Za cztery lata Wrocław ma mieć ochronę przed powodzią

Rozmawiał Michał Kokot
19.06.2010 , aktualizacja: 18.06.2010 19:24
A A A Drukuj
- Opóźnienia przy programie przeciwpowodziowym są tak duże, bo w poprzednich latach mieliśmy niesprawną administrację, a osoby, które nim zarządzały, nie zawsze miały do tego kompetencje - mówi prof. Janusz Zaleski*.
Prof. Janusz Zaleski
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Prof. Janusz Zaleski
SERWISY
Michał Kokot: Przewodniczył Pan komitetowi przeciwpowodziowemu na Dolnym Śląsku w 1997 roku. Jak ocenia Pan działania władz Wrocławia wobec dwóch fal kulminacyjnych, które przeszły przez miasto w maju i czerwcu?

Prof. Janusz Zaleski: Cała akcja przebiegła tak, że trudno mieć zastrzeżenia, choć poczekajmy na szczegóły.

W tym roku mówimy jedynie o kilkunastu budynkach, a kuriozum całej sprawy polega na tym, że zostały one w większości wybudowane już po 1997 roku i to przez miasto. Zrozumiałbym jeszcze, gdyby należały do prywatnego inwestora, który mógłby nie wiedzieć o tym, że to teren, na którym nic nie powinno się budować. Ale dlaczego miasto samo sobie dało pozwolenie na budowę, skoro ustalenia z 2001 roku jasno mówią, że na tych terenach powinny być w pierwszej kolejności zbudowane wały na Kozanowie? Zdecydowanie musimy się teraz skupić na wybudowaniu tego wału.

Możemy być zadowoleni z dotychczasowej realizacji Programu dla Odry 2006, w który wpisana jest m.in. ochrona przed powodzią całego Dolnego Śląska?

Od 1997 roku zrobiono, mimo wszystko, stosunkowo dużo w sprawie zabezpieczeń przed powodzią w województwie. Te poziomy wód w rzekach, które ostatnio obserwowaliśmy, były podobne do tych sprzed trzynastu lat - w Oławie zabrakło do tej granicy zaledwie jednego centymetra. Poza spektakularnym zalaniem budynków na Kozanowie, mieliśmy zazwyczaj do czynienia jedynie z podtopieniami. I tylko z jednym przerwaniem wału na polderze Lipki-Oława. Straty w porównaniu z powodzią sprzed trzynastu lat były minimalne.

To dlatego, że wybudowano polder Buków, stworzono zabezpieczenia przeciwpowodziowe dla Raciborza, Koźla i Opola. Wybudowano zbiorniki Kozielno i Topola. Gdyby Nysa Kłodzka nam w tym roku zagroziła, to fala na Odrze i Nysie Kłodzkiej nie skumulowałyby się tak, jak było to w 1997 roku.

Mieliśmy też stosunkowo precyzyjne prognozy na 72 godziny przed nadejściem fali. Różniły się one jedynie o 10-20 cm od rzeczywistej wysokości fali. To oznacza, że te prognozy były tak naprawdę znakomite i zawdzięczamy to części Programu dla Odry, w której zawiera się System Monitorowania i Ostrzegania Przed Powodzią - najnowocześniejszy w tej części Europy.

Ale przez trzynaście lat nie powstała żadna nowa inwestycja przeciwpowodziowa dla Wrocławia. Autorzy aktualizacji Programu dla Odry 2006 piszą, że miasto ma praktycznie te same zabezpieczenia, co w 1997 roku. Czyli wciąż jesteśmy narażeni na powódź.

Nie wybudowaliśmy zbiornika Racibórz, który jest bardzo ważny dla ochrony Wrocławia. To efekt nieskuteczności naszego państwa - złego prawa i niesprawnej administracji w gospodarce wodnej. Nie rozpoczęliśmy też prawdziwych robót modernizacyjnych systemu ochrony przed powodzią Wrocławia, które dopiero teraz zaczynamy. Za tym stoją te same powody.

Z czego to wynika?

To problem, który nazywam "Polską resortową". Projekt modernizacji Wrocławskiego Węzła Wodnego był gotowy już w 2005 roku. Niesprawność naszego państwa sprawiła, że dopiero w 2007 roku były podpisane umowy pożyczek z Bankiem Światowym i Bankiem Rozwoju Rady Europy na finansowanie tej inwestycji. Na posiedzeniu rządu w 2005 roku sytuacja była kuriozalna, gdy ja referowałem ten projekt na posiedzeniu ministrów, a pan minister Podgajniak był temu przeciwny. Jego argumentacja była śmieszna, nie podobało mu się to, że jest on proponowany przez MSWiA. Powiedział, że to nie jest projekt jego resortu i dlatego mu się sprzeciwia.

Mamy do czynienia z niesprawną administracją. Instytucją spinającą decyzje i przepisy środowiskowe oraz zajmującą się realizacją inwestycji miał być Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej. Pierwotnie zakładano, że zostanie powołany już w 1998 roku, a stało się to dopiero w 2006 roku. Przez kolejne lata ta instytucja cały czas uczyła się tego, aby zacząć sprawnie funkcjonować. To problem niesprawności państwa, czyli silnej resortowości i niesprawnej administracji targanej politycznymi zawieruchami lub reorganizacjami, które niczemu nie służą.

Twierdzi Pan, że w działania przeciwpowodziowe jest włączonych zbyt wiele ministerstw i instytucji? Czy to osłabia kontrolę nad nimi? W ostatnich kilku latach wrocławski Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej zlecał projekty budowlane i wykonawcze dla Wrocławskiego Węzła Wodnego na podstawie nieaktualnych przepisów środowiskowych. Teraz tą pracę trzeba powtórzyć od nowa. Zmarnowaliśmy kolejne miliony złotych na przygotowanie tej dokumentacji?

Nie. RZGW Wrocław i DZMiUW podjęły szybkie działania w przypadku Wrocławskiego Węzła Wodnego, nie czekając na wytyczne "z góry". I bardzo dobrze, bo dzięki temu teraz mamy gotowe projekty budowlane, które zaoszczędzają nam ok. półtora roku pracy.

Natomiast ta instytucja padła ofiarą obowiązującego wówczas prawa środowiskowego, które było na te czasy aktualne, ale zostało zakwestionowane przez Komisję Europejską. Dlatego te projekty moglibyśmy teraz realizować jedynie pod warunkiem, że nie zostanie tam wykorzystane ani jedno euro z unijnych dotacji. W finansowaniu inwestycji przyjęto jednak wydatkowanie również środków Funduszu Spójności. Musimy więc powtórzyć przygotowanie dokumentacji środowiskowej. To po raz kolejny dowodzi niesprawności państwa, bo dostosowanie tych dyrektyw należało wprowadzić do przepisów krajowych znacznie wcześniej. Ale tak się nie stało, rząd o tym wtedy nie myślał i teraz mamy kłopoty z budową lotnisk, autostrad oraz z inwestycjami w gospodarce wodnej. Wiele dokumentacji musimy powtórzyć.

Pełnomocnikiem Rządu ds. Programu dla Odry 2006 jest wojewoda dolnośląski, który ma skutecznie zabiegać o środki na inwestycje przeciwpowodziowe. Czy ten pomysł się sprawdził?

Pomysł jest dobry. Pełnomocnik powinien być jak najbliżej tych problemów, które ma rozwiązywać. Do Raciborza z Wrocławia jest raptem 160 km, aby dojechać tam z Warszawy trzeba wybrać się już niemal na wielką wyprawę.

Gorzej z wykonaniem tego pomysłu. Prześledźmy, co się wydarzyło od 2002 roku, gdy Program dla Odry 2006 tak naprawdę ruszył. Najpierw mieliśmy zarządzanie programem przez dyrektora biura (a nie pełnomocnika), który miał zbyt małe doświadczenie administracyjne, aby kierować tak skomplikowanym projektem. Wówczas środki na zadania przeciwpowodziowe były bardzo rozdrobnione i nie zawsze trafiały tam, gdzie powinny - np. do dorzecza Wisły, czym złamano ustawę. Wydawane były niewielkie kwoty na poszczególne elementy wałów czy rowów i zgubiono duże priorytety, które były zawarte w tym programie. To nieprawda, że działano w ten sposób dlatego, bo brakowało wówczas pieniędzy i można było realizować tylko małe inwestycje. Przecież te pieniądze można było wydać np. na jedną dużą inwestycję - jak choćby wykup gruntów pod zbiornik Racibórz i dzisiaj bylibyśmy w tej kwestii znacznie bliżej celu. Ale wtedy narażono by się innym regionom, które by tych środków nie dostały. Próbowano więc zadowolić wszystkich, nawet tych którzy nie mieli dużych, strategicznych celów.

W okresie kolejnego rządu nie istniał ani kompetentny dyrektor biura, ani pełnomocnik. Wojewoda Grzelczyk był bardziej zainteresowany sprawami IPN-u niż walką z powodzią, a dyrektorem biura została osoba, która nigdy nie miała z tą branżą nic wspólnego. Apogeum tego okresu była sytuacja, gdy wojewoda Grzelczyk już się całym programem "zmęczył", napisał list do rządu, że nie chce już być pełnomocnikiem i zaproponował przeniesienie całego programu do Warszawy. Na szczęście, tak jak wiele innych rzeczy, i ta mu się nie udała, bo nie było w tym żadnej logiki, by pieniądze na Odrę dystrybuować przez Warszawę.

Obecny okres uważam za dużo lepszy. Po pierwsze pełnomocnik jest zainteresowany tymi problemami i często sam jest osobiście na miejscu inwestycji, jak np. w Raciborzu. Dyrektorem wydziału natomiast jest osoba bardzo doświadczona, która już w 1997 roku była wiceprzewodniczącym komitetu przeciwpowodziowego. Zaczęła się w końcu pojawiać logika w działaniu. Mam wielką nadzieję, że wreszcie skoncentrujemy środki wyłącznie na zadaniach najważniejszych. Jestem w tym momencie dobrej myśli.

Termin oddania zbiornika Racibórz i modernizacji Wrocławskiego Węzła Wodnego to 2014 rok. Trudno uwierzyć, że to data realistyczna. Mniejsze zbiorniki Kozielno i Topola na Nysie Kłodzkiej budowano kilkanaście lat.

Zapewniam, że to termin realny. Sam jestem zniecierpliwiony tym, jak długo trwają przygotowania obu tych inwestycji, ale to jest naprawdę wielki projekt. Dzisiaj jesteśmy na etapie uzyskania decyzji środowiskowych i pozwoleń na budowę, które powinniśmy uzyskać jesienią i wiosną przyszłego roku. Później szybko przystąpimy do wyłonienia wykonawcy tych inwestycji. Pierwsze koparki na budowę zbiornika Racibórz wjadą w połowie przyszłego roku. Jego budowa nie musi zająć więcej niż trzy lata.

Jest jeszcze kwestia związana z finansowaniem inwestycji. Według wyceny z 2002 roku projekt miał kosztować 505 mln euro. W tej chwili kończy się właśnie jego wycena przez niezależnego konsultanta technicznego. I okazuje się, że trzeba będzie na nie obecnie wydać już nie pół, ale miliard euro. Tyle bowiem kosztuje kilkuletnia zwłoka. Od 2002 roku zmieniła się sytuacja; Polska weszła do Unii Europejskiej, co spowodowało wzrost cen np. niektórych surowców, co naturalnie powoduje wzrost kosztów projektu. Od 2002 roku wydarzyły się też dwie duże powodzie, co spowodowało konieczność zweryfikowania zadań, które początkowo składały się na projekt. To wszystko powoduje wzrost kosztów inwestycji. Brakuje nam więc ok. 500 mln euro. Kredyty z Banku Światowego i Banku Rozwoju Rady Europy gwarantują bezproblemowe finansowanie do 2012, a nawet 2013 roku. Został jeszcze rok na to, by rząd znalazł dodatkowe pieniądze, np. ze środków Unii Europejskiej, bądź z innego źródła, np. kredytu. To kwestia do dyskusji i podjęcia konkretnych decyzji. Mam nadzieje, że takie decyzje zapadną.

Jak bardzo pomoże w przyspieszeniu tych inwestycji zapowiadana przez rząd ustawa wywłaszczeniowa pod nowe inwestycje przeciwpowodziowe?

Obecny stan prawny pozwala na wieloletnie blokowanie tego typu inwestycji przez właścicieli gruntów. Zapowiadana ustawa zniosłaby to zagrożenie. Czasu na jej uchwalenie pozostało niewiele, bo aby uzyskać pozwolenie na budowę zbiornika Racibórz, należy najpierw pozyskać grunty pod jego budowę. Jeśli więc tej ustawy nie będzie do końca września, ewentualnie do października, to wycofuję się z tego, że zbiornik Racibórz powstanie do końca 2014 roku. Ta ustawa to moim zdaniem, dla Raciborza być albo nie być. Tak samo jak dla Wrocławia. Wszystkie znane symulacje mówią, że dzięki zbiornikowi w Raciborzu fala na Odrze we Wrocławiu obniży się o pół metra.

To bardzo skomplikowany i duży projekt, jednocześnie absolutnie niezbędny zarówno dla Wrocławia, jak dla całego kraju. Jestem dobrej myśli i mogę zapewnić, że Biuro Koordynacji Projektu dokłada wszelkich starań, aby go zakończyć tak szybko, jak pozwalają na to procedury administracyjne i skomplikowanie prac.

*Prof. Janusz Zaleski - wojewoda wrocławski w latach 1992-1998, autor przeciwpowodziowego Programu dla Odry, obecnie dyrektor Biura Koordynacji Projektu Ochrony Przeciwpowodziowej Dorzecza Odry.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 39 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów