Co dobrego zrobiła dla Odry powódź z 1997 roku

Rozmawiała Aneta Augustyn
24.06.2010 , aktualizacja: 23.06.2010 11:58
A A A Drukuj
- Odra we Wrocławiu żyje tylko dzięki pasjonatom - uważa Wojciech Nowak, gospodarz "Zatoki Gondoli" koło Muzeum Narodowego. - Władze przypominają sobie o rzece dopiero, gdy nadciąga powódź
Wojciech Nowak, gospodarz Zatoki Gondoli
Fot. Damian Nowakowski / AG
Wojciech Nowak, gospodarz Zatoki Gondoli
Rozmowa z Wojciechem Nowakiem

Aneta Augustyn: Dlaczego "Zatoka Gondoli", skoro gondoli w niej brak?

Wojciech Nowak: Rzeczywiście do gondoli prawo ma tylko Wenecja, tam produkują je trzy rodzinne klany, tylko tam można ich używać. Gondoli nie można kupić, po prostu nie mogą one wyjść poza Wenecję. Jeśli dożywają swoich dni, są spalane. Nawiązaliśmy do przedwojennej Gondol Hafen: cztery lata temu reaktywowaliśmy wspólnie z miastem przystań, która była w tym miejscu: wypożyczano tu kiedyś kajaki i łodzie wiosłowe, również takie, które udawały gondole.

Przed dwoma laty przyszedł do nas starszy pan - Niemiec. Jako dziecko pływał tu z rodzicami, ostatni raz latem 1944; potem wyjechali podczas Festung Breslau. Stanął na brzegu, popłakał się. A potem wraz z rodziną wziął łódź i popłynęli Odrą.

Która przed wojną żyła intensywnie - i rekreacyjnie, i handlowo.

- Fenomenalnie wykorzystywano ją przemysłowo. To była jedna wielka taśma: Górny Śląsk zapewniał surowce, tam też były walcownie. We Wrocławiu robiono części kadłubów, w Nowej Soli kolejne elementy, a w końcowym Szczecinie powstawały gotowe statki. Niemcy czy Francuzi doskonale rozumieją, że nie ma tańszego i bardziej ekologicznego transportu niż rzeczny. U nas Odra jest w dużym stopniu niedrożna, bo brakuje stopni wodnych, które uczyniłyby ją tranzytową.

Przed wojną wrocławskie nabrzeża były usiane przystaniami i lokalami gastronomiczno-rozrywkowymi, gdzie można było zjeść, potańczyć, pograć w kręgle. Regularnie kursowały statki, bo dla wrocławskiego mieszczaństwa rzeka była bardzo ważną częścią miejskiej tkanki. Ludność napływowa, która pojawiła się tu po wojnie, miała zupełnie inne podejście. Odra została na długo zaniechana. My dopiero uczymy się jej.

Dziś nie da się, jak kiedyś, przepłynąć przez całą zabytkową część miasta. Śluzy są albo w remoncie, jak Mieszczańska, albo brakuje stałej obsługi. Jeśli ktoś wpłynie do śluzy Opatowickiej, musi dzwonić po śluzowego, który wówczas pędzi rowerem z Bartoszowic i vice versa. Daleko nam do Berlina, gdzie śluzy otwierają się na fotokomórkę

- Rzeczywiście brakuje stałej obsady. Śluzowy nie tylko musi dojechać rowerem z Bartoszowic na Opatowice lub odwrotnie, ale w dodatku pracuje tylko do godziny 18. Jeśli wcześniej się z nim nie umówimy, to możemy tam utknąć.

Jak czysta jest wrocławska Odra?

- Po 1989 zakłady-truciciele albo upadły, albo zostały zobowiązane do bardziej ekologicznego zachowania. Dla wodnego ekosystemu zbawienna była powódź z 1997 roku, która wypchnęła osady denne z rzeki degradowanej przez dziesięciolecia. Na wrocławskich barkach od niedawna pojawiły się omułki, które żyją tylko w czystych wodach.

Najpierw była zatoka gondoli, teraz tworzy Pan szlak gondoli. Uda się spiąć te miejsca tak, żeby można było przepłynąć kajakiem czy łodzią z punktu A do B i tam pozostawić sprzęt?

- Przez cztery lata ze sprzętu w zatoce skorzystano około milion razy. Chciałem zdyskontować potencjał tego miejsca, stąd pomysł na sieć punktów, które mają udostępnić Odrę wrocławianom. Na oznaczonym czerwono-żółtą flagą szlaku jest pięć wypożyczalni sprzętu wodnego we Wrocławiu: Zatoka Gondoli, punkty koło hotelu Wodnik na ulicy Na Grobli, harcerskie ośrodki "Rancho" Na Grobli oraz "Zatoka" na ul. Długiej i przystań na Różance. Dołączyły jeszcze dwa porty poza Wrocławiem: w Urazie i Ścinawie. W przyszłości wszystkie te miejsca chcemy tak połączyć, żeby można było wypożyczać sprzęt w jednym miejscu, a pozostawiać w innym, a nie pływać w pętli. Na razie to niemożliwe, ekonomicznie trudno to dopiąć.

Co dziś pływa po wrocławskiej Odrze?

- Fala wezbraniowa w maju sprawiła, że od połowu maja do początku czerwca szlak był zamknięty. Niektórzy sądzą, że Odrą nadal spływają altanki, tymczasem od kilkunastu dni można znów swobodnie pływać. Kursuje kilka statków, które należą do rodziny Hordejuków, pływają uczelniane i prywatne łodzie, mój sprzęt wodny... Odra żyje dzięki grupie pasjonatów, takich jak prof. Stanisław Januszewski z Politechniki Wrocławskiej, który stworzył Muzeum Techniki na zabytkowym holowniku.

Niedawno powołaliśmy Społeczny Komitet na Rzecz Odry, w którym jest Marian Pawlak z AZS Politechniki i Wojciech Dacko z przystani harcerskiej "Stanica". Wymyśliliśmy m.in. mapki z wrocławskim szlakiem wodnym, na których wrocławianie mają zaznaczyć swoje sugestie dotyczące zagospodarowania rzeki. Liczymy na społeczne poparcie, takie mapki chcemy potem dostarczyć do magistratu.

Miasto odwróciło się od Odry?

- Jeszcze kilka lat temu można by tak mówić. Teraz myślenie powoli się zmienia, ale wciąż brak spójnej koncepcji i zapaleńców we władzy. Takich jak burmistrz Nowej Soli, który stworzył port i kazał zbudować pierwszy statek pasażerski. Albo w Bydgoszczy, która stała się znana dzięki tramwajowi wodnemu.

W ubiegłym roku wypuścił Pan na Odrę pierwszy tramwaj.

- Tak, ale "Magda" jest tramwajem turystycznym, a nie regularnym środkiem miejskiej komunikacji. To 12-osobowa, kameralna jednostka zbudowana według wzorów, które czerpałem z archiwalnych materiałów w Bibliotece Uniwersyteckiej. W ubiegłym roku w weekendy tramwaj pływał co godzinę. Docelowo chcę ich stworzyć dziesięć, z przystanią i kawiarenką na starej barce przy Muzeum Narodowym.

To dopiero plany. Na razie zapraszamy na Dni Odry, w weekend 26-27 czerwca, na nabrzeżu k. Hali Targowej. Pojawi się tam stuletni statek Złota Kaczka, z wystawą "Rzeka-miasto-ludzie", będą zawody wioślarskie, zacumuje Otwarte Muzeum Techniki na holowniku "Nadbór". Ciekawostką jest, że zakup tego holenderskiego holownika w 1947 roku był jednym z pierwszych kontraktów Polski z Zachodem.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Co dobrego zrobiła dla Odry powódź z 1997 roku marek444 25.06.10, 19:39

    Zarządzający Wrocławiem nieudacznicy i bezmózgowcy niszczą co się da. Podejrzewam ,że t. zw. urzędnicy wyższego szczebla nie mają pojęcia do czego służy Odra jak ją konserwować i »

  • marek444 - bajarzu ludowy, bimbaczu i mapie4 w ! 1410_tenrok 28.06.10, 20:58

    jednym!Od kiedy to ludzie zarządzjący Wrocławiem zarządzają Odrą? Weż coż na nogi!Pytania kiertuj do RZGW! To własnie wrocałwskie firmy sporowadzając miał węlowy drogą »

  • Co dobrego zrobiła dla Odry powódź z 1997 roku wichrowy 12.08.10, 19:04

    Kiedy na parkingu przed Biedronką w Lesnicy zostanie zasypany skandaliczna wyrwa, gdzie urywa się zawieszenia samochodowe. Nikt z personelu nie reaguje na skargi. Może ktoś z dziennikarzy »