ASK okazał się być łaskawym sędzią w swojej sprawie
04.06.2010
, aktualizacja: 03.06.2010 16:19
Komisja powołana przez dyrektora Akademickiego Szpitala Klinicznego nie potwierdziła zarzutów dotyczących masowych i niepotrzebnych badań macicy w klinice przy ul. Dyrekcyjnej. To jednak nie może zamknąć kontrowersyjnej sprawy, która od kilku miesięcy bulwersuje środowisko medyczne.
ZOBACZ TAKŻE
- Bez poważania o histeroskopiach na Akademii Medycznej (30-06-10, 22:00)
- Wewnętrzny raport korzystny dla kliniki ginekologii (29-06-10, 22:00)
- Rozłam na Akademii Medycznej z powodu histeroskopii (29-06-10, 08:00)
- Środowiskowa zmowa milczenia w sprawie badań macic (02-06-10, 08:00)
- Badali macice źle lub co najmniej niepotrzebnie (01-06-10, 08:00)
- Badania macicy dla pieniędzy (19-03-10, 01:00)
- Ginekolodzy z Dyrekcyjnej: nie możemy dłużej milczeć (09-03-10, 09:00)
W styczniu rektor Akademii Medycznej zlecił dyrektorowi ASK sprawdzenie, czy w klinice Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii doszło do nieprawidłowości. Zdaniem trójki ginekologów, pracowników szpitala, którzy ujawnili sprawę, miały one polegać na wykonywaniu inwazyjnych zabiegów histeroskopii, nawet jeśli nie było do nich wskazań medycznych.
Lekarze twierdzili także, że badaniom poddawano także kobiety, u których absolutnie nie powinno się histeroskopii robić, np. z rozpoznaniem choroby nowotworowej jamy macicy.
Ze statystyk Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że przy Dyrekcyjnej wykonano ich w 2007 r. nawet dziesięć razy więcej niż w innych klinikach akademickich w Polsce. To dało klinice kierowanej przez prof. Mariusza Zimmera około miliona zł z kasy NFZ.
Sprawę opisaliśmy w "Gazecie" w połowie marca. Prezes NFZ natychmiast zlecił dolnośląskiemu funduszowi kontrolę pracy kliniki. Rozpoczęła się dopiero po dwóch miesiącach, bo "czekano na ustalenia komisji szpitalnej". Wojewoda dolnośląski, któremu podlega prof. Zimmer, wojewódzki konsultant w dziedzinie ginekologii i położnictwa, dwukrotnie prosił o opinię prof. Stanisława Radowickiego, konsultanta krajowego. Ten milczał, bo też czekał na zakończenie prac komisji szpitalnej. Po co? Nie wiadomo. Zdecydowanej interwencji nie podjęło też Ministerstwo Zdrowia. Rzecznik resortu pytany przez "Gazetę" o to, co ministerstwo zrobiło w sprawie histeroskopii, poinformował, że działania prof. Zimmera zbada rzecznik dyscyplinarny dla nauczycieli akademickich oraz Dolnośląska Izba Lekarska. Co jeszcze zrobił resort? Zawiadomił o sytuacji konsultanta krajowego, który pełni merytoryczny nadzór nad prof. Zimmerem. Reakcja MZ jest spóźniona o prawie dwa lata, bo już we wrześniu 2008 roku jeden z ginekologów kliniki przy Dyrekcyjnej informował minister Ewę Kopacz o nieprawidłowościach w działalności kliniki.
Wszyscy czekali.
We wtorek szef Kliniki Patomorfologii AM prof. Jerzy Rabczyński wskazał nowy wątek w tej sprawie. Przyznał, że nawet 40 procent wycinków pobranych od pacjentek kliniki pozyskano w nieprawidłowy sposób albo inną, dwukrotnie tańszą metodą. To dowód na to, że nie chodziło o dokładne zbadanie pacjentek, ale tylko o wystawienie rachunku NFZ.
Jeszcze we wtorek urzędnik wojewody dopytywał szefa komisji szpitalnej dr. Bogusława Becka, czy raport jest już gotowy. W południe Beck stanowczo twierdził, że nie. Kilka godzin później informacje o wynikach prac komisji szpital przesłał Radiu Wrocław. Czy to forma rozpaczliwej obrony przed zarzutami prof. Rabczyńskiego?
Raport nie potwierdza żadnych zarzutów stawianych szefowi klinki. Informacje ujawnione prasie są bardzo ogólnikowe.
Co najdziwniejsze: lekarze specjaliści, weryfikując wyniki badań, nie zapytali o nie prof. Rabczyńskiego. Mimo że ten twierdzi, że nieraz informował ginekologów z kliniki przy ul. Dyrekcyjnej o błędnie wykonanych badaniach.
Ustalenia szpitalnej komisji nie zamykają sprawy. Nie mogą być także wiarygodną podstawą do ustaleń zapowiadanych przez kolejne instytucje, jakie nadzorują działanie kliniki prof. Zimmera.
Po tym, co ogłosił prof. Rabczyński, wątpliwości dotyczące zasadności i jakości histeroskopii tylko się namnożyły.
Przebieg dotychczasowych wydarzeń pozwala myśleć, że wszystkim instytucjom, którym z klucza powinno zależeć na wyjaśnieniu tej sprawy, wcale nie pilno ku takiemu finałowi.
Prawdy powinni poszukać ludzie i instytucje niezaangażowane środowiskowo. Ginekolodzy i prof. Rabczyński wprost mówią o nadużyciach kliniki wobec pacjentek i NFZ. To sprawa dla prokuratury.
Lekarze twierdzili także, że badaniom poddawano także kobiety, u których absolutnie nie powinno się histeroskopii robić, np. z rozpoznaniem choroby nowotworowej jamy macicy.
Ze statystyk Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że przy Dyrekcyjnej wykonano ich w 2007 r. nawet dziesięć razy więcej niż w innych klinikach akademickich w Polsce. To dało klinice kierowanej przez prof. Mariusza Zimmera około miliona zł z kasy NFZ.
Sprawę opisaliśmy w "Gazecie" w połowie marca. Prezes NFZ natychmiast zlecił dolnośląskiemu funduszowi kontrolę pracy kliniki. Rozpoczęła się dopiero po dwóch miesiącach, bo "czekano na ustalenia komisji szpitalnej". Wojewoda dolnośląski, któremu podlega prof. Zimmer, wojewódzki konsultant w dziedzinie ginekologii i położnictwa, dwukrotnie prosił o opinię prof. Stanisława Radowickiego, konsultanta krajowego. Ten milczał, bo też czekał na zakończenie prac komisji szpitalnej. Po co? Nie wiadomo. Zdecydowanej interwencji nie podjęło też Ministerstwo Zdrowia. Rzecznik resortu pytany przez "Gazetę" o to, co ministerstwo zrobiło w sprawie histeroskopii, poinformował, że działania prof. Zimmera zbada rzecznik dyscyplinarny dla nauczycieli akademickich oraz Dolnośląska Izba Lekarska. Co jeszcze zrobił resort? Zawiadomił o sytuacji konsultanta krajowego, który pełni merytoryczny nadzór nad prof. Zimmerem. Reakcja MZ jest spóźniona o prawie dwa lata, bo już we wrześniu 2008 roku jeden z ginekologów kliniki przy Dyrekcyjnej informował minister Ewę Kopacz o nieprawidłowościach w działalności kliniki.
Wszyscy czekali.
We wtorek szef Kliniki Patomorfologii AM prof. Jerzy Rabczyński wskazał nowy wątek w tej sprawie. Przyznał, że nawet 40 procent wycinków pobranych od pacjentek kliniki pozyskano w nieprawidłowy sposób albo inną, dwukrotnie tańszą metodą. To dowód na to, że nie chodziło o dokładne zbadanie pacjentek, ale tylko o wystawienie rachunku NFZ.
Jeszcze we wtorek urzędnik wojewody dopytywał szefa komisji szpitalnej dr. Bogusława Becka, czy raport jest już gotowy. W południe Beck stanowczo twierdził, że nie. Kilka godzin później informacje o wynikach prac komisji szpital przesłał Radiu Wrocław. Czy to forma rozpaczliwej obrony przed zarzutami prof. Rabczyńskiego?
Raport nie potwierdza żadnych zarzutów stawianych szefowi klinki. Informacje ujawnione prasie są bardzo ogólnikowe.
Co najdziwniejsze: lekarze specjaliści, weryfikując wyniki badań, nie zapytali o nie prof. Rabczyńskiego. Mimo że ten twierdzi, że nieraz informował ginekologów z kliniki przy ul. Dyrekcyjnej o błędnie wykonanych badaniach.
Ustalenia szpitalnej komisji nie zamykają sprawy. Nie mogą być także wiarygodną podstawą do ustaleń zapowiadanych przez kolejne instytucje, jakie nadzorują działanie kliniki prof. Zimmera.
Po tym, co ogłosił prof. Rabczyński, wątpliwości dotyczące zasadności i jakości histeroskopii tylko się namnożyły.
Przebieg dotychczasowych wydarzeń pozwala myśleć, że wszystkim instytucjom, którym z klucza powinno zależeć na wyjaśnieniu tej sprawy, wcale nie pilno ku takiemu finałowi.
Prawdy powinni poszukać ludzie i instytucje niezaangażowane środowiskowo. Ginekolodzy i prof. Rabczyński wprost mówią o nadużyciach kliniki wobec pacjentek i NFZ. To sprawa dla prokuratury.
Najnowsze wiadomości
-
Próby iluminacji wrocławskiego stadionu na Euro [FOTO]
-
Dobre Strony czytania najmłodszym poznacie na Solnym
-
Awangarda elektroniki na festiwalu Avant. Przyjadą gwiazdy
-
Piątek we Wrocławiu. Zobacz miasto na zdjęciach
-
Wypadek na Legnickiej: ciężarówka potrąciła kilkulatka
-
Iran, Tajlandia, Wenezuela w jeden wieczór? To możliwe
-
Pojawiła się szansa na rozejm we wrocławskim MPK
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
ASK okazał się być łaskawym sędzią w swojej spr...
gdsta
04.06.10, 09:07
jeśli któraś z pacjentek poniosła lub mogła ponieść konsekwencje tego dziwnego"interesu" to powinny koniecznie żądać odszkodowań; tylko takie procesy dajaszansę na wyjasnienie procederu;cóż »
Najczęściej czytane24 htydzień




