Badali macice źle lub co najmniej niepotrzebnie

Marzena Kasperska, Tomasz Wysocki
01.06.2010 , aktualizacja: 01.06.2010 08:28
A A A Drukuj
Prof. Jerzy Rabczyński, szef Katedry Patomorfologii wrocławskiej Akademii Medycznej, uważa, że masowe histeroskopowe badania macicy, wykonywane w klinice ginekologicznej przy ul. Dyrekcyjnej, są albo fikcyjne, albo nieprawidłowo przeprowadzone.
W budynku przy ul. Dyrekcyjnej mieściła się klinika ginekologii AM
Fot. Maciej Świerczynski / AG
W budynku przy ul. Dyrekcyjnej mieściła się klinika ginekologii AM
SERWISY
W marcu napisaliśmy o zarzutach trzech wrocławskich lekarzy z Kliniki Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii wobec ich szefa prof. Mariusza Zimmera. Ginekolodzy prof. Jerzy Zalewski, dr hab. Jerzy Heimrath oraz dr Marek Elias twierdzą, że w szpitalu wykonywano masowo inwazyjne badania macicy, często nawet bez wskazań medycznych. Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że faktycznie wrocławska klinika biła na głowę szpitale akademickie i wszystkie pozostałe w Polsce pod względem liczby przeprowadzonych histeroskopii diagnostycznych. W 2007 roku klinika prof. Zimmera zrobiła 994 badania i dostała za nie ok. miliona złotych. W tym samym czasie dziewięć klinik Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu zbadało w ten sposób w sumie 70 kobiet, dwa szpitale kliniczne z Lublina - 14. Na całym Mazowszu w kilkudziesięciu szpitalach histeroskopię przeprowadzono u 1265 pacjentek.

W 2007 roku Akademicki Szpital Kliniczny, któremu klinika prof. Zimmera podlega, miał ogromne problemy finansowe. - Histeroskopie robiliśmy pod presją zamknięcia kliniki i utraty pracy - opowiada lekarz, który pracował wtedy w klinice.

Materiał pobrany podczas badań trafiał do patomorfologów. Oni oceniali, czy błona śluzowa macicy jest prawidłowa i czy u pacjentki nie zaczęła się np. choroba nowotworowa. Ich szef, prof. Rabczyński, ma poważne wątpliwości, czy dostarczany mu materiał pobierano podczas histeroskopii: - Wiele wycinków pochodziło bowiem nie z trzonu macicy, jak powinno, ale kanału szyjki macicy. Ile? Nawet 30-40 procent! Podejrzewam, że pobrano je metodą zwykłego łyżeczkowania. Histeroskopii w ogóle nie było.

Na poparcie swojej tezy profesor ma bardzo mocny argument - w klinice przy ul. Dyrekcyjnej pracuje zespół doświadczonych ginekologów, lekarzy z drugim stopniem specjalizacji i kilkunastoletnim doświadczeniem: - Oni nie mogli się tak pomylić i pobrać wycinki z innych miejsc, niż to później określali w opisie. To przecież abecadło ginekologii - mówi.

Za zabieg łyżeczkowania NFZ płacił ok. 550 zł, czyli dwa razy mniej niż za histeroskopię diagnostyczną (ponad 1000 zł).

Trójka lekarzy, którzy oskarżyli prof. Zimmera o nadużycia, kwestionowała również zasadność tak masowych badań. - Brak wskazań medycznych jest dla każdego lekarza podstawowym przeciwwskazaniem do zrobienia jakiegokolwiek zabiegu lub badania - wyjaśniał nam dr Heimrath.

Także prof. Rabczyński ma zastrzeżenia do celowości przeprowadzonych histeroskopii: - W 99,9 procent materiału nie stwierdziłem niczego niepokojącego. A skoro tak, to po co je zlecono?

Prof. Jerzy Rabczyński po zbadaniu wycinków informował szpital o wynikach i podkreślał, że próbki pobrano niewłaściwie. - W tej sytuacji lekarz powinien przeprosić pacjentkę i powtórzyć histeroskopię. Nigdy jednak nie zlecono mi ponownych badań - opowiada.

Po tym, jak "Gazeta" opisała zarzuty trzech ginekologów, sprawę od stycznia wyjaśniają kontrolerzy ze specjalnej komisji powołanej przez dyrektora Akademickiego Szpitala Klinicznego. Do dzisiaj nie znamy wyników ich pracy. Kontrolę zlecił też prezes NFZ. Zaczęła się niespełna dwa tygodnie temu.

O opinię w sprawie ewentualnych nieprawidłowości wojewoda dwukrotnie prosił konsultanta krajowego w dziedzinie ginekologii prof. Jerzego Radowickiego. - Profesor odpowiedział, że czeka na ustalenia komisji szpitalnej - mówi Edward Kostecki, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Ginekolodzy o możliwych nadużyciach zawiadomili rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej. - Tak poważną sprawę powinna zbadać Naczelna Izba Lekarska, i tam ją przekazaliśmy - mówi Magdalena Furman, rzeczniczka DIL.

Kilkanaście dni temu kontrolę wykorzystania pieniędzy uzyskanych ze świadczeń ginekologicznych rozpoczęła we Wrocławiu Najwyższa Izba Kontroli. Kontrolerzy poprosili NFZ o dane dotyczące histeroskopii.



Co to jest histeroskopia diagnostyczna

To inwazyjne badanie macicy. Lekarz przez pochwę wprowadza endoskop, wypełnia wnętrze macicy płynem lub gazem i ocenia je kamerą. Może pobrać wycinek błony śluzowej. Badanie jest stosowane m.in. przy poronieniach, niepłodności lub polipach w macicy. Trwa kilkanaście minut, robi się je najczęściej w znieczuleniu miejscowym. Pacjentka może szybko wrócić do domu. Powikłania zdarzają się rzadko, choć możliwa jest perforacja ściany macicy lub zakażenia.





Komentuje Marzena Kasperska, Tomasz Wysocki: Prawdy szukać u profesora Rabczyńskiego

Prof. Jerzy Rabczyński mówi jasno: albo nie było części histeroskopii, albo badania wykonali niekompetentni ginekolodzy. Jednocześnie zwraca uwagę na doświadczenie lekarzy z kliniki przy Dyrekcyjnej, tym samym skłaniając się ku pierwszej tezie. To druzgocące oskarżenie. Wskazuje, że działania w szpitalu miały przede wszystkim na celu poprawę jego budżetu.

Prof. Rabczyński twierdzi, że ma niepodważalne dowody: wyniki badań wycinków pobranych od pacjentek. Dziwne, że nikt go jeszcze nie poprosił o udostępnienie tych materiałów. Urzędy, które tak niemrawo wyjaśniają, czy doszło do nadużyć w klinice, powinny natychmiast poszukać odpowiedzi w archiwach prof. Rabczyńskiego.

Chyba że na ustaleniu prawdy im nie zależy.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 26 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów