Pacholski ripostuje: Nie każdy ma talent do matematyki

Beata Maciejewska
11.07.2010 , aktualizacja: 09.08.2010 11:34
A A A Drukuj
- Nie można deprecjonować humanistów i twierdzić, że to matematyka najlepiej uczy rozumowania i argumentowania. Znam matematyków, którzy nie potrafią logicznie argumentować oraz humanistów będących w tym prawdziwymi mistrzami - mówi prof. Leszek Pacholski, były rektor UWr, polemizując z ostatnimi wypowiedziami prof. Marcinkowskiego.
Prof. Leszek Pacholski
Fot. Krzysztof Gutkowski / Agencja Gazeta
Prof. Leszek Pacholski
Aż 15 procent tegorocznych absolwentów szkół średnich może zapomnieć o studenckim indeksie z powodu oblania matury z matematyki. Wyniki pierwszego od 25 lat obowiązkowego egzaminu z tego przedmiotu są wciąż komentowane. Niedawno rozmawialiśmy o maturze z matematyki z prof. Jerzym Marcinkowskim, wykładowcą w Instytucie Informatyki UWr.

Matematyka to nie wyścigi, ale obcowanie z pięknem

Rozmowa z prof. Leszek Pacholskim*

Beata Maciejewska: Prof. Jerzy Marcinkowski twierdzi, że warto uczyć się matematyki, bo jest piękna i daje człowiekowi, który ją rozumie, ogromną przyjemność. Przyznam, że czuję się teraz jak uczeń Gałkiewicz: "Ja się wcale nie zachwycam! Nie zajmuje mnie! Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca?".

Prof. Leszek Pacholski: Wcale się pani nie dziwię. Jednego zachwyca muzyka, innego wzrusza uroda architektury, trzeciego zajmuje piękno przyrody. Nie ma obowiązku zachwycać się matematyką. Równie dobrze można powiedzieć, że każdy powinien odczuwać dreszcz przyjemności, czytając teksty Cycerona (najlepiej w oryginale, dobrze by było wprowadzić z powrotem łacinę do szkół) lub słuchając koncertów organowych Haendla.

Ale od tego roku jest obowiązek zdawania matematyki na maturze, to dobry pomysł?

- Tak. Tylko że powinniśmy odrzucić pojęcie matury zdanej lub oblanej. Uczeń przystępuje do egzaminu zewnętrznego, który sprawdza stan jego wiedzy, i otrzymuje wynik będący dla komisji rekrutacyjnych wyższych uczelni informacją, jakie kierunki może studiować. Co z tego, że z matematyki dostał mniej niż 30 procent punktów, skoro jest na przykład bardzo utalentowany plastycznie i Akademia Sztuk Pięknych marzy o takim studencie. Albo na przykład znakomicie pisze, zna się na literaturze, ma wybitną inteligencję werbalną i prof. Andrzej Zawada chciałby mieć takiego ucznia.

W USA uczniowie przystępują do egzaminu zewnętrznego (tzw. SAT), który sprawdza poziom ich wiedzy i jest wskazówką dla uczelni w procesie rekrutacji. Ale nie zamyka drogi dalszego kształcenia tym, którzy są gorsi w pewnych dziedzinach.

W tym roku maturę z matematyki oblało 15 procent uczniów. Prof. Marcinkowski stwierdził, że zbyt mało. 20 procent repetentów byłoby silniejszym bodźcem do nauki matematyki. Tylko czy ten bodziec pozwoli odkryć uczniom jej piękno?

- Obawiam się, że ani nie pozwoli odkryć jej piękna, ani nie poprawi wyników matury. Maturzyści będą się tylko bardziej bali przed egzaminem, a strach nie jest najlepszą motywacją do nauki. Nie każdy ma talent do matematyki (oczywiście na tym wyższym poziomie), tak jak nie każdy jest w stanie napisać wiersz czy namalować obraz. Oczywiście, można nauczyć ludzi podstawowych umiejętności z danej dziedziny. Pokazać, jak stawiać kreski, żeby na kartce pojawiła się wiewiórka (w księgarniach jest pełno podręczników do nauki rysunku) lub jakie stosować rymy, żeby na przykład rapsod żałobny nie przyprawił czytelników o śmierć ze śmiechu. Ale to są naprawdę tylko podstawy.

O te matematyczne podstawy na maturze już rozpętała się awantura. Część zadań maturalnych "to obciach" - ocenił prof. Marcinkowski. Uważa, że obliczanie pola powierzchni całkowitej prostopadłościanu czy ceny dżinsów po obniżce kompromituje polski system edukacyjny.

- To naprawdę przesada. Proszę pamiętać, że te "obciachowe" zadania były rozwiązywane przez maturzystów, którzy zdawali matematykę na poziomie podstawowym. Żadna uczelnia nie pozwoli studiować nauk ścisłych absolwentowi szkoły średniej, który nie zaliczył matematyki i fizyki na poziomie rozszerzonym. Reszta ma np. wiedzieć, który bank oferuje najlepszy kredyt lub ile kosztują po obniżce dżinsy. Myślę, że połowa mieszkańców naszego kraju ma problemy z procentami. W wieczór wyborczy obserwowałem telewizyjną prezenterkę, która ze strachem w oczach i brakiem zrozumienia lawirowała między słupkami i "serkami" pokazującymi poziom poparcia dla kandydatów w poszczególnych grupach społecznych. Wszystkich uczniów trzeba nauczyć podstaw nauk ścisłych, ale tylko utalentowani pójdą tą drogą dalej. A naprawdę utalentowanych jest mało. I dlatego trzeba o nich dbać.

Tyle że prof. Marcinkowski twierdzi, że nasze słabości matematyczne nie są wynikiem braku talentu, ale lenistwa. Młodzież boi się nauk ścisłych, bo boi się wysiłku umysłowego, a prawdziwa informatyka, matematyka czy fizyka go wymaga. A humanistyka już nie. Uczniowie coś przepiszą, coś ściągną, wykują na pamięć. Pan też uważa, że humaniści nie myślą?

- Oczywiście, że myślą, i nie można deprecjonować ich wysiłku intelektualnego. Ani twierdzić, że matematyka najlepiej uczy nas rozumowania, odróżniania prawdy od nieprawdy, argumentowania. Znam doskonałych matematyków, którzy nie potrafią dyskutować i logicznie argumentować, oraz humanistów będących w tym prawdziwymi mistrzami.

Ale prof. Marcinkowski wieszczy kres naszej cywilizacji! Młodzi Europejczycy utracili motywację do nauki, przestali być gotowi na wysiłek intelektualny. Jeśli czegoś nie zrobimy, to skończymy jak starożytni Rzymianie. Rolę Hunów czy Wandalów zagra w tej sztuce młodzież z Dalekiego Wschodu. Oni podobno się uczą. Czy to prawda, że większość doktorantów z nauk ścisłych na amerykańskich uczelniach to Koreańczycy i Chińczycy?

- Jest ich rzeczywiście sporo, ale proszę pamiętać, że w naukach ścisłych bariery kulturowe są najmniejsze. Dużo łatwiej studiować matematykę czy informatykę niż historię lub kierunki filologiczne. Poza tym w społeczeństwach bogatych ludzie mają mniejsze zapotrzebowanie na sukces, a większe możliwości zajmowania się nauką czy sztuką dla przyjemności. Nic nie poradzimy na to, że tylko garstka uważa zajmowanie się matematyką za przyjemność.

Może to wina szkoły, że jest ich tylko garstka? Nie uczy samodzielnego myślenia, nie umie zainteresować naukami ścisłymi, nie potrafi pokazać ich praktycznego sensu?

- Nie zwalałbym winy tylko na szkołę. W każdym większym mieście jest przynajmniej jedna znakomita szkoła z dobrym nauczycielem matematyki czy fizyki, który stara się wprowadzić swoich wychowanków do grona olimpijczyków. Ma talent dydaktyczny, jest swojej pracy oddany, a bywają lata, kiedy nie może się pochwalić żadnym sukcesem. W tym czasie sukcesy odnoszą jego koledzy biolodzy czy historycy. I nie uważam, żeby były one mniej potrzebne społeczeństwu niż te matematyczne.



*Prof. Leszek Pacholski, dyrektor Instytutu Informatyki UWr, były rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, jeden z autorów diagnozy stanu i kierunków rozwoju polskiego szkolnictwa wyższego, opracowanej na potrzeby Ministerstwa Nauki.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 27 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

  • Pacholski ripostuje: Nie każdy ma talent do mat... krl11 12.07.10, 07:12

    Niestety prof. Pacholski mija się z prawdą, gdy mówi:"Żadna uczelnia nie pozwoli studiować nauk ścisłych absolwentowi szkołyśredniej, który nie zaliczył matematyki i fizyki na poziomie »

  • Pacholski ripostuje: Nie każdy ma talent do mat... krl11 12.07.10, 11:38

    Dlaczego w GW na temat matematyki są wywiady z informatykami, a nie mawywiadów z matematykami, którzy są chyba bardziej kompetentni ? Informatyka imatematyka to różne dziedziny wiedzy. »

  • Pacholski ripostuje: Nie każdy ma talent do mat... optymista.27 24.01.12, 10:24

    Najlepszą odpowiedzią czy Pan prof.Pacholski ma rację jest życiorys Melchiora Wańkowicza.Wystarczy przeczytać jak zaliczył matematykę na maturze.Po prostu oszukał do czego się »