Pomysł na lato: Ucywilizujmy dzikie kąpieliska

Magda Piekarska
10.07.2010 , aktualizacja: 09.07.2010 18:30
A A A Drukuj
Dzikie kąpielisko w Leśnicy Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta Dzikie kąpielisko w Leśnicy
Władze Bolesławca obniżyły ceny biletów na miejskie baseny do złotówki. Po to, żeby w wakacje dzieci i młodzież wybierali kąpieliska bezpieczne, zamiast niestrzeżonych glinianek, w których co roku tonie przynajmniej kilka osób. We Wrocławiu takiej decyzji nikt raczej nie podejmie - tam, gdzie można się kąpać pod opieką ratownika, klientów i tak jest w nadmiarze. Dlatego mam inną propozycję
Dzikie kąpielisko w Leśnicy
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Dzikie kąpielisko w Leśnicy
Morskie Oko na Chopina, Glinianki na Kosmonautów, baseny na Wejherowskiej i Kłokoczycach. No i Aquapark, exclusiv dla tych, których stać na dość drogie bilety i którzy mają czas na długie kolejki. To wszystko, co Wrocław ma do zaproponowania, jeśli o legalne kąpiele pod chmurką chodzi (zakładając, że w przypadku aquaparku możemy cieszyć się kąpielą słoneczną tylko na niewielkiej części obiektu). Ich zwolenników bynajmniej nie ubywa, bo wakacje w mieście to dla większości z nas, niestety, zwykła sprawa, natomiast liczba odkrytych basenów od lat wyraźnie się kurczy - kąpielisko na Ślężnej miało ustąpić miejsca nowoczesnemu budynkowi V LO, który jednak jak dotąd nie powstał, zniknęły baseny na Skarbowców, Racławickiej, przy Stadionie Olimpijskim, na Zakrzowie, Oporowie i Brochowie.

Na dziko i na legalu

Mniej odkrytych kąpielisk to większy tłok na tych istniejących - nawet w dni powszednie samochody parkują na poboczach Kosmonautów, już kilkaset metrów od Glinianek, a na samym kąpielisku w upalne dni trudno o kawałek miejsca leżącego na plaży, a w wodzie trudno nawet o miejsce stojące. Podobnie jest na Chopina i na basenie na Wejherowskiej. Klientów kuszą tam ceny - za 6 do 8 zł (cena biletu ulgowego) można tam spędzić cały dzień. W częściowo tylko odkrytym aquaparku klient po spędzeniu 40 minut w kolejce może w nagrodę postać lub posiedzieć w wodzie - obiekt w lecie jest tak przepełniony, że o pływaniu nie ma mowy. Trudno też traktować to miejsce jako receptę na wakacje w mieście - za dwie godziny trzeba zapłacić 25 zł (bilet ulgowy), więc dla większości jest to raczej okazjonalna rozrywka.

- Inwestowanie w baseny odkryte jest nierozsądne - tłumaczył w ubiegłym roku na łamach naszej gazety wiceprezydent Wrocławia Jarosław Obremski, twierdząc, że takie obiekty to przeżytek. I że budowa podobnych miejsc rekreacji jest nieproporcjonalnie droga w stosunku do zysków z ich eksploatacji, które pobiera się tylko przez dwa, dwa i pół miesiąca w roku. Przykro mi, panie prezydencie, ale te argumenty jakoś nie trafiają do wrocławian.

Zgodnie z tą argumentacją, mamy więc we Wrocławiu cztery legalne miejsca do kąpieli i przynajmniej drugie tyle dzikich. Tylko w granicach miasta są stawy w Leśnicy, na Żernikach, Pawłowicach, Stabłowicach. Przyjeżdżają tam ludzie, żeby biwakować, rozbijają namioty, grillują, kąpią się, załatwiają swoje potrzeby w pobliskich krzakach i zostawiają tony śmieci. Okoliczni mieszkańcy muszą z tym żyć.

Kąpiel w śmietniku

Sama mieszkam tuż obok jednego z tych dzikich kąpielisk - w Leśnicy. Wiem od sąsiadów, że przez lata funkcjonowało tu profesjonalnie zarządzane kąpielisko - z przystanią, wypożyczalnią kajaków i rowerów wodnych, z toaletami. Zajmowała się tym pobliska jednostka wojskowa. Kiedy oddała teren miastu, cały sprzęt, budynki, ławki - wszystko zniknęło w mgnieniu oka. Jedyne, co pozostało po tych złotych czasach, to fragment betonowego pomostu.

Pawłowicki staw ma jeszcze świetniejszą i dłuższą historię - w latach 20. ub. wieku zaczął tam powstawać nowoczesny kompleks kąpielowy - z przystanią kajakową, kąpieliskiem z przebieralniami, toaletami, leżakami i huśtawkami dla dzieci. Jeszcze po wojnie działała strzeżona plaża - były szatnie, bufet, wypożyczalnia leżaków, kajaków i brodzik dla najmłodszych oraz zjeżdżalnia. Dziś po całej infrastrukturze zostały tylko wspomnienia - nad stawem działa dzikie kąpielisko pozbawione sensownego zaplecza.

Kiedy wprowadziłam się do Leśnicy i wybrałam się na spacer w pobliżu tamtejszych stawów, przeżyłam szok na widok ilości śmieci, które po zimie wychynęły spod śniegu. Z sąsiadami zorganizowaliśmy akcję sprzątania okolicy; wyciągaliśmy z krzaków całe worki pampersów, plastikowych tacek, widelców, butelek, foliowych opakowań po chipsach. Te małe wysypiska były pozostałością po wakacyjnych biwakowiczach - kiedy kończyło się lato, nikt po nich nie sprzątał. Po dwóch latach starań udało się zarząd zieleni miejskiej namówić do zamontowania w tej okolicy koszy na śmieci i regularnego sprzątania stawów. Jest odrobinę lepiej, ale wciąż nie ma w tym rejonie toalet, chociaż ludzi, którzy spędzają tu całe dnie, nie brakuje i nie trzeba się specjalnie wysilić, żeby zgadnąć, jak załatwiają swoje potrzeby.

Pod niespecjalnym nadzorem

Ja sama, podobnie jak moi sąsiedzi, traktuję okolicę tych stawów wyłącznie jako teren spacerowy - widząc, ile rozbitych butelek i innych śmieci ląduje w wodzie, nie miałabym odwagi się w tam wykąpać. Perspektywa darmowej kąpieli z gratisową wysypką po wyjściu z wody odstrasza wystarczająco skutecznie.

W takich miejscach straszy nie tylko stan wody. Nawet nie wchodząc do niej, trudno czuć się tam bezpiecznie. Straż miejska i policja pojawiają się nad stawami sporadycznie. Prawie nikt nie sprawdza, co dzieje się w tej okolicy w ciągu dnia. A alkoholowe biesiady w 35-stopniowym upale to codzienność. Gromkie śpiewy, palenie ognisk, głośne awantury - to wszystko trwa nad stawami w najlepsze od rana do późnego wieczora, zwłaszcza w weekendy. Sprawia też, że wybierając się na samotny spacer, lepiej omijać tę okolicę szerokim łukiem.

Kiedy dorośli raczą się piwem w pełnym słońcu, dzieci bawią się w wodzie, a nawet w tej najpłytszej można się utopić. Nie mówiąc już o miejscach, w których młodzież z uporem uskutecznia skoki na główkę z pomocą sznura przywiązanego do drzewa. W najlepszym razie kąpiel można przypłacić poranionymi stopami - w wodzie i na brzegu jest tyle tłuczonego szkła, że trudno ryzykować spacer na bosaka. Wśród zwolenników kąpielisk na dziko są i tacy, którzy spędzają w namiotach nad stawami całe tygodnie, myjąc się, piorąc i zmywając naczynia w tej samej wodzie, w której inni pływają.

Zdrowa wodna konkurencja

Bezpieczeństwo to pierwszy, ważny, podstawowy, ale niejedyny powód, dla którego proponuję ucywilizowanie nielegalnych kąpielisk w granicach miasta. Drugi to koszty - jeśli budowa odkrytych basenów czy nawet remontu tych zamkniętych ze względu na kiepski stan techniczny przekracza możliwości miasta, skorzystajmy z oszczędniejszej opcji - ogródźmy teren z plażą w Leśnicy, na Żernikach, Królewieckiej i Pawłowicach, postawmy toalety, zatrudnijmy ratownika i ekipę do sprzątania. Oczyśćmy teren, zadbajmy, żeby dojście do wody i pływanie w tym miejscu stało się nie tylko bezpieczne, ale i przyjemne.

Wreszcie trzeci argument, który przywołał we wspomnianym wyżej wywiadzie Jarosław Obremski, że zagospodarowanie takich dzikich kąpielisk stworzy konkurencję dla już istniejących i wpłynie na obniżenie poziomu ich usług. Jestem przekonana, że będzie wręcz odwrotnie - taka konkurencja może tylko podnieść istniejące standardy. Funkcjonujące już kąpieliska będą zmuszone podnosić jakość swoich usług, żeby nie tracić klientów, a te nowo powstałe będą musiały się postarać o kolejnych. O to, że żadne z nich nie będzie narzekać na ich brak, jestem spokojna. Tłumy wszędzie tam, gdzie we Wrocławiu i okolicach jest choćby odrobina wody, są tego jawnym dowodem. Być może udałoby się też przy otwarciu kolejnych kąpielisk sprawić, żeby przynajmniej jedno z nich miało nieco wyższy standard przy odpowiednio wyższej cenie - z miejscem na leżaku, pod parasolką zamiast ręcznika na trawie, i z posiłkami w restauracji w miejsce zapiekanki z budki.

Po czwarte wreszcie, ucywilizowanie dzikich kąpielisk pozwoli nam skończyć z tym, co w granicach miasta już dawno powinno przestać istnieć - dzikimi toaletami pod chmurką. Bo skoro walczymy o to, żeby z miejskich skwerów i chodników usuwać psie odchody, może powinniśmy sami dać swoim czworonogom przykład.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 44 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

  • Pomysł na lato: Ucywilizujmy dzikie kąpieliska themoony 10.07.10, 09:48

    Mam nadzieję, że faktycznie wreszcie coś się z tym ruszy. Bo faktycznie, jeśli chodzi o ilość kąpielisk, i to nie tylko odkrytych, to Wrocław jest czarną dziurą na mapie zarówno Polski jak i»

  • Pomysł na lato: Ucywilizujmy dzikie kąpieliska gaussian_blur 10.07.10, 12:44

    rozwalił mnie ten tekst, ze inwestowanie w kąpieliska otwarte jestnierozsądne bo się nie opłaca. To znaczy ze co; jedyna korzyśc , jaka jestpożądana dla mieszkańców to zysk finansowy?TO »

  • Cywilizujcie sobie - a kto je odrobaczy? j-50 11.07.10, 04:23

    Do 80% Polaków jest zarobaczonych. Duża część z nich korzysta z tzw. zwyczajowych kąpielisk. Kupka w krzakach przyległych do takiego kąpieliska, a inni łykają potem jaja pasożytów. Bo się »