Pułkownik Jerzy Panas: Na Kozanowie był bałagan

Rozmawiał Michał Kokot
24.05.2010 , aktualizacja: 24.05.2010 23:58
A A A Drukuj
- Nie otrzymałem żadnego polecenia od prezydenta. Był on zajęty rozmową z reporterami - mówi płk. Jerzy Panas, szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego we Wrocławiu, który prowadzi akcję przeciwpowodziową
Pułkownik Jerzy Panas
Fot. Karolina Turkowska/Agencja Gazeta
Pułkownik Jerzy Panas
SERWISY
Michał Kokot: Ile czasu zajął Wam przyjazd na Kozanów?

Płk Jerzy Panas: - Byliśmy na miejscu po 10 minutach od wezwania i natychmiast byliśmy gotowi do akcji.

Czy na miejscu były worki z piaskiem?

Nie było ani worków, ani piasku. Panował totalny bałagan, ludzie chodzili gdzie chcieli, też między naszymi transporterami. Woda lała się już przerwanym wałem, wszyscy tylko stali i patrzyli. Nie otrzymałem żadnego polecenia od prezydenta. Był on zajęty rozmową z reporterami. Prosiłem go, by wydał mi polecenia, bo to przecież on odpowiada za akcję i ją organizuje. Pytałem o piach i worki. Powiedział mi, że już wszystko jedzie. Gdy zapytałem po półtorej godzinie po raz drugi o to, odpowiedział, że ciężarówki stoją w korku. Nie rozumiem, dlaczego nie eskortowała ich policja.

Jak długo czekaliście na wejście do akcji?

Trzy i pół godziny od momentu przyjazdu. Na piknik to my, wojskowi, wybieramy sobie inne miejsca. Przykro mi było, że tak się stało i że musieliśmy się wycofać z akcji obrony tego wału. Zdaję sobie sprawę z tego, że wyrażam się być może zbyt ostro, ale czuję niedosyt, bo powinienem przyjechać i od razu wejść na akcję. Ten wał był, szczerze mówiąc, do obrony. A już na pewno wtedy, gdyby nas wpuszczono dzień wcześniej i pozwolono na zbudowanie porządnej zapory.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 156 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów