Czy Jarosław Kaczyński pod Chrobrym pokocha Niemców?
28.06.2010
, aktualizacja: 28.06.2010 19:32
O głosy wyborców będzie we wtorek we Wrocławiu zabiegał Jarosław Kaczyński. O ile pięć lat temu PiS pokonał Platformę "dziadkiem z Wehrmachtu", to w tej kampanii prezydenckiej prezes Kaczyński Niemcami straszyć przestał. Trudno w tę nagłą przemianę uwierzyć, bo we Wrocławiu co i rusz PiS gra na antyniemieckich fobiach.
Organizatorzy wyborczego wiecu prezesa PiS przekonują, że wybór miejsca - okolice pomnika Bolesława Chrobrego - jest zupełnie przypadkowy, bo plac Solny na czas kampanii opanowali piłkarscy kibice. Można przyjąć, że rzeczywiście towarzystwo króla, który we Wrocławiu ma być symbolem polskości tych ziem i stał się ulubionym miejscem pikiet narodowo zorientowanej młodzieży, to zbieg okoliczności. Mimo to w ostatnich latach wrocławski PiS, a nawet sam Jarosław Kaczyński pokazywał, że stosunek do przeszłości miasta, zwłaszcza niemieckiej, można wykorzystać do zbijania politycznego kapitału. Dlatego nowe oblicze prezesa, który w kampanii wyborczej mówi teraz, że Niemców warto brać za przykład, nijak się ma się do niedawnego jeszcze straszenia regermanizacją Wrocławia.
Dwa lata temu Kaczyński ostro napomniał prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, że jest mało wyrobiony narodowo. "Sprawa hali 100-lecia bitwy pod Lipskiem we Wrocławiu wskazuje, że on jednak nie jest odpowiedni do tego, żeby pełnić akurat tę funkcję [chodziło o spekulacje, że Dutkiewicz będzie ubiegał się o fotel prezydenta RP - przyp. red.], bo pokazuje sposób myślenia skrajnie niebezpieczny. Jeżeli dojdą do władzy ludzie, którzy myślą na takiej zasadzie: co tam pomnik Bismarcka, jeśli dostaniemy wsparcie dla budowy mostu - to daleko nie zajdziemy. Musimy mieć tutaj ludzi o twardych kręgosłupach i bardziej narodowo wyrobionych. Dutkiewicz po prostu takim człowiekiem nie jest" - mówił prezes w "Rzeczpospolitej".
Sprawa Hali Stulecia, na którą powoływał się obecny kandydat PiS, stała się zresztą we Wrocławiu jednym z symboli rzekomej regermanizacji miasta. Prawdziwy bój o zachowanie jej nazwy z czasów PRL - Hala Ludowa - stoczył wojewoda dolnośląski z PiS Krzysztof Grzelczyk, dla którego powrót do historycznej nazwy to niebezpieczne dla polskości tych ziem odwoływanie się do niemieckiej symboliki. W ten sposób gra na antyniemieckich fobiach i polskim patriotyzmie wprzęgana była jeszcze niedawno przez PiS do politycznej gry. Wyraźnie objawiło się to, gdy "Gazeta Wyborcza" i część miejskich radnych zaprotestowała przeciwko zmianie historycznej nazwy fragmentu promenady Staromiejskiej na rotmistrza Pileckiego. PiS, który był patronem tego pomysłu, nijak nie przyjmował do wiadomości, że rotmistrza uhonorować można, a nawet trzeba, ale w inny sposób niż przez zmianę historycznych nazw ulic. Wszystkim krytykom przypiął łatkę antypatriotów i szantażował brakiem szacunku dla polskich bohaterów narodowych.
Dziś jest już inaczej. Na potrzeby kampanii wyborczej zmienił się Jarosław Kaczyński, który nie nazywa już działaczy SLD postkomunistami, ale średnio starszym pokoleniem lewicy. Zmienił się też stosunek prezesa, a w ślad za nim pewnie całej partii, do Niemców. Na wiecu w przygranicznych Słubicach Kaczyński mówił nawet, że powojenny sukces gospodarczy Niemiec powinien być dla Polaków przykładem, że o trudnej historii trzeba pamiętać, ale trzeba też patrzeć w przyszłość, bo "chodzi o to, aby się poznawać, aby odrzucać wzajemnie funkcjonujące stereotypy, bo przecież w ogromnej większości są one nieprawdziwe".
Na pomniku stojącym przy ul. Świdnickiej jest tablica z napisem "Bolesław Chrobry, pierwszy koronowany władca Polski, sprzymierzeniec papiestwa i cesarstwa w idei zjednoczenia Europy w roku 1000".
Odmieniony Jarosław Kaczyński musi być konsekwentny i sprostać we wtorek trudnemu zadaniu: ogłosić przy Chrobrym miłość nie tylko do Niemców, ale całej Unii Europejskiej.
Dwa lata temu Kaczyński ostro napomniał prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, że jest mało wyrobiony narodowo. "Sprawa hali 100-lecia bitwy pod Lipskiem we Wrocławiu wskazuje, że on jednak nie jest odpowiedni do tego, żeby pełnić akurat tę funkcję [chodziło o spekulacje, że Dutkiewicz będzie ubiegał się o fotel prezydenta RP - przyp. red.], bo pokazuje sposób myślenia skrajnie niebezpieczny. Jeżeli dojdą do władzy ludzie, którzy myślą na takiej zasadzie: co tam pomnik Bismarcka, jeśli dostaniemy wsparcie dla budowy mostu - to daleko nie zajdziemy. Musimy mieć tutaj ludzi o twardych kręgosłupach i bardziej narodowo wyrobionych. Dutkiewicz po prostu takim człowiekiem nie jest" - mówił prezes w "Rzeczpospolitej".
Sprawa Hali Stulecia, na którą powoływał się obecny kandydat PiS, stała się zresztą we Wrocławiu jednym z symboli rzekomej regermanizacji miasta. Prawdziwy bój o zachowanie jej nazwy z czasów PRL - Hala Ludowa - stoczył wojewoda dolnośląski z PiS Krzysztof Grzelczyk, dla którego powrót do historycznej nazwy to niebezpieczne dla polskości tych ziem odwoływanie się do niemieckiej symboliki. W ten sposób gra na antyniemieckich fobiach i polskim patriotyzmie wprzęgana była jeszcze niedawno przez PiS do politycznej gry. Wyraźnie objawiło się to, gdy "Gazeta Wyborcza" i część miejskich radnych zaprotestowała przeciwko zmianie historycznej nazwy fragmentu promenady Staromiejskiej na rotmistrza Pileckiego. PiS, który był patronem tego pomysłu, nijak nie przyjmował do wiadomości, że rotmistrza uhonorować można, a nawet trzeba, ale w inny sposób niż przez zmianę historycznych nazw ulic. Wszystkim krytykom przypiął łatkę antypatriotów i szantażował brakiem szacunku dla polskich bohaterów narodowych.
Dziś jest już inaczej. Na potrzeby kampanii wyborczej zmienił się Jarosław Kaczyński, który nie nazywa już działaczy SLD postkomunistami, ale średnio starszym pokoleniem lewicy. Zmienił się też stosunek prezesa, a w ślad za nim pewnie całej partii, do Niemców. Na wiecu w przygranicznych Słubicach Kaczyński mówił nawet, że powojenny sukces gospodarczy Niemiec powinien być dla Polaków przykładem, że o trudnej historii trzeba pamiętać, ale trzeba też patrzeć w przyszłość, bo "chodzi o to, aby się poznawać, aby odrzucać wzajemnie funkcjonujące stereotypy, bo przecież w ogromnej większości są one nieprawdziwe".
Na pomniku stojącym przy ul. Świdnickiej jest tablica z napisem "Bolesław Chrobry, pierwszy koronowany władca Polski, sprzymierzeniec papiestwa i cesarstwa w idei zjednoczenia Europy w roku 1000".
Odmieniony Jarosław Kaczyński musi być konsekwentny i sprostać we wtorek trudnemu zadaniu: ogłosić przy Chrobrym miłość nie tylko do Niemców, ale całej Unii Europejskiej.
Najnowsze wiadomości
-
Dzień Matki już w sobotę. Czekamy na życzenia dla mam
-
Żołnierze ostro strzelali. Na wirtualnej strzelnicy
-
Zbigniew Zamachowski: Wszystko jest w rękach ucznia
-
Kot Bobik kontra kot Dante: Pojedynek na ul. Szewskiej
-
Na zakupy do galerii z prezydentem Wałęsą [FELIETON]
-
Pod zderzeniu busa z cysterną droga nr 5 odblokowana
-
"To nie kwestia ego". Czarnecki na otwarciu Sky Tower [FOTO]
- 123 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Nie bardzo rozumiem czemu tam...
mareknaw
29.06.10, 08:20
Jeżeli to nie ma związku z pomnikiem to czemu tam? Tam jest maly placyk, przechodzi sporo ludzi. Będzie ciasno i niewygodnie. Podobny do zajętego pl. Solnego jest Nowy Targ. Duży, »
-
zaś Komorowski juz POkochał zwierzęta i powodzian
wieza_babel1
29.06.10, 09:12
Odstawił dubeltówkę (na razie, bo źle się kojarzy w Parti Miłości), Strzelał sobie foty z powodzianami na wałach... Tylko kto to kupi?»
-
Czy Jarosław Kaczyński pod Chrobrym pokocha Nie...
zawszeklakier
29.06.10, 11:12
Mikołaj tyle obiecuje. Potrzebuję zdrowia, szczęścia, pomyślności. Pójdę, może mi chociaż obieca.»
Najczęściej czytane24 htydzień





