Czy można naukowo przewidzieć nadejście powodzi? Tak
15.06.2010
, aktualizacja: 09.08.2010 12:59
Geograf z Uniwersytetu Wrocławskiego twierdzi, że tegoroczną wielką wodę na Dolnym Śląsku zapowiedział już w 2008 roku na konferencji naukowej w Środzie Śląskiej. Ma na to dowód na piśmie.
SERWISY
Dr Henryk Chmal, pracownik Instytutu Geografii i Rozwoju Regionalnego UWr, od lat zajmuje się metodami prognozowania ekstremalnych zjawisk pogodowych i bada te, które wystąpiły w przeszłości. Stwierdził, że wysoka woda powodująca zalanie dna doliny Odry na odcinku Wrocław - Malczyce pojawia się w cyklu siedmioletnim, czyli co 7, 14 lub 21 lat.
Katastrofalne powodzie wystąpiły na przykład w latach: 1495, 1501, 1508, 1515, 1522 i 1543. Potem było pół wieku spokoju i znów mieliśmy dwie powodzie. Wiek XVII był suchy, ale w wieku XVIII wielka woda przyszła w latach: 1702, 1709, 1729 i 1736. Z kolei w XIX wieku powodzie na Odrze środkowej notowano w 1813, 1826 i 1854 roku.
Szczególnie ta ostatnia dała się wrocławianom we znaki. "Po wielu ulicach... łódkami pływają, każdej chwili lękają się zabrania mostu na Odrze, a krzyk przerażenia, trwogi, płacz i narzekanie, dzwonienie itp. smutny roznoszą odgłos" - pisał 25 sierpnia 1854 roku "Dziennik Warszawski". Obszar od dzisiejszej ul. Małachowskiego po Braniborską i dalej aż do Osobowic przypominał jezioro. "Największe jak się zdaje szkody poniosły bogate wsie pod Wrocławiem... i przedmieścia, szczególnie Odrzańskie, Piasek, wyspa na której stoi katedra, a w ogóle północna strona miasta. Mosty na Odrze znacznie uszkodzone w mieście, jak i na kanałach, a fabryki wodą poruszane ustały" - informował krakowski "Czas".
Z tych danych wynika, że powodziowy cykl siedmioletni jest pojęciem statystycznym. Powódź może wystąpić po 6, 7, 8 latach, ale w dłuższym okresie będziemy mieć do czynienia z wielokrotnością siódemki - tłumaczy dr Chmal.
Skąd zatem biorą się pięćdziesięcioletnie i dłuższe przerwy? - To efekt istnienia tzw. epok cyrkulacyjnych. W poprzednim stuleciu najpierw do 1928 roku trwała epoka cyrkulacyjna charakteryzująca się przewagą napływu mas powietrza z kierunku zachodniego [co sprzyja wystąpieniu powodzi - przyp. red.], a do 1976 roku większe znaczenie miały cyrkulacje typu wschodniego i południkowego - opowiada dr Chmal.
Statystycznie rzecz biorąc, na powódź powinniśmy być przygotowani zawsze, ale dr Chmal opracował metodę pozwalającą wypuszczać na kilka lat powietrze z pontonów i wysypywać piasek z worków. Wystarczy zestawić ze sobą dwa wskaźniki. Pierwszy, oznaczony przez klimatologów symbolem NAO (North Atlantic Oscillations), oblicza się na podstawie porównawczej analizy ciśnienia atmosferycznego w Lizbonie lub Ponta Delgada na Azorach z równoczesnymi pomiarami w Reykjaviku lub Stykkisholmur na Islandii. Drugi, oznaczony symbolem CI (circulation index), pokazuje proporcje napływu mas powietrza z różnych kierunków. Liczony według wzoru opracowanego przed dr. Chmala, przybiera wartości ujemne, gdy dominuje napływ mas powietrza z sektorów NW (chłodniejszych) i SW (cieplejszych).
- Jeśli wartość CI w roku barycznym (kończącym się 31 maja) jest wyraźnie ujemna, a wielkość NAO gwałtownie spada, w okresie kilku wiosennych miesięcy musimy przygotować się na nadejście wielkiej wody - wyjaśnia dr Chmal.
W 1997 roku wskaźnik CI osiągnął wartość ujemną nienotowaną od 34 lat. Jednocześnie wielkość NAO od lutego do czerwca spadła aż o 6,8 pkt. - Większy spadek NAO wystąpił tylko w 1903 roku. Między marcem i czerwcem wyniósł 7,2 pkt - opowiada dr Chmal.
Właśnie w 1903 roku Wrocław zalała wielka woda. Poziom Odry przekroczył 7,6 metra. Zalane zostały m.in. Zacisze, Księże Małe i Wielkie, pod wodą znalazły się m.in. Krakowska, Grodzka i Parkowa. Ta katastrofa stała się inspiracją do zbudowania istniejącego do dziś systemu przeciwpowodziowego. Wrocławianie tak wierzyli w jego skuteczność, że w 1997 roku żywioł ich zaskoczył.
Tegoroczna wielka woda też była zaskoczeniem, bo fachowcy przekonywali wrocławian, że taka woda jak w 1997 roku zdarza się raz na tysiąc lat. "Akceptując ideę cyklu siedmioletniego, uważamy, że powódź może wystąpić w roku 2011, jednak może to być rok wcześniej lub później" - napisali dwa lata temu Henryk Chmal i Marek Kasprzak. - Ale nikt nas nie chciał słuchać. Wskaźnik NAO jest dostępny za darmo w internecie z dwuletnim poślizgiem. Wcześniej trzeba te pomiary kupować - mówi dr Chmal. - Przewidywanie powodzi kosztuje. Na pewno jednak mniej niż straty spowodowane zaskoczeniem wielką wodą.
Katastrofalne powodzie wystąpiły na przykład w latach: 1495, 1501, 1508, 1515, 1522 i 1543. Potem było pół wieku spokoju i znów mieliśmy dwie powodzie. Wiek XVII był suchy, ale w wieku XVIII wielka woda przyszła w latach: 1702, 1709, 1729 i 1736. Z kolei w XIX wieku powodzie na Odrze środkowej notowano w 1813, 1826 i 1854 roku.
Szczególnie ta ostatnia dała się wrocławianom we znaki. "Po wielu ulicach... łódkami pływają, każdej chwili lękają się zabrania mostu na Odrze, a krzyk przerażenia, trwogi, płacz i narzekanie, dzwonienie itp. smutny roznoszą odgłos" - pisał 25 sierpnia 1854 roku "Dziennik Warszawski". Obszar od dzisiejszej ul. Małachowskiego po Braniborską i dalej aż do Osobowic przypominał jezioro. "Największe jak się zdaje szkody poniosły bogate wsie pod Wrocławiem... i przedmieścia, szczególnie Odrzańskie, Piasek, wyspa na której stoi katedra, a w ogóle północna strona miasta. Mosty na Odrze znacznie uszkodzone w mieście, jak i na kanałach, a fabryki wodą poruszane ustały" - informował krakowski "Czas".
Z tych danych wynika, że powodziowy cykl siedmioletni jest pojęciem statystycznym. Powódź może wystąpić po 6, 7, 8 latach, ale w dłuższym okresie będziemy mieć do czynienia z wielokrotnością siódemki - tłumaczy dr Chmal.
Skąd zatem biorą się pięćdziesięcioletnie i dłuższe przerwy? - To efekt istnienia tzw. epok cyrkulacyjnych. W poprzednim stuleciu najpierw do 1928 roku trwała epoka cyrkulacyjna charakteryzująca się przewagą napływu mas powietrza z kierunku zachodniego [co sprzyja wystąpieniu powodzi - przyp. red.], a do 1976 roku większe znaczenie miały cyrkulacje typu wschodniego i południkowego - opowiada dr Chmal.
Statystycznie rzecz biorąc, na powódź powinniśmy być przygotowani zawsze, ale dr Chmal opracował metodę pozwalającą wypuszczać na kilka lat powietrze z pontonów i wysypywać piasek z worków. Wystarczy zestawić ze sobą dwa wskaźniki. Pierwszy, oznaczony przez klimatologów symbolem NAO (North Atlantic Oscillations), oblicza się na podstawie porównawczej analizy ciśnienia atmosferycznego w Lizbonie lub Ponta Delgada na Azorach z równoczesnymi pomiarami w Reykjaviku lub Stykkisholmur na Islandii. Drugi, oznaczony symbolem CI (circulation index), pokazuje proporcje napływu mas powietrza z różnych kierunków. Liczony według wzoru opracowanego przed dr. Chmala, przybiera wartości ujemne, gdy dominuje napływ mas powietrza z sektorów NW (chłodniejszych) i SW (cieplejszych).
- Jeśli wartość CI w roku barycznym (kończącym się 31 maja) jest wyraźnie ujemna, a wielkość NAO gwałtownie spada, w okresie kilku wiosennych miesięcy musimy przygotować się na nadejście wielkiej wody - wyjaśnia dr Chmal.
W 1997 roku wskaźnik CI osiągnął wartość ujemną nienotowaną od 34 lat. Jednocześnie wielkość NAO od lutego do czerwca spadła aż o 6,8 pkt. - Większy spadek NAO wystąpił tylko w 1903 roku. Między marcem i czerwcem wyniósł 7,2 pkt - opowiada dr Chmal.
Właśnie w 1903 roku Wrocław zalała wielka woda. Poziom Odry przekroczył 7,6 metra. Zalane zostały m.in. Zacisze, Księże Małe i Wielkie, pod wodą znalazły się m.in. Krakowska, Grodzka i Parkowa. Ta katastrofa stała się inspiracją do zbudowania istniejącego do dziś systemu przeciwpowodziowego. Wrocławianie tak wierzyli w jego skuteczność, że w 1997 roku żywioł ich zaskoczył.
Tegoroczna wielka woda też była zaskoczeniem, bo fachowcy przekonywali wrocławian, że taka woda jak w 1997 roku zdarza się raz na tysiąc lat. "Akceptując ideę cyklu siedmioletniego, uważamy, że powódź może wystąpić w roku 2011, jednak może to być rok wcześniej lub później" - napisali dwa lata temu Henryk Chmal i Marek Kasprzak. - Ale nikt nas nie chciał słuchać. Wskaźnik NAO jest dostępny za darmo w internecie z dwuletnim poślizgiem. Wcześniej trzeba te pomiary kupować - mówi dr Chmal. - Przewidywanie powodzi kosztuje. Na pewno jednak mniej niż straty spowodowane zaskoczeniem wielką wodą.
Najnowsze wiadomości
-
Próby iluminacji wrocławskiego stadionu na Euro [FOTO]
-
Dobre Strony czytania najmłodszym poznacie na Solnym
-
Awangarda elektroniki na festiwalu Avant. Przyjadą gwiazdy
-
Piątek we Wrocławiu. Zobacz miasto na zdjęciach
-
Wypadek na Legnickiej: ciężarówka potrąciła kilkulatka
-
Iran, Tajlandia, Wenezuela w jeden wieczór? To możliwe
-
Pojawiła się szansa na rozejm we wrocławskim MPK
- 28 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
26 głosów
-
Czy można naukowo przewidzieć nadejście powodzi...
heraldek
15.06.10, 07:27
Znowu madry polski naukowiec odkryl co juz bylo znane.....tylko, ze Niemcy, nauczeni doswiadczeniem z 1903 waly zaczeli budowac, a te obecne durnie nawet ich utrzymac w dobrym stanie nie »
-
On ma rację. Można to liczyć.
kadykianus
15.06.10, 14:05
A najgorsze, że powódź w 1997 nazwano "p. tysiąclecia" i spano spokojnie czekając na następną za 1000 lat. Ta głupia nazwa nie oznacza powodzi rzadkiej tylko wielką. Gdyby urzędnicy mieli »
-
sam miałem w tamtym roku dziwne przeczucie ....
wietke
15.06.10, 20:53
w zeszłe wakacje tak jakbym spojrzał w niebo i miałem wrażenie jakby chmury czy coś w powietrzu wydawało się być strasznie opite wodą -tak że ja k w tym roku powódz była to mi się od razu »
Najczęściej czytane24 htydzień




