz.

W niedzielę prof. Wiktor Osiatyński, znany socjolog i prawnik, który wiele pracował i mieszkał w Stanach, próbował wyjaśnić amerykańskim doktorantom, że to, co widzieli w wykonaniu polskich młodzieńców, to nie jest przejaw antysemityzmu, lecz głupoty: - Amerykanie mają specjalną wrażliwość na przemoc i agresję. Polacy są pod tym względem bardziej znieczuleni. Dla części tej amerykańskiej grupy sobotni incydent to dowód polskiej ksenofobii i antysemityzmu. Ja próbuję im wytłumaczyć, że zachowanie tych młodych ludzi, absolutnie niedopuszczalne, to wynik pijaństwa.



Antysemici i pijacy - komentuje Jerzy Sawka, Gazeta Wyborcza

Pijani, z nagimi torsami, udający obsługę pieca krematoryjnego młodzieńcy wystawili nam fatalne świadectwo. W takich miejscach tacy goście, w takim stanie i tak obnażeni, nie powinni być w ogóle wpuszczani, bo ich tam obecność hańbi pamięć ofiar tego obozu. Jestem przekonany, że owa grupa nie odróżnia antysemityzmu od astygmatyzmu. Ale jestem też pewien, że nasze tłumaczenia, iż to zachowania spowodowane alkoholem, na niewiele się zdają. Nasi zagraniczni goście, gdy wspomną wizytę w Gross-Rosen, będą mieli przed oczami polskiego młodzieńca z uśmiechem odliczającego kolejne, wrzucane do krematoryjnego pieca ludzkie zwłoki. Ten obrazek składa się w wiadomą polską całość: i antysemici, i pijacy.

Ten stereotyp dostał dużą porcję rodzimego, mocnego paliwa.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    165 głosów