Pociąg pod specjalnym nadzorem, czyli Kolej Izerska

Maria Kusz
08.07.2010 , aktualizacja: 08.07.2010 20:49
A A A Drukuj
Miało być tak: wsiadamy do w Szklarskiej Porębie do pociągu, gawędzimy sobie miło ze współtowarzyszami i po 25 kilometrach podróży wysiadamy w czeskim Korenov.
Pociąg Kolei Izerskiej
Pociąg Kolei Izerskiej
Albo wysiadamy wcześniej, w Harachov i szusujemy sobie - jeśli to akurat zima - na nartach. Jeśli lato, jak teraz, łazimy po górkach tudzież sączymy z lubością słynne czeskie piwa.

Tak miało być, bo tak było 65 lat temu, w czasach, gdy nas ani Czechów po obu stronach granicy nie było. I samej granicy nie było. Teraz wprawdzie jest bezgraniczna Unia Europejska, ale jak się okazuje nie eliminuje ona wszystkich ograniczeń. Choć ta właśnie Unia da nam na ów wspaniały projekt 3 mln euro, a braciom Czechom prawie 700 tys. Za tę kasę wyremontowaliśmy stare tory. Ale po nich nie pojeździmy.

W ubiegły piątek ze Szklarskiej Poręby do Korenov przy dźwiękach fanafar wyjechał pociąg pełen dostojnych polskich oficjeli z wicemarszałkiem, europosłem, posłanką, starostą, radnymi sejmiku i ambasadorem Polski w Czechach. Jednak po stronie czeskiej nikt ich nie powitał (pisaliśmy o tym wczoraj w "Tygodniku zDolnego Śląska", dodatku do "Gazety Wyborczej Wrocław"). Dlaczego w Korenov nie było odpowiednio ważnych dla polskiej delegacji Czechów? Wyjaśnił to w czeskiej telewizji Martin Sepp, przedstawiciel lokalnych władz z Liberca, który odmówił uczestnictwa w uroczystej inauguracji linii. - Uważamy za niestosowny udział w przedsięwzięciu, z którego nie będzie mógł korzystać zwykły pasażer - mówił pan Martin Sepp.

Zwykły pasażer, którego czeskie władze jak widać szanują, nie pojeździ tą linią, gdyż samorząd naszego województwa nie zadbał o to, żeby stacje czeskie i polskie miały sformalizowaną łączność. Zgodnie z przepisami dzisiaj pociąg może dojechać tylko do Jakuszyc. Żeby oficjele mogli pojechać tylko ten jeden raz wymyślono specjalny jednodniowy regulamin, który legalizował ten przejazd. Dlaczego mimo, że od lat 90. entuzjaści tego połączenia o nie zabiegali, a od 2008 roku rzecz wziął w swoje ręce marszałek województwa, nikt nie pomyślał o podpisaniu stosownego porozumienia z Czechami? W rozbrajający sposób już po inauguracji tłumaczył to Roman Głowaczewski, dyrektor Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei, który wyjaśniał, że nic się nie da załatwić, bo w poniedziałek i wtorek Czesi właśnie obchodzą narodowe święto i nikt tam nie pracuje, mają po prostu długi weekend.

Najpierw więc była przejażdżka, a potem miały być uzgodnienia. Ale, jak wynika ze słów naszego rodaka, wina jest po stronie Czechów, którzy świętują akurat wtedy, gdy my chcemy budować prawdziwą unijną wspólnotę. Czesi są odmiennego zdania: o transgraniczny ruch miały zadbać marszałkowskie Przewozy Regionalne, które nawet opublikowały odpowiedni rozkład jazdy dla tego pociągu.

Poszukiwania kozła ofiarnego trwają, lśnią w słońcu wyremontowane tory, spikerka czeskiej telewizji informację o nowym połączeniu, którego nie ma, zaczyna od słów: "Velká vlaková blamáž" (po naszemu: wielki kolejowy blamaż).

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów