Powódź 2010: można było zapobiec zalaniu Kozanowa

Jacek Harłukowicz
31.05.2010 , aktualizacja: 30.05.2010 17:58
A A A Drukuj
Kozanów, 22 maja Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta Kozanów, 22 maja
Dlaczego nie powstał wał na Kozanowie? Nie dlatego, że urzędnicy zwlekali z jego budową bądź łudzili się, że po 1997 roku wielka woda nie nadejdzie. Inwestycję od lat sabotują właściciele terenów, przez które wał ma przebiegać: działkowcy i jeden z mieszkańców osiedla
Kozanów, 22 maja
Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Kozanów, 22 maja
Kozanowski nieistniejący wał od tygodnia jest głównym tematem rozmów mieszkańców Wrocławia i władz miejskich. Bo - powiedzmy sobie szczerze - gdyby został zbudowany, nikt nie mógłby mówić, że powódź znów nawiedziła Wrocław. A tak zdjęcia z wlewającej się na osiedle wody obiegły cały kraj, rodząc mit, że oto - podobnie jak w 1997 roku - stolica Dolnego Śląska przegrała walkę z żywiołem.

Od razu pojawiły się też komentarze, że kolejne (ale przede wszystkim obecne) władze miasta nie zrobiły nic, by uniknąć powtórki sprzed 13 lat i mieszkańców najsłynniejszego wrocławskiego osiedla zostawiły samym sobie. Ekipę Rafała Dutkiewicza oskarżono wręcz, że zamiast wznosić wał, pozwoliła na wybudowanie na Kozanowie kolejnych bloków.

Jak nieprawdziwy to osąd świadczą historie owych bloków i wału. Bo decyzję o budowie kolejnych budynków przy ul. Ignuta podjęto jeszcze przed wielką powodzią (w 1996 r.), a pozwolenia na budowę wydał poprzednik obecnego prezydenta.

Podobnie rzecz ma się z wałem. Już w 2001 roku jego budowę uznano za priorytetową. Sęk w tym, że w znacznej mierze przechodzić musi przez ogródki działkowe. Jaki mają do niego stosunek działkowcy, okazało się w ubiegłym tygodniu podczas konferencji prezesa Okręgowego Zarządu Polskiego Związku Działkowców Janusza Moszkowskiego. Zakomunikował on, że działkowcy budowie się nie sprzeciwiają, a miasto budowę może rozpocząć nawet jutro. Jest tylko jeden warunek - najpierw władze Wrocławia powinny wysupłać z kieszeni 3,5 mln zł tytułem odszkodowania za należące do działkowców mienie. Nie wiem, na jakiej podstawie prezes wyliczył tę kwotę, bo zdaje się, że akurat na kozanowskich działkach owo mienie... poszło z wodą.

Jeszcze dobitniej stosunek działkowców do wału wyartykułowała w przesłanym do "Gazety" liście działkowiczka z ogrodu Przodownik: "Uprawiającym marchewkę i kalarepę należy się za mienie na działkach godziwy pieniądz jak psu zupa. Będą pieniądze, działki oddamy".

Kolejnym hamulcowym budowy wału jest Michał T., mieszkaniec Kozanowa, właściciel 1,2 hektara wśród osiedlowych ogródków działkowych. Należąca do niego ziemia jest rolna, ale właściciel najwyraźniej nie jest zapalonym rolnikiem, bo śladów jej użytkowania nie widać. Od lat za to spiera się z miastem kwestionując lokalizację wału. Bo według koncepcji przyjętej przez władze Wrocławia przechodzić ma on skrajem działki Michała T., większą jej część pozostawiając niezabezpieczoną przed ewentualnym zalaniem.

W czasie negocjacji Michałowi T. przedstawiono propozycję zamiany posiadanej przez niego ziemi na inną. Dostał do wyboru 312 działek. Nie zgodził się. Swojej ziemi nie chciał również sprzedać. Za to przez ostatnich siedem lat, śląc protesty, skargi i odwołania, ponad 20 razy blokował budowę wału!

Wczoraj zapytałem go wprost, czy nie czuje się winny temu, że tydzień temu woda znów zalała część Kozanowa. Zamiast odpowiedzi usłyszałem elaborat o pogłębianiu koryta rzeki, szukaniu kozła ofiarnego i kategoryczne stwierdzenie, iż to czy wał na Kozanowie jest nie ma najmniejszego znaczenia, bo osiedle i tak byłoby zalane.

Michał T. nie jest fachowcem od budowy wałów i ochrony przeciwpowodziowej. Nie są nimi działkowcy. I ja też nie. Takim fachowcem jest natomiast inżynier miasta Wojciech Kaczkowski, upierający się, że gdyby wał powstał, Kozanów nie zostałby tydzień temu zalany. I ja mu wierzę.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 160 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    77 głosów