Badali macice źle lub co najmniej niepotrzebnie
01.06.2010
, aktualizacja: 01.06.2010 08:28
Prof. Jerzy Rabczyński, szef Katedry Patomorfologii wrocławskiej Akademii Medycznej, uważa, że masowe histeroskopowe badania macicy, wykonywane w klinice ginekologicznej przy ul. Dyrekcyjnej, są albo fikcyjne, albo nieprawidłowo przeprowadzone.
ZOBACZ TAKŻE
- Klinika zarabiała duże pieniądze za byle jakie badania (01-12-10, 09:00)
- Wrocławska klinika została ukarana za histeroskopie (04-11-10, 08:00)
- Prokuratura w klinice ginekologii przy Dyrekcyjnej (11-09-10, 10:00)
- Bez poważania o histeroskopiach na Akademii Medycznej (30-06-10, 22:00)
- Wewnętrzny raport korzystny dla kliniki ginekologii (29-06-10, 22:00)
- Rozłam na Akademii Medycznej z powodu histeroskopii (29-06-10, 08:00)
- ASK okazał się być łaskawym sędzią w swojej sprawie (04-06-10, 08:00)
- Środowiskowa zmowa milczenia w sprawie badań macic (02-06-10, 08:00)
- Badania macicy dla pieniędzy (19-03-10, 01:00)
- W sprawie zarzutów lekarzy nikt nie powinien milczeć (10-03-10, 07:00)
- Ginekolodzy z Dyrekcyjnej: nie możemy dłużej milczeć (09-03-10, 09:00)
SERWISY
W marcu napisaliśmy o zarzutach trzech wrocławskich lekarzy z Kliniki Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii wobec ich szefa prof. Mariusza Zimmera. Ginekolodzy prof. Jerzy Zalewski, dr hab. Jerzy Heimrath oraz dr Marek Elias twierdzą, że w szpitalu wykonywano masowo inwazyjne badania macicy, często nawet bez wskazań medycznych. Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że faktycznie wrocławska klinika biła na głowę szpitale akademickie i wszystkie pozostałe w Polsce pod względem liczby przeprowadzonych histeroskopii diagnostycznych. W 2007 roku klinika prof. Zimmera zrobiła 994 badania i dostała za nie ok. miliona złotych. W tym samym czasie dziewięć klinik Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu zbadało w ten sposób w sumie 70 kobiet, dwa szpitale kliniczne z Lublina - 14. Na całym Mazowszu w kilkudziesięciu szpitalach histeroskopię przeprowadzono u 1265 pacjentek.
W 2007 roku Akademicki Szpital Kliniczny, któremu klinika prof. Zimmera podlega, miał ogromne problemy finansowe. - Histeroskopie robiliśmy pod presją zamknięcia kliniki i utraty pracy - opowiada lekarz, który pracował wtedy w klinice.
Materiał pobrany podczas badań trafiał do patomorfologów. Oni oceniali, czy błona śluzowa macicy jest prawidłowa i czy u pacjentki nie zaczęła się np. choroba nowotworowa. Ich szef, prof. Rabczyński, ma poważne wątpliwości, czy dostarczany mu materiał pobierano podczas histeroskopii: - Wiele wycinków pochodziło bowiem nie z trzonu macicy, jak powinno, ale kanału szyjki macicy. Ile? Nawet 30-40 procent! Podejrzewam, że pobrano je metodą zwykłego łyżeczkowania. Histeroskopii w ogóle nie było.
Na poparcie swojej tezy profesor ma bardzo mocny argument - w klinice przy ul. Dyrekcyjnej pracuje zespół doświadczonych ginekologów, lekarzy z drugim stopniem specjalizacji i kilkunastoletnim doświadczeniem: - Oni nie mogli się tak pomylić i pobrać wycinki z innych miejsc, niż to później określali w opisie. To przecież abecadło ginekologii - mówi.
Za zabieg łyżeczkowania NFZ płacił ok. 550 zł, czyli dwa razy mniej niż za histeroskopię diagnostyczną (ponad 1000 zł).
Trójka lekarzy, którzy oskarżyli prof. Zimmera o nadużycia, kwestionowała również zasadność tak masowych badań. - Brak wskazań medycznych jest dla każdego lekarza podstawowym przeciwwskazaniem do zrobienia jakiegokolwiek zabiegu lub badania - wyjaśniał nam dr Heimrath.
Także prof. Rabczyński ma zastrzeżenia do celowości przeprowadzonych histeroskopii: - W 99,9 procent materiału nie stwierdziłem niczego niepokojącego. A skoro tak, to po co je zlecono?
Prof. Jerzy Rabczyński po zbadaniu wycinków informował szpital o wynikach i podkreślał, że próbki pobrano niewłaściwie. - W tej sytuacji lekarz powinien przeprosić pacjentkę i powtórzyć histeroskopię. Nigdy jednak nie zlecono mi ponownych badań - opowiada.
Po tym, jak "Gazeta" opisała zarzuty trzech ginekologów, sprawę od stycznia wyjaśniają kontrolerzy ze specjalnej komisji powołanej przez dyrektora Akademickiego Szpitala Klinicznego. Do dzisiaj nie znamy wyników ich pracy. Kontrolę zlecił też prezes NFZ. Zaczęła się niespełna dwa tygodnie temu.
O opinię w sprawie ewentualnych nieprawidłowości wojewoda dwukrotnie prosił konsultanta krajowego w dziedzinie ginekologii prof. Jerzego Radowickiego. - Profesor odpowiedział, że czeka na ustalenia komisji szpitalnej - mówi Edward Kostecki, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Ginekolodzy o możliwych nadużyciach zawiadomili rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej. - Tak poważną sprawę powinna zbadać Naczelna Izba Lekarska, i tam ją przekazaliśmy - mówi Magdalena Furman, rzeczniczka DIL.
Kilkanaście dni temu kontrolę wykorzystania pieniędzy uzyskanych ze świadczeń ginekologicznych rozpoczęła we Wrocławiu Najwyższa Izba Kontroli. Kontrolerzy poprosili NFZ o dane dotyczące histeroskopii.
Co to jest histeroskopia diagnostyczna
To inwazyjne badanie macicy. Lekarz przez pochwę wprowadza endoskop, wypełnia wnętrze macicy płynem lub gazem i ocenia je kamerą. Może pobrać wycinek błony śluzowej. Badanie jest stosowane m.in. przy poronieniach, niepłodności lub polipach w macicy. Trwa kilkanaście minut, robi się je najczęściej w znieczuleniu miejscowym. Pacjentka może szybko wrócić do domu. Powikłania zdarzają się rzadko, choć możliwa jest perforacja ściany macicy lub zakażenia.
Komentuje Marzena Kasperska, Tomasz Wysocki: Prawdy szukać u profesora Rabczyńskiego
Prof. Jerzy Rabczyński mówi jasno: albo nie było części histeroskopii, albo badania wykonali niekompetentni ginekolodzy. Jednocześnie zwraca uwagę na doświadczenie lekarzy z kliniki przy Dyrekcyjnej, tym samym skłaniając się ku pierwszej tezie. To druzgocące oskarżenie. Wskazuje, że działania w szpitalu miały przede wszystkim na celu poprawę jego budżetu.
Prof. Rabczyński twierdzi, że ma niepodważalne dowody: wyniki badań wycinków pobranych od pacjentek. Dziwne, że nikt go jeszcze nie poprosił o udostępnienie tych materiałów. Urzędy, które tak niemrawo wyjaśniają, czy doszło do nadużyć w klinice, powinny natychmiast poszukać odpowiedzi w archiwach prof. Rabczyńskiego.
Chyba że na ustaleniu prawdy im nie zależy.
W 2007 roku Akademicki Szpital Kliniczny, któremu klinika prof. Zimmera podlega, miał ogromne problemy finansowe. - Histeroskopie robiliśmy pod presją zamknięcia kliniki i utraty pracy - opowiada lekarz, który pracował wtedy w klinice.
Materiał pobrany podczas badań trafiał do patomorfologów. Oni oceniali, czy błona śluzowa macicy jest prawidłowa i czy u pacjentki nie zaczęła się np. choroba nowotworowa. Ich szef, prof. Rabczyński, ma poważne wątpliwości, czy dostarczany mu materiał pobierano podczas histeroskopii: - Wiele wycinków pochodziło bowiem nie z trzonu macicy, jak powinno, ale kanału szyjki macicy. Ile? Nawet 30-40 procent! Podejrzewam, że pobrano je metodą zwykłego łyżeczkowania. Histeroskopii w ogóle nie było.
Na poparcie swojej tezy profesor ma bardzo mocny argument - w klinice przy ul. Dyrekcyjnej pracuje zespół doświadczonych ginekologów, lekarzy z drugim stopniem specjalizacji i kilkunastoletnim doświadczeniem: - Oni nie mogli się tak pomylić i pobrać wycinki z innych miejsc, niż to później określali w opisie. To przecież abecadło ginekologii - mówi.
Za zabieg łyżeczkowania NFZ płacił ok. 550 zł, czyli dwa razy mniej niż za histeroskopię diagnostyczną (ponad 1000 zł).
Trójka lekarzy, którzy oskarżyli prof. Zimmera o nadużycia, kwestionowała również zasadność tak masowych badań. - Brak wskazań medycznych jest dla każdego lekarza podstawowym przeciwwskazaniem do zrobienia jakiegokolwiek zabiegu lub badania - wyjaśniał nam dr Heimrath.
Także prof. Rabczyński ma zastrzeżenia do celowości przeprowadzonych histeroskopii: - W 99,9 procent materiału nie stwierdziłem niczego niepokojącego. A skoro tak, to po co je zlecono?
Prof. Jerzy Rabczyński po zbadaniu wycinków informował szpital o wynikach i podkreślał, że próbki pobrano niewłaściwie. - W tej sytuacji lekarz powinien przeprosić pacjentkę i powtórzyć histeroskopię. Nigdy jednak nie zlecono mi ponownych badań - opowiada.
Po tym, jak "Gazeta" opisała zarzuty trzech ginekologów, sprawę od stycznia wyjaśniają kontrolerzy ze specjalnej komisji powołanej przez dyrektora Akademickiego Szpitala Klinicznego. Do dzisiaj nie znamy wyników ich pracy. Kontrolę zlecił też prezes NFZ. Zaczęła się niespełna dwa tygodnie temu.
O opinię w sprawie ewentualnych nieprawidłowości wojewoda dwukrotnie prosił konsultanta krajowego w dziedzinie ginekologii prof. Jerzego Radowickiego. - Profesor odpowiedział, że czeka na ustalenia komisji szpitalnej - mówi Edward Kostecki, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Ginekolodzy o możliwych nadużyciach zawiadomili rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Dolnośląskiej Izbie Lekarskiej. - Tak poważną sprawę powinna zbadać Naczelna Izba Lekarska, i tam ją przekazaliśmy - mówi Magdalena Furman, rzeczniczka DIL.
Kilkanaście dni temu kontrolę wykorzystania pieniędzy uzyskanych ze świadczeń ginekologicznych rozpoczęła we Wrocławiu Najwyższa Izba Kontroli. Kontrolerzy poprosili NFZ o dane dotyczące histeroskopii.
Co to jest histeroskopia diagnostyczna
To inwazyjne badanie macicy. Lekarz przez pochwę wprowadza endoskop, wypełnia wnętrze macicy płynem lub gazem i ocenia je kamerą. Może pobrać wycinek błony śluzowej. Badanie jest stosowane m.in. przy poronieniach, niepłodności lub polipach w macicy. Trwa kilkanaście minut, robi się je najczęściej w znieczuleniu miejscowym. Pacjentka może szybko wrócić do domu. Powikłania zdarzają się rzadko, choć możliwa jest perforacja ściany macicy lub zakażenia.
Komentuje Marzena Kasperska, Tomasz Wysocki: Prawdy szukać u profesora Rabczyńskiego
Prof. Jerzy Rabczyński mówi jasno: albo nie było części histeroskopii, albo badania wykonali niekompetentni ginekolodzy. Jednocześnie zwraca uwagę na doświadczenie lekarzy z kliniki przy Dyrekcyjnej, tym samym skłaniając się ku pierwszej tezie. To druzgocące oskarżenie. Wskazuje, że działania w szpitalu miały przede wszystkim na celu poprawę jego budżetu.
Prof. Rabczyński twierdzi, że ma niepodważalne dowody: wyniki badań wycinków pobranych od pacjentek. Dziwne, że nikt go jeszcze nie poprosił o udostępnienie tych materiałów. Urzędy, które tak niemrawo wyjaśniają, czy doszło do nadużyć w klinice, powinny natychmiast poszukać odpowiedzi w archiwach prof. Rabczyńskiego.
Chyba że na ustaleniu prawdy im nie zależy.
Najnowsze wiadomości
-
Próby iluminacji wrocławskiego stadionu na Euro [FOTO]
-
Dobre Strony czytania najmłodszym poznacie na Solnym
-
Awangarda elektroniki na festiwalu Avant. Przyjadą gwiazdy
-
Piątek we Wrocławiu. Zobacz miasto na zdjęciach
-
Wypadek na Legnickiej: ciężarówka potrąciła kilkulatka
-
Iran, Tajlandia, Wenezuela w jeden wieczór? To możliwe
-
Pojawiła się szansa na rozejm we wrocławskim MPK
- 26 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
-
Re: Badali macice źle lub co najmniej niepotrzebn
45rtg
01.06.10, 11:29
Poczytaj sobie, dziuńka, o syndromie sztokholmskim. I pomyśl nad sobą.»
-
Badali macice źle lub co najmniej niepotrzebnie
takale
01.06.10, 17:08
Już wiem, o co chodzi, oni nie badają kobiet, ale właśnie macice. Bo gdybyktórykolwiek z nich sobie uświadomił, że taka macica jest częścią człowieka,który zgłosił się do nich, bo cierpi, to»
-
Na stronie AM jest sprawozdanie Komisji!
kluska11
10.06.10, 22:02
Tego nie pisal czasem przedszkolak?Tak tylko pytam.»
Najczęściej czytane24 htydzień




