Głupi Polak po wodzie: jak tracić czas i pieniądze
29.05.2010
, aktualizacja: 28.05.2010 20:20
Kanał Odry na Bartoszowicach jest częścią stuletniego Wrocławskiego Węzła Wodnego, dziś o 20 proc. mniej przepustowego niż przed wojną
W sprawie zabezpieczeń przeciwpowodziowych na całej linii zawiniło i państwo, i samorząd. Inwestycje mają wieloletnie opóźnienia, a niektóre z nich trzeba przygotować od nowa .
ZOBACZ TAKŻE
- Politycy wszystkich opcji, stwórzcie lobby powodziowe! (07-06-10, 07:00)
- Byli urzędnicy oskarżeni w sprawie Programu dla Odry (12-01-11, 08:00)
- Wrocław: Będzie wał przeciwpowodziowy na Kozanowie (28-12-10, 13:53)
- Za cztery lata Wrocław ma mieć ochronę przed powodzią (19-06-10, 09:00)
- Na walkę z powodzią potrzebne są aż cztery miliardy (18-06-10, 08:00)
- Wojewoda: Niech wody w Polsce mają jednego gospodarza (05-06-10, 08:00)
- Powódź 2010: można było zapobiec zalaniu Kozanowa (31-05-10, 08:00)
- Jak walczyć o swoje - ekonomia polityczna powodzi (30-05-10, 17:36)
- Działkowcy: Najpierw nas spłaćcie, potem budujcie wał (27-05-10, 20:06)
- Kozanów: projekt wałów jest gotowy, ale działkowcy... (23-05-10, 20:22)
- Działajmy, zanim politycy znów nie zapomną o powodzi (21-05-10, 16:39)
- Powódź idzie, a program dla Odry tylko na papierze (19-05-10, 08:00)
SERWISY
W tym roku możemy mówić o dużym szczęściu. Bilans strat w mieście w porównaniu do 1997 roku jest minimalny. Najbardziej spektakularnym wydarzeniem powodziowym było przerwanie wału na Kozanowie, gdzie woda zalała trzy mieszkania i trzy lokale użytkowe. Ale nawet i to nie musiałoby się wydarzyć, gdyby powstał tam planowany od 2001 roku wał przeciwpowodziowy. Nie powstał, bo działkowcy, notabene mieszkańcy tego osiedla, stanęli okoniem wobec miasta i jego planów. Prawo do uprawiania ogródka przez kilkuset działkowców wzięło górę nad bezpieczeństwem tysięcy mieszkańców.
Oblany egzamin z bezpieczeństwa
Nie wyciągnęliśmy żadnej nauki z powodzi 1997 w roku. Od tego czasu nie powstała żadna nowa inwestycja przeciwpowodziowa dla Wrocławia. Wtedy na wyobraźnię polityków usypiająco podziałała statystyka. Teoretycznie bowiem do tzw. powodzi tysiąclecia nie powinno dojść. W 1998 roku naukowcy wyliczyli, że tak wielka woda we Wrocławiu ma prawo pojawić się raz na 10 tys. lat. Ostrzegali jednak, że w związku z dynamicznymi procesami klimatycznymi nie jesteśmy w stanie w ogóle przewidzieć, kiedy trzeba będzie zmierzyć ponownie się z tak dużą falą.
Zagrożenie dla Wrocławia jest ogromne, bo miasto ma jeden z najbardziej skomplikowanych układów wodnych w całej Europie. Już w latach 70. środowiska akademickie postulowały o modernizację Wrocławskiego Węzła Wodnego, który został przebudowany przez Niemców po wielkiej powodzi z 1903 roku. Dzisiaj, mimo częściowej modernizacji, jego przepustowość jest o 20 proc. mniejsza niż w latach 20. ubiegłego wieku. W tym roku możemy mówić o wielkim szczęściu. Fala, która przeszła przez miasto, była taka, że Wrocławski Węzeł Wodny przez kilka dni niemal trzeszczał pod naporem wody.
Inwestycje przeciwpowodziowe wymagają wielu lat i ogromnych nakładów finansowych, liczonych w miliardach złotych. To doskonały test skuteczności państwa i samorządów, które powinny brać odpowiedzialność za bezpieczeństwo mieszkańców i realizować długofalowy program przeciwpowodziowy. Ostatnie 13 lat pokazało, że ten egzamin oblali wszyscy.
Po 1997 roku zaczęto opracowywać Program dla Odry, który miał chronić przed powodzią osiem województw. Program został uchwalony co prawda w 2001 roku, ale na kolejny rok Sejm nie uchwalił dla niego budżetu. Dlatego pieniądze zaczęły płynąć dopiero w 2003 roku.
Program zakładał realizację do 2016 roku inwestycji przeciwpowodziowych za ok. 10 mld zł. Do tej pory wydaliśmy ok. 30 proc. z tej sumy i to głównie na niewielkie inwestycje - odbudowę wałów i jazów. Przez ostatnie dziewięć lat nie udało się rozpocząć żadnej dużej inwestycji. Rząd chwali się, że w ramach Programu oddane zostały dwa duże zbiorniki retencyjne, chroniące Kotlinę Kłodzką - Topola i Kozielno. Ale to nadużycie, mające więcej wspólnego z kreatywną księgowością niż faktami. Oba zbiorniki zaczęto bowiem budować jeszcze w latach 80., a zakończono w 2002.
Nie ruszyły dwie najważniejsze inwestycje dla Wrocławia - modernizacja Wrocławskiego Węzła Wodnego oraz budowa zbiornika Racibórz na Śląsku. Pierwsza ma siedem lat opóźnienia, druga - cztery.
Rozmywanie odpowiedzialności
Założeniem Programu dla Odry jest, by większość środków na realizację inwestycji pochodziła ze źródeł zewnętrznych - kredytu Banku Światowego i funduszy unijnych. To, jak nie potrafiliśmy ich wykorzystać, pokazuje raport Najwyższej Izby Kontroli. Kontrolerzy ustalili, że w latach 2007-2008 na kluczowe dla Wrocławia inwestycje poszło 0,7 proc. budżetu na kwotę 505 mln euro. Z wartego 2 mld euro Funduszu Spójności wydaliśmy natomiast ledwie kilkadziesiąt milionów złotych.
Ponieważ straty, jakie wyrządziła powódź z 1997 roku we Wrocławiu, były ogromne, postanowiono, że pełnomocnikiem rządu ds. Programu będzie wojewoda dolnośląski. Miało to gwarantować przyspieszenie budowy inwestycji przeciwpowodziowych dla Wrocławia i całego województwa. Szansa ta została zupełnie zmarnowana.
Dyrektorzy biur Programu w ciągu ostatnich ośmiu lat zmieniali się czterokrotnie, za każdym razem gdy inna partia dochodziła do władzy. Za czasów PiS biuro Programu było tak niewydolne, że ówczesny wojewoda Krzysztof Grzelczyk z desperacją zabiegał o jego przeniesienie do Warszawy. Przez ostatnich kilka lat zadania przeciwpowodziowe trafiały do kolejnych instytucji i resortów. W efekcie powstał chaos kompetencyjny, przez który dzisiaj trudno określić, kto tak naprawdę odpowiada za ochronę przeciwpowodziową Wrocławia.
Zadania są podzielone między wojewodę, ministerstwa: Ochrony Środowiska, Spraw Wewnętrznych i Administracji, Rozwoju Regionalnego, a także Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, Dolnośląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych oraz Biuro Koordynacji Projektu Ochrony Przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry.
Działacze płyną z prądem
Największe nadzieje pokładano w powstałym w 2005 roku Krajowym Zarządzie Gospodarki Wodnej. Osoba prezesa KZGW w randze wiceministra ochrony środowiska miała gwarantować sprawny nadzór nad inwestycjami przeciwpowodziowymi i zapewniać ich finansowanie. Te nadzieje okazały się jednak płonne. W 2007 roku ówczesny prezes Mariusz Gajda zapowiadał, że w 2013 roku Kotlina Kłodzka doczeka się ochrony przeciwpowodziowej. Rok później nie było nawet planów tej inwestycji, zresztą jak samego Gajdy w KZGW. Dodatkowo ówczesny minister środowiska skreślił z list inwestycji duży zbiornik w Kamieńcu Ząbkowickim. Inwestycja miała wkrótce ruszyć, z terenu pod budowę zbiornika wysiedlono nawet całą wieś. Ale minister Jan Szyszko uznał, że zbiornik jest niepotrzebny i zaproponował stworzenie tam rezerwatu ptactwa. Wydano 18 mln zł na dokumentację zbiornika, która się zdezaktualizowała.
W ubiegłym roku prezesem KZGW został Leszek Karwowski, członek wrocławskiej Platformy Obywatelskiej. Wcześniej był w zarządzie wrocławskiego lotniska. Z funkcji tej zrezygnował, gdy zarzucono mu, że nie radzi sobie z budową nowego terminalu, kluczowego dla Euro 2012 we Wrocławiu. Karwowski, z wykształcenia geolog, nie miał do tej pory większego doświadczenia w gospodarce wodnej. Ostatnie 20 lat jego kariery zawodowej jest niemal w całości związane ze spółkami miejskimi. Od 1991 roku pracował kolejno w MPWiK, WPO, TBS i na lotnisku. Wszędzie odpowiadał za marketing i zarządzanie.
Tymczasem KZGW czekają w najbliższym czasie niezwykle ważne zadania. Do dzisiaj nie opracowano jednej spójnej strategii wodnej dla całego kraju. Nadal nie jest gotowa ocena ryzyka powodziowego, a tego dokumentu będzie od nas wymagać w przyszłym roku Unia Europejska. KZGW ma też problemy z obsadą kluczowych stanowisk w tej instytucji. Od ponad dwóch lat nie ma tam dyrektora generalnego, a od pół roku brakuje dyrektorów w trzech z dziewięciu oddziałów regionalnych.
Powoływanie działaczy partyjnych na ważne stanowiska w instytucjach rządowych odpowiedzialnych za ochronę przed powodzią nie jest tylko specjalnością Platformy Obywatelskiej. Do marca 2008 roku szefem Biura Koordynacji Projektu Ochrony Przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry był Zbigniew Hajłasz z Prawa i Sprawiedliwości. NIK negatywnie określił ten okres działalności w swoim ostatnim raporcie. Stwierdził, że na modernizację Wrocławskiego Węzła Wodnego nie wydano ani złotówki z 250 mln euro. To dowód na to, z jakim lekceważeniem partie polityczne traktują ochronę przeciwpowodziową, umieszczając w tych instytucjach osoby, które nie mają o niej żadnego pojęcia.
Miliony utopione w nieaktualnych projektach
Szeroki wachlarz instytucji i ministerstw, które zajmują się ochroną przeciwpowodziową, sprawia, że kontrola nad przebiegiem inwestycji jest słaba. Nikt nikogo nie rozlicza ze zmarnowanego czasu i pieniędzy. Cztery dokumentacje dla Wrocławskiego Węzła Wodnego miały od roku do trzech lat opóźnień. Wydano na nie w latach 2005-2009 ok. 15 mln zł. Za te pieniądze zostały sporządzone projekty budowlane i wykonawcze, które dzisiaj mają już głównie wartość historyczną. Ich wykonanie zlecał wrocławski Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej. Instytucja ta bardzo pobłażliwie podchodziła do próśb wykonawców, którzy zwracali się o wydłużenie kolejnych terminów. W niektórych umowach podpisano nawet dziewięć aneksów, zmieniających kolejne daty ostatecznego oddania projektów. Mimo wydanych pozwoleń na budowę inwestycje te do dzisiaj nie ruszyły. Ryszard Kosierb, ówczesny dyrektor RZWG, nie ma sobie jednak nic do zarzucenia. Twierdzi, że pracowano wówczas tak, jak na to pozwalały warunki. Nie umiał jednak odpowiedzieć na pytanie, dlaczego RZGW nie zwróciło się do wykonawców o aktualizację projektów.
W trakcie ich przygotowania rząd stwierdził, że nie ma pieniędzy na budowę inwestycji. Dlatego w 2007 roku podpisano umowę na kredyt z Bankiem Światowym. Ten nakazał powołanie nowych konsultantów, którzy mają dokumentację zrobić od nowa. Koszt konsultacji: 8,2 mln euro.
Nie wiadomo natomiast, ile będzie kosztować sporządzenie tzw. studium wykonalności dla ochrony przeciwpowodziowej Wrocławia. Pracę, która została zakończona w 2004 roku, trzeba dzisiaj też zacząć od nowa, bo stara jest nieaktualna.
Zimny prysznic dla władz Wrocławia
to tegoroczna fala kulminacyjna na Odrze. Na razie nie wiadomo, czy prezydent dobrze dowodził akcją powodziową na Kozanowie. Pokaże to dopiero raport przygotowywany przez wojewodę. Pewne natomiast jest, że do tej pory miasto nie prowadziło żadnego skutecznego nacisku w rządzie, by inwestycje chroniące Wrocław przed powodzią powstawały szybciej. Uznano, że to zadanie w całości należy do administracji centralnej i zupełnie pokpiono sprawę. Tymczasem Opole, zabiegając silnie o przyspieszenie inwestycji, doczekało się skutecznej ochrony powodziowej już sześć lat temu. Dlaczego my więc nie potrafimy?
Miasto do dzisiaj nie zbudowało żadnego skutecznego systemu informowania mieszkańców o zagrożeniu przeciwpowodziowym. W sobotę serwer miejski był zatkany, kierowano z niego na inną stronę, ale by ją obejrzeć, trzeba było najpierw mieć to szczęście, by trafić na główną - tę zatkaną. Zresztą brakowało tam informacji, które byłyby czytelne dla mieszkańców. Bo co komu mówi stan Odry na wskaźniku w Trestnie sprzed dwóch godzin?
Kłodzko, które poniosło gigantyczne straty w powodzi z 1998 roku, postanowiło zadbać o poczucie bezpieczeństwa mieszkańców. Powiat wraz z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska zainwestował 2,5 mln zł w system osłony przeciwpowodziowej. Od sześciu lat każdy z mieszkańców może w komputerze obejrzeć stan wody na 21 wodowskazach i dowiedzieć się, ile zostało jeszcze miejsca w korycie do przelania wału. Informacje na stronie odświeżane są co 15 minut. We Wrocławiu w ubiegłą sobotę mieszkańcy, którzy szukali w magistracie najnowszych informacji, skazani byli jedynie na wypowiedzi telewizyjne Rafała Dutkiewicza.
Politycy o zabezpieczeniach powodziowych mówią dopiero wtedy, gdy ta już nastąpi. Kraj obiegają obrazki dzielnie walczących ludzi, układających dzień i noc worki z piaskiem. Szerokim strumieniem zaczynają płynąć pieniądze budżetowe na pokrycie strat, a politycy licytują się na kwoty, które mają zostać przyznane powodzianom.
Ostatnie rządowe deklaracje o zwiększeniu środków na inwestycje przeciwpowodziowe dają nadzieję, że wreszcie coś się zmieni.
Oblany egzamin z bezpieczeństwa
Nie wyciągnęliśmy żadnej nauki z powodzi 1997 w roku. Od tego czasu nie powstała żadna nowa inwestycja przeciwpowodziowa dla Wrocławia. Wtedy na wyobraźnię polityków usypiająco podziałała statystyka. Teoretycznie bowiem do tzw. powodzi tysiąclecia nie powinno dojść. W 1998 roku naukowcy wyliczyli, że tak wielka woda we Wrocławiu ma prawo pojawić się raz na 10 tys. lat. Ostrzegali jednak, że w związku z dynamicznymi procesami klimatycznymi nie jesteśmy w stanie w ogóle przewidzieć, kiedy trzeba będzie zmierzyć ponownie się z tak dużą falą.
Zagrożenie dla Wrocławia jest ogromne, bo miasto ma jeden z najbardziej skomplikowanych układów wodnych w całej Europie. Już w latach 70. środowiska akademickie postulowały o modernizację Wrocławskiego Węzła Wodnego, który został przebudowany przez Niemców po wielkiej powodzi z 1903 roku. Dzisiaj, mimo częściowej modernizacji, jego przepustowość jest o 20 proc. mniejsza niż w latach 20. ubiegłego wieku. W tym roku możemy mówić o wielkim szczęściu. Fala, która przeszła przez miasto, była taka, że Wrocławski Węzeł Wodny przez kilka dni niemal trzeszczał pod naporem wody.
Inwestycje przeciwpowodziowe wymagają wielu lat i ogromnych nakładów finansowych, liczonych w miliardach złotych. To doskonały test skuteczności państwa i samorządów, które powinny brać odpowiedzialność za bezpieczeństwo mieszkańców i realizować długofalowy program przeciwpowodziowy. Ostatnie 13 lat pokazało, że ten egzamin oblali wszyscy.
Po 1997 roku zaczęto opracowywać Program dla Odry, który miał chronić przed powodzią osiem województw. Program został uchwalony co prawda w 2001 roku, ale na kolejny rok Sejm nie uchwalił dla niego budżetu. Dlatego pieniądze zaczęły płynąć dopiero w 2003 roku.
Program zakładał realizację do 2016 roku inwestycji przeciwpowodziowych za ok. 10 mld zł. Do tej pory wydaliśmy ok. 30 proc. z tej sumy i to głównie na niewielkie inwestycje - odbudowę wałów i jazów. Przez ostatnie dziewięć lat nie udało się rozpocząć żadnej dużej inwestycji. Rząd chwali się, że w ramach Programu oddane zostały dwa duże zbiorniki retencyjne, chroniące Kotlinę Kłodzką - Topola i Kozielno. Ale to nadużycie, mające więcej wspólnego z kreatywną księgowością niż faktami. Oba zbiorniki zaczęto bowiem budować jeszcze w latach 80., a zakończono w 2002.
Nie ruszyły dwie najważniejsze inwestycje dla Wrocławia - modernizacja Wrocławskiego Węzła Wodnego oraz budowa zbiornika Racibórz na Śląsku. Pierwsza ma siedem lat opóźnienia, druga - cztery.
Rozmywanie odpowiedzialności
Założeniem Programu dla Odry jest, by większość środków na realizację inwestycji pochodziła ze źródeł zewnętrznych - kredytu Banku Światowego i funduszy unijnych. To, jak nie potrafiliśmy ich wykorzystać, pokazuje raport Najwyższej Izby Kontroli. Kontrolerzy ustalili, że w latach 2007-2008 na kluczowe dla Wrocławia inwestycje poszło 0,7 proc. budżetu na kwotę 505 mln euro. Z wartego 2 mld euro Funduszu Spójności wydaliśmy natomiast ledwie kilkadziesiąt milionów złotych.
Ponieważ straty, jakie wyrządziła powódź z 1997 roku we Wrocławiu, były ogromne, postanowiono, że pełnomocnikiem rządu ds. Programu będzie wojewoda dolnośląski. Miało to gwarantować przyspieszenie budowy inwestycji przeciwpowodziowych dla Wrocławia i całego województwa. Szansa ta została zupełnie zmarnowana.
Dyrektorzy biur Programu w ciągu ostatnich ośmiu lat zmieniali się czterokrotnie, za każdym razem gdy inna partia dochodziła do władzy. Za czasów PiS biuro Programu było tak niewydolne, że ówczesny wojewoda Krzysztof Grzelczyk z desperacją zabiegał o jego przeniesienie do Warszawy. Przez ostatnich kilka lat zadania przeciwpowodziowe trafiały do kolejnych instytucji i resortów. W efekcie powstał chaos kompetencyjny, przez który dzisiaj trudno określić, kto tak naprawdę odpowiada za ochronę przeciwpowodziową Wrocławia.
Zadania są podzielone między wojewodę, ministerstwa: Ochrony Środowiska, Spraw Wewnętrznych i Administracji, Rozwoju Regionalnego, a także Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, Dolnośląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych oraz Biuro Koordynacji Projektu Ochrony Przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry.
Działacze płyną z prądem
Największe nadzieje pokładano w powstałym w 2005 roku Krajowym Zarządzie Gospodarki Wodnej. Osoba prezesa KZGW w randze wiceministra ochrony środowiska miała gwarantować sprawny nadzór nad inwestycjami przeciwpowodziowymi i zapewniać ich finansowanie. Te nadzieje okazały się jednak płonne. W 2007 roku ówczesny prezes Mariusz Gajda zapowiadał, że w 2013 roku Kotlina Kłodzka doczeka się ochrony przeciwpowodziowej. Rok później nie było nawet planów tej inwestycji, zresztą jak samego Gajdy w KZGW. Dodatkowo ówczesny minister środowiska skreślił z list inwestycji duży zbiornik w Kamieńcu Ząbkowickim. Inwestycja miała wkrótce ruszyć, z terenu pod budowę zbiornika wysiedlono nawet całą wieś. Ale minister Jan Szyszko uznał, że zbiornik jest niepotrzebny i zaproponował stworzenie tam rezerwatu ptactwa. Wydano 18 mln zł na dokumentację zbiornika, która się zdezaktualizowała.
W ubiegłym roku prezesem KZGW został Leszek Karwowski, członek wrocławskiej Platformy Obywatelskiej. Wcześniej był w zarządzie wrocławskiego lotniska. Z funkcji tej zrezygnował, gdy zarzucono mu, że nie radzi sobie z budową nowego terminalu, kluczowego dla Euro 2012 we Wrocławiu. Karwowski, z wykształcenia geolog, nie miał do tej pory większego doświadczenia w gospodarce wodnej. Ostatnie 20 lat jego kariery zawodowej jest niemal w całości związane ze spółkami miejskimi. Od 1991 roku pracował kolejno w MPWiK, WPO, TBS i na lotnisku. Wszędzie odpowiadał za marketing i zarządzanie.
Tymczasem KZGW czekają w najbliższym czasie niezwykle ważne zadania. Do dzisiaj nie opracowano jednej spójnej strategii wodnej dla całego kraju. Nadal nie jest gotowa ocena ryzyka powodziowego, a tego dokumentu będzie od nas wymagać w przyszłym roku Unia Europejska. KZGW ma też problemy z obsadą kluczowych stanowisk w tej instytucji. Od ponad dwóch lat nie ma tam dyrektora generalnego, a od pół roku brakuje dyrektorów w trzech z dziewięciu oddziałów regionalnych.
Powoływanie działaczy partyjnych na ważne stanowiska w instytucjach rządowych odpowiedzialnych za ochronę przed powodzią nie jest tylko specjalnością Platformy Obywatelskiej. Do marca 2008 roku szefem Biura Koordynacji Projektu Ochrony Przeciwpowodziowej w dorzeczu Odry był Zbigniew Hajłasz z Prawa i Sprawiedliwości. NIK negatywnie określił ten okres działalności w swoim ostatnim raporcie. Stwierdził, że na modernizację Wrocławskiego Węzła Wodnego nie wydano ani złotówki z 250 mln euro. To dowód na to, z jakim lekceważeniem partie polityczne traktują ochronę przeciwpowodziową, umieszczając w tych instytucjach osoby, które nie mają o niej żadnego pojęcia.
Miliony utopione w nieaktualnych projektach
Szeroki wachlarz instytucji i ministerstw, które zajmują się ochroną przeciwpowodziową, sprawia, że kontrola nad przebiegiem inwestycji jest słaba. Nikt nikogo nie rozlicza ze zmarnowanego czasu i pieniędzy. Cztery dokumentacje dla Wrocławskiego Węzła Wodnego miały od roku do trzech lat opóźnień. Wydano na nie w latach 2005-2009 ok. 15 mln zł. Za te pieniądze zostały sporządzone projekty budowlane i wykonawcze, które dzisiaj mają już głównie wartość historyczną. Ich wykonanie zlecał wrocławski Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej. Instytucja ta bardzo pobłażliwie podchodziła do próśb wykonawców, którzy zwracali się o wydłużenie kolejnych terminów. W niektórych umowach podpisano nawet dziewięć aneksów, zmieniających kolejne daty ostatecznego oddania projektów. Mimo wydanych pozwoleń na budowę inwestycje te do dzisiaj nie ruszyły. Ryszard Kosierb, ówczesny dyrektor RZWG, nie ma sobie jednak nic do zarzucenia. Twierdzi, że pracowano wówczas tak, jak na to pozwalały warunki. Nie umiał jednak odpowiedzieć na pytanie, dlaczego RZGW nie zwróciło się do wykonawców o aktualizację projektów.
W trakcie ich przygotowania rząd stwierdził, że nie ma pieniędzy na budowę inwestycji. Dlatego w 2007 roku podpisano umowę na kredyt z Bankiem Światowym. Ten nakazał powołanie nowych konsultantów, którzy mają dokumentację zrobić od nowa. Koszt konsultacji: 8,2 mln euro.
Nie wiadomo natomiast, ile będzie kosztować sporządzenie tzw. studium wykonalności dla ochrony przeciwpowodziowej Wrocławia. Pracę, która została zakończona w 2004 roku, trzeba dzisiaj też zacząć od nowa, bo stara jest nieaktualna.
Zimny prysznic dla władz Wrocławia
to tegoroczna fala kulminacyjna na Odrze. Na razie nie wiadomo, czy prezydent dobrze dowodził akcją powodziową na Kozanowie. Pokaże to dopiero raport przygotowywany przez wojewodę. Pewne natomiast jest, że do tej pory miasto nie prowadziło żadnego skutecznego nacisku w rządzie, by inwestycje chroniące Wrocław przed powodzią powstawały szybciej. Uznano, że to zadanie w całości należy do administracji centralnej i zupełnie pokpiono sprawę. Tymczasem Opole, zabiegając silnie o przyspieszenie inwestycji, doczekało się skutecznej ochrony powodziowej już sześć lat temu. Dlaczego my więc nie potrafimy?
Miasto do dzisiaj nie zbudowało żadnego skutecznego systemu informowania mieszkańców o zagrożeniu przeciwpowodziowym. W sobotę serwer miejski był zatkany, kierowano z niego na inną stronę, ale by ją obejrzeć, trzeba było najpierw mieć to szczęście, by trafić na główną - tę zatkaną. Zresztą brakowało tam informacji, które byłyby czytelne dla mieszkańców. Bo co komu mówi stan Odry na wskaźniku w Trestnie sprzed dwóch godzin?
Kłodzko, które poniosło gigantyczne straty w powodzi z 1998 roku, postanowiło zadbać o poczucie bezpieczeństwa mieszkańców. Powiat wraz z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska zainwestował 2,5 mln zł w system osłony przeciwpowodziowej. Od sześciu lat każdy z mieszkańców może w komputerze obejrzeć stan wody na 21 wodowskazach i dowiedzieć się, ile zostało jeszcze miejsca w korycie do przelania wału. Informacje na stronie odświeżane są co 15 minut. We Wrocławiu w ubiegłą sobotę mieszkańcy, którzy szukali w magistracie najnowszych informacji, skazani byli jedynie na wypowiedzi telewizyjne Rafała Dutkiewicza.
Politycy o zabezpieczeniach powodziowych mówią dopiero wtedy, gdy ta już nastąpi. Kraj obiegają obrazki dzielnie walczących ludzi, układających dzień i noc worki z piaskiem. Szerokim strumieniem zaczynają płynąć pieniądze budżetowe na pokrycie strat, a politycy licytują się na kwoty, które mają zostać przyznane powodzianom.
Ostatnie rządowe deklaracje o zwiększeniu środków na inwestycje przeciwpowodziowe dają nadzieję, że wreszcie coś się zmieni.
Najnowsze wiadomości
-
Dzień Matki już w sobotę. Czekamy na życzenia dla mam
-
Żołnierze ostro strzelali. Na wirtualnej strzelnicy
-
Zbigniew Zamachowski: Wszystko jest w rękach ucznia
-
Kot Bobik kontra kot Dante: Pojedynek na ul. Szewskiej
-
Na zakupy do galerii z prezydentem Wałęsą [FELIETON]
-
Pod zderzeniu busa z cysterną droga nr 5 odblokowana
-
"To nie kwestia ego". Czarnecki na otwarciu Sky Tower [FOTO]
- 71 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
48 głosów
-
Głupi Polak po wodzie: jak tracić czas i pieniądze
sterany
29.05.10, 14:08
nie widzę możliwości poprawy bezpieczeństwa Wrocławia i nieomal wszystkich miejscowości na Odrą. Starania skończyły się w 2004 roku. Jeszcze siłą rozpędu po poprzedniej klęsce. Teraz nikomu »
-
Głupi Polak po wodzie: jak tracić czas i pieniądze
agawop
29.05.10, 14:58
Jesteśmy naiwni jak małe dzieci. Znowu wierzymy, że "Państwo" coś w tym temacie zrobi. Wielkie "G" prawda. Nic nie zrobi. Z prostej ekonomicznej przyczyny: taniej jest co kilkanaście lat »
-
Głupi Polak po wodzie: jak tracić czas i pieniądze
r1111111
29.05.10, 15:17
"W ubiegłym roku prezesem KZGW został Leszek Karwowski, członek wrocławskiejPlatformy Obywatelskiej. Wcześniej był w zarządzie wrocławskiego lotniska. Zfunkcji tej zrezygnował, gdy zarzucono»
Najczęściej czytane24 htydzień


