Futbol ZUS-em ugodzony. Część klubów zbankrutuje?

Grzegorz Szczepaniak
12.07.2010 , aktualizacja: 12.07.2010 19:03
A A A Drukuj
Wyrok sądu nakazujący klubom sportowym zapłacenie zaległych składek od premii przyznawanych zawodnikom może wstrząsnąć polskim sportem, a wiele klubów piłkarskich doprowadzić do upadku.
Piłkarzom Miedzi nie postawiono zarzutów. Mają je dwaj klubowi działacze
Fot. Mieczysław Michalak / Agenc
Piłkarzom Miedzi nie postawiono zarzutów. Mają je dwaj klubowi działacze
ZOBACZ TAKŻE
Wiele klubów piłkarskich z miast i małych miejscowości od lat z trudem wiąże koniec z końcem. Mecze tych drużyn to często jedyna lub jedna z niewielu rozrywek dla lokalnych kibiców. Jednak dla tych zespołów nadchodzą trudne czasy, gdyż część z nich może sobie nie poradzić ze spłatą należności wobec ZUS-u. Chodzi o długi powstałe w związku z niepłaceniem składek od premii przyznawanych zawodnikom za wygrane bądź zremisowane mecze. Kluby nie odprowadzały składek, bo tak interpretowały przepisy. Teraz będą musiały te kwoty oddawać, i to z odsetkami.

Górnik dołem

To efekt niedawnej decyzji wrocławskiego sądu apelacyjnego w sprawie zaległych składek Górnika Polkowice. Po długotrwałym sporze sądowym zapadł prawomocny wyrok, z którego wynika, że kluby sportowe muszą odprowadzać do ZUS-u składki od premii i nagród przyznawanych sportowcom.

Górnik Polkowice musi zapłacić aż 3,5 miliona złotych. To kwota ogromna i mimo że klub, który awansował właśnie do I ligi ma ogromne wsparcie w gminie, będzie miał problemy ze spłatą należności. Górnik i tak jest w niezłej sytuacji, gdyż klub finansowany jest z miejskich pieniędzy, ponieważ gmina Polkowice od dawna promuje się m.in. poprzez sport. Jednak wiele klubów z innych miejscowości może mieć kolosalne problemy. Nieoficjalnie wiadomo, że liczne oddziały ZUS-u w Polsce czekały na wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu w sprawie Górnika. Orzeczenie niekorzystne dla klubu piłkarskiego umożliwia im odzyskanie zaległych składek od wielu klubów sportowych.

Takiego scenariusza - w większości słabe ekonomicznie - polskie kluby, głównie z trzeciej i drugiej, ale także pierwszej ligi, mogą nie wytrzymać. Sztandarowym przykładem tego, co może czekać polskie piłkarstwo z niższych lig niż ekstraklasa, jest Miedź Legnica. Klub z tradycjami, ale dziś z wakatem na stanowisku prezesa, będący w stanie upadłości, z 1,5-milionowymi długami i wciąż bez licencji na grę w II lidze, którą piłkarze z najwyższym trudem obronili w poprzednim sezonie.

A miało być tak pięknie

Niedawno w Legnicy za pieniądze samorządu uruchomiono nowy, kameralny stadion. W pobliżu planowana jest budowa dwóch boisk ze sztuczną nawierzchnią. W Legnicy od lat działają klasy sportowe w jednym z gimnazjów i liceum. Są piłkarskie tradycje, ale wkrótce może zabraknąć wyczynowej drużyny i miasto tak naprawdę zniknie z piłkarskiej mapy kraju.

Na razie działa jeszcze klub - spadkobierca Miedzi, która na początku lat 90. święciła największy triumf w historii legnickiego futbolu - zdobyła Puchar Polski w 1992 roku. Sukcesy nie przełożyły się na wpływy do klubowej kasy. Kilka lat po triumfie w PP sytuacja klubu zdawała się beznadziejna, ale w 1996 roku znalazły się osoby, które postanowiły ratować legnicki sport. Trzysekcyjną Miedź zostawiono z długami, a zespoły piłkarzy, piłkarzy ręcznych oraz szachistów wyprowadzono do trzech nowych stowarzyszeń.

Na czele nowej piłkarskiej Miedzi stanął Zenon Błachnia. Zabezpieczył klubowi przychody z działalności gospodarczej. Były to m.in. wpływy z prowadzenia targowiska miejskiego. Jednak Miedź spadła z dawnej drugiej do trzeciej ligi. Na tym szczeblu wiodło się jej ze zmiennym szczęściem sportowym i finansowym. Raz nawet awansowała, ale po roku znowu była w nowej już drugiej lidze. Pieniędzy było mało, więc oszczędzano na czym się dało, m.in. nie odprowadzano do ZUS-u wspomnianych składek od premii za wyniki.

To nie były małe sumy, bo kontrakty zawodników starano się tak konstruować, aby stypendia były mniejszą częścią całości wynagrodzeń. Większą, i to czasami znacznie, były właśnie premie.

- Z tego co wiem, to PZPN radził wtedy klubom, by nie płaciły tych składek - mówi prawnik Roland Ambroży, który z klubem związał się pięć lat temu. Był w zarządzie Miedzi, dzisiaj jest członkiem komisji rewizyjnej.

Nie płacili, a powinni

Ubezpieczyciel uważał, że składki należy odprowadzać od wszystkich składowych honorariów. Rósł więc dług, ale tylko według ZUS-u, który zresztą nie był jedynym wierzycielem Miedzi. Byli też Skarb Państwa, dostawcy towarów i usług. Z tymi ostatnimi zobowiązaniami władzom klubu udawało się jakoś poradzić, gdyż klub je spłacał, choć często pojawiały się niemal od razu nowe długi. Problem w tym, że należności wobec ZUS-u stale rosły, ale dla klubu ten dług nie istniał. Aż wreszcie ubezpieczyciel zaczął się o zaległe pieniądze dopominać.

Sprawa trafiła do sądu. Legniczanom udało się nawet wygrać jedną z rozpraw, ale po odwołaniach ostateczny i prawomocny werdykt przyznał rację ZUS-owi. Składki należało odprowadzać. Wyrok ten może zaowocować lawiną kolejnych pozwów w całym kraju, a sądowe wyroki wydają się już dziś sprawą przesądzoną. Miedź musi oddać ZUS-owi ponad milion złotych.

- Na razie wykonanie wyroku wobec nas jest zawieszone, bo wystąpiliśmy o kasację - mówi Błachnia. - Ale jeśli wyrok zostanie utrzymany, to będzie to koniec klubu. Nie tylko zresztą naszego.

Kluby zadłużone w ZUS-ie z powodu nieodprowadzanych wcześniej składek mają więc duży problem.

Miedź na kolanach

Walczący o Miedź działacze od lat szukają wyjścia z sytuacji i tak naprawdę widzą jedno: próbują namówić władze Legnicy, aby te zdecydowanie zaangażowały się w pomoc klubowi. Samorządowcy płacą stypendia dla piłkarzy, podkreślają, że klub ma wpływy dzięki działalności prowadzonej na miejskim mieniu, wspierają szkolenie młodzieży, ale skomunalizować i przejąć klubu nie chcą. Nie zamierzają też tworzyć dużego budżetu promocyjnego i angażować go w futbol, bo nie mają na to środków.

- Od urzędników cały czas słyszymy, że zabrania im tego prawo, ale w Polkowicach czy Lublinie znaleziono wyjście z tej sytuacji i samorządy bardzo mocno wspierają tam wyczyn - zauważa Ambroży.

Jednak Legnica nie ma pieniędzy na utrzymywanie zespołu piłkarskiego jak Polkowice czy Lublin, bo jest po prostu mniej zamożna. W dodatku ma ogromne potrzeby inwestycyjne. Zresztą zdecydowana większość klubów z problemem takim jak Miedzi znajduje się w podobnych, niezbyt zamożnych miastach i gminach. - Obecne wsparcie starcza na tyle, że klub nie padł, ale jest na kolanach. Jeśli w Miedzi nic się nie zmieni, to dojdzie do katastrofy - przestrzega Ambroży.

Miedź musi zapłacić ponad milion do ZUS-u. Poza tym trwają negocjacje w sprawie zawarcia ugody z blisko 30 wierzycielami, którzy żądają około 1,5 miliona złotych. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, sąd zbada, czy legnicki klub ma dość mienia, aby przeprowadzić proces jego upadłości. Jeżeli majątku będzie za mało, po prostu zlikwiduje Miedź, a wierzyciele będą dochodzić swych roszczeń od osób nim zarządzających. W obu przypadkach Miedź przestanie istnieć. Podobny los może wkrótce spotkać w Polsce wiele takich klubów.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów